Mniej więcej pięć lat temu średnio raz w tygodniu pisałem wiadomość o tym, że kolejny producent stawia na stuprocentową elektryfikację gamy w perspektywie najbliższych pięciu lat. Dziś prezesi drapią się po głowie i pytają, co poszło nie tak.

- Większość dużych producentów samochodów przyznaje, że inwestycje w przejście na auta elektryczne były przestrzelone.
- Najwięcej straciła grupa Stellantis, ale i inni narzekają na utopione miliardy dolarów.
- Co teraz? Czy cyferki w arkuszach kalkulacyjnych zatrzymają energetyczną transformację w motoryzacji?
Doskonale pamiętam pojawiające się po kolei teksty: z silników spalinowych planuje zrezygnować... – tu można było wpisać nazwę dowolnego dużego producenta. Niektórzy byli tak pewni swojej elektrostrategii, że podawali wręcz daty graniczne. Na przykład Opel miał już w 2025 r. stać się marką w pełni elektryczną. Tymczasem wczoraj słyszałem w telewizji reklamę tego producenta, która zaczyna się od „poznaj gamę spalinowych i elektrycznych SUV-ów...”.
Opel to część grupy Stellantis, która na elektrycznych inwestycjach straciła najwięcej
Tak konkretnie to ten europejsko-amerykański gigant poinformował o stracie (nazywanej „odpisem”) w wysokości 26 mld dolarów albo 22 mld euro. Kurs akcji runął na giełdach europejskich, w ciągu jednego dnia odnotowując spadek o prawie 1/4. Wygląda to zresztą na dobry moment na ich zakup.
Szykuje się też zupełny „reset” w sprawie długoterminowej strategii tego producenta. Jeszcze niedawno planowano, że w 2030 r. wszystkie samochody sprzedawane w Europie będą elektryczne, a w USA wskaźnik ten miał sięgnąć 50 proc. Rzeczywiście, wprowadzono bardzo dużo nowych modeli, w tym znaczną liczbę elektrycznych, a niektóre z nich – jak Jeep Avenger, Alfa Romeo Junior czy Fiat 600 – wyjeżdżają nawet z polskiej fabryki Stellantis w Tychach.
Problem w tym, że ich sprzedaż jest bardzo niska, a konkurencja cenowa – gigantyczna, i to wcale nie tylko ze strony producentów chińskich, a raczej Tesli, Kii i Hyundaia czy Renault. Chociaż i BYD mocno nadgryza ten rynkowy torcik, nawet w Polsce.
Stellantis zapowiada: korygujemy kurs
Więcej hybryd, nowe silniki spalinowe o wysokiej efektywności, emitujące czyste spaliny: brzmi świetnie, ale sprzecznie z planami Unii Europejskiej. W końcu do 2035 r. producenci samochodów mają obniżyć emisję z nowych pojazdów o 90 proc. – początkowo miało być 100 proc., ale podobno Niemcy wywalczyli małe ustępstwo.
Stellantis będzie musiał pogodzić sprzeczności w postaci preferencji klientów i wymogów unijnych. W USA jest łatwiej, tamtejsza administracja i klimat polityczny sprzyjają pozostaniu przy autach spalinowych. Usunięcie hybryd plug-in z gamy i skasowanie planowanych aut elektrycznych z segmentu „performance” przyszło dość łatwo, w Europie plug-iny zostają.
Na tym tle straty Volkswagena wynoszące ok. 5 mld euro wyglądają „akceptowalnie”
Samochody elektryczne tej marki sprzedają się słabo, ale szczególnie bolesne jest to, że cios w finanse przyszedł ze strony Porsche. Ta marka wydawała się tak silna, że uznano „można elektryfikować, klienci wytrzymają”. Nie wytrzymali – popyt na Porsche napędzane prądem okazał się za mały i wdrożono plan naprawczy, polegający na wstrzymaniu prezentacji kilku elektrycznych pojazdów i zwiększeniu produkcji 911-tki z manualną skrzynią biegów. Kolejnym problemem było wycofanie ulgi podatkowej przy zakupie samochodu elektrycznego w Stanach Zjednoczonych, które są kluczowym rynkiem dla Porsche.

Elektryczne Porsche Macan Turbo
Ford dokłada sporo do rachunku strat
Ok. 20 mld dolarów – na tyle ten światowy koncern ocenia swoje straty w związku z nieudanymi inwestycjami w samochody elektryczne. Porażką okazał się elektryczny pick-up F-150 Lightning, którego produkcję już zakończono, a następca otrzyma zapewne silnik spalinowy służący wydłużaniu zasięgu. W Stanach ten producent planuje inwestycje w nowe, ale tradycyjnie napędzane samochody, w Europie postawiono na dość dziwny model, gdzie zawiązano dwie współprace – z VW i Renault. Już teraz można kupić elektryczne Fordy bazujące na Volkswagenach, a w przyszłości będą one zbudowane na platformie francuskiego koncernu. Dziwna to strategia, ale może zgadza się w arkuszach kalkulacyjnych.
Tymczasem udział chiński w Europie rośnie
Ostatnio po raz pierwszy przekroczył 10 proc. rynku, a jeszcze w 2024 r. było to ok. 3 proc. Oczywiście to chińskie koncerny motoryzacyjne są liderami jeśli chodzi o produkcję aut elektrycznych w skali świata, starzy producenci nie liczą się w ogóle. Popełnili oni szereg błędów, najpierw budząc się za późno, później zbyt szybko i nieco w panice próbując przestawić się na auta elektryczne, jednocześnie wojując z prawodawcami na swoich najważniejszych rynkach. W tym czasie Chińczycy pozyskali technologię, nauczyli się ją powielać i w pełnej współpracy z chińskim rządem ruszyli na podbój świata. Na razie wygląda to tak, że przejście na elektryczność w motoryzacji odbędzie się tak czy inaczej, co najwyżej producenci ze starej gwardii nie wezmą w nim udziału.
