Reklama
Kraj

Dopłaty do emerytur artystów? „Biedni zapłacą za bogatszych”

Dopłaty do emerytur artystów są demoralizujące. Zachęcą ich do ukrywania dochodów. Do świadczeń bogatszych i mniej zapobiegliwych twórców dopłacą osoby biedniejsze i poważnie traktujące zobowiązania wobec państwa.

Bartosz Marczuk
Opinia autorstwa: Bartosz Marczuk
Dzisiaj 10:19
5 min
Jeśli ktoś powie, że nie stać go na ZUS, bo nie zarabia wystarczająco dużo, to znaczy, że powinien pomyśleć o zmianie zawodu. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Rząd chwali się, że „objął ubezpieczeniami społecznymi artystów” i teraz będą mieć zabezpieczenie na stare lata. Tyle ma to wspólnego z rzeczywistością, co jego determinacja, by zbudować CPK. Po pierwsze, artyści nie są z systemu wykluczeni (mogą płacić składki jak inni), po drugie – jak każdy w Polsce – powinni o własne bezpieczeństwo na stare lata zadbać, opłacając ZUS, a nie liczyć, że zrobią to za nich inni.

Biedni dopłacą bogatym

Przyjęty przez rząd projekt przewiduje, że artysta, który zarabia 6 tys. zł miesięcznie (125 proc. minimalnej pensji) i nie płaci składek do ZUS, będzie ustawowo „wynagrodzony” dopłatą z budżetu państwa do jego kapitału gromadzonego na emeryturę. Tak, by osiągnąć minimalny jej wymiar (dziś to prawie 2 tys. zł). Tę dopłatę sfinansują podatnicy.

Co to oznacza w praktyce? Porównajmy sytuację artysty i Polaka zarabiającego minimalną pensję, których jest ponad 2 mln. Ten drugi wpłaca do ZUS, tylko na emeryturę, prawie 940 zł miesięcznie (19,52 proc. od 4806 zł). Jeśli robi to odpowiednio długo – kobieta przez 20 lat, mężczyzna przez 25 lat – nabywa prawo do minimalnego świadczenia.

Reklama
Reklama

Czytaj też: Pensje lekarzy po waloryzacji w 2026 r. Tyle zarobią medycy

A jak będzie z artystą? Państwo zachęca go do tego, żeby nie płacił NIC. I ukrywał dochody. Jeśli wykaże, że zarabia mniej niż 6 tys. zł i nie zapłaci składek do ZUS, to… emeryturę zafunduje mu podatnik.

To nierówne traktowanie w czystej postaci. Mniej zarabiający etatowiec płaci i dopiero ze składek wypracowuje świadczenie. Lepiej uposażony artysta – nie płaci i ma świadczenie. Co więcej, jest przez państwo wręcz zachęcany do tego, by unikać danin publicznych (czytaj: płaca pod stołem i/lub umowa o dzieło).

System brutalny, ale…

Rząd nie tylko traktuje Polaków niesprawiedliwie – taka sytuacja kończy się transferem od biednych do zamożnych – ale wprowadza jeszcze potężne odstępstwo od tzw. zasady ekwiwalentności w powszechnym systemie emerytalnym. A brzmi ona dla nas wszystkich od prawie 30 lat – gdy wdrożyliśmy reformę – prosto i wręcz brutalnie wymagająco: ile zapłaciłeś, tyle dostaniesz na stare lata.

Reklama
Reklama

Wyjątki podkopują wiarę ludzi w cały system i budzą słusznie gniewne pytania: dlaczego ja mam otrzymać to, co wcześniej zapłaciłem, a innych ta reguła nie obowiązuje? To psucie umowy społecznej, solidaryzmu, zachęcanie do strategii „wyrywania” także dla siebie odstępstw i przywilejów. Demokracja przekształca się w przetarg i transakcyjne poszukiwanie „patronów”.

To rozwiązanie konserwuje też tzw. arbitraż płacowy, czyli poszukiwanie przez pracujących takich form wykonywania pracy, które oznaczają niższe daniny. Kombinuj, by płacić mniej – mówi nam państwo. Artystom niemal wprost: bierz gotówkę, wtedy dostaniesz dopłatę do emerytury. Powinno być dokładnie odwrotnie: płaćcie uczciwie, bo usługi dla obywateli nie spadają z nieba. Wszyscy chcemy wydawać 5 proc. PKB na armię, mieć świetną ochronę zdrowia i koleje dużych prędkości. Ale to wszystko jest opłacane z naszych danin.

Płaćcie mniej

Niezrozumiałe jest, dlaczego takie odstępstwo ma dotyczyć akurat artystów. Każdy z nich może przecież założyć działalność gospodarczą i płacić za siebie składki do ZUS, wystawiając faktury. Lub poszukać etatu. Wtedy jednak nie będzie korzystał z optymalizacji podatkowej w formie umowy o dzieło, dzięki której nie płaci nic do ZUS, równocześnie wpłacając tylko 10 proc. podatku od zarobionych kwot. A przypomnijmy: osoba na płacy minimalnej wpłaca państwu ok. 40 proc. zarobków.

Reklama
Reklama

Czytaj też: Tablice średniego dalszego trwania życia 2026/2027 opublikowane 

Jeśli z kolei ktoś powie, że nie stać go na ZUS, bo nie zarabia wystarczająco dużo, to znaczy, że powinien pomyśleć o zmianie zawodu. Jeśli płytkarz nie ma zleceń i nie chce wylądować na starość w przytułku, musi stać się np. sprzedawcą. Zupełnie niezrozumiałe jest, że jeśli takich zleceń nie ma artysta, to za ich brak mają zrzucić się na niego wszyscy – w tym biedniejsi często od niego – podatnicy. A co w takim razie np. z tłumaczami, dziennikarzami, pracownikami sezonowymi itd.? Może dla nich też dopłaty?

Dopłaty tak, ale dla mam

Jeśli powinniśmy komukolwiek dopłacać w systemie, to mamom rodzącym potomstwo. To jest uzasadnione – zarówno od strony systemu, bo ich dzieci są płatnikami, jak i od strony groźby niskich świadczeń kobiet, które są m.in. spowodowane ich przerwami w pracy związanymi z macierzyństwem.

Czytaj także: Niskie emerytury to kara za brak dzieci

Reklama
Reklama

To jest zrozumiałe z perspektywy systemu emerytalnego. Bez dzieci nie będzie wypłat świadczeń. Ale bez dzieł artystów, których nikt nie chce kupować – jakoś przeżyjemy.

Link do książki.

Źródło: Zero.pl
Bartosz Marczuk
Bartosz MarczukCzłonek zarządu Instytutu Sobieskiego, wcześniej m.in. wiceminister rodziny, wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju, współautor książki „Jak uniknąć demograficznej katastrofy” - autor zewnętrzny