
– Współczesna lewica stosuje mechanizm przypominający leninizm, ale na poziomie biologicznym i kulturowym – twierdzi Rodolphe Cart. Francuski dziennikarz i eseista analizuje protesty licealistów, strategię Mélenchona oraz narastający konflikt między lewicą i prawicą przed wyborami prezydenckimi. Jego zdaniem skrajna lewica próbuje zmobilizować różne grupy mniejszościowe w nowy polityczny front.
Marcin Darmas, Zero.pl: Przyznam, że z perspektywy Polski trudno zrozumieć to, co się dzieje we Francji. Po pierwsze, zaskakuje skala manifestacji i rozrób: podpalane są szkoły, demolowane ulice, atakowane są służby porządkowe. Po drugie, rozmach organizacyjny licealistów. Proszę wytłumaczyć mieszkańcowi znad Wisły – co dzieje się nad Sekwaną?
Rodolphe Cart, dziennikarz i eseista, autor „Mélenchon, wrzask i furia”: Zacznijmy od początku i spójrzmy na źródło protestów licealistów. Zamieszki zaczęły się na przedmieściach ośrodków wielkomiejskich. Od lat panuje tam napięta atmosfera, podsycana przez drugie i trzecie pokolenie migrantów z Afryki Północnej. Mamy tutaj do czynienia z klęską integracji, a właściwie z odwróceniem procesu asymilacji dużej części francuskiego społeczeństwa.
Czy sugeruje pan, że protesty kierowane są przez sfrustrowane pokolenie imigranckie?
Tak. Proszę się przyjrzeć obrazkom z protestów. Młodzi nie eksponują flag Francji, lecz Algierii i Maroka. Poza tym, masy protestujące są manipulowane przez polityków Nieuległej Francji.
Patrioty i 100 żołnierzy trafi do Polski. Premier Szwecji zapowiada
Skrajna lewica na barykadach. Rola Rewolucji Permanentnej
Pisaliśmy na łamach Zero.pl o notatce francuskich służb podległych resortowi spraw wewnętrznych, wskazującej na bezpośrednie ingerencje i podżegania do przemocy przez środowiska skrajnie lewicowe.
We wspomnianej notatce mowa nie tylko o Nieuległej Francji, ale również o skrajnie lewicującej Rewolucji Permanentnej (Révolution permanente). Jedną z głównych ról odgrywa tam otwarcie przyznająca się do trockizmu Elsa Marcel. Obecność na barykadach protestów przedstawicieli Rewolucji Permanentnej zwiastuje niezwykle ostry konflikt społeczny. To ich pomysł na uprawianie nowoczesnej polityki.
Czyli młodzież pochodzenia imigranckiego jest politycznie manipulowania?
Młodzi w wieku 18–25 w przeważającej mierze sympatyzują z Nieuległą Francją – to fakt. Natomiast ich starsi koledzy w wieku 25–35 są po stronie prawicowego Zjednoczenia Narodowego. Różnica między pokoleniowymi kohortami jest prosta. Ci pierwsi nie chcą się integrować ze społeczeństwem, są wyborczo i zawodowo bierni. Natomiast regularnie uczestniczą w gwałtownych protestach i w stosowaniu przemocy. Ci drudzy utożsamiają się ze swoim krajem i znają trudy codziennego wstawania do ciężkiej pracy. To, co ze zgrozą obserwujemy na ulicach francuskich miast, jest wstępem do zbliżających się wyborów prezydenckich. Dwie Francje patrzą na siebie przed podjęciem decyzji, kto zasiądzie w Pałacu Elizejskim.
Wydarzenia uliczne, które obserwujemy, są emanacją sporu politycznego?
Owszem. Tak było zawsze we Francji. Prawica zmobilizowała się i policzyła w 2012 r. przy okazji tzw. Manifestacji dla Wszystkich (Manif pour tous) przeciw uchwalaniu ustawy zezwalającej na zawieranie małżeństw przez pary jednopłciowe. Wcześniej młodzi konserwatyści gromadzili się wokół kandydatury Nicolasa Sarkozy’ego w 2007 r. Z tego wyrosło konserwatywne i świadome politycznie pokolenie wyborców. Młodzi lewicowcy na mocy tego samego mechanizmu nabierają cech wspólnoty politycznej w wyniku rozrób na ulicy – przy okazji manifestacji po śmierci Adama Traoré w 2016 r. oraz teraz na marginesie protestów licealistów. Te protesty są, mówiąc wprost, akceleratorem pokoleniowego uświadomienia, stworzenia nowej bazy elektoralnej Nieuległej Francji.
Politycy wciąż rządzą w wielu szpitalach. Afera Dawida Kacprzyka niczego nie zmieniła
Mélenchon i „trzecia tura”. Plan francuskiej skrajnej lewicy
Czy nie jest za późno? Do wyborów prezydenckich zostało pół roku. Sondaże jednoznacznie pokazują, że największe szansy wygranej ma Marine Le Pen.
Zgoda. Dlatego Jean-Luc Mélenchon oraz Nieuległa Francja rozpoczęli grę o tzw. trzecią turę.
Nie rozumiem.
Oczywiście Mélenchon widzi się w drugiej turze wyborów prezydenckich. A wiele sondaży wskazuje na jego rosnące poparcie. Ale w konfrontacji z Marine Le Pen nie ma szans. Badania sondażowe nie dają mu możliwości pokonania prawicy. Dlatego przygotowuje się do nowego boju, do „trzeciej tury”, do rekonfiguracji francuskiego pejzażu politycznego.
W jaki sposób?
Lider Nieuległej Francji chce poprzez ulicę stworzyć lewicowy front oporu. Chce wrócić do prostego układu politycznego, gdzie konfrontują się dwa wyraziste bloki – lewicowy i prawicowy.
To są bardzo stare metody marksistowskiego działania politycznego. Pamiętam istotny tekst Fryderyka Engelsa o wymownym tytule „Rola przemocy w historii” z 1878 r., gdzie podkreśla się przewodnią rolę terroru w mechanizmach przejmowania władzy.
Zgadza się. U Engelsa przemoc jest akuszerem nowego porządku społecznego i politycznego. Natomiast Jean-Luc Mélenchon nie jest politykiem naiwnym i nie popiera wprost przemocy. Jego partię można określać mianem neoleninizmu. Teoretycy tego prądu podkreślali element „generalnej próby”. Według tej ideologii bez masowych wystąpień robotniczych, doświadczenia walk barykadowych oraz powstania pierwszych Rad Delegatów Robotniczych w 1905 r., sukces kolejnych zrywów – rewolucji lutowej i rewolucji październikowej w 1917 r. – byłby niemożliwy. Neoleniniści uważają, że stopniowanie przemocy w końcu doprowadzi do rozsadzenia systemu politycznego. Konflikt i konfrontacja to istota tej ideologii. Ma doprowadzić do klasowego uświadomienia, a następnie – do przewrotu.
Mélenchon, Chávez i islam. Wizja nowej Francji
Czy neoleninizm jest jedynym inspiratorem Mélenchona?
Nie tylko. Mélenchon nie ukrywa publicznie swojego podziwu dla Hugo Chaveza. Na początku lat dwutysięcznych skrajnie lewicowa prasa z „Le Monde Diplomatique” na czele zaczęła fascynować się ruchami wyzwolenia rodem z Ameryki Południowej. Odpowiadała im konfrontacyjna postawa Chaveza wobec amerykańskiego liberalizmu oraz imperializmu. Ponadto Mélenchon fascynuje się południowoamerykańskim połączeniem socjalizmu i religii. Chce odtworzyć to połączenie nad Sekwaną. Z tą różnicą, że próbuje stworzyć fuzję socjalizmu z islamem. Należy podkreślić jeszcze jedno intrygujące podobieństwo: napięcie etnokulturowe, gdzie elity są reprezentowane przez „białych” oraz z drugiej strony ciemiężony proletariat uosabiany przez młodych Francuzów pochodzenia afrykańskiego. Podobną konfrontację widzieliśmy w Wenezueli Chaveza: bogaci biali kontra spauperyzowani rdzenni Indianie.
Mélenchon jest gorącym zwolennikiem „kreolizacji” francuskiego społeczeństwa, czyli łączenia par, i ostatecznego zniknięcia rdzennego narodu.
