Reklama
Kraj

Masz znajomości? Żyjesz. Nie masz? Czekasz w kolejce. Takich szpitali jest więcej

Afera wokół Szpitala Południowego wzbudza dziś emocje, ale nie jest odosobnionym incydentem. To raczej symptom głębszego problemu, który od lat toczy polski system ochrony zdrowia. Nierówny dostęp do świadczeń, rosnące kolejki i prywatne ścieżki leczenia sprawiają, że część pacjentów szuka sposobów, by dostać pomoc „tylnymi drzwiami”.

Wojciech Wiśniewski
Opinia autorstwa: Wojciech Wiśniewski
Dzisiaj 11:54
4 min
Warszawa, 17.06.2026 r. Konferencja prasowa posłów PiS przed Szpitalem Południowym. (fot. Radek Pietruszka / PAP)
TYLKO NA

Polska żyje sytuacją opisaną w tekście Patryka Słowika. Z informacji Zero.pl wynika, że Szpitalny Oddział Ratunkowy Warszawskiego Szpitala Południowego w błyskawicznym tempie zajmował się wpływowymi działaczami Koalicji Obywatelskiej oraz ich rodzinami. Gdy inni pacjenci musieli czekać po 4–5 godzin na przyjęcie, politycy mieli wykonywane badania po 10 minutach od rejestracji. Warto przy tej okazji zapytać, dlaczego takie sytuacje w ogóle mogą mieć miejsce.

Równy dostęp do opieki

Doktor Maria Libura zwykła mawiać o nierównościach w zdrowiu, wskazując, że zabijają one w Polsce na masową skalę. Wiele uwagi poświęciła tej sprawie m.in. w wywiadzie udzielonym Grzegorzowi Sroczyńskiemu na Zero.pl. To jasne, że kod pocztowy decyduje o możliwości dostania się do lekarza. Tysiące miejscowości w Polsce nie mają żadnego transportu nawet do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Następuje koncentracja ośrodków w stolicach województw, również w systemie finansowanym ze środków prywatnych – tam jest większy rynek.

Przeczytaj także: Ujawniamy, jak pracował 28-letni lekarz milioner. Telewizja i polityka zamiast leczenia

Reklama
Reklama

Jednak należy zwrócić uwagę, że decydujące znaczenie mają również inne czynniki. Według danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego osoba z wykształceniem podstawowym żyje 12 lat krócej od osoby z wykształceniem wyższym. Osoby przebojowe, z rozbudowaną siecią kontaktów czy innym wymiarem kapitału społecznego, za wszelką cenę utorują sobie drogę do otrzymania niezbędnej opieki. W końcu zdrowie jest tym rodzajem dobra, za które zapłaci się ostatni grosz lub poruszy niebo i ziemię.

W Polsce umówiliśmy się na system ochrony zdrowia finansowany ze środków publicznych, który teoretycznie zapewnia równy dostęp pacjentom do opieki. Ze wskazanych względów jest to w wielu przypadkach fikcja. I tutaj pojawia się właśnie powód, dla którego takie sytuacje, jak opisana w tekście Zero.pl, będą się powtarzać. Gdyby pacjenci mieli dostęp do diagnostyki i leczenia w ramach publicznej ochrony zdrowia, nie byliby zmuszeni wydawać pieniędzy poza składkami i podatkami.

Tylne drzwi

W Czechach, gdzie system działa bodaj najlepiej w tej części Europy ze względu na dostępność świadczeń, sektor prywatny działa w bardzo ograniczonym zakresie. Tymczasem odsetek pacjentów doświadczających w Polsce tzw. katastrofalnych wydatków na zdrowie plasuje nasz kraj w niechlubnej europejskiej czołówce.

Gdyby pacjenci mieli dostęp do niezbędnej diagnostyki i leczenia, w wielu przypadkach nie szukaliby możliwości „wejścia” do systemu przez szpitalny oddział ratunkowy. Tyle tylko, że czas oczekiwania na udzielenie świadczenia, czyli – mówiąc po ludzku – kolejki – z kwartału na kwartał rosną, a powiększająca się luka finansowa w Narodowym Funduszu Zdrowia, zmuszająca płatnika do cięć, raczej tej sytuacji nie poprawi.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Ujawniamy, jak wyprowadzono majątek z jednej z największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce

Żeby sprawa była jasna – w żadnym przypadku nie tłumaczę sprawy w Szpitalu Południowym. Natomiast im gorzej będzie w publicznej ochronie zdrowia, a dostępność opieki będzie się pogarszać, tym prawdopodobieństwo wystąpienia takich zjawisk będzie się zwiększać. Nawet jeżeli jakieś inne saloniki były, to pewnie teraz są zamykane, ale raczej telefony do Wisły nie zostały wyrzucone.

Źródło: Zero.pl
Wojciech Wiśniewski
Wojciech WiśniewskiCzłonek Trójstronnego Zespołu ds. Ochrony Zdrowia z ramienia Polskiego Towarzystwa Gospodarczego - autor zewnętrzny.