
Przeciwko drożyźnie, rosnącym cenom paliw i pogarszającym się warunkom w szkołach – pod takimi hasłami tysiące osób protestują w sobotę we Francji. Do trwającego od kilku tygodni ruchu licealistów dołączyli przedstawiciele „żółtych kamizelek”, związkowcy i inni przeciwnicy polityki władz. W Paryżu policja użyła gazu łzawiącego i armatki wodnej, a w Marsylii demonstranci wtargnęli do ratusza.
Sobotnie demonstracje we Francji łączą dwa nurty protestu. Z jednej strony są to trwające od września manifestacje licealistów, którzy domagają się poprawy warunków nauki, zwiększenia nakładów na edukację i rozwiązania problemów kadrowych w szkołach. Z drugiej – mobilizacja przeciwko drożyźnie, w której uczestniczą osoby odwołujące się do ruchu „żółtych kamizelek”, znanego z masowych protestów z lat 2018–2019.
Gniew manifestujących dotyczy rosnących kosztów życia, cen paliw i niewystarczających wynagrodzeń. Do mobilizacji przyłączyli się również studenci, związki zawodowe i przedstawiciele innych grup społecznych.
Protesty licealistów mają szersze podłoże niż tylko kwestie finansowe. Młodzi ludzie wskazują na niedobory personelu, problemy z infrastrukturą szkolną oraz kontrowersje wokół systemu rekrutacji na studia Parcoursup.
W ostatnich tygodniach dochodziło do blokad placówek i starć z policją. Teraz organizatorzy próbują połączyć postulaty młodzieży z niezadowoleniem społecznym, które ponownie skupia się wokół siły nabywczej Francuzów.
„Wasza przyszłość została anulowana”. Prof. Małgorzata Jacyno: Francja przestaje być Francją
Paryż: gaz łzawiący, armatka wodna i podpalenie samochodu
W stolicy główny pochód wyruszył o godz. 14.15 z placu Republiki w kierunku placu Clichy. Wcześniej w okolicy doszło do starć między policją a grupami zamaskowanych demonstrantów ubranych na czarno.
Według relacji dziennikarzy AFP część z nich odpalała materiały pirotechniczne i rzucała przedmiotami w funkcjonariuszy.
Policja użyła gazu łzawiącego, a następnie armatki wodnej, aby rozproszyć najbardziej agresywnych uczestników zajść. W tym samym rejonie podpalono samochód, co część zgromadzonych miała przyjąć oklaskami.
Według danych przekazanych przez francuskie służby do godz. 14 odnotowano 133 zatrzymania. Funkcjonariusze przeprowadzili również 1046 kontroli prewencyjnych. Zatrzymania dotyczyły przede wszystkim podejrzeń o przygotowywanie aktów przemocy lub zniszczeń oraz ataki na osoby pełniące funkcje publiczne.
Władze informowały o obecności kilkuset agresywnych osób, które miały atakować policjantów i niszczyć elewacje budynków. Funkcjonariusze używali gazu łzawiącego i podejmowali działania ofensywne, aby utrzymać demonstrantów na dystans.
Francuskie służby przygotowywały się do napiętego dnia już wcześniej. Według szacunków przytaczanych przez media w całym kraju zapowiadano setki akcji protestacyjnych.
Po „Lalce” nadchodzi „Narnia”. Jedna decyzja obsadowa rozpaliła religijną wojnę
Demonstranci wtargnęli do ratusza w Marsylii
Do poważnych incydentów doszło również w Marsylii. Kilkudziesięciu demonstrantów przedostało się na krótko do holu miejskiego ratusza, położonego w rejonie Starego Portu. Uczestnicy zajść sforsowali drzwi, krzycząc: „To rewolucja, zdobywamy Bastylię!”.
Demonstrantów rozproszyły siły porządkowe, które następnie zabezpieczyły wejście do budynku, by uniemożliwić kolejne wtargnięcia.
Burmistrz Marsylii Benoît Payan poinformował później, że po rozmowie z prezydentem Emmanuelem Macronem uzyskał zapewnienie o wysłaniu dodatkowych sił policyjnych. Do miasta miały zostać skierowane dwie dodatkowe kompanie oddziałów CRS, czyli francuskiej policji prewencyjnej, oraz dwie jednostki Centaure.
Payan podkreślał, że Marsylia potrzebuje odpowiednich sił do zabezpieczenia porządku publicznego. Dodatkowe posiłki mają pomóc w opanowaniu sytuacji w mieście, w którym napięcia społeczne nakładają się na problemy związane z bezpieczeństwem.
Rząd zwołuje sztab kryzysowy
W związku z protestami na godz. 18 zaplanowano kolejne posiedzenie międzyresortowej komórki kryzysowej w siedzibie premiera w Pałacu Matignon. Według informacji „Le Figaro” mają w nim uczestniczyć szefowie gabinetów premiera, ministra spraw wewnętrznych oraz ministra sprawiedliwości.
Skala sobotniej mobilizacji i towarzyszące jej incydenty stawiają francuskie władze przed podwójnym wyzwaniem. Z jednej strony muszą odpowiedzieć na postulaty dotyczące kosztów życia i funkcjonowania usług publicznych, z drugiej – powstrzymać przemoc i zniszczenia towarzyszące części zgromadzeń.
Połączenie protestów licealistów z mobilizacją odwołującą się do „żółtych kamizelek” pokazuje, że niezadowolenie wykracza poza pojedynczy sektor. Wspólnym mianownikiem stały się kwestie siły nabywczej, jakości usług publicznych i poczucia, że władze nie odpowiadają wystarczająco na codzienne problemy obywateli.