
Rosnący dług publiczny, wysokie wydatki państwa i protesty społeczne – to problemy, które według „The Washington Post” coraz mocniej obciążają Francję. Amerykański dziennik określił ją mianem „chorego człowieka Europy” i ostrzegł, że kryzys finansów publicznych może zagrozić całej strefie euro.
- Według „WP” deficyt budżetowy Francji przekracza 5 proc. PKB, a dług publiczny sięga około 119 proc. PKB.
- Od końca września kraj mierzy się z protestami, których uczestnicy domagają się m.in. zwiększenia nakładów na edukację.
- Dziennik wskazuje na polityczny impas i obietnice wyborcze, które mogą utrudnić ograniczenie deficytu.
Francja znalazła się w centrum uwagi amerykańskiego dziennika „The Washington Post”. Gazeta określiła ten kraj mianem „chorego człowieka Europy”. Wskazała na rosnące zadłużenie, wysokie wydatki publiczne i brak politycznej zgody na przeprowadzenie trudnych reform.
Francja zmaga się z rosnącym zadłużeniem
„Grecja i Włochy, ustąpcie miejsca. Chorym człowiekiem Europy jest teraz Francja” – napisał „The Washington Post”, wskazując na połączenie wysokich wydatków socjalnych, rosnącego deficytu i narastającego ryzyka związanego z długiem publicznym.
Jednym z sygnałów niepokoju inwestorów była wyprzedaż francuskich obligacji skarbowych. Doprowadziła ona do wzrostu rentowności obligacji dziesięcioletnich powyżej 5 proc. Inwestorzy obawiają się pogarszającej się sytuacji fiskalnej oraz tego, że podzielona scena polityczna nie będzie w stanie skutecznie ograniczyć zadłużenia.
Czytaj także: Francja odkrywa religię na nowo? „Młodzi szukają piękna, tradycji, jasności i sensu”
Deficyt budżetowy Francji przekracza 5 proc. PKB, podczas gdy unijny limit wynosi 3 proc. Dług publiczny sięga natomiast około 3,6 bln dolarów, czyli 119 proc. PKB.
Wysokie wydatki i protesty społeczne
Francja przeznacza ponad 57 proc. PKB na sektor publiczny. Zdaniem gazety utrzymywanie rozbudowanego systemu zabezpieczeń społecznych i administracji kosztuje więcej, niż państwo uzyskuje z podatków.
Próby ograniczania wydatków spotykają się jednak ze sprzeciwem społecznym. Od końca września przez francuskie miasta przetaczają się protesty, których uczestnicy domagają się m.in. zwiększenia nakładów na edukację. Napięcia dodatkowo komplikują sytuację rządu, który musi szukać oszczędności, a jednocześnie odpowiadać na oczekiwania obywateli.
Emmanuel Macron obiecywał uporządkowanie finansów publicznych już podczas kampanii prezydenckiej w 2017 roku. Według Washington Post nie udało mu się tego zrobić.
Wybory mogą utrudnić reformy
Problemem są również propozycje polityków przygotowujących się do kolejnych wyborów prezydenckich. Marine Le Pen, liderka Zjednoczenia Narodowego, zapowiada ograniczenie deficytu do 3 proc. PKB, ale jednocześnie opowiada się za obniżeniem wieku emerytalnego do 60 lat dla części pracowników. Takie rozwiązanie mogłoby zwiększyć wydatki państwa.
Z kolei Jean-Luc Mélenchon, polityk skrajnej lewicy, proponuje umorzenie części francuskiego długu posiadanego przez bank centralny. Gazeta ocenia, że tego rodzaju pomysły nie rozwiązują strukturalnych problemów finansów publicznych.
„Ostatni raz Francja miała zrównoważony budżet w 1974 r.” – przypomina amerykański dziennik. W ocenie redakcji inwestorzy coraz wyraźniej sygnalizują, że kraj może zbliżać się do momentu, w którym dalsze odkładanie trudnych decyzji stanie się szczególnie kosztowne.
Problemy Francji mają znaczenie nie tylko dla jej obywateli. Jako jedna z największych gospodarek Unii Europejskiej kraj odgrywa istotną rolę w stabilności wspólnej waluty. Dlatego ewentualne pogłębienie kryzysu finansów publicznych mogłoby odbić się również na pozostałych państwach strefy euro.
Może zainteresuje Cię także: