Reklama
Świat

Francja zrobiła z młodych wandali. Bo łatwiej ich potępić, niż wysłuchać

Francuska młodzież wyszła na ulice nie po to, by palić szkoły, lecz by walczyć o lepszą edukację. Władza woli jednak widzieć w niej wandali sterowanych przez radykalną lewicę. To wygodna narracja, która przykrywa prawdziwe przyczyny buntu.

Piotr Ikonowicz
Opinia autorstwa: Piotr Ikonowicz
Dzisiaj 17:29
6 min
Francuscy uczniowie i studenci wyszli na ulice, by walczyć o lepszą edukację, a władza woli widzieć w nich wandali sterowanych przez radykalną lewicę (fot. Getty Images)
TYLKO NA

Na francuskich blokadach przed liceami uczniowie i nauczyciele stoją razem. Mówią: „To czyni naszą walkę bardziej wiarygodną”. To prawda, że duża część zbuntowanej młodzieży identyfikuje się z programem i hasłami Francji Nieujarzmionej, ale twierdzenie, że to partia nakłoniła ich do buntu, sugeruje, że nie byliby w stanie buntować się sami z siebie.

Francuska policja o protestach licealistów. „Strategia podpalenia” przed wyborami?

To manipulacja

Upolitycznienie sporu służy prawicy, a obwinianie uczniów i studentów blokujących szkoły za akty wandalizmu dokonywane przy okazji przez wielbicieli przemocy to zwykła manipulacja. W każdym tłumie ktoś taki może się znaleźć. Tych kilku wandali nie określa i nie może obciążać milionów innych protestujących. Taka logika sprawia, że władza, stosując środki represji nieproporcjonalne do form protestu, osiąga efekt odwrotny do deklarowanego. Brutalnie atakowana bez wyraźnej potrzeby młodzież się radykalizuje. Widać to w zacytowanych poniżej hasłach protestu rozwieszonych w jednej z podparyskich szkół:

  • Nie więcej niż 25 uczniów w każdej klasie
  • Każdy nieobecny nauczyciel musi być zastąpiony
  • Darmowa stołówka
  • Więcej miejsc na szkoleniach pracowniczych
  • Znieść kontrolę nad dostępem do uczelni
  • Więcej miejsc na uczelniach wyższych
  • Więcej czasu na jedzenie
  • Stop mobilizacji wojennej
  • Udział uczniów w ustalaniu budżetu szkoły
  • Zwiększyć dostęp do darmowej kultury
  • Solidarność z ofiarami represji policyjnych
  • Odebrać broń policjantom
  • Zapewnić izolację budynku szkoły, żeby temperatura nie spadała poniżej znośnego poziomu
  • Lepsze zarządzanie budynkiem
  • Przyjęcie do liceum uczniów spóźnionych z rejestracją
  • Początek zajęć o godz. 9.00
  • Więcej asystentów w laboratoriach
  • Więcej pieniędzy dla oświaty
  • Mniej pieniędzy dla wojska
  • Zakaz używania sztucznej inteligencji przez nauczycieli
Reklama
Reklama

Francja liczy straty z powodu protestów. Ponad 5 tys. osób zatrzymanych

Nie siła, tylko dialog

Problem ma charakter polityczny, a nie policyjny, i należy go rozwiązać nie siłą, tylko dialogiem. Świadomi swych praw i potrzeb młodzi ludzie nie powinni być sprowadzani do roli chuliganów manipulowanych przez radykalną lewicę. Bo to nie ma nic wspólnego z prawdą. Ale władzy nie chodzi o rozwiązanie problemów oświaty, lecz o uderzenie w lewicę. Zwłaszcza że jedyną dość silną zaporą dla Marine Le Pen, która spróbuje sięgnąć po władzę, jest Jean-Luc Mélenchon, lider Francji Nieujarzmionej, który według sondaży wejdzie do drugiej tury z liderką skrajnej prawicy. Nic prostszego niż przypisać mu podżeganie do palenia szkół i atakowania ich dyrektorów. Tyle że sam Mélenchon, wraz z młodzieżą szkolną i uniwersytecką, odcina się od tych praktyk, proponując konkretne, rozsądne rozwiązania problemów francuskiej oświaty.

W poprzednich wyborach prezydenckich ktoś wyliczył, że gdyby mogli głosować tylko młodzi, Mélenchon wygrałby w pierwszej turze. Nic więc dziwnego, że słuszna i sensowna rewolta młodzieży, uczniów i studentów została uznana za okazję do obniżenia poparcia dla najbardziej lewicowej partii we Francji. Każdy, kto to robi, chcąc nie chcąc, ściele drogę do władzy neofaszystom z Frontu Narodowego. Francuska prawica będzie miała w drugiej turze wyborów prezydenckich nie lada zgryz: pozwolić wygrać Le Pen czy poprzeć kandydata radykalnej lewicy, Francji Nieujarzmionej.

Za tym buntem kryje się prawdziwe pragnienie sprawiedliwości i szacunku i trzeba się weń wsłuchać, stwierdziła nauczycielka i pisarka z Rennes, Caroline Hinault. Napisała ona powieść, która przekonuje, jak ważny jest pogląd licealistów na przyszłość kraju. Wreszcie rząd poszedł po rozum do głowy i minister edukacji zapowiedział spotkanie i rozmowy z przedstawicielami organizacji uczniowskich i akademickich.

Reklama
Reklama

Jean-Luc Mélenchon odrzucił oskarżenia o odpowiedzialność za akty wandalizmu, podpalenia i dewastację szkół. Jednocześnie porównał obecny bunt do rewolty z maja 1968 r. Określił obecne protesty jako największe od tamtych z 1968 r. Wtedy strajkowało 10 mln robotników, skala zamieszek była ogromna, a jednak nikt nie zginął. W tamtym czasie związek zawodowy policjantów wydał odezwę, która głosiła, że funkcjonariusz, który biciem przewróci demonstranta na ziemię, traci honor.

Francuskie licea w ogniu. Tysiące zatrzymań i setki zamkniętych szkół

Nie chodzi o płonący asfalt

Na razie straty związane z protestem w kilkuset liceach i kilkunastu uczelniach wyceniono na 1 mln euro. Jest nadzieja, że rozmowy są znakiem, iż policja przestanie siłą atakować blokady szkół, które w swojej masie stanowią pokojową formę protestu. Podobnie jak demonstracje uliczne. Mélenchon określił rolę działaczy Francji Nieujarzmionej jako mediatorów i osób chroniących młodzież. Związki zawodowe nauczycieli wezwały swych członków do udziału w manifestacjach młodzieży, podobnie jak sam Mélenchon, który wezwał Francuzów, aby wyszli z domów, by osłaniać młodzież przed brutalnością policji.

15-letni chłopiec stracił rękę w wyniku wybuchu granatu hukowego podczas starć protestujących z policją. Nastolatek, który jest uczniem pierwszej klasy szkoły zawodowej Auguste-Béhal w Lens na północy Francji, został ranny podczas zgromadzenia, w którym uczestniczyło od 200 do 250 nastolatków.

Reklama
Reklama

Olivier Dard: Współczesna prawica nacjonalistyczna nie projektuje nowego człowieka

Młodzi żądają ludzkich warunków nauczania, żeby temperatura w klasach nie przekraczała 30 st. C latem i nie spadała poniżej dopuszczalnej normy zimą. Chcą, żeby zwiększono wydatki na oświatę kosztem wydatków na armię. Żądają darmowych stołówek.

Jak niegdyś powiedział Jan Zamoyski: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”. Ten protest może sprawić, że Francja pójdzie do przodu, jeżeli negocjacje z rządem rzeczywiście zastąpią policyjną przemoc. Lewica francuska poparła młodzież, bo zgadza się z jej postulatami, a nie po to, by palił się asfalt.

Źródło: Zero.pl
Piotr Ikonowicz
Piotr IkonowiczDziałacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji, przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, socjalista - autor zewnętrzny
Reklama
Reklama