Reklama
Reklama
Kraj

Lex Smród. Czy naprawdę musimy wybierać między wsią a rolnictwem?

Państwo mówi dziś mieszkańcom wsi: smród, hałas i zniszczona przestrzeń to normalny koszt rolnictwa. Projekt zwany Lex Smród odbiera ludziom realne prawo do sprzeciwu i chroni przemysł, nie zdrowie. To nie jest debata o pianiu koguta, lecz o tym, czy wieś jest miejscem do życia, czy zapleczem przemysłowym.

Sylwia Spurek
Felieton autorstwa: Sylwia Spurek
Dzisiaj 05:57
14 min
Dlaczego minister zabezpiecza interesy przemysłu, a nie dba o interesy mieszkanek i mieszkańców wsi? - pyta Sylwia Spurek. (fot. Inne)

Reklama

TYLKO NA

Sielskie życie?

Okna muszą być zamknięte, nawet latem.
Pranie trzeba robić drugi raz, bo ubranie przesiąkło drażniącym zapachem z ferm.
Nie możesz wyjść z dzieckiem na spacer – nie chcesz, żeby „tym” oddychało.
Albo: jesteś osobą starszą i słyszysz od swoich wnucząt: dziadku, nie przyjedziemy na wakacje, bo u was śmierdzi.
Zaczynasz zastanawiać się, czy można bezpiecznie pić wodę z kranu.
Uprawiasz w ogródku ekologiczne warzywa, ale przestajesz wierzyć, że to bezpieczna żywność.
Prowadzisz agroturystykę, ale ludzie odwołują rezerwacje.
Pojawia się plaga insektów, muchy są wszędzie.
W końcu chcesz się wyprowadzić, ale nikt nie chce kupić twojego domu (choć wystawiasz go po zaniżonej cenie, tak bardzo stracił na wartości).


Reklama

To nie są jednostkowe historie, lecz doświadczenia ludzi, którzy mieszkają na wsi, w sąsiedztwie ferm.

Protestują, skarżą się, apelują do swoich władz, bo chodzi o ich zdrowie, o ich jakość życia, o ich rodziny.

I właśnie w tym momencie pojawia się państwo z projektem ustawy, która mówi: to jest normalne.


Reklama

O co chodzi w Lex Smród?

30 marca tego roku minister rolnictwa i rozwoju wsi skierował do konsultacji publicznych projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi. Pod tym długim tytułem kryje się dwustronicowy dokument zawierający trzy artykuły (nie licząc przepisu przejściowego i vacatio legis). Green REV Institute, organizacja pozarządowa, którą wspieram, od lat działająca m.in. na rzecz bezpiecznej żywności, ochrony środowiska i klimatu oraz praw człowieka, od razu określiła projekt mianem Lex Smród. I chyba właśnie do tego można sprowadzić pomysł ministra rolnictwa i rozwoju wsi.


Reklama

Ustawa wprowadza trzy zmiany w prawie, które razem tworzą spójny mechanizm: ograniczenie możliwości sprzeciwu wobec uciążliwości wynikających z działalności rolniczej. A ponieważ projekt nie rozróżnia tzw. małych gospodarstw i przemysłu rolnego, nie będzie można się sprzeciwić także tej przemysłowej, wielkoskalowej.

Po pierwsze, to zmiana w kodeksie cywilnym. Dziś obowiązuje zasada, że nie można prowadzić działalności, która ponad przeciętną miarę zakłóca korzystanie z nieruchomości sąsiednich – niezależnie od tego, czy chodzi o hałas, zapachy czy inne oddziaływania, tzw. immisje.

Projekt wprowadza wyjątek: jeśli uciążliwości wynikają z działalności rolniczej, przyjmuje się, że co do zasady są dopuszczalne. I to osoba, która tych uciążliwości doświadcza, musi udowodnić, że działalność jest niezgodna z prawem albo prowadzona niezgodnie z tzw. zasadami prawidłowej gospodarki rolnej.


Reklama

Oznacza to odwrócenie logiki prawa. Dodatkowo, ponieważ zasady prawidłowej gospodarki rolnej nie są jasno zdefiniowane, a polskie przepisy nie regulują kompleksowo problemu immisji, w praktyce nawet bardzo intensywne oddziaływania – zapachowe, hałasowe czy środowiskowe – mogą pozostać poza możliwością reakcji.


Reklama

Po drugie, to zmiana w kodeksie wykroczeń. Obecne przepisy chronią spokój człowieka – zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia, w jego codziennym funkcjonowaniu. Projekt ustawy wprowadza wyjątek: jeśli zakłócenie spokoju lub ciszy nocnej wynika z działalności rolniczej, nie stanowi wykroczenia. Nie chodzi wyłącznie o ciszę nocną, lecz o możliwość normalnego funkcjonowania przez całą dobę, o prawo do odpoczynku, do korzystania z własnej przestrzeni, do życia bez stałego oddziaływania hałasu i innych uciążliwości. W praktyce oznacza to, że działalność rolnicza może generować hałas, ruch i intensywne funkcjonowanie infrastruktury – bez ryzyka odpowiedzialności.