Wiele razy podkreślał, że nie istnieje żaden historyczny naród francuski. Dla niego „wielka zmiana” demograficzna jest błogosławieństwem dla Francji. Rdzenni Francuzi muszą zniknąć. Taka jest logika dziejów. Z powstałej pustki, według Mélenchona, wyrośnie mozaikowe społeczeństwo, które będzie go popierać. Proszę zwrócić uwagę, że taka strategia trafia na podatny grunt. Francuzi borykają się z coraz większymi problemami finansowymi. Klasa średnia ulega deklasacji, ubożeje, proletaryzuje się.
Ale francuski proletariat już nie jest socjalistyczny. Proletariat został przez lewicę utracony na rzecz Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen. Proletariatu nie widzimy na ulicach miast, nie podpala radiowozów i szkół, nie niszczy witryn sklepów, nie walczy z policją.
Ma pan rację. Proletariat, który pan opisuje, znajduje się w ruchu „żółtych kamizelek”. Nawiasem mówiąc, zapowiadają protesty 17 października. Zobaczymy, jak mniemam, jak bardzo różnią się od siebie. Pamiętajmy, że „żółte kamizelki” nie powstały z inspiracji politycznej. Jest to ruch oddolny, amorficzny i bez jasno określonego przewodnictwa. Jeszcze jeden element odróżniający: „żółte kamizelki” protestowały w Calais przeciw masowej migracji. To są dwa diametralnie różne ruchy polityczne.
Jak pamiętam, Nieuległa Francja próbowała przejąć ruch „żółtych kamizelek”.
I jak pan pamięta – bez powodzenia. Francuska skrajna lewica poszła inną drogą. Chcą doprowadzić do połączenia mniejszości. Jedna z liderek Nieuległej Francji, Clemence Guetté, która istotnie przyczynia się do tworzenia programu i strategii partii, mówi o położeniu walk mniejszości w centrum sporu politycznego. Chodzi o doprowadzenie do konfrontacji „większości” z mnogością „mniejszości” etnicznych, rasowych, seksualnych i religijnych.
Neokonserwatysta amerykański Spandrell nazywa to „bioleninizmem”.
W wielu aspektach Nieuległa Francja wpisuje się w ten nurt. Włodzimierz Lenin zmobilizował klasę robotniczą i osoby wykluczone ekonomicznie do obalenia burżuazji. Ponieważ robotnicy zawdzięczali swoją nową pozycję wyłącznie partii komunistycznej, byli wobec niej fanatycznie lojalni. Według Spandrella współczesna lewica stosuje ten sam mechanizm, ale na poziomie biologicznym i kulturowym. Zamiast proletariatu ekonomicznego rekrutuje grupy, które w tradycyjnych hierarchiach, strukturach rynkowych czy merytokracji miałyby, zdaniem Spandrella, niższą pozycję lub status: mniejszości seksualne, osoby z nadwagą, osoby o niskiej atrakcyjności fizycznej czy z różnymi zaburzeniami.
Polityka jako nieustanna walka moralna
Wracając do nadchodzących wyborów prezydenckich. Czy w przypadku wygranej Marine Le Pen dojdzie do paraliżu państwa?
Owszem. Burmistrz Saint-Denis, Bally Bagayoko, już namawia do „ludowej insurekcji” na wypadek wygranej Zjednoczenia Narodowego.
Przypomnijmy, że Bally Bagayoko czynnie uczestniczy w protestach licealistów.
Tak, miał rzekomo kopać policyjny radiowóz. Widzieliśmy, jak tańczy wśród rozradowanego tłumu protestujących. Dla takich działaczy politykę uprawia się na ulicy w ramach „legitymizowanej przemocy”. Chcę zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Polityka dla skrajnej lewicy już nie jest polem poprawy bytu materialnego. To nieustanna walka moralna. Francję trawi ogień podsycany przez demonstrujących w imię moralności, w imię tego, co moralnie „dobre”. Dla nich obecna walka polityczna przypomina walkę z lat trzydziestych, gdzie za każdym rogiem czyha faszysta. Należy go odrzucić i unicestwić. Mélenchon szykuje się do walki oddolnej, do „nieposłuszeństwa obywatelskiego”, do blokad i strajków – do wrzasków i furii.
Może Cię zainteresować materiał Igora Zalewskiego w Kanale Zero:

