Reklama
Świat

Rosja testuje Polskę. To nie są już przypadkowe incydenty

Najpierw fabryka należąca do polskiej firmy. Potem infrastruktura przy granicy. Wreszcie pociąg jadący do Warszawy. Kolejne rosyjskie działania układają się w niepokojący wzór, którego nie sposób tłumaczyć wyłącznie przypadkiem czy chaosem wojny. Kreml prowadzi wobec Polski przemyślaną grę presji i zastraszania.

Sławomir Dębski
Opinia autorstwa: Sławomir Dębski
Dzisiaj 10:07
10 min
Warszawa, 13.09.2026. Pociąg relacji Kijów – Warszawa Zachodnia na stacji w Warszawa Wschodnia, 13 bm. W pociąg przed granicą z Polską, uderzył dron. PKP Intercity poinformowało, że wśród pasażerów nie ma obywateli Polski. (fot. Radek Pietruszka / PAP)
TYLKO NA

Rosyjski dron uderzył wczoraj w lokomotywę pociągu pasażerskiego jadącego na trasie Kijów – Warszawa. Jednocześnie rosyjskie drony i rakiety zaatakowały cele w Dorohusku, Kowelu, Łucku, Nowogrodzie Wołyńskim – słowem na całej linii kolejowej z Chełma do Kijowa. Tym razem obyło się bez ofiar. Trudno jednak traktować te wydarzenia wyłącznie jako kolejny epizod wojny prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie. Zwłaszcza że nie są one odosobnione.

Czytaj także: Ukraina: Dron uderzył w lokomotywę pociągu Kijów–Warszawa

To nie przypadek

Zaledwie dzień wcześniej, w nocy na 12 września, Rosjanie zaatakowali zakład należący do polskiej grupy Cersanit w Zwiahlu, w obwodzie żytomierskim. To cywilna fabryka produkująca płytki ceramiczne i wyposażenie sanitarne. W ciągu dwóch dni rosyjskie środki napadu powietrznego uderzyły więc najpierw w fabrykę należącą do polskiej firmy, a następnie w infrastrukturę położoną przy granicy oraz w pociąg jadący do Warszawy.

Raptem dwa miesiące temu, 30 lipca 2026 roku, rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 wleciał w polską przestrzeń powietrzną i uderzył w pole w pobliżu Tarnawy-Kolonii w województwie lubelskim. Eksplozja pozostawiła krater o średnicy około 10 metrów i głębokości około pięciu metrów. Pocisk zawierał znaczną ilość materiału wybuchowego i został wyprodukowany w Rosji zaledwie kilka miesięcy wcześniej. Nikt nie zginął i nikt nie został ranny. Nie był to jednak przypadkowy rezultat awarii czy zboczenia z kursu. Działanie Rosjan było celowe. Rosyjska rakieta świadomie została skierowana na terytorium państwa NATO. Nie została zestrzelona, ale w zaplanowany sposób eksplodowała na polskim terytorium.

Reklama
Reklama

Sprawdź również: Ukraina: Dron uderzył w ciężarówkę 800 m od granicy z Polską

W ubiegłym roku, w nocy z 9 na 10 września 2025 roku, podczas zmasowanego rosyjskiego ataku na Ukrainę, polska przestrzeń powietrzna została naruszona około 20 razy przez rosyjskie drony. Premier Donald Tusk mówił w Sejmie o 19 naruszeniach, a polskie i sojusznicze lotnictwo po raz pierwszy musiało neutralizować część obiektów stanowiących potencjalne zagrożenie. Nie był to pojedynczy dron, który się zawieruszył nad Polską, lecz bezprecedensowe masowe naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej.

Każdy z tych incydentów można próbować analizować osobno. Można mówić o specyfice działań wojennych, o celach, które miały się znajdować po ukraińskiej stronie granicy, o ryzyku wynikającym z masowych ataków rakietowych i dronowych. Tyle że wraz z każdym kolejnym zdarzeniem takie wyjaśnienie staje się coraz mniej przekonujące. Rosyjskie drony masowo naruszają polską przestrzeń powietrzną, rosyjski pocisk celowo uderza w terytorium Polski, rosyjskie służby specjalne organizują serię podpaleń w Polsce i próbują wysadzić pociąg pasażerski, celem rosyjskich ataków staje się fabryka na Ukrainie należąca do polskiej firmy, następnie rosyjskie drony atakują infrastrukturę tuż przy granicy oraz pociąg jadący do Warszawy.

To już nie są wióry, które lecą spod rosyjskiej siekiery, gdy ta próbuje rozłupać ukraiński opór. Rosja próbuje nas zastraszyć. W jakim celu? Na czym polega rosyjska strategia? Wszak próby zastraszenia Polski są przecież tylko taktyką, narzędziem służącym realizacji określonych rosyjskich celów.

Reklama
Reklama

O rosyjskiej strategii wiemy sporo. Od dwunastu lat za polską wschodnią granicą toczy się wojna, która dla Rosji jest instrumentem odbudowania pozycji umożliwiającej jej współdecydowanie o przyszłości Europy. Dwadzieścia lat temu, gdy okazało się, że nikt nie potrzebuje rosyjskiej „zgody" na rozszerzenie NATO i Unii Europejskiej o państwa Europy Środkowej i nikt nie ma zamiaru wypłacać Rosji z tego tytułu żadnych rekompensat, Putin zdał sobie sprawę, że Rosja przestaje wpływać na polityczną architekturę Starego Kontynentu.

Polecamy też: Ukraina proponuje rozejm energetyczny. Zełenski mówi o warunku

To oznaczało, że de facto traci pozycję, na którą wprowadzili ją Piotr I, Katarzyna II i Stalin. W lutym 2007 roku, przemawiając na monachijskiej konferencji bezpieczeństwa, Putin ogłosił zakończenie współdziałania Rosji z Zachodem, zapoczątkowanego wspólnym demontażem żelaznej kurtyny. Rosja doszła do przekonania, że metodami pokojowymi nie jest w stanie odzyskać statusu europejskiego mocarstwa, zaczęła więc sięgać po agresję zbrojną, najpierw w Gruzji w 2008 roku, a następnie dokonując napaści na Ukrainę w 2014 roku. Kontrolę nad Gruzją udało jej się odzyskać za pomocą zastosowania kombinacji narzędzi wojskowych, szpiegowskich i kryminalnych.

Reklama
Reklama

Aneksja Ukrainy

Na Ukrainie ta metoda nie przyniosła efektów, Ukraińcy wciąż stawiają Rosji zbrojny opór, odmawiając uznania się za część „rosyjskiego narodu". Rosji nie chodzi bowiem o narzucenie Ukrainie nowych granic ani przekształcenie Ukrainy w przyjazne Rosji „państewko buforowe". Rosjanie nie odwołują się do klasycznej dla siebie metody polegającej na powołaniu „kontrrządu", jakiegoś „Związku Ukraińskich Patriotów", „Demokratycznego Rządu" Ukrainy, z którym byliby gotowi – jak w 1939 roku wobec Finlandii – natychmiast zawrzeć „sojusz" i podpisać pokój.

Może Cię zainteresować: Trump: Ukraina musi przestać atakować rosyjskie rafinerie

Nie poszukują już kandydatów na Bierutów, Kuusinenów czy Karmalów... Rosja dąży bowiem do Anschlussu (aneksji – red.) Ukrainy. Nie ma już złudzeń, że kontrolę nad nią zapewni jej jakiś generał-gubernator. To dlatego w 2022 roku przygotowała listy proskrypcyjne, na których znalazły się nazwiska ukraińskich działaczy państwowych, społecznych i kulturalnych – mieli oni skończyć w dołach z kulą w tyle głowy.

Rosja dąży do Anschlussu Ukrainy, ponieważ bez uprzedniego jej spacyfikowania nie może wiarygodnie grozić Anschlussem państw bałtyckich. Stworzenie tej zaś groźby da jej szansę na rekiet – domaganie się od innych Europejczyków „opłaty" za niewywołanie kolejnej wojny w Europie. Strategia Putina polega więc na rozprawianiu się z każdym sąsiadem Rosji z osobna. Tak jak to odczytał prezydent Lech Kaczyński w swoim przemówieniu na Placu Niepodległości w Tbilisi w 2008 roku.

Reklama
Reklama

Warto przeczytać: Kolejny zgrzyt na linii Polska–Ukraina. Kijów ostro o zniszczeniu pomnika UPA

Strategia salami

Dlaczego więc Rosja próbuje nas zastraszyć? W kontekście rosyjskich strategicznych intencji odpowiedź na to pytanie jest oczywista – z rosyjskiej perspektywy Polska posiada polityczny potencjał do zablokowania „strategii salami". Ma potencjał zarówno do mobilizacji całego regionu, jak i wsparcia dla regionu poza Europą Środkową i Wschodnią, w Europie i Stanach Zjednoczonych. Rosjanie uważają, że gdyby nie Polska i jej polityczna kontrakcja, wojnę z Ukrainą dawno rozstrzygnęliby na swoją korzyść. Polska jest państwem wschodniej flanki NATO o największym potencjale politycznym i militarnym, dlatego zastraszenie polskiego społeczeństwa ma na celu zwiększenie Polsce kosztów i poprzez to zredukowanie jej gotowości do powstrzymywania Rosji. Celem Rosji jest wbicie klina między Polskę a Ukrainę, a także między Polskę a państwa bałtyckie, tak aby Kreml mógł realizować swoją strategię salami wobec zachodnich sąsiadów Rosji możliwie jak najniższym kosztem.