Po trzecie, to obowiązkowe oświadczenie przy zakupie nieruchomości. Projekt wprowadza również rozwiązanie działające „z wyprzedzeniem”. Każda osoba kupująca nieruchomość poza miastem ma złożyć oświadczenie, że jest świadoma możliwych uciążliwości wynikających z działalności rolniczej (w tym z ferm przemysłowych). Nawet jeśli dziś ich nie ma. Nawet jeśli pojawią się dopiero za kilka lat. Przyszłe ryzyko zostaje przeniesione na nabywcę nieruchomości, który z góry akceptuje ograniczenie swoich praw.


Reklama

Wszystkie te rozwiązania prowadzą do jednego rezultatu: działalność rolnicza (tak, także ta przemysłowa) zostaje uprzywilejowana, a możliwości reakcji mieszkańców i mieszkanek wsi – istotnie ograniczone. Ciężar dowodu zostaje przeniesiony na osoby dotknięte oddziaływaniami, ich prawo do sprzeciwu – osłabione, a odpowiedzialność ferm – praktycznie wyłączona.


Reklama

Co mówi minister?

Minister rolnictwa i rozwoju wsi w uzasadnieniu do projektu ustawy twierdzi, że zaproponowane rozwiązania stanowią „systemowe wzmocnienie ochrony rolniczych funkcji produkcyjnych wsi oraz ograniczenie tzw. konfliktów sąsiedzkich wynikających, m.in. z postępującej urbanizacji obszarów wiejskich”. Przepisy mają na celu m.in. „wyeliminowanie bezzasadnych pozwów o tzw. immisje”. Minister pisze także o roszczeniach mieszkańców opartych „jedynie na osobistej niechęci czy zaniżonej tolerancji na typowe dla wsi odory, hałas czy ruch maszyn” oraz powództwach – opartych na „subiektywnych odczuciach”.

Uzasadnia te tezy zgłoszeniami kierowanymi do niego przez „Krajową Radę Izb Rolniczych, wojewódzkie izby rolnicze, przedstawicieli organizacji rolniczych, rolników, a także w ramach interpelacji poselskich”. Szczególnie ważny jest dla niego raport „Tu jest wieś, tu się trzodę hoduje”, przygotowany przez Unię Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego.

Prawo do niezależnego życia osób z niepełnosprawnościami – jak wygląda w Polsce


Reklama

Istotne jest nie tylko to, co mówi, ale także – czego nie mówi minister rolnictwa i rozwoju wsi. Jaka jest skala tych konfliktów sąsiedzkich, z których wynika potrzeba tak restrykcyjnych regulacji? Ile było tych bezzasadnych pozwów, o których pisze minister? Nie wiadomo. O to pytał ministra także Koordynator ds. Oceny Skutków Regulacji w Kancelarii Premiera. To kluczowa osoba w administracji rządowej, zapewniająca merytoryczne standardy analizy skutków proponowanych przepisów. Nie uzyskał informacji. Minister uważa, że liczby nie mają znaczenia.


Reklama

Co ważne, projekt regulacji opracował zespół ds. zachowania funkcji produkcyjnych wsi powołany zarządzeniem ministra w lutym 2025 r. W skład zespołu, poza urzędnikami ministerstwa, weszły inne osoby. Kto konkretnie? Nie wiadomo. Kiedy pytaliśmy o to ministerstwo, otrzymaliśmy sprawozdanie z prac zespołu. Dane osób spoza ministerstwa zostały w nim zanonimizowane, co w praktyce uniemożliwia ustalenie, kto brał udział w pracach nad projektem. Poprosiliśmy następnie o protokoły z posiedzeń zespołu, ale minister nie uznał ich za informację publiczną i odpowiedział, że to „dokumenty wewnętrzne”.

Czy to nadal rolnictwo?

W mediach minister przedstawia projekt jako regulację chroniącą „dziedzictwo wsi”. Jak wskazuje: „Pianie koguta czy dźwięk traktora to nie hałas, to dziedzictwo wsi”. A zwolennicy restrykcyjnych regulacji powtarzają, że na wsi zawsze śmierdziało.
Ale czy faktycznie?

Eksperci i ekspertki, z których wiedzy korzystałam przy przygotowywaniu kilka lat temu Białej Księgi Ferm pod obrazowym tytułem „Smród, krew i łzy”, podkreślają, że obecne fermy są kilkadziesiąt, a niekiedy kilkaset razy większe niż fermy budowane jeszcze w latach 80. XX wieku. W ciągu czterdziestu ostatnich lat zmieniły się nie tylko rozmiary, ale także same technologie produkcji.


Reklama

Obecne fermy to koncentracja ogromnej liczby zwierząt na jednej, ograniczonej przestrzeni i generowanie zupełnie innych uciążliwości, na skalę, której kiedyś nie było. Piszę: „zwierząt”, bo obecnie przemysł rolny oparty jest na hodowli zwierząt – ich chowie, zabijaniu, produkcji paszy dla zwierząt, transporcie.


Reklama

To wszystko powoduje zanieczyszczenia powietrza (emisja amoniaku i tlenków azotu), zanieczyszczenie wód (azot i fosfor), emisje substancji, w tym takich, które mogą być toksyczne, drażniące lub wywoływać dolegliwości zdrowotne (amoniak, siarkowodór, lotne związki organiczne). Ich oddziaływanie może być odczuwalne nawet w odległości 5 km od fermy, nie tylko za tzw. płotem.

Obecne rolnictwo to przede wszystkim przemysł i hodowle zwierząt, na skalę, o której nikt, w tym minister, nie chce mówić. Połowa obszaru Ziemi nadającego się do zamieszkania wykorzystywana jest dziś na potrzeby przemysłu rolnego. Blisko 80 proc. globalnych gruntów rolnych przeznaczonych jest na potrzeby hodowli zwierząt. Około 60 proc. wszystkich ssaków na świecie to zwierzęta hodowlane. Ptaki hodowlane stanowią ok. 70 proc. wszystkich ptaków.


Reklama

Nawet jeśli „na wsi zawsze śmierdziało”, to nie były takie odory, smog i smród, jakich obecnie doświadczają osoby żyjące na wsi.


Reklama

I jeszcze jeden mit. Minister mówi, że na smród skarżą się nowi mieszkańcy wsi, zaskoczeni lokalnymi warunkami. Tymczasem w wielu przypadkach jest odwrotnie – to nie ludzie zamieszkali w sąsiedztwie ferm, lecz fermy pobudowano w sąsiedztwie ich domów.

Ludzie, którzy żyją na wsi od kilkudziesięciu lat lub od pokoleń, nie protestują dlatego, że nie rozumieją wsi i „wszystko im śmierdzi”, lecz dlatego, że skala i intensywność uciążliwości są dziś nieporównywalne z tym, co było kiedyś. To nie oni są problemem. Problemem jest to, że w miejscu, gdzie ludzie żyją od pokoleń, pojawiły się instalacje o skali i intensywności, jakiej wcześniej tu nie było. Osoby mieszkające na wsi nie są zaskoczone wsią – są zderzone z czymś, co wsią już chyba nie jest.

Nie można też pominąć przy tej okazji pytania o państwo, środki publiczne i przywileje. Bo rolnictwo, w tym to wielkoskalowe, jest jedną z najbardziej wspieranych przez państwo działalności gospodarczych. Czy jakakolwiek inna działalność korzysta z tak dużych środków publicznych – funduszy na rozwój i inwestycje, dopłat do produkcji, przywilejów fiskalnych?


Reklama

Czy jakikolwiek inny sektor gospodarki otrzymuje takie pieniądze z naszych podatków? I czy jakikolwiek inny sektor mógłby funkcjonować w oparciu o założenie, że jego oddziaływanie – nawet bardzo uciążliwe – jest z góry uznawane za dopuszczalne? I dlaczego liberalni politycy, opowiadający się za ograniczeniem roli państwa w gospodarce, za wolnym rynkiem i konkurencyjnością, milczą w sprawie wspierania przez państwo przemysłu rolnego?


Reklama

A teraz fundamentalne pytania – o prawa człowieka

Co z Twoim prawem człowieka do ochrony zdrowia, gdy immisje z ferm powodują skutki zdrowotne nawet dla osób mieszkających w promieniu kilku kilometrów?
Co z konstytucyjną ochroną rodziny, gdy funkcjonowanie ferm wpływa na jakość życia Twojego i bliskich?
Co z prawem własności, gdy nie możesz normalnie korzystać z własnej nieruchomości?
Co z prawem do sądu, skoro w praktyce wykazanie naruszenia jest niemożliwe?
Co z wolnością gospodarczą, skoro nie możesz prowadzić agroturystyki, rolnictwa ekologicznego, działalności usługowej, bo sąsiedztwo ferm sprawia, że staje się to nierealne, nieatrakcyjne i nierentowne?
Co z równością wobec prawa, skoro podmioty prowadzące działalność rolniczą mają nieproporcjonalne przywileje, a ich odpowiedzialność zostaje praktycznie wyłączona?

