Potomkowie ojców rewolucji przemysłowej jako pierwsi uchwalili prawnie wiążący cel zerowej emisji netto, który ma zostać osiągnięty do 2050 roku. Co ciekawe, dotyczy on wszystkich sektorów brytyjskiej gospodarki i wszystkich gazów cieplarnianych, a jego realizację nadzoruje niezależny Komitet ds. Zmian Klimatu (ang. Climate Change Committee – CCC).
Co to oznacza w praktyce?
Mówiąc wprost, dla obywatela to podwyżka cen, zwłaszcza energii elektrycznej, i obostrzenia w zakupie tzw. nieekologicznych technologii. O planowanym zakazie sprzedaży samochodów spalinowych słyszał każdy; gorącym ostatnio tematem jest propozycja zakazu sprzedaży suszarek bębnowych. To najnowszy pomysł Eda Milibanda, sekretarza stanu ds. energii. Pompy ciepła z założenia mają być technologią dominującą, zarówno przy ogrzewaniu domów, jak i suszeniu ubrań.
Jeśli chodzi o gospodarkę, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Poza jednymi z najwyższych w Europie cen energii elektrycznej dla przemysłu, każda firma ubiegająca się o kontrakty rządowe, których wartość przekracza 5 milionów funtów rocznie, zobowiązana jest do złożenia planu zerowej emisji. Dotyczy to również logistyki. Swoją drogą, ciekawe, jak taki plan wygląda.
Lex Smród. Jak nowa ustawa chroni fermy kosztem mieszkańców wsi?
Co najbardziej interesujące, największa odpowiedzialność spoczywa na rządzących, którzy według obecnych przepisów mają być gwarantem realizacji zapisanych zmian. Stąd między innymi dopłaty do zakupu nowych samochodów elektrycznych i pomp ciepła. Rząd ponosi również odpowiedzialność prawną – w praktyce każdy może oskarżyć partię rządzącą o eko-ściemę, tak zwany greenwashing, przed sądem.
Co istotne w tych procesach, sędziowie nie wypowiadają się na temat słuszności przepisów, ale ich przestrzegania. Jak się okazało, nie jest to martwe prawo – zarówno rządzący z ramienia partii konserwatywnej, jak i partii pracy przegrali już takie procesy przed Wysokim Trybunałem Anglii i Walii.
Dieta cud?
Jak w praktyce wygląda Net Zero 2050? To dieta cud, która zakłada liczenie kalorii, ale tylko tych spożytych we własnej kuchni – jeśli natomiast stołujemy się u znajomych, licznik magicznie się zatrzymuje. Nie wierzycie?
Sztandarowym przykładem jest tu wydobycie ropy naftowej. Wielka Brytania posiada złoża tego surowca na Morzu Północnym, jednak polityka ekologiczna państwa zabrania ich eksploatacji. Praca platform wiertniczych zwiększa emisję gazów cieplarnianych, ale zgodnie z Net Zero – tylko tych należących do Brytyjczyków.
Żadne państwo, zwłaszcza tak rozwinięte, nie obędzie się bez ropy! Co zrobić, aby wilk był syty i owca cała? Należy ją kupić! Na przykład od Norwegów, którzy zupełnie przypadkiem posiadają złoża na tym samym morzu i nie narzucili sobie eko-kagańca. Problem jednak w tym, że kupiona ropa jest znacznie droższa od tej, którą można samemu wydobyć. A kosztami obciążani są obywatele.
Eko-uprzywilejowani vs. Nigel Farage
Dopłaty do pomp ciepła czy nowych elektrycznych samochodów to również kontrowersyjny pomysł. Pochodzą one z budżetu państwa, ergo: składają się na nie wszyscy podatnicy, a korzystają głównie ci, których stać na remont czy wymianę czterech kółek. Obecna polityka klimatyczna sprawia, że to najmniej zarabiający ponoszą największy koszt transformacji klimatycznej. Dołóżmy do tego niestabilną sytuację na rynku paliw, spowodowaną działaniami wojennymi w Cieśninie Ormuz, i mamy gotowy przepis na polityczne trzęsienie ziemi.
Nie jest żadną tajemnicą, że najwięcej przeciwników kreatywnej eko-księgowości znajdziemy wśród wyborców przodującej w sondażach partii Reform Nigela Farage’a. To ten jegomość, który politycznie wybił się na brexicie, paleniu papierosów w miejscach publicznych i niechęci do Polaków mieszkających w Zjednoczonym Królestwie. Dziś, 7 maja 2026 r., w Wielkiej Brytanii odbędą się wybory lokalne, a ich wynik wyznaczy nową polityczną i ekologiczną drogę Zjednoczonego Królestwa.
Rządząca obecnie partia Pracy według wszystkich znaków na niebie i na ziemi przegra je z kretesem. Czy zatem Net Zero ma szanse na happy end? Co ciekawe, dokładne badania pokazują, że wyborcy Farage’a nie są przeciwnikami ochrony środowiska, ale metody, jaką władze w Londynie wybrały.
Swoją szansę na głosy wyborców, których zdecydowanie potrzebują, zwęszyli również Torysi. Ustami przewodniczącej partii, Kemi Badenoch, stwierdzili, że cele Net Zero to „jednostronne rozbrojenie gospodarcze” oraz plan niemożliwy do zrealizowania. Trudno się nie zgodzić – jednym z założeń brexitu miała być niezależność handlowa, jednak przy obecnych kosztach produkcji czegokolwiek Wielka Brytania jest głównie importerem, a jej konkurencyjność na rynkach światowych jest żadna.
Nowy wspaniały świat
Tak jak w „Nowym wspaniałym świecie” Aldousa Huxleya zderzamy się z rzeczywistością, w której ekstremalnie klasowa społeczność zrzekła się wolności na rzecz powszechnego szczęścia, dopingowanego narkotyczną somą. Tak obecnie w Zjednoczonym Królestwie sztucznie tworzy się równie podzielone społeczeństwo, dla którego wartością najwyższą ma być zeroemisyjność.
Tymon Grabowski polemizuje z Filipem Springerem. Co z tego wyszło?
Z tą różnicą, że obywatele Alfa to tacy, których przynajmniej na razie stać na nowe, z założenia ekologiczne domy i wymyślne elektryczne samochody, a Epsilony to ci, którzy ledwo wiążąc koniec z końcem, dokładają się do tego interesu. Nową somą natomiast są eko-bajki, opowiadane z przyjemnością przez Alfy i obowiązkowe dla niższych kast.

