Donald Trump coraz wyraźniej angażuje się w budowanie międzynarodowej sieci politycznych sojuszników. W ostatnich dniach publicznie chwalił prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana. Niedawno, przy okazji zwycięstwa wyborczego prezydenta Kolumbii, zachwalał zarówno Abelarda de la Espriellę, jak i Karola Nawrockiego, przedstawiając ich jako polityków bliskich swojej wizji świata. Magia Trumpa nadal działa?

- Donald Trump publicznie wyróżnił Karola Nawrockiego podczas spotkania z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte.
- Amerykański prezydent wskazuje również konserwatywnych liderów Ameryki Łacińskiej jako swoich politycznych partnerów.
- Poparcie Trumpa pozostaje ważnym elementem kampanii i budowania międzynarodowej wiarygodności prawicy.
- – On wykorzystuje swoją pozycję, a ruchy prawicowe będą z tego korzystać, powoływać się na jego wsparcie, sympatie i poparcie – mówi Zero.pl historyk i amerykanistka, prof. Halina Parafianowicz.
Donald Trump coraz częściej wykorzystuje międzynarodowe wystąpienia do promowania zagranicznych polityków, których uważa za swoich ideowych sojuszników. Tak było choćby podczas ostatniego szczytu NATO w Ankarze.
Bez rozejmu z Iranem. Trump zapowiada wielkie bombardowanie
„Trump powiedział, kogo kocha”
– Na szczycie NATO w Turcji Trump powiedział o tym, kogo popiera, kogo kocha. Miał dobry nastrój, który kierował w stronę gospodarza, Erdogana. Wymienił też naszego prezydenta, którego przecież popierał – mówi Zero.pl prof. Halina Parafianowicz.
Prezydent Trump ciepło wyrażał się o Karolu Nawrockim m.in podczas rozmowy z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Wcześniej, w trakcie niedawnego spotkania w Gabinecie Owalnym z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, amerykański prezydent także chwalił polskiego prezydenta, przypominając, że poparł go jeszcze w trakcie kampanii wyborczej. Trump podkreślał, że Nawrocki był jego faworytem i odniósł zwycięstwo mimo początkowo niewielkich szans.
Nie był to odosobniony przypadek. Trump od miesięcy konsekwentnie buduje relacje z konserwatywnymi liderami poza Stanami Zjednoczonymi, również w Ameryce Łacińskiej. W jego wypowiedziach coraz częściej pojawiają się politycy przedstawiani jako obrońcy suwerenności państw, przeciwnicy nielegalnej migracji czy krytycy liberalnych elit.
Podczas spotkania z Markiem Rutte zachwalał Abelarda de La Espriellę, który wygrał wybory w Kolumbii. „Ze względu na jego ogromne osiągnięcia życiowe oraz wsparcie polityczne, jakiego mi osobiście udzielił, mam zaszczyt przekazać Abelardo moje pełne i całkowite poparcie” – pisał Trump na swoim portalu Truth Social.
Trump o końcu rozmów z Iranem. „To szumowiny i chorzy ludzie”
Takie gesty mają znaczenie nie tylko symboliczne. W wielu krajach poparcie ze strony prezydenta USA stało się elementem kampanii wyborczych. Dla części prawicowych kandydatów oznacza potwierdzenie ich pozycji w międzynarodowym obozie konserwatywnym i ułatwia mobilizację własnego elektoratu.
– On wykorzystuje swoją pozycję, a ruchy prawicowe będą z tego korzystać, powoływać się na jego wsparcie, sympatie i poparcie. Trump już nie popiera Orbana i nie przypomina o nim, bo jego poparcie się nie sprawdziło, a miało być namaszczeniem. Wciąż jednak inne tego typu działania są widoczne – mówi prof. Parafianowicz.
Trump i „bombastyczny styl”
Jednak polityczne wsparcie z Waszyngtonu nie kończy się dziś na słowach. Równolegle administracja Trumpa rozpoczęła radykalną przebudowę systemu finansowania zagranicznych programów wspieranych przez USA. Zamrażane są miliardy dolarów wydawane wcześniej przez USAID i ograniczana jest działalność instytucji takich jak National Endowment for Democracy. W praktyce oznacza to osłabienie wielu organizacji pozarządowych, mediów i inicjatyw obywatelskich funkcjonujących w Europie, Ameryce Łacińskiej czy Afryce.
– O swoim udziale w zwycięstwach prawicowych polityków Donald Trump dużo mówi, to jego „bombastyczny styl” przypisywania sobie różnych zasług. Odcięcie pieniędzy dla USAID to z kolei jedna z przyczyn, przez którą w kolejnych krajach skrajnie lewicowi kandydaci mogą przegrać wybory, bo skończyły się pieniądze – mówi Zero.pl dr Krzysztof Winkler z Warsaw Enterprise Institute.
– Skończyła się agitacja na działania w internecie, na kampanie antyprawicowe. U nas też pieniędzy nie było i inaczej wyglądała kampania wyborcza w Polsce. To samo działo się w Ameryce Łacińskiej – dodaje Winkler.
Niezależnie od oceny Donalda Trumpa i różnych, nierzadko zdywersyfikowanych ruchów politycznych jego administracji, trudno nie zauważyć, że prezydent USA coraz wyraźniej próbuje odgrywać rolę nieformalnego patrona międzynarodowego ruchu konserwatywnego.
Od Ameryki Łacińskiej po Europę jego publiczne deklaracje poparcia stają się elementem lokalnych sporów politycznych, a każde kolejne wystąpienie w tej sprawie pokazuje, że Biały Dom zamierza aktywnie uczestniczyć nie tylko w amerykańskiej, ale również światowej debacie ideowej.