Wieś – czyja przestrzeń?

Obszary wiejskie to ponad 90 proc. powierzchni Polski. Na wsi mieszka ok. 40 proc. społeczeństwa. To nie jest margines, lecz ogromna część kraju – przestrzeń życia milionów ludzi.

A mimo to w debacie publicznej wciąż sprowadza się wieś do jednego słowa: rolnictwo. Tyle że rzeczywistość jest inna. Większość osób mieszkających na wsi nie jest rolnikami. To osoby pracujące w usługach, prowadzące własne działalności, wychowujące dzieci, budujące swoje życie poza logiką produkcji rolnej. Koszty tej ustawy nie są abstrakcyjne. Mają konkretne adresy. Konkretne domy. Konkretne rodziny. Czy naprawdę ich życie ma być drugorzędne wobec przemysłu rolnego?


Reklama

A jeśli regulacje dotyczące działalności rolniczej w praktyce kształtują warunki życia na ponad 90 proc. terytorium kraju, to nie są to już przepisy „o rolnictwie”. To są przepisy o tym, jak żyje się w Polsce poza miastami, o jakości życia milionów ludzi.


Reklama

Skutki Lex Smród nie ograniczają się do pojedynczych miejsc czy społeczności. Dotykają – lub mogą dotknąć – miliony ludzi już żyjących na wsi, osoby planujące przeprowadzkę poza miasto, rodziny spędzające czas na wsi. Problem nie dotyczy wyłącznie tych, którzy już dziś żyją w sąsiedztwie ferm i już dziś są ofiarami ferm.

W coraz większym stopniu staje się doświadczeniem większości z nas – obejmującym decyzje o miejscu życia, sposobie spędzania czasu, poczuciu bezpieczeństwa i jakości środowiska. W tym sensie nie jest to wyłącznie spór o rolnictwo. To pytanie o standardy ochrony praw, solidarność społeczną i granice akceptowalnych kosztów, jakie jedni ponoszą w imię działalności innych.


Reklama

Decyzja w sprawie tej ustawy – jak każda decyzja publiczna – ma też swojego autora. A minister rolnictwa i rozwoju wsi, na co wskazuje nawet sama nazwa resortu, nie odpowiada wyłącznie za produkcję. Odpowiada także za rozwój wsi – czyli za ludzi, którzy na tej wsi żyją, mieszkają i pracują. Za ich zdrowie. Za ich codzienność. Za jakość życia, która nie powinna być efektem ubocznym żadnej działalności gospodarczej.


Reklama

Dlatego trudno nie zadać pytania: dlaczego minister zabezpiecza interesy przemysłu, a nie dba o interesy mieszkanek i mieszkańców wsi? Czy proponuje przepisy odległościowe (określające minimalną odległość fermy od budynków mieszkalnych) albo antyodorowe (które mają na celu ograniczenie uciążliwości zapachowych pochodzących z ferm), od lat oczekiwane przez ludzi na wsi?

Matura 2026. Jak system edukacji wpływa na przyszłość młodych ludzi

A jeśli rozwój wsi nie jest priorytetem dla ministra, to może warto zadać jeszcze jedno pytanie: czy ten obszar odpowiedzialności znajduje się we właściwym resorcie? Jeśli minister nie chce zajmować się rozwojem wsi, może czas na przeniesienie tych kompetencji do innego resortu?


Reklama

Swoje stanowisko w ramach konsultacji publicznych projektu ustawy Lex Smród można było wyrazić do 30 kwietnia. Termin konsultacji minął, ale prace nad ustawą trwają, a na obywatelski sprzeciw nigdy nie jest za późno. Bo chodzi o wasze domy, o wasze życie, o wasze rodziny.


Reklama

Na zakończenie

Nie aspiruję do bezstronności. Piszę jako osoba, która nie zgadza się na rozwiązania ograniczające prawa ludzi w imię interesów silniejszych podmiotów. Mam świadomość, że mogę mówić głośniej niż wielu z tych, których ten problem dotyka bezpośrednio. Dlatego z tej możliwości korzystam – także publikując w Zero.pl.

I będę to robić nie tylko w tej sprawie. Wrócę do innych tematów – wszędzie tam, gdzie państwo przestaje chronić obywateli albo zapomina o swoich obowiązkach.


Reklama

Źródło: Zero.pl
Sylwia Spurek
Sylwia SpurekPrawniczka i obrończyni praw człowieka. Była posłanka do Parlamentu Europejskiego i zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Dziś wspiera działania Green REV Institute i kieruje European Fem Institute, łącząc prawo, dane i aktywizm. Feministka i weganka. W centrum jej działań są prawa zwierząt – szczególnie tzw. hodowlanych - autor zewnętrzny