- Ponad 150 tys. zł za garaż, często bez prądu czy kanału do wykonywania napraw, to realia dużych miast w Polsce.
- Problem w tym, że choć od lat „siedzę w temacie”, nie znam nikogo, kto zapłaciłby tyle za taką nieruchomość.
- Wydaje się, że wiele z nich kupiono w celu spekulacyjnym kilka lub kilkanaście lat temu, a teraz służą do szokowania cenami.
Miałem w życiu dwa garaże, oba w PRL-owskich „zespołach garażowych”, których wciąż da się sporo znaleźć w polskich miastach. Oba wykorzystywałem zgodnie z przeznaczeniem, tj. do trzymania tam samochodu i dokonywania bieżących prac związanych z jego eksploatacją.
Jednak w moim otoczeniu wiele garaży służyło do czegoś zupełnie innego. Działały w nich albo drobne firmy produkcyjne, np. wytwarzające fronty do mebli kuchennych, albo mechaniczne – jak serwis klimatyzacji, głównie dla taksówek czy serwis skuterów. Bzyczenie ich silników towarzyszyło temu miejscu przez większość dnia. Były garaże puste, skupowane przez lokalnego handlarza, prawdziwego potentata, który ciągle rozwieszał kartki o tym, że kupi kolejny garaż, i były takie garaże użytkowane przez emerytów dbających o swoje wychuchane samochody. W latach 2010–2015 taki garaż można było kupić za 30–50 tys. zł.
Teraz mamy rok 2026 i od paru lat ceny garaży są sześciocyfrowe
Nie mam już od paru lat garażu wolnostojącego, sprzedałem go dokładnie przed wybuchem szaleństwa cenowego – co może nie było najsensowniejszym posunięciem, ale też nie był mi już dłużej potrzebny. Teraz wchodzę na najpopularniejszy polski portal z ogłoszeniami i widzę tam ceny, które sprawiają, że już nigdy nie kupię sobie garażu, bo wypadł on daleko poza mój budżet.
Nasuwa się jednak pytanie, czy ktokolwiek te garaże w chorych cenach kupuje. Zacząłem szukać wśród właścicieli aut zabytkowych, a tych znam naprawdę sporo, i nie znalazłem ani jednej osoby, która kupiłaby sobie garaż w mieście za ponad 100 tys. zł. Jest to pozbawione ekonomicznego uzasadnienia, ponieważ wynajem przeciętnego miejsca w hali garażowej pod budynkiem kosztuje 250–300 zł miesięcznie. Gdyby ta cena się nie zmieniała, to koszt najmu przebiłby cenę garażu (przyjmijmy ją na poziomie 150 tys. zł) po 50 latach. Skoro więc istnieje alternatywa wobec „złotego garażu” z PRL-u, to... czemu one są takie drogie?
Polska w 2049 r. Jak będą wyglądać transport i motoryzacja?
Wszystkiemu jest winna bańka nieruchomościowa
Wszystko, co jest nieruchomością, może posłużyć jako „forma lokaty kapitału”, przynajmniej jeśli wierzyć samozwańczym ekspertom w tej dziedzinie. Nieruchomości już od dawna są fatalną inwestycją, jeśli chodzi o stopę zwrotu. Da się zauważyć, że nie ma już dalszego potencjału wzrostowego, przynajmniej w przypadku mieszkań, a te poza wielkimi miastami będą nawet tanieć – tak twierdzą eksperci. Ale garaże nie mogły pozostać tanie, jeśli wszystko inne drożało jak szalone.
Dziś widzę pewne ochłodzenie: wciąż można znaleźć kilka ofert w absurdalnych cenach, ale w strefie stanów średnich widać bardziej realistyczne podejście do tematu. Rok temu przygotowywałem przegląd ofert garaży, którego ukoronowaniem była oferta z Krakowa w cenie 240 tys. zł za dość standardowe pomieszczenie bez okna i bez kanału naprawczego. Pora więc na przegląd tegoroczny, w którym pokażę osiem najbardziej „wstrząsających” ofert sprzedaży garaży. Nie wszystkie dotyczą budynków z PRL-u, ale łączy je to, że wyglądają jak żart, i to taki mało śmieszny.
Czytaj również: Koniec rządowego CPN, paliwo znacznie podrożeje. Nie widzę wad
Przegląd ofert garaży (nie kupuj ich, to szaleństwo)
Przegląd zaczynamy od oferty zupełnie niezwykłej. Oto w Mysłowicach powstały garaże inwestycyjne. Jeden kosztuje 64 500 zł, a sprzedawca gwarantuje zainteresowanie najemcy za kwotę 450 zł miesięcznie, czyli 5400 zł rocznie. Jak dobrze liczę, to sam zwrot wartości inwestycji zajmie 12 lat. Ale zwróciłem na to uwagę, bo w opisie tej fantastycznej oferty znalazło się zupełnie nowe i świeże słowo: aktywo. Nie występuje ono w słownikach, jest używane „branżowo” jako skrót dla wyrażenia „składnik aktywów”. Zatem pamiętajcie, to nie jest zwykły garaż-blaszak. To jest wasze aktywo.

