Wokół sieci supermarketów Dino trwa kryzys wizerunkowy. Od grudnia związkowcy są w sporze z zarządem. Domagają się podwyżek wynagrodzeń, większej obsady, dzięki której obecni pracownicy nie będą pracować nad siły, utworzenia Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych. Głośny echem w mediach odbiły się doniesienia z zimowych miesięcy, kiedy to personel sklepów informował o zbyt niskiej temperaturze w sklepach. Na kontrolę do Dino weszła Państwowa Inspekcja Pracy.
Nieoczekiwany efekt wojny w Iranie. Złe wiadomości dla fanów słodyczy
W sprawie Dino interweniowała też minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Agnieszka Dziemianowicz-Bąk skierowała wniosek do Głównego Inspektora Pracy o kolejną kontrolę w sieci. Chodzi o „możliwe zastraszanie pracowników” i „szerzenie dezinformacji dotyczącej praw pracowniczych” (w praktyce ma to odwieść pracowników od skorzystania z konstytucyjnego prawa do strajku).
Kryzys wizerunkowy, który nie przystoi giełdowej spółce
I co? I nic. Zarząd Dino nie zjawia się na mediacjach ze związkowcami, którzy publikują w mediach społecznościowych wymowne zdjęcie pustego stołu. A przecież wokół sieci trwa kryzys wizerunkowy, który nie przystoi spółce notowanej na Giełdzie Papierów Wartościowych. Dino jest polskim blue chipem – wchodzi w skład indeksu WIG20. Tworzy go 20 najpłynniejszych i największych firm, których akcje są przedmiotem obrotu na warszawskim parkiecie.
Autorka tego tekstu w swojej pracy dziennikarskiej wielokrotnie słuchała tzw. calli dla analityków, które spółki giełdowe organizują przy okazji publikacji wyników finansowych. Dino to spółka, którą zawsze mocno interesowały się biura maklerskie z zagranicy. Była dla nich wyznacznikiem kondycji polskiego sektora handlu detalicznego. I fenomenem, bo – nie będąc Biedronką czy Lidlem, bez agresywnych kampanii reklamowych – zbudowała potęgę na lokalnym rynku. Zadawane podczas wspomnianych telekonferencji pytania w większości wybrzmiewały po angielsku. To naprawdę dziwne, że zarządowi i właścicielowi Dino kompletnie nie zależy na tym, żeby wizerunek spółki był po prostu dobry.
Biuro prasowe Dino ma zwyczaj nie odpowiadać
Kolejna refleksja dotyczy biura prasowego Dino. Wiele razy pisałam do różnych sieci handlowych z prośbą o komentarz – czy to w sprawie VAT na żywność, czy polityki cenowej, czy „koszyka wielkanocnego” albo „bożonarodzeniowego”. Konkurencja Dino odpowie na maila zawsze; często oddzwoni, by pogłębić jakieś wątki. Biuro prasowe Dino nie odpowiada nigdy. Tak, jakby go nie było, a przecież na stronie spółki widnieje jego adres mailowy.
GPW nie wymaga od spółek giełdowych, aby odpowiadały dziennikarzom. Najważniejsze informacje, np. te dotyczące wyników, są publikowane w tzw. raportach bieżących. Ale jest coś takiego, jak kodeks dobrych praktyk.
Lista hańby publicznego systemu ochrony zdrowia. 10 krytycznych obszarów
„Choć nie ma takiego prawnego obowiązku wskazane jest, aby spółka po debiucie (giełdowym – red.) utrzymywała relacje z inwestorami, organizując m.in. spotkania z analitykami, zarządzającymi funduszami, mediami finansowymi, czy prowadząc aktywną politykę informacyjną przez stronę internetową” – czytamy na stronie GPW.
I jeszcze jeden wątek, ostatni, ale nie najmniej ważny.
Dino to polska sieć supermarketów. Wielu konsumentów, wybierając jej sklepy na codzienne zakupy, kieruje się patriotyzmem gospodarczym. Ten patriotyzm może odbić im się teraz czkawką.

