Piąty rok rosyjskiej wojny na Ukrainie. Wojny, która już jakiś czas temu przekształciła się w wojnę dronów. 80 proc. strat powodują teraz nie ostrzały artyleryjskie, a drony – FPV, drony zwiadowcze i bomby zrzucane z quadcopterów. To drony wyznaczają teraz na froncie tzw. „strefę śmierci”, w której są w stanie wykryć, a potem zniszczyć wszystko, co się rusza.
Drony oczywiście nie wygrywają (jeszcze) wojen, ale na pewno zmieniają ich charakter. I to właśnie udowadnia wojna na Ukrainie. Teraz tani dron jest w stanie zniszczyć drogi czołg. W dodatku może uderzyć z niespotykaną i nieosiągalną wcześniej precyzją.
Noc
W ubiegłym tygodniu w nocy ze środy na czwartek Rosja przeprowadziła jeden z największych zmasowanych ataków powietrznych na Ukrainę. W kierunku m.in. Kijowa, Charkowa, Odessy Kreml wystrzelił, oprócz 44 rakiet, prawie 660 dronów bojowych. Były to głównie Shahedy i ich rosyjska podróbka – drony Gerań. Rosjanie w dodatku nie celowali w ukraińską infrastrukturę, jak jeszcze niedawno, a w wieżowce, bloki i domy mieszkalne.
Większość rakiet i dronów została zestrzelona przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, ale kilkanaście celów się przebiło. Bilans ofiar to co najmniej 16 zabitych i około stu rannych. W Kijowie zginęły cztery osoby, w tym 12-letni chłopiec, w Odessie śmiertelnych ofiar jest co najmniej sześć.
Najwięcej rannych jest w ukraińskiej stolicy – ponad 50 osób, w tym policjanci, ratownicy i dwaj obcokrajowcy.
Most
Na rzece Konka (dopływ Dniepru), na tymczasowo okupowanej przez Rosjan części terytorium w obwodzie chersońskim, stał sobie most, który miał kluczowe znaczenie logistyczne dla Rosjan – służył do zaopatrzenia pozycji na pobliskich wyspach w rejonie Chersonia (rosyjska armia przeprawiała tędy do swoich oddziałów amunicję, paliwo i racje żywnościowe).
Budanow, Załużny, czy Zełenski. Kto będzie prezydentem Ukrainy?
Ukraińcy próbowali więc most zniszczyć – nalotami i rakietami HIMARS. Miesiące uderzeń i… nic. Most stał – nawet rakiety uderzające w nawierzchnię drogi nie były w stanie naruszyć głównych podpór nośnych. Na początku ubiegłego roku dowództwo przekazało więc sprawę 426. Pułkowi Systemów Bezzałogowych Piechoty Morskiej.
Po dwóch miesiącach, w marcu ubiegłego roku, most runął. I zniszczyły go nie HIMARS-y, a drony!
I tak most na rzece Konka zapisał się w historii – jest pierwszym na świecie mostem zniszczonym nie przez rakiety, a przez drony.
Sprawie pomógł też przypadek. Jeden ze stacjonujących tam rosyjskich żołnierzy opublikował w sieci, zdawałoby się zwykłe zdjęcie z frontu, gdy stoi pod tym mostem. Dla ukraińskich analityków jednak fotka była niespodziewanym prezentem, wręcz darem od losu – zdjęcie zostało zrobione bezpośrednio pod konstrukcją i jak na dłoni można było zobaczyć na nim wszystkie słabości podpór i filarów.
Okazało się, że od spodu most nie miał tak potężnego „pancerza” jak na górze. Ukraińcy więc przez dwa miesiące wysyłali pod most drony, które podkładały ładunki bezpośrednio pod kluczowe podpory lub elementy nośne. Do tej misji wykorzystali ciężkie brytyjskie, trochę zmodyfikowane, drony transportowe Malloy T-150, które cicho podlatywały do mostu i na linie albo kablu opuszczały ładunki – każdy o masie 50 kg. Po 30 takich lotach pod mostem, w jego najbardziej newralgicznych miejscach, rozmieszczone było już 1,5 tony ładunków wybuchowych.
