Pierwsze kraje zaczynają powoli wprowadzać w życie to, co i tak było nieuniknione: podatek za korzystanie z dróg dla użytkowników samochodów elektrycznych. I tak się dziwię, że dopiero teraz i na tak małą skalę.

- Wraz z upowszechnianiem się samochodów elektrycznych powstaje problem w kwestii utrzymania dróg.
- Podatki od przebiegu w samochodach na prąd są nieuniknione – co do tego występuje zgoda.
- Sprawdzamy, jak do tego podchodzą różne kraje w Europie.
Gdy kilkanaście lat temu w Polsce pojawiały się pierwsze auta na prąd, zachwalano je przede wszystkim niskimi kosztami eksploatacji. Mówiono o kilkunastu złotych za sto kilometrów, o ile będziemy ładować się w domu, ze zwykłego gniazdka i w godzinach nocnych.
Nikt wtedy nie podejmował tematu, skąd będą brać się środki na utrzymanie sieci drogowej, jeśli użytkownicy aut nie płacą podatku drogowego zawartego w cenie paliwa.
Minęło kilkanaście lat i czekamy na nowy podatek
Zwłaszcza jeśli chodzi o kraje Europy północnej. Norwegia już się prawie zelektryfikowała – przynajmniej w kwestii aut nowych. Dania i Islandia przeszły na elektryczną stronę mocy, to znaczy, że sprzedaje się już więcej aut bezemisyjnych i spalinowych.
Z jednej strony to wspaniale, że te kraje tak wielkimi krokami idą w stronę nowej, neutralnej węglowo rzeczywistości. Z drugiej pojawia się pytanie: kto w tej sytuacji ma utrzymywać infrastrukturę? Przecież prąd do ładowania samochodów elektrycznych nie zawiera w sobie podatku drogowego. Trzeba z tego jakoś wybrnąć – i tu pojawiają się pierwsze pomysły. Najpierw na tapet biorę koncepcję z Islandii.
Na Islandii już 60 proc. rynku samochodów nowych to auta w pełni elektryczne
Oczywiście te duże, jak to na północy lubią – dlatego rządzi Tesla Model Y, goni ją Skoda Enyaq, a w pierwszej dziesiątce znalazł się jeszcze Xpeng G6. Szybki wzrost liczby samochodów elektrycznych na nielicznych drogach Islandii sprawił, że rząd podjął działania – zadziwiająco proste i rozsądne w swojej istocie.
Obniżył opłatę paliwową doliczaną do każdego litra benzyny czy oleju napędowego i wprowadził „podatek kilometrowy” – w przeliczeniu to ok. 20 gr za każdy przejechany kilometr. Od 2026 r. zapłacą go wszyscy: co roku wyślą do systemu swój stan licznika odczytany podczas badania technicznego i państwo wystawi im „rachunek” czy raczej decyzję podatkową.
Już prościej i lepiej się tego zrobić nie da, czyli pewnie u nas nigdy się to nie uda. Trudno nawet podejmować nad tym rozwiązaniem jakąś dyskusję.
Wielka Brytania: stała stawka w wysokości 195 funtów, ale...
Od kwietnia 2025 r. właściciele samochodów elektrycznych w Wielkiej Brytanii płacą stałą stawkę roczną wynoszącą 195 funtów od auta. Jeśli jednak zarejestrowali samochód elektryczny przed rokiem 2017, to stawka wynosi zaledwie 20 funtów – to prezent dla pionierów brytyjskiej elektromobilności.
Przewidywany jest stały wzrost tej opłaty, znanej jako VED, czyli Vehicle Excise Duty. Ale to absolutnie nie koniec, bo od 2028 r. w życie wejdzie opłata pay-per-mile, czyli uzależniona od przejechanego dystansu. Na początek ma wynosić 3 pensy dla samochodów w pełni elektrycznych i 1,5 pensa za milę dla hybryd plug-in.
Dlaczego plug-iny płacą mniej? Według logiki brytyjskiego rządu ich właściciele i tak tankują benzynę, więc nie trzeba ich obciążać tą samą stawką co użytkowników BEV (aut w pełni elektrycznych). Wielka Brytania stawia na radykalne rozwiązanie i od 2030 r. planuje w ogóle zakazać sprzedaży samochodów innych niż elektryczne i hybrydy plug-in.
Norwegia jest już na innej planecie
Tam podatek drogowy użytkownicy samochodów elektrycznych płacą od 2022 r. w całości. Wcześniej przewidywano ulgi, a nawet pełne zwolnienia. Powoli też wygasają ulgi podatkowe VAT przy zakupie nowego samochodu.
Nie mają one już żadnego sensu, ponieważ udział aut elektrycznych w sprzedaży nowych aut w Norwegii dobija do 100 proc. Jednak poza podatkiem rocznym nie wprowadzono na razie opłaty za przejechane kilometry ani nie ma jeszcze w tej sprawie żadnych planów.
Inne kraje są daleko z tyłu
Dania ma roczny podatek dla aut elektrycznych w wysokości ok. 550 zł za samo posiadanie pojazdu i to tyle. Holandia wycofuje się powoli z ulg podatkowych dla aut elektrycznych – wcześniej właściciele BEV nie płacili nic, obecnie mają zniżkę, a od 2030 r. zapłacą całą kwotę.
W innych krajach europejskich temat podatku od samochodów elektrycznych uzależnionego od rocznego przebiegu nie został jeszcze podjęty na poziomie ustawodawczym.
Podsumowanie
Jeśli wszyscy mają się przesiąść na samochody elektryczne – a mają – to będą musieli też zacząć dokładać się do utrzymania sieci drogowej.
Najlepsze jest rozwiązanie islandzkie, ja boję się jednego: że w polskich warunkach ktoś zauważy konieczność opodatkowania prądu w gniazdku akcyzą od paliw. W końcu skoro można go wykorzystać do napędzania samochodu...
