Reklama
Reklama
Reklama

Leon XIV nad Sekwaną. Francja, która miała zapomnieć o Bogu, znów zaczyna Go szukać

leon_xiv-desktop_1024
Francja, która miała zapomnieć o Bogu, znów zaczyna Go szukać (fot. Photo by Franco Origlia/Getty Images/Natalia Olak)

Francja miała być jednym z najbardziej zsekularyzowanych krajów Europy. Tymczasem na spotkanie z Leonem XIV zapisały się setki tysięcy osób, a młodzi Francuzi coraz częściej wracają do Kościoła. Nie oznacza to jeszcze końca sekularyzacji. Być może oznacza jednak coś ciekawszego: powrót głodu sensu, którego nie potrafią zaspokoić ani polityka, ani materializm, ani kolejne opowieści o nadchodzącej katastrofie.

  • Dziś rozpoczyna się pielgrzymka Leona XIV we Francji. Papież m.in. odprawi mszę w katedrze Notre Dame, będzie czuwał z młodzieżą na Stade de France oraz spotka się z pielgrzymami w Lourdes i Metz.
  • Zbyt daleko idącym wnioskiem byłoby stwierdzenie, iż katolicyzm wraca nad Sekwaną do łask. Niemniej już teraz możemy mówić o fenomenie amerykańskiego papieża. Młodzi konwertyci coraz liczniej uczestniczą w pielgrzymkach, katolickich wspólnotach i wydarzeniach religijnych. Francuzi mówią o „pokoleniu Leona”.
  • Zdaniem kard. François Bustillo fenomen związany z rozpoczynającą się pielgrzymką Leona do Francji należy postrzegać jako swoiste wahanie między „nieobecnością Boga a pragnieniem Boga”. Francuzi mają być zmęczeni zarówno polityką, jak i wszechobecnym językiem kryzysu.

Zacznijmy od szarpiącego za mankiet błysku podniecenia i entuzjazmu. Pielgrzymka Leona XIV wzbudza nad Sekwaną niespodziewane masowe zainteresowanie. Na sobotnią mszę na Polach Elizejskich zapisało się 600 tys. osób. Dlatego organizatorzy zdecydowali się otworzyć dla pielgrzymów aleję Wielkiej Armii, będącą przedłużeniem słynnych pól oraz plac przed Łukiem Triumfalnym. Na piątkowe czuwanie z młodzieżą na Stade de France w podparyskim Saint-Denis przewidziano 80 tys. miejsc. Zabrakło.

Największe francuskie media pokazują dokładną trasę przejazdu papamobile po bulwarach stolicy. Radości nie kryje rzecznik Konferencji Episkopatu Francji, bp Pierre-Antoine Bozo:

– Trzeba przyznać, że kiedy 10 sierpnia uruchamialiśmy zapisy, nie wyobrażaliśmy sobie, że trzy tygodnie później będziemy mieli już ponad 700 tys. zgłoszonych uczestników. 80 tys. miejsc na Stadionie Narodowym zarezerwowano w ciągu kilku minut, podobnie jak 30 tys. miejsc na ulicach Metz. Lourdes ogłosiło zamknięcie zapisów, ponieważ osiągnięto limit 150 tys. osób. Wreszcie w Paryżu zarejestrowało się już 450 tys. uczestników. W całej Francji ludzie mobilizują się, by przyjąć i wysłuchać papieża Leona XIV. To ogromna radość – podkreślił duchowny w rozmowie z „Le Figaro”.

Reklama
Reklama

Deweloper kusił ceną, zyskiem i „smart meblami”. Na swoje lokale nabywcy mogą tylko patrzeć

Deinstytucjonalizacja wiary

Zbyt daleko idącym wnioskiem byłoby stwierdzenie, iż Katolicyzm wraca nad Sekwaną do łask. Niemniej już teraz możemy mówić o fenomenie amerykańskiego papieża. Albowiem współczesne społeczeństwa owładnięte są, jak zauważyła francuska socjolog Danièle Hervieu-Léger, „deinstytucjonalizacją wiary”.

Skrótowo rzecz ujmując, fenomen ten można określić jako szukanie własnych dróg przeżywania obecności sacrum w życiu codziennym. Kościół traci monopol na religijność, ale człowiek niekoniecznie traci potrzebę religii. Może odsunąć się od parafii, przestać chodzić w każdą niedzielę na mszę, przestać słuchać nawoływań księdza z ambony. A wiara coraz częściej wymyka się z kościelnych rubryk i instytucjonalnych ram, by pojawić się tam, gdzie nikt się jej już właściwie nie spodziewał.

A jednak coś się nad Sekwaną zmienia. Nie jest to wielki powrót Francji do Kościoła, nie jest to też cud statystyczny, który z dnia na dzień odwróciłby krzywą sekularyzacji. Zmiana jest subtelniejsza i przez to chyba ciekawsza.

W kraju, który przez kilka dekad konsekwentnie wypisywał religię z codziennego życia, pojawia się pokolenie młodych katolików, którzy swoją wiarę traktują nie jako odziedziczony zwyczaj, lecz jako świadomy wybór.

Młodzi Francuzi odkrywają chrześcijaństwo na nowo

Francuskie media ukuły nawet osobliwe hasło: „pokolenie Leona”. Mowa o młodych konwertytach, którzy coraz śmielej wracają na łono Kościoła. Pytany o to na łamach tygodnika „Valeurs Actuelles” ks. Philippe Néouze nie kryje, że papież jest szczególnie zainteresowany spotkaniem z młodym pokoleniem nawróconych.

