
Czy Francja, przez dziesięciolecia uchodząca za jedno z laboratoriów europejskiej laicyzacji, zaczyna na nowo pytać o chrześcijaństwo? Victor Aubert, założyciel Académie Christiana, zwraca uwagę na rosnącą liczbę chrztów dorosłych i zainteresowanie religią wśród młodych. – Szukają piękna, tradycji, jasności i sensu – mówi w rozmowie z Zero.pl. Zastrzega jednak, że nie oznacza to jeszcze masowego powrotu Francuzów do Kościoła.
Marcin Darmas, Zero.pl: Rozmawiamy w Paryżu tuż po rozpoczęciu pielgrzymki Leona XIV we Francji i już teraz, sądząc po masowym zainteresowaniu, możemy mówić o sukcesie. W Polsce widok setek tysięcy ludzi zainteresowanych papieską mszą nie byłby niczym szczególnym. We Francji może jednak zaskakiwać. Skąd ten entuzjazm?
Victor Aubert, założyciel Académie Christiana: To rzeczywiście coś, co może zaskoczyć Polaków. W Polsce pielgrzymki papieskie są czymś oczywistym. We Francji sytuacja jest zupełnie inna. Ostatni papież, który odbył oficjalną wizytę we Francji, to Benedykt XVI w 2008 r.
A jednak teraz widzimy coś bardzo interesującego. Na niedzielną mszę zgłosiło się około 600 tys. osób. Z kolei na spotkanie z młodzieżą na Stade de France zostało bardzo szybko zabrakło miejsc. Ma tam być ok. 80 tys. młodych ludzi w wieku od 18 do 25 lat.
To pokazuje pewien entuzjazm, którego być może nie spodziewalibyśmy się po współczesnej Francji. I właśnie dlatego warto się zastanowić, co się dzieje.
Bo przecież mówimy o kraju Wielkiej Rewolucji Francuskiej, rewolucji 1968 r., bardzo silnego państwowego laicyzmu, a także o kraju, który jako jeden z pierwszych tak konsekwentnie oddzielił religię od życia publicznego.
Żeby to zrozumieć, trzeba cofnąć się w historii. Rewolucja francuska jest tutaj fundamentalnym wydarzeniem. Francja stała się jednym z pionierów procesu laicyzacji, który był bardzo silny i często wymierzony przeciwko chrześcijaństwu.
Później dochodziły kolejne wydarzenia i kolejne ustawy, przede wszystkim ustawa z 1905 r. Trzeba pamiętać, że przed rewolucją Kościół odgrywał we Francji ogromną rolę społeczną. Prowadził szkoły, szpitale, sierocińce, zajmował się pomocą ubogim. Republika przejęła wiele z tych funkcji, a chrześcijaństwo zostało zepchnięte na margines.
To stworzyło bardzo specyficzną historię francuskiego katolicyzmu.
Leon XIV nad Sekwaną. Francja, która miała zapomnieć o Bogu, znów zaczyna Go szukać
Jaką?
Historię buntu. Najpierw przeciwko rewolucji, potem przeciwko republice, później przeciwko pewnym decyzjom politycznym i kolejnym zmianom zachodzącym we Francji. Wśród katolików powstała silna polaryzacja.
Jedni pogodzili się z republiką i uznali, że katolik może żyć w demokracji czy republice, ponieważ chrześcijaństwo samo w sobie nie przesądza, jaki system polityczny jest najlepszy. Inni pozostali bardzo sceptyczni wobec ideologii republikańskiej wywodzącej się z rewolucji.
Ta historia później powracała przy kolejnych wielkich konfliktach francuskiego społeczeństwa: podczas wojny w Algierii, a następnie przy sporach wokół Soboru Watykańskiego II i reformy liturgicznej.
Katolicyzm jako bunt
Czy można powiedzieć, że współczesny francuski katolicyzm wyrósł z tych kolejnych konfliktów?
W pewnym sensie tak. Francuski katolik konserwatywny bardzo często był człowiekiem, który pozostawał w jakiejś formie buntu: przeciwko rewolucji, przeciwko republice, przeciwko pewnym zmianom społecznym, przeciwko reformom liturgicznym.
Oczywiście nie można tego uogólniać na wszystkich katolików. Ale powstał określony profil socjologiczny. To często ludzie konserwatywni, mający liczne rodziny, związani z wojskiem, tradycyjnymi wspólnotami czy ruchami katolickimi.
To środowisko jest dziś mniejszościowe. Ale jest bardzo aktywne.
I właśnie z tego środowiska wyrasta Académie Christiana?
Académie Christiana powstała w 2013 r. To był dla mojego pokolenia bardzo ważny moment, należę do tzw. millenialsów. Przypominam, że w tym samym czasie odbywały się wielkie demonstracje przeciwko ustawie dopuszczającej małżeństwa par jednopłciowych. Były to jedne z największych demonstracji we Francji od bardzo długiego czasu.
Wielu katolików po raz pierwszy od dawna zobaczyło, że mogą wyjść na ulicę i spotkać tam również ludzi, którzy nie są katolikami. Powstało wtedy wiele inicjatyw.
Pomyśleliśmy, że trzeba coś zrobić. Académie Christiana jest właśnie jedną z odpowiedzi na tę potrzebę.
Czym zajmuje się dzisiaj Académie Christiana?
Naszą główną działalnością są letnie uniwersytety, czyli tygodniowe obozy edukacyjne. Właściwie organizujemy dwa takie spotkania – jeden na południu, drugi na północy. Mamy także lokalne wspólnoty w różnych miastach, programy edukacyjne online oraz obozy przeznaczone dla rodziców.
Chodzi o stworzenie przestrzeni, w której można rozmawiać o kulturze, polityce, antropologii chrześcijańskiej i o tym, jak żyć własną wiarą.
Wspomniał pan o młodym pokoleniu. Czy we Francji rzeczywiście obserwuje pan odrodzenie zainteresowania chrześcijaństwem?
Widzę bardzo interesujący fenomen. Nie mamy jeszcze wielu twardych danych, które pozwalałyby powiedzieć, że nastąpiło masowe odrodzenie chrześcijaństwa. Liczba chrztów dzieci spada. Ale od ok. 2020–2021 r. obserwujemy wzrost liczby chrztów osób dorosłych. To jest bardzo ważny sygnał.
Widzę to także w naszej działalności. Coraz więcej osób, które nie wychowały się w praktykujących rodzinach i nie otrzymały chrześcijańskiej edukacji, przychodzi później i zaczyna szukać.
Skąd bierze się ta potrzeba?
Myślę, że jest związana z kryzysem szeroko pojętego głodu sensu istnienia. To nie jest zjawisko wyłącznie francuskie. Widzimy je również w Hiszpanii, Anglii, Niemczech, krajach skandynawskich, Stanach Zjednoczonych.
Szczególnie interesujące jest to, że dzieje się to w społeczeństwach, które przez dziesięciolecia były bardzo zsekularyzowane. Generacja Z żyje w świecie mediów społecznościowych, ale jednocześnie poszukuje odpowiedzi na pytania religijne.
Młody człowiek widzi, że ktoś inny ma religię i zaczyna pytać: dlaczego ja jej nie mam? Skąd pochodzę? Kim jestem?
Czyli paradoksalnie bardzo świeckie społeczeństwo może ponownie odkrywać religię?
Tak. I jest w tym coś ożywczego. Kiedy ja miałem 18 czy 19 lat i zaczynałem interesować się religią, większość ludzi pytała mnie: po co ci to? Dzisiaj młodzi ludzie znacznie częściej chcą wiedzieć, czym jest religia i dlaczego ktoś ją wyznaje.
Co więcej, często nie szukają chrześcijaństwa w jego najbardziej rozmytej formie. Szukają czegoś konkretnego.
Kiedy przyszedł przełom?
Jak już mówiłem – wszystko zaczęło się od manifestacji sprzeciwiających się małżeństwo dla par jednopłciowych. Wtedy, że tak powiem, policzyliśmy się. Zrozumieliśmy, że jest nas więcej. Założyłem stowarzyszenie. Swoje dzieci wychowuję w wierze.
A jak wygląda sytuacja z młodymi Francuzami?
Nie znają doktrynalnych sporów. Nie wiedzą, czym dokładnie był Sobór Watykański II, nie znają wszystkich dyskusji o liturgii. Ale instynktownie szukają tradycyjnych form: piękna liturgii, ciszy, księdza, jasnych zasad.
Chcą, żeby chrześcijaństwo powiedziało im, jak żyć. Nie chcą słyszeć wyłącznie: „wszystko jest w porządku, możesz robić, co chcesz”.
Szukają tego, co socjologowie nazywają ortopraksją – praktyką, która mówi człowiekowi, co powinien zrobić.
Łukasz Gibała przed wyborami w Krakowie: Żadnych fajerwerków, żadnych cudów
Islam jako impuls do odkrywania własnej religijności
Czy w tym poszukiwaniu chrześcijaństwo konkuruje z islamem?
To jest bardzo ciekawy aspekt. Młodzi Francuzi widzą islam jako religię obecną w życiu społecznym. Dla wielu z nich fakt, że ktoś ma religię, nie jest już czymś dziwnym.