Do detonacji doszło ponad rok temu, w marcu, ale sprawę ujawniono dopiero teraz. Opisał ją „The Telegraph”.
Lista
Mniej więcej w tym samym czasie rosyjskie Ministerstwo Obrony publikuje na swojej stronie internetowej listę firm w Europie (w tym w Polsce), które według Kremla mają być związane z produkcją dronów dla Ukrainy. Głos zabiera też były rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew i twierdzi, że to „lista potencjalnych rosyjskich celów”.
Smoleńsk – 16 lat po katastrofie. Najważniejsze fakty i wciąż otwarte pytania
Miedwiediew odgrywa teraz rolę słynnego Władimira Żyrinowskiego, rosyjskiego ultranacjonalisty, który zabierał głos wtedy, gdy Putinowi nie wypadało. Zmarł przed czterema laty, od tego czasu więc jego rolę pełni Miedwiediew, który jest teraz zastępcą przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Czyli tak naprawdę nikim…
Pytanie jednak, po co Rosjanie to zrobili. Po co opublikowali taką listę, niepopartą przecież żadnymi dowodami? To po prostu ewidentny propagandowy blef, kolejna odsłona rosyjskiej wojny hybrydowej z Zachodem. Dlaczego na tej liście pojawiła się Polska? Ano po to, by włączyć polski przemysł zbrojeniowy do narracji „wrogów”, którzy osaczają Rosję.
Zrobili to też pewnie dlatego, że ukraińska dronowa szarża boli i kosztuje Kreml coraz więcej. Ukraińskie drony dolatują coraz dalej, niszczą coraz mocniej. Jak napisał ostatnio Wołodymyr Zełenski:
Wszyscy widzą historyczny zasięg naszych dronów – uderzających 1750 kilometrów od naszej granicy. Będzie jeszcze dalej.
Szachy Zełenskiego
Najbardziej jednak Kreml zirytowała dyplomatyczna szarża Zełenskiego w Zatoce Perskiej, gdy w ciągu kilku dni podpisał z Arabią Saudyjską, Katarem i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi kontrakty na dostawy ropy i oleju napędowego. Finalizują się też kolejne umowy – z Omanem, Kuwejtem i Bahrajnem.
Amerykański think tank Atlantic Council tę szarżę nazwał „mistrzowską lekcją dyplomacji wojennej”, internauci z kolei „partią szachów”. To wyraźne odbicie od słynnych już słów Donalda Trumpa skierowanych do ukraińskiego prezydenta w Gabinecie Owalnym: „nie masz kart”. No nie ma. Bo już nie potrzebuje. On gra w szachy…
Ta partia pewnie nigdy nie doszłaby do skutku, gdyby nie amerykańsko-izraelska wojna z Iranem. To amerykańsko-izraelskie ataki na Teheran spowodowały ataki irańskich dronów, które zaczęły uderzać nie tylko w amerykańskie bazy w rejonie Zatoki Perskiej, ale też w Bogu ducha winne pola naftowe i rurociągi w Arabii Saudyjskiej, wieżowce w Dubaju, lotniska czy stacje odsalania wody i elektrownie w Kuwejcie.
Na początku marca Ukraina wysyła więc na Bliski Wschód ponad dwustu ukraińskich żołnierzy ze swoich jednostek antydronowych. Po to, by pomóc krajom Zatoki Perskiej odeprzeć ataki irańskich Shahedów. Z podobnymi przecież, jeśli nie takimi samymi, Ukraińcy walczą u siebie.
Musieli chyba się sprawdzić, bo pod koniec marca w podróż po regionie Zatoki Perskiej wyruszył Wołodymyr Zełenski i szybko dobił targu: ukraińskie know-how i drony przechwytujące w zamian za ropę naftową i olej napędowy.
Kijów więc nie jest już tylko petentem. Kijów zaczyna stawiać warunki. W każdym razie pogłoski o tym, że Rosja jest na szybkiej ścieżce do wygrania wojny z Ukrainą, okazały się zdecydowanie przesadzone.

