
Do 27 października klienci Zondacrypto muszą zgłosić wierzytelność estońskiemu syndykowi, by dzielić majątek na równych zasadach. Wnioski opiewają dopiero ok. 43 mln euro przy zobowiązaniach szacowanych nawet na 700 mln. Zawiadomienie do prokuratury nie wystarczy – mówi Damian Przybyłowski, przewodniczący Komitetu Wierzycieli.
- Termin zgłoszeń upływa 27 października o 23:00 czasu polskiego. Spóźnialscy trafią na koniec kolejki wierzycieli.
- Zgłoszenie do prokuratury nie zastępuje zgłoszenia u syndyka. Wierzytelność wysyła się e-mailem, po polsku z tłumaczeniem lub po angielsku, z podpisem i dowodami.
- Nikt nie zna jeszcze skali odzysku. Należy unikać „specjalistów od odzyskiwania kryptowalut”, którzy żądają opłat z góry albo haseł.
Żurek zdecydował o śledztwie ws. Zondacrypto. Wiemy, kto stanie na czele zespołu
Tysiącom Polaków, którzy stracili pieniądze na giełdzie Zondacrypto, zostało kilkanaście dni.
– 27 października zamyka się lista osób, które dzielą majątek na równych zasadach – mówi Damian Przybyłowski, radca prawny, doradca restrukturyzacyjny i przewodniczący Komitetu Wierzycieli. Liczy się dzień, w którym zgłoszenie dotrze do syndyka. Estonia ma czas przesunięty o godzinę do przodu, więc termin kończy się o godz. 23:00 w Polsce.
Zondacrypto działała wcześniej jako BitBay. Powstała w Polsce w 2014 r. i przez lata była największą giełdą kryptowalut dla polskojęzycznych użytkowników. Na początku kwietnia 2026 r. zatrzymała wypłaty, a w połowie miesiąca śledztwo wszczęła polska prokuratura. Według relacji medialnych prezes giełdy mówił wtedy o niedostępnym zimnym portfelu z ok. 4,5 tys. BTC. 18 maja estońska Jednostka Analiz Finansowych (FIU) częściowo zawiesiła licencję operatora, spółki BB Trade Estonia OÜ. Zakazała jej przyjmowania nowych wpłat i pozyskiwania klientów.
27 sierpnia sąd w Tallinnie ogłosił upadłość spółki.
– Spółka BB Trade Estonia OÜ jest w rękach syndyka, Margusa Lentsiusa, a jej klienci stali się wierzycielami, czyli osobami, które czekają w kolejce do podziału tego, co uda się odzyskać – wyjaśnia Przybyłowski. Od 17 września działa komitet wierzycieli, wybrany na pierwszym zgromadzeniu w Tallinnie. Przybyłowski został jego przewodniczącym.
Michał Moskal zawiesza członkostwo w klubie PiS. Konsekwencja afery Zondacrypto
Kryptowalut na kontach już nie ma
Rozmówca nie pozostawia złudzeń co do stanu majątku.
– Najtrudniejsza informacja jest taka, że kryptowalut klientów na kontach spółki dziś nie ma. Syndyk zastał portfele puste – mówi. Pieniądze trzeba dopiero odzyskać: z zabezpieczeń polskiej prokuratury, z rachunków bankowych i z pożyczek udzielonych spółkom powiązanym.
– Upadłość nie jest więc końcem tej historii, tylko początkiem procesu odzyskiwania – podkreśla.
Termin ma duże znaczenie praktyczne. Kto się spóźni, nie zostanie całkiem wykluczony, ale – jak mówi Przybyłowski – „ląduje na końcu kolejki”. Dostanie cokolwiek dopiero wtedy, gdy wszyscy terminowi wierzyciele zostaną zaspokojeni w całości.
– Przy skali tej sprawy to scenariusz czysto teoretyczny – ocenia. Liczby pokazują skalę zaniedbania. Syndyk szacował zobowiązania wobec klientów na podstawie ksiąg spółki nawet na 700 mln euro, a pod koniec września zgłoszono nieco ponad 43 mln euro.
– To znaczy, że bardzo wielu ludzi wciąż się nie zgłosiło i za kilkanaście dni może stracić swoje miejsce w kolejce – ostrzega.
Najgroźniejsze nieporozumienie dotyczy roli prokuratury. Wielu poszkodowanych złożyło zawiadomienie kilka miesięcy temu i uważa, że sprawa jest zgłoszona.
– Prokurator szuka winnych, a nie dzieli pieniądze. Pieniądze dzieli syndyk w Estonii i to wyłącznie między tych, których ma na swojej liście – wyjaśnia Przybyłowski. Instytucje te nie przekazują sobie zgłoszeń automatycznie. Prokuratura Krajowa przypomniała o tym 15 września: roszczenia trzeba kierować bezpośrednio do syndyka.
Jak zgłosić wierzytelność
Procedura jest prostsza, niż się wydaje.
– Wbrew pozorom nie jest to skomplikowana procedura, tylko wymagająca staranności – zaznacza rozmówca. Zgłoszenie wysyła się mailem na adres haldur@lentsius.ee.
– Bez estońskiego prawnika, bez notariusza, bez wyjazdu do Tallinna – wylicza. Syndyk akceptuje pisma po estońsku lub angielsku oraz polskie dokumenty z tłumaczeniem, które nie musi być przysięgłe.
Z dokumentu syndyk musi wyczytać pięć rzeczy: kim jest wierzyciel, które konto w Zondacrypto do niego należało, ile mu się należy w euro, z czego to wynika i czym to udowadnia. W praktyce potrzebne są dane osobowe i kontaktowe, login lub e-mail konta na giełdzie, wyliczenie kwoty z rozpisaniem każdej kryptowaluty osobno, numer rachunku do wypłaty i ponumerowane dowody. Konieczny jest też podpis: kwalifikowany podpis elektroniczny albo skan pisma podpisanego długopisem.
– Profil zaufany odpada, nie jest akceptowany przez syndyka – zastrzega Przybyłowski.
Najczęstsze błędy są banalne.
– Ludzie piszą do syndyka tak, jakby składali skargę w dziale obsługi klienta – mówi rozmówca. Opisują, co się stało i jak bardzo są rozgoryczeni, ale nie załączają formularza, dowodów ani podpisu. Według danych biura syndyka pod koniec września ok. 900 zgłoszeń wymagało uzupełnienia, a blisko 500 osób nie odpowiedziało na wezwanie. Powtarzają się też nieczytelne skany, podawanie liczby bitcoinów bez wartości w euro oraz próby liczenia straty podwójnie: zwrotu kryptowaluty i pieniędzy wydanych na jej zakup.
Kolejne zatrzymanie w aferze Zondacrypto. Wpadł były naczelnik w policji
Dowody, szanse i oszuści
Jakie dokumenty warto zabezpieczyć?
– Wszystko, co pokazuje trzy rzeczy: że konto było pana lub pani, co na nim było i że nie dało się tego wypłacić – tłumaczy Przybyłowski. Chodzi o zrzuty ekranu salda, historie transakcji, maile od giełdy, potwierdzenia przelewów, niezrealizowane zlecenia wypłaty, identyfikatory transakcji i korespondencję z obsługą. Jego rada jest prosta: nie kasować żadnego starego maila od Zondacrypto.
– Nawet zwykłe powiadomienie o logowaniu może okazać się jedynym dowodem, że konto istniało – mówi. Kto nie ma żadnych zrzutów i tak powinien się zgłosić, bo prokuratura zabezpieczyła bazę danych giełdy, a syndyk zapowiedział porównywanie z nią oświadczeń wierzycieli.
Czy poszkodowani odzyskają pieniądze?
– Realnie tak, ale nikt dziś nie wie, w jakiej części – odpowiada rozmówca. Polska prokuratura informowała o zabezpieczeniu ok. 150 mln zł i czeka na uprawomocnienie tego zabezpieczenia. W księgach spółki są też pożyczki dla spółek powiązanych na ok. 75 mln euro. Syndyk zapowiedział przyjazd do Polski, by rozmawiać o włączeniu zabezpieczonego majątku do masy upadłości. Konkretną liczbę będzie można podać nie wcześniej niż w listopadzie.
– Każdy, kto dziś obiecuje określony procent zwrotu, zgaduje – mówi Przybyłowski.
Po dużych aferach pojawiają się też oszuści.
– Przede wszystkim nie dać się oszukać drugi raz – przestrzega rozmówca. „Specjaliści od odzyskiwania kryptowalut” obiecują zwrot za opłatą z góry albo proszą o dostęp do konta.
– Do zgłoszenia u syndyka nie są potrzebne hasła, kody BLIK, dostęp do bankowości ani profil zaufany. Kto o to prosi, nie pomaga – ocenia. Radzi też odpowiadać na każdą wiadomość z Estonii i zaglądać do spamu. Nie warto liczyć wyłącznie na wniosek o zwrot kryptowalut w naturze. Takich wniosków wpłynęło 539, ale na tym etapie nie ma czego wydać, więc zwykłe zgłoszenie wierzytelności trzeba złożyć tak czy inaczej.
Sprawa Zondacrypto. Wszystko, co trzeba wiedzieć o aferze
Plan na ostatnie dni
Co zrobić teraz?
– Usiąść do tego na godzinę jeszcze w tym tygodniu – radzi Przybyłowski. Trzeba odszukać login i e-mail konta, założyć folder z dowodami i spisać, jakie kryptowaluty i w jakiej ilości były na koncie. Potem przygotować zgłoszenie i wysłać je syndykowi, nie czekając na ostatnie dni.
Zgłoszenie można złożyć samodzielnie, przez dowolnego pełnomocnika albo z pomocą inicjatywy ZondaOdzyskaj.pl, którą prowadzi Krajowe Centrum Obsługi Długów, a której prezesem jest Przybyłowski.
– Decyzję trzeba jednak podjąć teraz, a nie w ostatnim tygodniu – zaznacza. Przestrzega też przed zwlekaniem: – Odkładanie decyzji niczego nie ułatwi.
Po wysłaniu zgłoszenia warto poprosić syndyka o potwierdzenie odbioru i pilnować skrzynki do końca postępowania. Czasu jest niewiele. Jeśli zgłoszenie dotrze po 23:00 czasu polskiego 27 października, jego autor straci miejsce w głównej kolejce wierzycieli.
Obejrzyj także: