
Paweł Łatuszka, były minister kultury i ambasador Białorusi, jeden z liderów białoruskiej opozycji, w rozmowie z Zero.pl ocenia, że zwalnianie więźniów politycznych przez Alaksandra Łukaszenkę nie oznacza politycznej odwilży, lecz jest elementem gry z Zachodem. Jak przekonuje, białoruski przywódca pozostaje silnie uzależniony od Rosji, a Mińsk intensywnie przygotowuje się do wojny. – Jeżeli Putin da mu rozkaz, on go wykona – mówi Łatuszka.
Przemysław Staciwa, Zero.pl: Aleksandr Łukaszenka w marcu zwolnił 250 więźniów. W kwietniu czterech kolejnych, w tym Andrzeja Poczobuta. Jest szansa na odwilż?
Paweł Łatuszka, były minister kultury i ambasador Białorusi, opozycjonista: Obecnie mamy około tysiąca więźniów politycznych na Białorusi. De facto, to wygląda jak karuzela. Uwalniając jednych, po zniesieniu sankcji amerykańskich, Łukaszenka wsadza kolejnych, żeby znów prosić o zniesienie sankcji.
Czyli nie odwilż, tylko polityczne wyrachowanie?
Mam nadzieję, że europejscy i amerykańscy partnerzy patrzą na to bardzo trzeźwo. Represje się nie kończą. Każdego dnia dostajemy prośby o wydanie wiz humanitarnych. Chodzi o ludzi, którzy chcą uciekać z Białorusi, bo panuje atmosfera strachu i terroru. Setki tysięcy deportacji. Białorusini nie mogą otrzymać paszportów za granicą, ani wydłużyć paszportów, bo to zakazane dekretem Łukaszenki. Represje na Białorusi tylko się nasilają.
Amerykanie mają się nie łudzić, że negocjacje coś zmienią?
To trzeba po prostu zrozumieć. Amerykanom oczywiście dziękujemy za ich wysiłki w uwalnianiu ludzi. Na pewno uratowanie życia tych, którzy wychodzą dzięki negocjacjom amerykańskim jest bardzo ważne.
Białoruski reżim uwolnił 250 więźniów. Łukaszenka rozmawiał z człowiekiem Trumpa
Ale Amerykanie też powiedzieli, Łukaszence, że najważniejsze teraz jest zaprzestanie represji. Bo tak można bez końca uwalniać i znosić sankcje. Cały czas może trwać handel ludźmi.
Jeśli Andrzej Poczobut zdecyduje się na stałe wrócić na Białoruś, Łukaszenka może go ponownie uwięzić? Odradzałby mu pan powrót?
Andrzej Poczobut jest postrzegany przez nas jako wspólny bohater Białorusinów i Polaków. Każda podróż na Białoruś jest dla niego ryzykowna. Według mojej oceny, dopóki Łukaszenka prowadzi rozmowy z Amerykanami, raczej nie odważy się zastosować wobec niego aresztu, lub więzienia.
Z drugiej strony, służby białoruskiej działają z własnej inicjatywy albo motywowane służbami rosyjskimi. Jeśli Rosjanie zechcą wstrzymać jakąkolwiek komunikację ze stroną Polską, przedstawiciele rządu Łukaszenki mogą zorganizować prowokację. To miało miejsce wielokrotnie za czasów mojej pracy ambasadora. Składałem nawet odpowiedni raport ówczesnemu ministrowi spraw zagranicznych, Siergiejowi Martynowowi. Było osiem takich przypadków. Wówczas próbowaliśmy naprawiać relacje białorusko-polskie.
Amerykańskie mrzonki?
Wracając do Amerykanów – poza kwestią więźniów, prezydent Trump oferuje Łukaszence współpracę gospodarczą.
Zostały zniesione sankcje amerykańskie na sól potasową. Pierwszy statek wypłynął z portu rosyjskiego do Stanów Zjednoczonych. Prezydent Trump ogłosił, że będzie to surowiec najtańszy, tańszy od kanadyjskiego produktu. Jednak Łukaszence nie opłaca się sprzedawać taniej, niż sprzedaje Kanada.
Kanada wydobywa z sól potasową przy granicy z Amerykanami. Logistyka już dawno jest stworzona – kolejowa, każda, która jest wymagana. Wydobyciem potażu zajmuje się spółka Nutrien. Kanadyjski surowiec może być nawet 35 proc. tańszy od średniej ceny białoruskiej, potasu sprzedawanego na rynkach światowych.
Z dealu zatem nici?
Oczywiście, Łukaszenka może teraz dać zniżkę i sprzedać tę sól potasową. Jeden statek, 30 tys. ton. Wszystko, by dać w ręce prezydenta Stanów Zjednoczonych instrument nacisku na kanadyjskiego producenta. Obecnie cena wzrosła na rynku amerykańskim, bo Donald Trump wprowadził 50-proc. cła na dostawy soli kanadyjskiej. Kanada dostarcza 80 proc. soli potasowej na rynek amerykański. 12 milionów ton. Białoruś również eksportuje ok. 12 milionów ton soli potasowej.
Istnieje punkt zaczepienia w tych negocjacjach?
Teoretycznie można byłoby zastąpić i wprowadzić sól białoruską na rynek amerykański. Pamiętajmy jednak, że głównym partnerem Łukaszenki w sprzedaży soli są Chińczycy, którzy kupują 3,5 miliona ton. Później Brazylia, Indie. Nie wierzę w to, że Łukaszenka zrezygnuje z tych kontraktów. To jest po prostu gra. Gra przed wyborami, gra z kanadyjskimi producentami.
Jak Rosja podporządkowuje Białoruś
Jak trwały i ścisły jest sojusz Białorusi z Rosją?
Łukaszenka podpisał w 2024 r. umowę o gwarancjach bezpieczeństwa Białorusi i Rosji. Jest wiele podpisanych umów, w ramach których tworzona jest wspólna infrastruktura wojskowa, wspólna produkcja broni. Są wspólne ćwiczenia, jest wspólna wojskowa grupa białorusko-rosyjska. Istnieje także wspólna obrona przeciwlotnicza. Mogę długo wymieniać. Łukaszenka jest zobowiązany w razie ataku na terytorium Rosji wesprzeć białoruską armią Federacją Rosyjską. W każdej chwili Putin może poprosić o jego wsparcie, bo uważa okupowane terytorium Ukrainy za swoje.
Rakiety Oresznik na Białorusi. Łukaszenka próbuje straszyć nie tylko Polskę
Wygląda to na bardzo silne zespolenie.
Łukaszenka nie będzie miał możliwości odmówić. Dlatego, że jego gospodarka jest absolutnie związana z gospodarką rosyjską. Putin może po prostu podnieść cenę na gaz, lub w ogóle wyłączyć dostawy. Przemysł białoruski jest w bardzo krytycznej sytuacji. Putin może też zakazać sprzedaży białoruskich produktów rolnych na rynku rosyjskim. Ma tyle instrumentów wpływu na Łukaszenkę, że ten nie zrezygnuje.
Jak obecnie wygląda współpraca wojskowa obu krajów?
Łukaszenka w ostatnim miesiącu zorganizował na Białorusi co najmniej 15 ćwiczeń wojskowych, sprawdzeń brygady artyleryjskiej. Dwukrotne ćwiczenia obrony przeciwlotniczej. Wojska inżynieryjne. Wojska rakietowe. Później wojska wewnętrzne, i tak dalej. Sprowadził nawet korespondentów wojskowych, propagandystów wysłał na ćwiczenia. Ćwiczenia w pobliżu przesmyku suwalskiego – Batalion czołgów, brygada zmechanizowana.
„Łukaszenka przygotowuje się do wojny”
Właśnie teraz, kiedy rozmawiamy, na Białorusi trwają ćwiczenia sprawdzające gotowość obrony cywilnej – jak będą działać wojewodowie w sytuacji wojny. Łukaszenka mianował zastępcę szefa kancelarii prezydenta do spraw wojskowych, a tego stanowiska nigdy nie było. Jego zadaniem jest faktycznie zabezpieczyć spójność, współpracę sektora cywilnego od władz centralnych do rejonowych z armią, z wojskiem białoruskim. Łukaszenka przygotowuje się do wojny.
Ale jednak nie chce atakować Ukrainy. Dlaczego?
Z własnej woli nie wyśle armii białoruskiej na front. Ze strachu. Nie chodzi o to, że lubi Ukrainę, czy Ukraińców. Obawia się o swój stołek. Wie, że mamy ogólnonarodową zgodę – ponad 85 proc. Białorusinów nie chce, żeby armia białoruska atakowała Ukrainę, uczestniczyła w jakiejś wojnie.
Łukaszenka boi się reakcji społeczeństwa białoruskiego. Ale w razie konieczności, jeżeli Putin da mu rozkaz, on go wykona. Jestem tego w 100 proc. pewien.
Z jakiego powodu Rosja nie chce więc wykorzystać bezpośrednio Białorusi na froncie?
Nie przyszedł na to jeszcze czas. Putin wciąż liczy, że uda się wejść w głąb Ukrainy i okupować cały Donbas. Nie zapominajmy, że jeszcze dwa obwody ukraińskie są wpisane w konstytucję rosyjską, co zrobione było nielegalnie.
Jeżeli nie uda mu się osiągnąć swoich celów strategicznych, wtedy balkon białoruski będzie wykorzystany. Z punktu widzenia logiki prowadzenia wojny w tym regionie Białoruś jest strategicznie ważnym terytorium.
Po drugie, Białoruś jest obecnie zapleczem wojskowym dla Putina z punktu widzenia produkcji amunicji. Cały przemysł białoruski, setki przedsiębiorstw, niektórzy eksperci mówią nawet o 500, pracują na sektor wojskowy Federacji Rosyjskiej. Dziś dla Putina jest również korzystnie mieć Białoruś w formie dostawcy broni.
Łukaszenka ma jakiś większy plan na obchodzenie sankcji?
Jeżeli dostanie zgodę Putina, wtedy zacznie rozmawiać np. z Polską, Amerykanami, czy Unią Europejską i będzie liczyć na to, że sankcje zostaną zniesione. Wówczas, to faktycznie otworzy drzwi dla obejścia sankcji, co leży w interesie Rosji. Na tym zawsze zarabiał Łukaszenka i może zarabiać więcej.
Dyktator nie odpuszcza
Nie można nawet w najmniejszym stopniu liczyć na choć delikatną zmianę kursu Łukaszenki?
On gra. To opracowana strategia, jeszcze za czasów, kiedy byłem ambasadorem w roku 2015-2016. To była koncepcja zmarłego w niewyjaśnionych okolicznościach, byłego ministra spraw zagranicznych Uładzimira Makieja – głosi, że tylko Łukaszenka może uratować niepodległość Białorusi.
To jest kłamstwo. Tylko naród może uratować niepodległość. Łukaszenka zawsze był prorosyjski, zawsze był za Putinem, zawsze był jego sojusznikiem i tak pozostanie.
Zawsze robił to, co odpowiada interesom nie Białorusi, nie białoruskiego narodu, a Federacji Rosyjskiej. Bo dla niego najważniejsze jest miejsce, w którym siedzi. A gwarancję znajdowania się na stołku prezydenckim nielegalnie daje mu tylko Federacja Rosyjska.
Pan jednak przez lata z Łukaszenką współpracował. Kiedy przyszedł moment, w którym przeszedł Pan na stronę opozycji?
Siedem razy byłem ambasadorem w różnych krajach; w Polsce, we Francji, w Hiszpanii, Portugalii, Monako, byłem przedstawicielem przy UNESCO, również członkiem rządu, ministrem kultury.
Moje ostatnie stanowisko po zakończeniu misji ambasadorskiej we Francji, było posadą naczelnego dyrektora Narodowego Teatru im. Janki Kupały. To najważniejszy teatr dramatyczny w Białorusi, absolutnie białoruskojęzyczny. I wtedy służby zaczęły mnie zmuszać, abym zwolnił artystów, którzy brali udział w protestach przedwyborczych na Białorusi.
I?
Odmówiłem i byłem kilka razy wzywany do ówczesnego ministra kultury, a później Łukaszenka podjął osobiście decyzję o zwolnieniu mnie ze stanowiska. Poparłem protesty, bo to, co działo się wtedy na ulicach na Białorusi, było po prostu koszmarem – Wiele ofiar, wielu pobitych, zatrzymanych, aresztowanych bez powodu.
To było pełne bezprawie. Oczywiście trudno odpowiedzieć na to pytanie tak krótko, ale pracowałem w interesie kraju. Niech ludzie ocenią moją pracę jako ministra kultury, bo dbałem o narodową kulturę. Sporo zrobiłem dla naszych stosunków polsko-białoruskich.
Co udało się zrealizować?
Kiedy byłem ambasadorem w Polsce zainicjowałem otwarcie pomnika Adama Mickiewicza w Mińsku. Z moich czasów zakończyła się restauracja pałacu Radziwiłłów w Nieświeżu i zamku w Mirze. Oba są pomnikami UNESCO. Organizowałem wystawy Mickiewicza, wystawy związane z Wańkowiczem, wspaniałym malarzem. Starałem się dbać o europejskość białoruskiej kultury i to było moim zadaniem.
Jak Pan to ocenia z perspektywy czasu?
Chciałem, żeby kraj był suwerenny, postrzegany jako kraj europejski, ale zawsze to była walka przeciwko temu, co robił Łukaszenka. Teraz jestem zaocznie skazany na 18 lat więzienia z odbyciem kary w kolonii o zaostrzonym rygorze. Miałem około 160 gróźb, mam za sobą kilka przygotowanych zamachów na moje życie i jeden napad.
„Zaduszę własnymi rękami”
Dyktator jest zdeterminowany by pana zabić?
Łukaszenka kiedyś powiedział mi osobiście, że „jeżeli pan mnie zdradzi, to ja zaduszę pana własnymi rękami”. Później potwierdził to w publicznym wywiadzie dla Władimira Sołowiowa, znanego rosyjskiego propagandysty. Obiecywał mnie powiesić.
Teraz mój zespół prowadzi po pierwsze sprawy sankcyjne. Jesteśmy grupą, która zaproponowała wiele sankcji, później przyjętych przez Stany, Unię Europejską i walczymy o wydanie nakazu aresztowania Łukaszenki. Opracowaliśmy strategie prawne, zbieramy dowody za zbrodnie przeciwko ludzkości na narodzie białoruskim.
Już wszczęta sprawa przez prokuratora Trybunału Karnego jest bezprecedensowa. We współpracy z rządem Litwy zainicjowano tą sprawę.
Czego dotyczy?
Zebraliśmy dowody na nielegalne przemieszczenie dzieci ukraińskich z okupowanych przez Rosję terytoriów na Białoruś. W tej sprawie toczy się śledztwo u prokuratora Trybunału Karnego w Hadze. Jako członek Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy zainicjowałem poprawkę podczas tworzenia specjalnego trybunału odpowiedzialności za agresję przeciwko Ukrainie i teraz Łukaszenka, który mam nadzieję szybko stanie przed trybunałem, będzie objęty śledztwem prokuratorów tego specjalnego trybunału. Także walczę z nim na całość.
Ale długo pan z nim wytrzymał.
Kilka razy podawałem się do dymisji. Wówczas pracowałem jeszcze jako młody dyplomata w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, patrząc na to, że Łukaszenka podpisał umowę o tworzeniu ZBIR-u (Związku Białorusi i Rosji). W następstwie tego stawiano mi zakazy poprzez kancelarię prezydenta, że nie mogę mówić jako rzecznik MSZ-u w języku białoruskim.
Wierzył pan w stopniowe zmiany na Białorusi?
My myśleliśmy w MSZ wtedy, że jeżeli doprowadzimy do komunikacji na szczeblu prezydentów z Łukaszenką, może ewentualnie on się zmieni, może zrozumie czym są wartości europejskie, że ważne, aby Białoruś była w Europie. Ale się pomyliśmy, to prawda.
Jakie są ambicje Łukaszenki?
Ten człowiek wybrał jednokierunkową politykę zagraniczną, rosyjską. Kiedy Jelcyn był już starzejący się, marzył o tym, że wejdzie na tron Kremla i to była jego strategia. Pracował w regionach rosyjskich, a później nie zmienił swojej strategii.
Cały czas był wspólnikiem Rosji, bo Rosja go finansowała. Nawet ostatnio, umowa o gwarancjach bezpieczeństwa w ramach Związku Białorusi i Rosji została ratyfikowana przez Łukaszenkę tylko wtedy, gdy Putin podpisał dekret o przełożeniu wypłaty długów Białorusi dla Rosji do roku 2037.
Sprytnie.
Łukaszenka na naszych oczach sprzedaje suwerenność i niepodległość naszego kraju. W tej umowie jest artykuł 5, co ciekawe, tak jak w NATO. Daje on prawo armii rosyjskiej wkroczyć na terytorium Białorusi, jeżeli będą tam protesty. Nie ma samodzielnej polityki wojskowej i zagranicznej. Jest ona kontrolowana przez ruskich.
Daliście się oszukać Łukaszence, zwodzić?
Byliśmy idealistami. Wierzyliśmy w coś, ale później przyszło pełne zrozumienie. Teraz w więzieniu siedzi mój kuzyn, Anatoli Łatuszka, skazany na sześć lat jako więzień polityczny.
„Czarna charyzma”
Jak by pan opisał Łukaszenkę? Jaki to człowiek?
Łukaszenka publicznie to człowiek czarnej charyzmy, atakuje wszystkich, krytykuje, mówi bardzo głośno, w sposób bardzo nietaktowny podchodzi do urzędników, zwłaszcza do kobiet, nie ma tu żadnych granic. Może zwolnić każdą osobę podczas narady i zdymisjonował w ten sposób wielu. Kiedy miałem z nim spotkania w cztery oczy, wielokrotnie jako minister i ambasador, mówił długo, nawet niekiedy próbując tłumaczyć się z jakichś swoich nielogicznych postępowań.
Gdy coś wymyśli, próbuje do tego przekonywać, ale kiedy masz z nim spotkania, objawia się właśnie ta mroczna charyzma. Łukaszenka ma charyzmę, mocną charyzmę, mocny charakter, ale taki bardzo negatywnie wpływający na człowieka psychicznie, człowiek czuje się z nim ciężko.
Może jest chociaż dowcipny?
Nie ma poczucia humoru, nie jest człowiekiem dowcipnym. Może wypić, chociaż wszystkich przekonuje, że nie pije alkoholu.
Na przyjęciach zamkniętych, gdzie miałem okazję bywać, wypijał szklankę wódki i zmuszał do tego innych. Nieważne czy jesteś ministrem, czy artystą, po wystąpieniu masz podnieść szklankę wódki i pić do pełna. Mówią, że lubi swojego młodszego syna Mikołaja. Być może tak, ale gdy pracowałem w ministerstwie, sporo mówiono o tym, że miał bójkę ze starszym synem. Po prostu pobił się z Wiktorem.
Typowy, krwawy dyktator?
Nie zapominajmy, że jest dyktatorem i międzynarodowym zbrodniarzem. Zorganizował największe, zmasowane represje w Europie, w XXI stuleciu. Doprowadził do deportacji setek tysięcy Białorusinów za granicą. Jest agresorem, bo udostępnił terytorium Białorusi armii rosyjskiej, która kroczyła w kierunku Kijowa. Musi stanąć przed trybunałem.
Jest jakakolwiek sprawa, której Łukaszenka jest szczerze oddany?
Tak naprawdę lubi przede wszystkim władzę. Dla niego dla jest narkotykiem.

