W ostatnich latach politycy różnych opcji zapowiadali zwiększenie nakładów na naukę do poziomu 3 proc. PKB. Problem w tym, że Polska nie osiągnęła nawet poziomu 2 proc., który już przyniósłby wyraźną poprawę sytuacji uczelni, instytutów badawczych i całego środowiska akademickiego. Przybliżałby też nasz kraj do średniej unijnej.
Tymczasem wydatki na naukę i szkolnictwo wyższe wynoszą nieco ponad 1 proc. PKB.
To właśnie dlatego inicjatywa „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski” trafia w samo sedno problemu. Nie jest kolejnym środowiskowym apelem o przywileje. Jest ostrzeżeniem, że państwo, które przez lata niedostatecznie inwestuje w naukę, osłabia własne fundamenty rozwojowe.
Pieniądze na badania to ułamek promila budżetu państwa
Nic więc dziwnego, że Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP) poparło postulaty tej inicjatywy. Co więcej, rektorzy uczelni akademickich od dawna zwracają uwagę, że utrzymywanie wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe na poziomie nieco ponad 1 proc. PKB oznacza pogłębianie dystansu między Polską a najbardziej innowacyjnymi gospodarkami świata.
To nie jest abstrakcyjny wskaźnik. Za tym stoją konkretne konsekwencje: trudności z zatrzymywaniem talentów, pogarszające się warunki prowadzenia badań i ograniczona konkurencyjność polskich uczelni. Co ważne, problem polskiej nauki nie sprowadza się wyłącznie do wynagrodzeń. Dotyczy również samych możliwości prowadzenia badań.
W wielu uczelniach i instytutach badawczych coraz trudniej planować ambitne projekty naukowe, utrzymywać nowoczesną infrastrukturę czy konkurować o międzynarodowe granty. Pieniądze, które trafiają do sektora, w ogromnej części pochłaniają koszty bieżącego funkcjonowania.
AI przejmuje władzę: Campus Polska i rewolucja w zarządzaniu państwem
Na realny rozwój badań, modernizację laboratoriów, zakup aparatury czy umiędzynarodowienie pozostaje coraz mniej przestrzeni. KRASP zwracała uwagę, że środki na badania naukowe w skali budżetu państwa stanowią dziś jedynie ułamek promila.
W praktyce oznacza to, że polscy naukowcy coraz częściej konkurują ze światem nie dzięki przewadze systemu, lecz mimo jego słabości.
Dotyczy to również finansowania grantowego. Jeśli współczynnik sukcesu w konkursach badawczych pozostaje niski (ok. 10 proc.), młodzi badacze latami funkcjonują w niepewności, a uczelnie zamiast stabilnie budować potencjał naukowy są zmuszone do ciągłego zarządzania niedoborem. Dlatego tak ważny jest postulat zwiększenia środków na badania podstawowe i działalność Narodowego Centrum Nauki, który pojawia się w inicjatywie „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski”.
Kryzys od dawna
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że kryzys przestaje być problemem przyszłości. Występuje od lat.
Coraz więcej młodych ludzi rezygnuje z kariery naukowej, bo nie widzi dla siebie stabilnej przyszłości. Jeśli już ktoś decyduje się na doktorat, to coraz częściej staje się on dla niego biletem do sektora prywatnego albo do wyjazdu za granicę. Coraz trudniej przekonać ambitnych studentów, że warto poświęcić lata życia na rozwój naukowy w systemie, który finansowo przegrywa konkurencję praktycznie z każdą inną branżą wymagającą wysokich kompetencji.
W ostatnich miesiącach symbolem tego kryzysu stało się ogłoszenie jednego z instytutów PAN, który poszukiwał osoby z doktoratem z fizyki ciała stałego i doświadczeniem w pracy na zaawansowanej aparaturze badawczej za wynagrodzenie wynoszące niewiele ponad płacę minimalną.
