Minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wystąpiła do Głównego Inspektora Pracy z wnioskiem o wszczęcie kontroli w sieci sklepów Stokrotka – dowiaduje się portal Zero.pl. – Z informacji, jakie wpłynęły do MRPiPS, wynika, że może dochodzić do naruszeń przepisów z zakresu prawa pracy – przekazał nam resort. Szefowa związku zawodowego mówi nam zaś o utrudnianiu organizacji referendum strajkowego i trudnych warunkach pracy. – Ludzie po prostu nie wytrzymują – przyznaje. Stokrotka odpiera zarzuty.

- Państwowa Inspekcja Pracy wkrótce może rozpocząć działania kontrolne w sieci Stokrotka na wniosek MRPiPS. Według resortu, istnieje prawdopodobieństwo, że w firmie dochodziło do łamania przepisów prawa pracy.
- Ministerstwo przekazało nam, że w stosunku do spółki podnoszony jest m.in. zarzut uniemożliwiania organizacji referendum strajkowego. Takie referendum chciała zorganizować „Solidarność”.
- Szefowa „S” w Stokrotce w rozmowie z naszym portalem opowiada o frustracji pracowników związanej z pogarszającymi się warunkami pracy. Problemem ma być zwłaszcza niewystarczająca obsada sklepów przy coraz większej liczbie obowiązków. – Niedobory kadrowe odbijają się na pracownikach, którzy zgłaszają problemy zdrowotne – słyszymy.
- Stokrotka się broni. W przesłanym nam stanowisku zapewnia, że działa zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa oraz zasadami dialogu społecznego.
Sieć Stokrotka to potentat we wschodniej Polsce. Spółka ma swoje korzenie w Lublinie, gdzie dziś mieści się jej centrala. Historia Stokrotki rozpoczęła się w połowie lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to lokalny przedsiębiorca Artur Kawa założył spółkę cywilną o nazwie Eldorado, zajmującą się dystrybucją artykułów spożywczych. Eldorado z czasem zmieniło nazwę na Emperia Holding. W 2018 r. Emperia stała się własnością litewskiej Maxima Grupe, która po przejęciu podjęła decyzję o wycofaniu akcji spółki z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.
Na koniec 2025 r. Stokrotka miała 974 sklepy własne i franczyzowe. Są one rozsiane po całej Polsce, jednak ze względu na rodowód sieci największe zagęszczenie placówek występuje we wschodnich województwach. Stokrotka pozycjonuje się jako sieć supermarketów, nie dyskontów, podkreślając m.in. to, że jej sklepy wyposażone są w tzw. lady tradycyjne (z mięsem, wędlinami i serami).
Gorąco wokół sieci sklepów Stokrotka
Spółka zatrudnia obecnie ok. 11,5 tys. osób. Od blisko półtora roku stosunki pracowników i pracodawcy są mocno napięte. Z rozmowy, jaką przeprowadziliśmy z Alicją Symbor, przewodniczącą NSZZ „Solidarność” w Stokrotce, wyłania się obraz załogi sfrustrowanej przeciążeniem obowiązkami. Jak mówi szefowa „S”, to efekt niedostatecznej obsady w supermarketach.
Białoruski trop, indyjska firma i polskie wizy. Sprawdzamy, co zostało z afery po dwóch latach
Jak duża jest skala niedoborów? – Sytuacja kadrowa wygląda różnie w zależności od sklepu – mówi Alicja Symbor. – Generalnie pracodawca nie chce nam udzielić informacji na ten temat. Posiadamy dane o zatrudnieniu tylko z tych jednostek, w których mamy związkowców. Na ich podstawie możemy oszacować, że obecnie w tych placówkach załoga jest mniejsza o 40 proc. w porównaniu z 2019 r. (czyli rok po tym, jak Emperia została przejęta przez Maxima Grupe – red.).
– Warunki są wyjątkowo trudne na tzw. ladzie tradycyjnej, gdzie pracownikom doszły nowe obowiązki: obsługa pieców do wypiekania pieczywa i mięs – opowiada szefowa „S”. – Niedobory kadrowe odbijają się na pracownikach, którzy zgłaszają problemy zdrowotne. To problemy fizyczne, m.in. zespół cieśni nadgarstka, problemy z kręgosłupem, ale też psychiczne, bo ludzie po prostu nie wytrzymują pracy w takich warunkach i popadają w depresję.
Stokrotka, jak wiele innych sieci, postawiła w ostatnich latach na kasy samoobsługowe. Zazwyczaj w kontekście tego rozwiązania sieci podnoszą argument, że odciąża ono pracowników. Alicja Symbor ma na ten temat inne zdanie.
– Kasy samoobsługowe są usprawnieniem tylko w teorii, bo też wymagają obsługi ze strony personelu: a to klient się pomyli, a to do systemu wprowadzona jest tylko waga produktu bez opakowania plastikowego – wylicza. – To wystarczy, by kasa zaczęła „krzyczeć”. Jeśli na zmianie jest wtedy jeden kasjer, to musi on zostawić swoją kolejkę i iść rozwiązywać problem na kasie samoobsługowej. Do tego niedawno doszła nam obsługa butelkomatów. Słuchamy naszych klientów i wiemy, że takie sytuacje ich denerwują i zniechęcają do zakupów w naszych sklepach.
Pracownicy nie są też zadowoleni z wynagrodzeń.
– Mediana zarobków w sieci Stokrotka jest niewiele wyższa od najniższej krajowej – mówi Alicja Symbor.
Przypomnijmy, że pensja minimalna w 2026 r. wynosi 4806 zł brutto, co daje niewiele ponad 3,6 tys. na rękę.
W sprawozdaniu zarządu Maxima Grupe za 2025 r. kilkakrotnie pada stwierdzenie, że wzrost płacy minimalnej w krajach, w których działa grupa (w tym w Polsce), jest „czynnikiem ryzyka” z punktu widzenia kosztów operacyjnych – ale też w kontekście utrzymania obecnych pracowników i przyciągania nowych. Tu Maxima Grupe wskazuje na „działalność ze strony konkurencji” – co można odczytać jako sugestię, że pracownicy mogą odchodzić do sieci, które zwyczajnie płacą więcej.
W 2023 r. płaca minimalna w Polsce była podwyższana dwukrotnie i w efekcie wzrosła o 590 zł w porównaniu z 2022 r. (do poziomu 3600 zł). Dwie podwyżki najniższej krajowej miały miejsce także w 2024 r. Dało to łączny wzrost pensji minimalnej o 700 zł, do 4300 zł. W 2025 r. pensja minimalna wzrosła o 366 zł, a w 2026 r. – o 140 zł.
Storpedowane referendum strajkowe w Stokrotce?
Pracownicy Stokrotki, poprzez struktury związkowe, domagali się w m.in. podwyżek pensji o 800 zł brutto i zwiększenia obsady sklepów o dwa etaty. Negocjacje prowadzone w ramach sporu zbiorowego nie przyniosły jednak zadowalających ich rezultatów – i skończyły się podpisaniem protokołu rozbieżności. Strona związkowa przystąpiła w tej sytuacji do referendum strajkowego, które ruszyło 1 grudnia 2025 r. I tu, jak mówi Alicja Symbor, zaczęły się kolejne schody.
– Oficjalnych wyników jeszcze nie mamy, ale dotychczasowy przebieg referendum pozwala nam przypuszczać, że wzięła w nim udział zbyt mała liczba pracowników – mówi przewodnicząca „S” w Stokrotce.
Tymczasem, by referendum strajkowe było ważne, musi w nim wziąć udział co najmniej 50 proc. pracowników danego zakładu pracy – a w przypadku organizacji wielozakładowej, co najmniej 50 proc. osób zatrudnionych w poszczególnych zakładach.
– Centrala związkowa, działając w tak rozproszonej strukturze, zwyczajnie nie miała jak wysłać maili z informacją o referendum strajkowym do sklepów czy magazynów – mówi Alicja Symbor. – Uniemożliwiła nam to blokada ze strony pracodawcy.
Jak wyjaśnia nasza rozmówczyni, mimo iż na pieczątkach poszczególnych sklepów znajdują się numery kontaktowe do placówek, związkowcy otrzymali od pracodawcy wyraźne polecenie, aby nie kontaktować się w ten sposób z kadrą poszczególnych supermarketów. – Pracodawca powołał się przy tym na przepisy RODO. W tej sytuacji zaczęliśmy wysyłać zawiadomienia o referendum do sklepów i magazynów tradycyjnymi listami, za zwrotnym potwierdzeniem odbioru, ale kadra kierownicza otrzymała dyspozycje, by nie przekazywać tej informacji dalej.
Strajku na razie zatem nie będzie, ale związkowcy nie odpuszczają. – Rozmawialiśmy w MRPiPS o naszej sytuacji. Prosiliśmy o wsparcie. Nie wiemy, czy i w jaki sposób resort się zaangażuje, możemy tylko prosić – ale bardzo na to liczymy – mówi Alicja Symbor.
MRPiPS wnioskuje o kontrolę PIP w Stokrotce
Jak dowiaduje się portal Zero.pl, resort rodziny, pracy i polityki społecznej zareagował na skargi związkowców ze Stokrotki. Szefowa MRPiPS, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, domaga się wszczęcia kontroli w sieci przez Państwową Inspekcję Pracy. Widzi ku temu powody.
– Z informacji, jakie wpłynęły do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej ze strony związków zawodowych, wynika, że u pracodawcy Stokrotka Sp. z o. o. z siedzibą w Lublinie może dochodzić do naruszeń przepisów z zakresu prawa pracy, w szczególności z zakresu ustawy o rozwiązywaniu sporów zbiorowych i ustawy o związkach zawodowych – przekazał Zero.pl resort pracy.
Jak słyszymy, w stosunku do Spółki podnoszone są m.in. następujące zarzuty:
- uniemożliwianie kontaktu między związkiem zawodowym a pracownikami;
- ingerowanie w działalność związkową pracowników;
- uniemożliwianie organizacji referendum strajkowego.