Czasami zainteresowanie chrześcijaństwem zaczyna się właśnie w zetknięciu z islamem. Tak było również w moim przypadku. Młody człowiek zaczyna pytać: skoro mój kolega jest muzułmaninem i ma swoją religię, to skąd ja pochodzę?
Ale to jest dopiero początek. Kiedy ktoś zaczyna czytać Biblię, katechizm i poznawać chrześcijaństwo, odkrywa, że bycie katolikiem to znacznie więcej niż pójście na mszę w niedzielę.
Pan sam przeszedł taką drogę?
Tak. Urodziłem się w Paryżu w 1989 r. Moi rodzice nie byli praktykujący, choć oboje wychowali się w katolickich rodzinach. Ich pokolenie pod impulsem zmian obyczajowych, do których doprowadziła rewolta z 1968 r., odrzuciło religię.
Dorastałem jednak w części Paryża, gdzie było wielu muzułmanów. Bardzo wcześnie zetknąłem się z religią. Jako dziecko lubiłem kościoły i interesowało mnie to, że ludzie chodzą tam w niedziele.
W wieku dziewięciu lat zapytałem rodziców, czy jestem ochrzczony. Okazało się, że nie. Powiedziałem więc, że chcę zostać ochrzczony. Moi rodzice zapytali: dlaczego? Odpowiedziałem mniej więcej: „Marokańczycy są muzułmanami, a ja jestem Francuzem i chcę być ochrzczony”.
Rozpocząłem katechezę w swojej parafii i po dwóch latach zostałem ochrzczony.
Ale później odszedł pan od praktyki?
Bardzo szybko. To również jest ważne dla zrozumienia mojego pokolenia. To, czego mnie uczono, wydawało mi się bardzo dziecinne. Liturgia była dla mnie czymś, z czym nie mogłem się utożsamić. Wiele osób, które znam, przeżyło coś podobnego.
Ludzie mówili: próbowałem chodzić do kościoła, ale to nie jest dla mnie.
To pokazuje, jak wielką rolę odegrały przemiany Kościoła we Francji w latach 60. i 70. XX wieku. Doszło wówczas do odejścia od wielu tradycyjnych form pobożności. Z czasem część ludzi uznała, że katolicyzm nie wymaga już regularnej praktyki. I kiedy przestali chodzić na niedzielną mszę, praktyka zaczęła gwałtownie zanikać.
A dziś młodzi ludzie mogą wracać właśnie do tych form, które wcześniejsze pokolenia odrzuciły?
Owszem, tak to wygląda. Nie powiedziałbym, że młodzi ludzie przychodzą z gotową doktryną. Oni jej często nie znają. Ale szukają piękna, tradycji, jasności i sensu.
I dlatego obserwuję z zainteresowaniem to, co dzieje się wokół wizyty Leona XIV. Nie twierdzę, że mamy do czynienia z masowym powrotem Francji do chrześcijaństwa. Byłoby to przesadą.
Ale sygnały są bardzo ciekawe. A jednym z nich jest właśnie zainteresowanie młodych ludzi papieżem.
Francja wraca do chrześcijaństwa?
Wspomniał pan, że ten fenomen wykracza poza Francję.
Zdecydowanie. Widzę go w wielu krajach Zachodu. W Stanach Zjednoczonych od dłuższego czasu aktorzy, influencerzy i podcasterzy mówią publicznie o swojej wierze. Podobne zjawiska obserwujemy w Niemczech, Anglii, Hiszpanii, Norwegii czy Szwecji.
Być może jest to jedna z cech generacji Z? Media społecznościowe pozwalają ludziom znaleźć wspólnoty, których nie znaleźliby w swoim bezpośrednim otoczeniu. A kryzys sensu sprawia, że pytania religijne wracają.
Może więc jesteśmy świadkami początku czegoś, czego jeszcze nie potrafimy dokładnie nazwać.
Czyli Francja, która przez dziesięciolecia była symbolem laicyzacji, może stać się miejscem religijnego poszukiwania?
Tego jeszcze nie wiemy. Ale warto patrzeć uważnie. Liczby dotyczące tradycyjnej praktyki religijnej wciąż są słabe. Nie możemy udawać, że wszystko się odwróciło.
Jednocześnie pojawiają się nowe sygnały: chrztów dorosłych jest więcej, młodzi ludzie interesują się religią, sportowcy i inne osoby publiczne coraz częściej mówią o swojej wierze.
Dlatego nie powiedziałbym, że chrześcijaństwo we Francji wraca w dawnej formie. Powiedziałbym raczej, że pojawia się nowa generacja, która na nowo zadaje pytania, które poprzednie pokolenia uważały za zamknięte.
I być może właśnie dlatego widzimy dziś taki entuzjazm wokół papieża Leona XIV.
Może Cię również zainteresuje:

