Reklama

Elektryczne Peugeoty mają problem. Nie ma w nich akumulatorów

Reklama

Koncern Stellantis chciał wprowadzić do sprzedaży elektryczne samochody o bardzo dużym zasięgu wynoszącym ok. 500 km. Pomóc w tym miały nowoczesne europejskie akumulatory o pojemności 97 kWh. Zainteresowanie klientów nawet wystąpiło, ale zderzenie z trudnościami technicznymi zabolało mocniej niż sądzono.

Peugeot E-3008.
Peugeot E-3008. (fot. Fot. materiały prasowe)
  • Europejski producent akumulatorów ACC miał dostarczać duże baterie o pojemności 97 kWh do nowych samochodów m.in. marek Peugeot i Citroen.
  • Dostarcza, ale bardzo mało i bardzo powoli. Klienci poczekają na odbiór wiele miesięcy.
  • Niektóre modele zostały w ogóle wycofane lub zawieszone, inne korzystają z baterii z Chin. 

Reklama

Europejscy producenci na wszelkie sposoby starają się pokazać, że w obliczu zmian w motoryzacji nie są gorsi od Chińczyków. Nowe modele, nowe technologie hybrydowe czy elektryczne – istotnym błędem byłoby sądzić, że wytwórcy z tzw. starej gwardii osiedli już na laurach i uznali: dobrze, teraz możemy dać się zjeść nowej potędze ze wschodu.

Na przykład koncern Stellantis, czyli właściciel takich marek jak Peugeot i Citroen, planował wprowadzić do sprzedaży samochody elektryczne zdolne przejechać ok. 500 km między ładowaniami. W obliczu wzrostu liczby mocnych stacji ładowania w Europie, takie posunięcie wydaje się uzasadnione. Na Zachodzie nie brakuje już punktów o mocy ponad 100 kW, które są w stanie tak dużą baterię naładować do 80 proc. w mniej niż godzinę.

A te wielkie akumulatory miał dostarczać europejski producent

Nie Chińczycy ani Koreańczycy – europejskie konsorcjum ACC. Powstało z połączenia sił Stellantis, TotalEnergies (Saft) i Mercedesa. ACC to skrót od Automotive Cells Company, a fabryka mieści się we francuskim Douvrin. Wydawałoby się, że tak duży projekt ma wszelkie szanse powodzenia, ale wąskim gardłem okazuje się wydajność zakładu otwartego zaledwie w 2023 roku.


Reklama

Zaczęło się od wielkich planów: ACC miało zbudować poza fabryką w Douvrin jeszcze co najmniej trzy zakłady, w tym jeden w Niemczech. Już w 2024 r. plany zrewidowano, tłumacząc się niedostatecznym popytem na samochody elektryczne. Obecnie działa tylko jeden, pierwotny zakład, w dodatku wytwarzając zaledwie ok. 100 zestawów akumulatorów dziennie, czyli w najlepszym razie ok. 25 tys. „paczek” na rok. To zdecydowanie za mało dla Stellantis, które przecież musi dzielić ten zakład jeszcze z Mercedesem. W początkowych założeniach zakład ACC w Douvrin miał zaopatrywać w akumulatory nawet 300 tys. samochodów rocznie.


Reklama

Początek działania fabryki był wyjątkowo trudny

Wystąpiły długotrwałe problemy z utrzymaniem jakości. Wiele wyprodukowanych już zestawów po prostu zezłomowano, ponieważ nie trzymały parametrów. Później sytuacja się poprawiła, ale wydajność nie wzrosła. Na początku roku 2026 mamy sytuację, w której obiecany Peugeot E-3008 z akumulatorem 97 kWh ma pojawić się w listopadzie, DS N°8 – w październiku, a Citroen e-C5 Aircross 97 kWh w ogóle został na razie zawieszony.

Ucierpiał też Opel – w konfiguratorze nie ma elektrycznego Grandlanda z dużym zasięgiem, mimo że został oficjalnie zapowiedziany na stronie Stellantis Media 21 stycznia 2025 r. (nie 2026!). Obecnie konfigurator oferuje tylko wersję z zasięgiem 492 km, czyli zapewne chodzi o mniejszy akumulator 73 kWh. Zwróciłem się do rzecznika prasowego Stellantis – wpis zostanie uzupełniony, gdy otrzymam odpowiedź w sprawie dostępności aut z dużymi akumulatorami w Polsce. 

Citroen e-C5 Aircross jest już reklamowany jako „auto z zasięgiem do 680 km”.


Reklama

Nie zgadniecie, kto wypełnia lukę: już teraz można zamówić auta Stellantis z akumulatorem 73 kWh od BYD. Nawet nie jestem zdziwiony, że Chińczycy wspomagają nieporadnych Europejczyków swoimi akumulatorami. Tyle że wtedy po co kupować samochód europejski? Można kupić przecież chiński i mieć ten sam akumulator (oraz dłuższą gwarancję). 


Reklama

Nie podoba mi się, że Stellantis stał się ostatnio workiem treningowym

Rzeczywiście, zaliczyli parę wpadek. Rzeczywiście, z punktu widzenia wizerunku nie wypadają teraz najlepiej, co mnie smuci, bo odczuwam sentyment wobec takich marek jak Fiat, Alfa Romeo, Peugeot czy Citroen (a nawet trochę Opel). Jeśli nie chcemy, żeby Chińczycy nas zjedli do reszty, powinniśmy raczej wspierać motoryzację europejską, a nie się z niej naśmiewać.

Niestety, sytuacje takie jak ta, gdzie nowopowstałe konsorcjum najpierw redukuje swoje plany rozwoju, a potem okazuje się nie nadążać za zamówieniami, pokazują, że europejski przemysł motoryzacyjny znajduje się w głębokim dołku. Szkoda, bo akumulator 97 kWh w samochodzie spoza segmentu premium to coś zasługującego na uwagę. Gdyby zrobili to Chińczycy, chinofile już pialiby z zachwytu. 


Reklama