– W związku z powyższym, pani Agnieszka Dziemianowicz-Bąk wystąpiła do Głównego Inspektora Pracy z wnioskiem o wszczęcie kontroli i objęcie nadzorem postępowania kontrolnego w Stokrotka Sp. z o.o. w zakresie dotyczącym obowiązku pracodawcy tworzenia warunków umożliwiających pracownikom korzystanie z prawa koalicji związkowej – poinformowało Zero.pl MRPiPS.
Resort wskazuje, że minister właściwy do spraw pracy – jeśli tylko posiada informacje o możliwych naruszeniach w danym zakładzie pracy – powiadamia o nich Głównego Inspektora Pracy celem przeprowadzenia kontroli. – I tak właśnie stało się w tym przypadku.
Stokrotka: Działamy zgodnie z przepisami prawa
Co na to Stokrotka? Spółka odpiera zarzuty. W przesłanym nam stanowisku sieć podkreśla, że działa zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa oraz zasadami dialogu społecznego. „Tak było również podczas referendum strajkowego zorganizowanego przez związki zawodowe, które realizowały swoje działania w przewidzianym prawem trybie” – czytamy w mailu przesłanym nam przez służby prasowe Stokrotki.
Spółka odniosła się również do postulatów pracowników. „Kwestie związane z organizacją pracy, polityką wynagrodzeń oraz poziomem zatrudnienia są na bieżąco analizowane i dostosowywane do potrzeb operacyjnych sklepów” – informuje sieć. „Stokrotka stale monitoruje te obszary, dbając o zachowanie równowagi pomiędzy efektywnością operacyjną a komfortem pracy swoich zespołów”.
Stokrotka zapewnia także, że pozostaje „otwarta na dialog prowadzony w sposób zgodny z obowiązującymi przepisami, z poszanowaniem wszystkich stron oraz w poczuciu odpowiedzialności za dobro pracowników i stabilny rozwój firmy”.
Spółka dodaje, że nic jej nie wiadomo o prowadzeniu przez PIP kontroli – przypomnijmy jednak, że minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk dopiero wystąpiła z takim wnioskiem. Tego typu pismo musi zostać najpierw rozpatrzone, a dopiero potem jest wydawana decyzja o wszczęciu kontroli lub rezygnacji z procedury.
Związkowcy w Stokrotce proszą o pomoc klientów
Państwowa machina poszła zatem w ruch. Jednocześnie związkowcy w Stokrotce próbują obecnie innej ścieżki, by zwrócić uwagę pracodawcy na swoje problemy.
– Zaczęliśmy zbierać podpisy klientów pod petycją o poprawę funkcjonowania sklepów – mówi Alicja Symbor. – Taką akcję zainaugurowaliśmy w sklepie w Lublinie, przy ul. Braci Wieniawskich. To osiedle zamieszkane głównie przez seniorów, gdzie kasy samoobsługowe się nie sprawdzają – przychodzą tam klienci z balkonikiem, o kulach, którym ciężko jest wystać w długich kolejkach do lady tradycyjnej, a potem jeszcze wszystko samodzielnie skasować i spakować. W tym konkretnym sklepie załoga jest obecnie mniejsza o 37 proc. w porównaniu z 2019 r.
– W ciągu dwóch dni przed Bożym Ciałem i w sobotę po Bożym Ciele zebraliśmy 1500 podpisów klientów, którzy sami do nas przychodzą i mówią nam, że podzielają nasze zdanie o zbyt małej liczbie załogi – dodaje. – Widzimy ogromne wsparcie ze strony ludzi. Będziemy takie akcje powtarzać w innych sklepach, bo liczymy na to, że głosów klientów zarząd już nie zignoruje.
Petycję można też podpisać online, poprzez stronę NSZZ „Solidarność” Stokrotka. Związkowcy podkreślają, że apelują o wstrzymanie redukcji etatów w sklepach sieci, zwiększenie liczby pracowników na zmianach dziennych (co ma wyeliminować kolejki) i „przywrócenie godnych warunków pracy”.
„To jest fenomenalne, ale przerażające!” Wywiad z Piotrem Latałą
„Wsparcie klientów jest dla nas kluczowe. Jeśli zależy Państwu na sprawnych zakupach i przyjaznej atmosferze, prosimy o podpisanie petycji do Zarządu firmy” – apelują.
W sprawozdaniu zarządu Maxima Grupe czytamy, że przychody grupy w Polsce wzrosły w 2025 r. o 4,3 proc., do 1,97 mld euro.
W 2026 r. Stokrotka formalnie zmieniła właściciela w ramach reorganizacji struktur wielkiego holdingu handlowego Vilniaus prekyba, do którego należy Maxima Grupe. Sklepy Stokrotki, podobnie jak bułgarska sieć T Market, przeszły pod zarząd spółki Paretas B.V. Biznes ten został tym samym oddzielony od pionu bałtyckiego, czyli sklepów Maxima w Estonii, Litwie i Łotwie, a także internetowego sklepu Barbora.
