Reklama

Skończyły się dopłaty do elektryków. A teraz zgadnijcie, co zaczęli robić importerzy

Reklama

Kojarzycie niekończącą się dyskusję o programach dopłat do mieszkań, dzięki którym deweloperzy bezkarnie mogli utrzymywać wysokie ceny nieruchomości? Coś podobnego zaczyna się dziać na rynku motoryzacyjnym. Otóż wraz z końcem programu dopłat do aut elektrycznych "NaszEauto" w Polsce magicznie rozpoczęły się przeceny. No nikt się nie spodziewał. Nikt.

Tesla Model Y została objęta w Polsce dużą promocją.
Tesla Model Y została objęta w Polsce dużą promocją. (fot. Fot. materiały prasowe Tesla)
  • Zaczęły się przeceny na samochody elektryczne w Polsce, a promocje dziwnie korelują z końcem programu dopłat do "elektryków".
  • Ciekawymi rabatami mogą się pochwalić importer chińskiego Leapmotora oraz... Tesla.
  • Cały rynek będzie musiał pójść tą drogą, jeśli sprzedaż ma się nie załamać.

Reklama

W zasadzie można było się tego spodziewać, mój redakcyjny kolega Tymon Grabowski już zwracał na to uwagę w swoim tekście, ale jednak jestem zaskoczony tempem wprowadzania promocji.

Moją uwagę zwróciła bowiem nowa oferta na Leapmotora B10. To oczywiście kolejny chiński elektryk, całkiem sensowny zresztą, o ile ktoś nie ma parcia na europejski znaczek i jest w stanie pogodzić się z gigantyczną utratą wartości. I tenże Leapmotor B10 jest teraz do wzięcia za 99 900 zł w ofercie wyprzedażowej. To 20 tys. mniej niż jeszcze chwilę temu, więc w zasadzie podobnie jak przy dopłatach.

Bez żadnych dopłat – 99 900 zł! Do tego producent oferuje przyjemne warunki finansowania, jeśli ktoś nie jest gotowy do wejścia do salonu z okrągłą "stówą".


Reklama

"Skorzystaj z abonamentu SimplyDrive już od 599 zł brutto / mies. lub 629 zł netto / mies., leasingu klasycznego od 100 proc. lub pożyczki 3x33, 50/50 lub 0 proc." – czytamy na stronie importera.


Reklama

Co prawda całość jest opatrzona aż pięcioma gwiazdkami, więc boję się myśleć, jakie są tu haczyki, ale przynajmniej na tym poziomie wygląda to godnie.

Promocja na stronie Leapmotor.

W wersji objętej promocją mamy do dyspozycji baterię o pojemności 56 kWh, która teoretycznie zapewnia zasięg do 361 kilometrów. To naturalnie można włożyć między bajki, niemniej jednak – taki elektryk za "stówkę" to już coś, zwłaszcza że to nie jest mały, miejski samochodzik, a już całkiem przyjemny crossover. Mała rodzina do niego się zmieści.


Reklama

Do tego maksymalna moc ładowania to 140 kW. Przy tej pojemności baterii to w zupełności wystarczy. Pod maską mamy tu 218 koni mechanicznych, a autko rozpędza się do 100 km/h w osiem sekund. Nic więcej do szczęścia nie potrzeba.


Reklama

O ile nie uważasz, że bez gwiazdy nie ma jazdy.

Aha – spadła też cena miejskiego maluszka, czyli Leapmotora T03. Ten model został przeceniony o 15 tys. zł i w tym wypadku również dostępne jest atrakcyjne finansowanie. Można go kupić za 69 900 zł, a cena katalogowa to 84 900 zł.

Obniżki też w Tesli

Żeby jednak ktoś nie posądził mnie o nachalną reklamę Chińczyków – promocje pojawiły się też w Tesli, a amerykański producent takimi zabawami raczej gardzi, więc jest to podwójnie frapująca sprawa.


Reklama

W każdym razie teraz przy zakupie Modelu Y – czyli jednego z najpopularniejszych aut elektrycznych świata, który zresztą uwielbiam – przy wybraniu własnego finansowania pojawia się "Tesla Bonus".


Reklama

Dotyczy on wszystkich wersji Tesli Model Y poza Performance, czyli taniej możemy kupić wersję Standard z napędem na tylne koła (ta nazwa de facto już nie funkcjonuje, ale trzeba te auta jakoś zróżnicować), Standard Long Range, Premium Long Range RWD i Premium Long Range AWD. W każdym przypadku Tesla Bonus wynosi 18 750 zł, czyli całkiem sporo.

Promocja ze strony Tesli.

Co ważne, własne finansowanie nie oznacza tylko przybycia do salonu z walizką złotówek. Można równie dobrze sfinansować zakup leasingiem czy kredytem zewnętrznym. Chodzi o to, aby nie korzystać z instrumentów finansowych od Tesli. Dasz im gotówkę – masz bonus.


Reklama

Obstawiam, że inni producenci aut elektrycznych pójdą tym samym tropem

Obecna sprzedaż aut elektrycznych w Polsce, która dzięki programowi NaszEauto dosłownie wystrzeliła (pomijam tu trudności z wypłacaniem pieniędzy i komplikacje z wysyłaniem wniosków), po jego ukończeniu jest właściwie nie do utrzymania.


Reklama

Wiedzą o tym klienci, wiedzą o tym importerzy, wiedzą o tym dealerzy. Zresztą to nie tylko polski przypadek. Nawet u naszych bogatych sąsiadów z zachodu po przerwaniu dopłat rynek dosłownie zamarł. Teraz, po dwóch latach, Niemcy wracają z nowym programem, bo inaczej nie są w stanie tych elektryków sprzedawać.

Teraz wszyscy czekamy, kto pierwszy pęknie. To znaczy – ja nie czekam, ja wiem, że pękną importerzy. Opisane wyżej oferty to w mojej ocenie dopiero początek, przy czym na pewno wszyscy przecenią auta ze stocku (czyli de facto auta z rocznika 2025, które już są u dealerów), bo po prostu muszą je wypchnąć na rynek.

A czy rocznik 2026 też będzie tanieć? Według mnie tak – albo w ogóle się nie sprzeda, a my na złość Komisji Europejskiej wrócimy do starej, dobrej motoryzacji.


Reklama