Reklama
Reklama

– Młodzież pragnie żywego spotkania z papieżem. W pierwszych propozycjach programu pielgrzymki czas dla młodych był o wiele krótszy. Walczyliśmy o przedłużenie tych spotkań i mam wrażenie, że ucieszyliśmy naszą determinacją samego Ojca Świętego – podkreśla duchowny. 

Dziesiątki tysięcy młodych Francuzów jeżdżą na pielgrzymki, uczestniczą w katolickich festiwalach, zakładają wspólnoty i angażują się w działalność charytatywną. Tegoroczna pielgrzymka do Chartres zgromadziła 20 tys. uczestników, których średnia wieku wynosiła zaledwie 22 lata.

Pokolenie, które urodziło się już po wielkiej fali sekularyzacji, zaczyna na własną rękę sprawdzać, co właściwie zostało po świecie, który jego rodzice uznali za zamknięty rozdział.

Biskup Pierre-Antoine Bozo, aktywny duszpasterz francuskiego Kościoła, widzi w tym przede wszystkim efekt „długiego oczekiwania” francuskich katolików na papieża. – Ostatnia oficjalna wizyta papieża, Benedykta XVI, miała miejsce w 2008 r. Kościół we Francji jest więc dumny, że papież go odwiedza, i daje temu wyraz – zauważa w rozmowie z „Le Figaro”.

Biskup zwraca również uwagę na szczególny moment, w którym Leon XIV przybywa nad Sekwanę.

– Leon XIV przyjeżdża, aby umocnić nas w wierze i dodać nam odwagi w naszej misji głoszenia Ewangelii. W obliczu przeciwnych wiatrów, które wieją dziś przez francuskie społeczeństwo, bardzo tego potrzebujemy! Wierni będą też szczęśliwi, mogąc ponownie spotkać się razem i przeżyć ten rzadki moment Kościoła, zgromadzonego wokół następcy Piotra – mówi.

Reklama
Reklama

Bozo dostrzega w entuzjazmie wokół papieskiej wizyty coś jeszcze: głód duchowy, który nie zniknął wraz z postępującą sekularyzacją.

– Ten entuzjazm pokazuje głęboki duchowy głód współczesności. Wszechobecny materializm, ale także nihilistyczne ideologie, nie są w stanie zaspokoić ludzkiego serca. Wielu doświadcza tego osobiście i szuka sensu swojego życia, odpowiedzi na nurtujące ich pytania – podkreśla.

Bustillo: Francja waha się między nieobecnością Boga a pragnieniem Boga

Zdaniem kard. François Bustillo fenomen związany z rozpoczynającą się pielgrzymką Leona do Francji należy postrzegać jako swoiste wahanie między „nieobecnością Boga a pragnieniem Boga”. Francuzi mają być zmęczeni zarówno polityką, jak i wszechobecnym językiem kryzysu. Leon XIV przyjeżdża więc nie tyle jako kolejny polityczny aktor, ile jako ktoś stojący poza krajowym sporem – z uniwersalnym przekazem i słowem nadziei.

Bustillo mówi w wywiadzie dla „Le Figaro” o „religijności ludowej” – procesjach, pielgrzymkach, śpiewie, świecach, bractwach – czyli wierze nie tyle studiowanej, ile przeżywanej całym ciałem.

W tym sensie papieska wizyta trafia w moment, gdy część Francuzów nie wraca jeszcze do dawnego Kościoła, ale zaczyna z ciekawością oglądać własne duchowe dziedzictwo. Leon XIV, zdaniem kardynała, może więc próbować obudzić Zachód, podobnie jak Jan Paweł II pomógł kiedyś obudzić Polaków za żelazną kurtyną.

Reklama
Reklama

Bustillo mówi o Zachodzie jako o świecie niemal „tanatofilskim”, który bez końca opowiada o śmierci planety, gospodarki, polityki czy Kościoła. Do tego dochodzi demograficzna zapaść i coraz silniejszy lęk przed przyszłością.

Filozof Fabrice Hadjadj w zbiorze esejów „Skoro wszystko idzie ku zagładzie” przywołuje osobliwy dokument emitowany przez History Channel – „Life After People”. Za pomocą realistycznych, komputerowo generowanych obrazów film pokazuje świat, z którego człowiek zniknął. Miasta powoli obrastają zielenią, budynki rozpadają się, natura odzyskuje przestrzeń. Jest w tej wizji coś zarazem fascynującego i złowrogiego: Ziemia bez człowieka okazuje się nie pustynią, lecz ogrodem, który po prostu przestał potrzebować ogrodnika.

Hadjadj zauważa, że dla części radykalnego ekologizmu nie jest to już wyłącznie fantazja o przyszłości, lecz niemal moralny projekt. Człowiek, który przez swoją ekspansję miał naruszyć równowagę stworzenia, powinien pogodzić się z własnym zniknięciem. Katastrofa przestaje być więc nieszczęściem, przed którym należy uciekać. Staje się sprawiedliwą odpłatą. W tej osobliwej logice pokora oznacza nie walkę o przetrwanie, lecz rezygnację z niej.

Pielgrzymka Leona XIV może zatem stanowić odtrutkę na „ciemne wizje” zachodnich społeczeństw, które coraz częściej definiują siebie poprzez obawy. Być może w najbliższych dniach usłyszymy od „zwykłego pracownika winnicy Pana”, że przyszłość nie musi być kolejną odmianą katastrofy.

Reklama
Reklama

Może zainteresuje Cię również:

Reklama
Reklama