Trudno o bardziej wymowny obraz sytuacji polskiej nauki. Państwo oczekuje najwyższych kompetencji, wieloletniego doświadczenia, międzynarodowej konkurencyjności i prowadzenia badań na światowym poziomie, ale finansowo wycenia tę pracę na poziomie, który coraz częściej uniemożliwia normalne funkcjonowanie.
Dydaktyka dla pasjonatów
Widzę to również z własnej perspektywy. Jako dydaktyk kontraktowy otrzymuję 40 zł brutto za godzinę zajęć. I nie piszę tego po to, by budować osobistą narrację o krzywdzie. Piszę o tym dlatego, że ten przykład dobrze pokazuje pewien systemowy paradoks: od uczelni oczekuje się najwyższej jakości kształcenia, innowacyjności, współpracy międzynarodowej i nowoczesności, ale jednocześnie od lat finansuje się ten sektor tak, jakby był wydatkiem peryferyjnym.
Tymczasem nie da się budować nowoczesnego państwa na taniej nauce.
Dlatego jednym z najważniejszych postulatów środowiska akademickiego powinno być trwałe powiązanie wynagrodzeń pracowników nauki ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce. Nie chodzi o tworzenie uprzywilejowanej grupy zawodowej. Chodzi o elementarną racjonalność państwa, które chce zatrzymać kompetencje, talenty i ambicje rozwojowe we własnym kraju.
Autorzy inicjatywy „3 proc. dla nauki, 100 proc. dla Polski” słusznie zauważają, że wynagrodzenie adiunkta rozpoczynającego pracę naukową wynosi dziś mniej niż trzy czwarte średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw. W praktyce oznacza to, że osoby po wieloletniej edukacji, doktoratach i często międzynarodowych stażach coraz częściej muszą wybierać między pasją a finansowym bezpieczeństwem.
A przecież państwo, które chce być konkurencyjne technologicznie, nie może traktować naukowców jak taniej siły roboczej ani oczekiwać światowych wyników przy prowincjonalnych nakładach.
Protest naukowców. Dlaczego polska nauka protestuje i co musi się zmienić?
Przy takich nakładach nietrudno być zakładnikiem fałszywej narracji o niskiej pozycji polskich uczelni na tzw. Liście Szanghajskiej. Bez wyższych nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe nie wskoczymy na niej na wyższe miejsca.
Nie antagonizujmy
W ostatnich tygodniach dużo emocji wywołał również temat wynagrodzeń rektorów. Warto jednak zachować proporcje. Wynagrodzenia osób zarządzających uczelniami wynikają z obowiązujących przepisów i odpowiadają skali odpowiedzialności związanej z kierowaniem ogromnymi, złożonymi organizacjami publicznymi. To jednak nie ten temat rozstrzygnie przyszłość polskiej nauki.
Prawdziwym problemem jest systemowe niedofinansowanie całego sektora.
I właśnie dlatego tak ważne jest, że rektorzy uczelni akademickich od dawna mówią o konieczności stworzenia stabilnej, wieloletniej strategii finansowania nauki i szkolnictwa wyższego, powiązanej bezpośrednio ze wzrostem PKB.
Co istotne, ten głos nie ma charakteru konfrontacyjnego. KRASP wyraźnie podkreśla, że obecne relacje z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego mają dziś charakter merytorycznego dialogu i partnerskiej współpracy. Środowisko akademickie docenia otwartość resortu na rozmowy i deklaruje gotowość do dalszej współpracy.
Ale jednocześnie trudno ignorować rosnący niepokój środowiska naukowego. KRASP zauważa, że należy go traktować jako wyraźny sygnał potrzeby przyspieszenia działań na rzecz zwiększenia nakładów na naukę i szkolnictwo wyższe.
Bo pytanie o finansowanie nauki nie jest dziś pytaniem o interes jednej grupy zawodowej.
To pytanie o to, czy Polska chce być państwem, które tworzy technologie, rozwija innowacje i zatrzymuje talenty – czy państwem, które będzie je importować od innych.