Jak się bronić przeciwko rosyjskim próbom zwiększania nam kosztów polityki powstrzymywania Rosji? Po pierwsze warto Rosji uświadomić, że nasz arsenał środków politycznych się wyczerpuje. Zamknęliśmy już rosyjskie konsulaty i ograniczaliśmy rosyjski personel dyplomatyczny w odpowiedzi na akcje sabotażowe rosyjskich służb specjalnych na terytorium Polski. Wiemy już, że te standardowe, dyplomatyczne działania odwetowe nie zniechęciły Rosji do kolejnych prób zastraszania polskiego społeczeństwa. Rosjanie sięgnęli jedynie po nowe metody. Standardowe dyplomatyczne represalia nie odstraszają Rosji, ponieważ już wkalkulowała ich użycie jako koszty prowadzonych przeciwko Polsce działań.

Reklama
Reklama

Odwet

Aby podnieść efektywność polskiego odstraszania, najwyższe władze Rzeczypospolitej, rząd w porozumieniu z prezydentem, powinny przygotować opcje działań odwetowych spoza domeny polityczno-dyplomatycznej, do natychmiastowego uruchomienia w przypadku kolejnej rosyjskiej eskalacji działań wrogich wobec Polski. Katalog takich działań powinien obejmować warianty odpowiedzi od tych zwiększających skuteczność ukraińskich działań ofensywnych, poprzez kolektywną odpowiedź sojuszniczą, także w ramach koalicji chętnych, obliczoną na mitygowanie rosnącej rosyjskiej agresywności, po warianty działań, które możemy być zmuszeni podjąć i realizować samodzielnie.

Sprawdź też: Rusza sojusz dronowy UE-Ukraina. Wśród uczestników polska firma

Nasze instrumentarium powinno zakładać duże spektrum możliwych odpowiedzi, realizowanych zarówno w sposób otwarty, jak i niejawny, w zależności od politycznej potrzeby proporcjonalnego, a zatem także kinetycznego odwetu, wynikającego ze skali i charakteru działań rosyjskich. Polska odpowiedź powinna generować Rosji koszty w obszarach, w których kosztów się nie spodziewa, a zatem nie może ich zawczasu „wrzucić w bilans" własnych operacji przeciwko Polsce.

Skoro Rosja kieruje się „strategią salami", jej powstrzymywanie wymaga od Polski strategii konsolidacji całego regionu i generowania skoordynowanych środków zaradczych, odpowiedzi tworzących Rosji strategiczne dylematy, od Zatoki Fińskiej po Morze Czarne i od Kaliningradu po Ural. Potrzebujemy do tego całej politycznej skrzynki narzędziowej – od współpracy z Ukrainą, broniącą się przed rosyjską agresją, przez współpracę z innymi państwami wschodniej flanki NATO i basenu Morza Bałtyckiego, podobnie jak my narażonymi na rosyjskie zastraszanie, po innych sojuszników europejskich, na współdziałaniu z USA i Kanadą, zarówno bilateralnym, jak i w formacie Sojuszu Północnoatlantyckiego, kończąc.

Reklama
Reklama

Czytaj również: Ukraina wprowadza ciszę na froncie. Powodem wizyta Witkoffa i Kushnera

Musimy mieć przy tym świadomość, że brak naszej odpowiedzi będzie nie tylko zachęcał Rosję do kolejnych działań mających na celu zastraszenie polskiego społeczeństwa, co będzie zwiększało ryzyko dla polskich obywateli i polskich zasobów materialnych, ale także będzie zwiększało ryzyko popełnienia przez Rosję znacznie poważniejszych błędów, w odpowiedzi na które będziemy musieli sięgnąć po naprawdę ciężki młotek. Dlatego warto otworzyć naszą skrzynkę z narzędziami już dziś.

Źródło: Zero.pl
Sławomir Dębski
Sławomir DębskiProfesor strategii i stosunków międzynarodowych w Kolegium Europejskim w Natolinie. Współautor programu Ground Zero