To nie jest wstawka reklamowa, to jest wstawka z lekkim zapachem żenady. (fot. OLX.pl)
Na miejscu siódmym: mieszkasz w Świdnicy i chcesz kupić garaż. Patrzysz w ogłoszenia, a tam cena 140 tys. zł. Nie wierzysz własnym oczom, więc sprawdzasz, ile kosztują w Warszawie, i oto w stolicy również znajdujesz bardzo podobne ceny. Zastanawiasz się więc: a może by tak kupić w stolicy zamiast w Świdnicy? Może będzie trochę dalej, ale jakie mocne aktywo!

Klienci walą oknami, ale okien nie ma. (fot. OLX.pl)
Miejsce numer sześć: przy samym rynku w Żyrardowie.

Sprzedam garaż murowany, Żyrardów przy rynku. Nie bądź niezdecydowany, dawaj kasę synku. (fot. OLX.pl)
Sprzedający włożył niezwykły wysiłek w przygotowanie ogłoszenia, mianowicie napisał flamastrem kartkę „sprzedam garaż murowany Żyrardów przy rynku”, a potem zrobił jej zdjęcie. W nazwie użytkownika na OLX widnieje skrót „dr”, ale domyśliłbym się i bez tego, że to lekarz – wystarczy spojrzeć na ten charakter pisma. Na trud sfotografowania garażu nie udało mu się już zdobyć – po prostu płać te 120 tys. zł i żegnaj.
Czytaj również: Kierowca Republiki chińskim autem staranował japoński samochód ambasady Niemiec. Myślałem, że to żart
Miejsce piąte: garaż w Kielcach za 85 tys. zł. Sprzedająca nie pisze nic poza adresem, zdjęcie przedstawia losowy rząd garaży, nawet nie wiadomo, o który z nich chodzi. Jest to typ ogłoszenia spotykany także często wśród ofert motoryzacyjnych: ktoś wystawia samochód i pisze „mam samochód do sprzedania”, a jeśli próbujemy dowiedzieć się czegoś więcej, to się obraża.

Na czwartym miejscu ląduje oferta z Rzeszowa, gdzie ktoś wystawia standardowe miejsce postojowe w hali garażowej za 160 tys. zł. Wprawdzie w Warszawie można byłoby za to mieć pięć miejsc w różnych częściach miasta, ale może Rzeszów to nowy Hongkong, a my o tym jeszcze nie wiemy.

Wspaniałe zdjęcie, 160 tys. zł samo wybiega mi z portfela. (fot. OLX.pl)
Trzecie miejsce na liście absurdalnych ofert sprzedaży garaży trafia do sprzedawcy ze Świnoujścia, który wystawia dość mały, 15-metrowy, garaż za 200 tys. zł. Nie mam tu dobrego komentarza, poza cytatem z filmu „Kiler” – tym z sufitem.

Myślałem, że za 200 tys. zł to można kupić całe Świnoujście. (fot. OLX.pl)
Zostajemy w województwie zachodniopomorskim, a drugie miejsce w tym niezbyt chlubnym rankingu wędruje do sprzedającego ze Szczecina. To spore miasto, liczące ok. 380 tys. mieszkańców, ale jednak nie jest to poziom Wrocławia czy Krakowa. I proszę, mamy do sprzedania garaż o powierzchni 23 mkw. – całkiem spory – ale nawet bez zdjęć wnętrza, za 250 tys. zł. Obstawiam, że jeśliby dłużej poszukać, to za tyle można byłoby znaleźć mieszkanie w Szczecinie. Byłaby to kawalerka do remontu i pewnie o powierzchni porównywalnej z tym garażem, ale przynajmniej miałaby okno.

Wszystko OK tam w Szczecinie? Bo się martwię. (fot. OLX.pl)
Naszą listę zamyka oferta specjalna: miejsce w hali garażowej w Krakowie, blisko centrum. Hala wydaje się zaniedbana, a miejsce ma tylko 12 mkw., podczas gdy typowe garaże mogą mieć bliżej 16–17 mkw. Cena: 260 tys. zł. Zdecydowanie warto, pod warunkiem że dasz radę to wynająć jako kawalerkę na krakowskiej starówce. A przecież Kraków nie ma nawet starówki. Nie wiem, co zdarzyło się w głowie sprzedającego podczas ustalania ceny – możliwe, że pomylił Kraków z Singapurem.

Coraz dziwniejsze te kawalerki w Krakowie. (fot. OLX.pl)
Podsumowanie
Nawet jeśli kochacie stare i zaniedbane nieruchomości, garaż z PRL-u wydaje się obecnie najgorszym pomysłem na „inwestycję”. Piszę to w cudzysłowie, bo z tej inwestycji żadnego zwrotu nie będzie. Zakup można rozważyć tylko wtedy, gdy ktoś sprzedaje garaż w twojej najbliższej okolicy, a tobie wybitnie brakuje miejsca do parkowania. Ale to nadal ekstrawagancki sposób na wydanie sześciocyfrowej sumy.

