
Francuskie służby wywiadowcze podległe prefektowi policji w Paryżu twierdzą, że gwałtowne protesty licealistów, które rozpoczęły się w Seine-Saint-Denis, mogą być związane z działalnością radykalnej lewicy. Według notatki, do której dotarł dziennik „Le Figaro”, w organizowanie demonstracji mieli angażować się działacze struktur skrajnie lewicowych oraz część polityków partii Jean-Luca Mélenchona.
Raport nosi tytuł „Działania licealistów w Seine-Saint-Denis: ruch o bezprecedensowym charakterze”. Autorzy oceniają, że protesty rozpoczęte 21 września były „gwałtowne i nagłe”. Ich zdaniem charakterystyczne są dla nich nie tylko blokady szkół, ale również zachowania typowe dla zamieszek ulicznych: rzucanie kamieni i rac, podpalanie śmietników, niszczenie mienia oraz ataki na policję.
Według francuskich służb „źródłem ruchu jest niewątpliwie instrumentalizacja studenckich struktur związkowych i ruchów politycznych związanych ze skrajną lewicą”.
W ocenie autorów notatki napięcie społeczne może być elementem „strategii podpalenia” realizowanej przez najbardziej radykalne organizacje związkowe i polityczne przed zbliżającymi się wyborami.
Zawód: wiedźmin, adres: Polska. „Dziki Gon” znów w galopie
Nieuległa Francja i działacze skrajnej lewicy
Szef francuskiego rządu Sébastien Lecornu przekonywał wcześniej, że za protestami stoją „Nieuległa Francja i organizacje powiązane z skrajną lewicą”. Według danych przywołanych w notatce z 29 września w działania protestacyjne miało być zaangażowanych około 20 parlamentarzystów Nieuległej Francji w różnych miastach.
Służby wskazują również na udział działaczy organizacji takich jak Studencka Federacja Związkowa (Fédération syndicale étudiante), Uniesiona Pięść (Le Poing levé), Młodzi Rewolucyjni Komuniści (Jeunes communistes révolutionnaires) czy Permanentna Rewolucja (Révolution permanente).
Szczególną uwagę zwrócono na osoby spoza szkół, które pojawiały się podczas blokad i miały zachęcać uczniów do ich organizowania.
Policja odnotowała także przypadki gromadzenia się młodzieży przed komisariatami, gdzie przetrzymywano zatrzymanych uczniów. Według funkcjonariuszy jest to zachowanie nietypowe dla licealistów, ale przypominające metody stosowane przez organizacje związkowe i radykalne grupy protestacyjne.
Braun chciał sprowadzać Hindusów do Polski? Ujawniono nagrania
TikTok, Snapchat i sztuczna inteligencja
Jednym z nowych elementów protestów ma być wykorzystanie mediów społecznościowych. Za pośrednictwem TikToka i Snapchata uczniowie mieli kontaktować się między szkołami, wzajemnie wspierać blokady oraz rozpowszechniać informacje o planowanych akcjach.
Policja zwraca uwagę również na grafiki tworzone przy użyciu sztucznej inteligencji. Anonimowe plakaty zapowiadające blokady miały być modyfikowane w zależności od miejsca i daty protestu.
Zdaniem służb dawały one wrażenie istnienia dobrze zorganizowanego ruchu, choć część zapowiadanych działań ostatecznie nie dochodziła do skutku.
Co czwarty zatrzymany spoza szkoły
W raporcie opisano około 40 zatrzymań. Jak wynika z notatki, jedna czwarta zatrzymanych to osoby spoza szkół, przed którymi dochodziło do protestów. Według policji byli to działacze skrajnej lewicy, urodzeni w latach 1999-2005.
Służby zwracają też uwagę na wykorzystanie hulajnóg elektrycznych. Miały one służyć do przemieszczania się między szkołami, dostarczania rac oraz szybkiej ucieczki po atakach.
Francuska policja ocenia, że protesty różnią się od tradycyjnych mobilizacji licealistów. Brakuje jednego, jasno określonego programu postulatów, a działania koncentrują się w dużej mierze na blokadach i przemocy ulicznej. Jednocześnie autorzy raportu przyznają, że część młodzieży może kierować się osobistymi frustracjami, a klasyczne związki zawodowe pozostają w dużej mierze nieobecne na miejscu.
Notatka przedstawia więc przede wszystkim ocenę francuskich służb, według której radykalne środowiska polityczne i związkowe próbują wykorzystać spontaniczny bunt młodzieży. Nie przesądza ona jednak, że wszystkie protesty licealistów są przez te środowiska sterowane.
Może Cię zainteresuje: