Reklama
Reklama

Googlebook to laptop do korzystania z AI. Czy nie jest na to zbyt wcześnie?

Google zaprezentował Googlebooka. To laptop, którego działanie opiera się na Gemini Intelligence, czyli sztucznej inteligencji. Pomysł ciekawy, nowy, nietypowy, ale już na starcie budzący więcej pytań niż odpowiedzi. Najważniejsze brzmi – czy jesteśmy na to gotowi? Zarówno konsumenci, jak i AI.

googlebook-1
Googlebook (fot. Google)
  • Googlebook to nowa seria laptopów, która zastąpi na runku Chromebooki, choć trudno nazwać go typowym następcą.
  • Googlebook nie jest klasycznym komputerem. To oparta na Gemini Intelligence usługa, która ma zmienić sposób, w jaki korzystamy z laptopów. 
  • Nadal niska popularność i brak powtarzalności w działaniu modeli AI może spowodować, że Googlebook nie od razu odniesie sukces. 

Nie jest łatwo wprost określić, czym tak naprawdę jest Googlebook. Czy jest następcą Chromebooka? Nie do końca, choć faktycznie ma go zastąpić na rynku. Jaki ma system operacyjny? Trudno powiedzieć.

Googlebook możemy nazwać usługą w fizycznej formie. Jego system nie jest prosty do określenia, bo jest zbudowany na bazie Androida, ale tak do końca nim nie jest. Choć nazwanie go laptopową wersją Androida może być najbliższe prawdy. 

Jak Apple zaczął przegrywać z Huawei, a Tim Cook kłamał inwestorom

Reklama
Reklama

Googlebook to urządzenie, na którym będzie działać Gemini Intelligence

Googlebook (fot. Google)

Gemini Intelligence to przede wszystkim nowa, marketingowa nazwa używana przez Google. Samo Gemini jest dzisiaj ogólną nazwą modeli AI. Gemini Intelligence to jego odnoga, którego zadaniem jest rozumienie danych, które udostępnimy, rozumie to, co wyświetlamy na ekranach naszych urządzeń i realizuje zadania ponad programami, które używamy na co dzień.

Googlebook ma być laptopem, który w pełni wykorzysta Google Intelligence, któremu poddany jest cały system urządzenia. Jego zadaniem ma być zmiana tego, w jaki sposób korzystamy z komputera. 

Googlebook (fot. Google)

Reklama
Reklama

Uruchamiając laptopa mamy na nim zainstalowane wybrane przez nas aplikacje. Skróty, funkcje i widżety, które w systemie zostały przewidziane i dodane przez jego dostawcę. Googlebook ma pozwolić nam tworzyć to wszystko na bieżąco, w zależności od potrzeb. Jeśli chcemy mieć widżet z konkretnymi funkcjami lub informacjami, tworzymy go za pomocą promptu, czyli polecenia wydanemu systemowi i on go dla nas stworzy. Zamiast widżetu kalendarza możemy mieć np. widżet odjazdów pociągów z konkretnej stacji czy listą rzeczy, które musimy zrobić przed wyjazdem na rodzinne wakacje. 

Zamiast tradycyjnego kursora dostaniemy Magic Pointer. Skrót prawego przycisku myszy nie wywołuje listy z góry zdefiniowanych poleceń, a pokaże sugestie dopasowane do konkretnej sytuacji. Jako przykłady Google pokazuje np. wskazanie daty w mailu, co pozwoli utworzyć spotkanie. Z kolei dotknięcie dwóch obrazów pozwoli na połączenie ich i np. pokazanie jak kanapa ze sklepu będzie wyglądać w naszym salonie. 

Googlebook ma być również pomostem między laptopem, a smartfonem. Jeśli na laptopie będziemy chcieli uruchomić aplikację, z której korzystamy na smartfonie z Androidem, wystarczy wybrać odpowiednią ikonę na ekranie komputera. To oznacza też pełną integrację plików, zdjęć czy wiadomości. 

Reklama
Reklama

Googlebook to ogólna nazwa komputerów różnych producentów

Googlebook (fot. Google)

Googlebook nie ma na razie konfiguracji sprzętowej. Z materiałów Google wynika, że będziemy tu mieć podobną zasadę jak w przypadku Chromebooków. Nie będzie to nazwa konkretnego urządzenia, a ogólne określenie dla grupy laptopów, stworzonych przez różnych producentów, jak Acer, HP czy Lenovo. 

To oznacza, że będziemy mieć różne obudowy, podzespoły i mniej lub bardziej różniące się specyfikacje, ale te same możliwości programowe i system operacyjny. 

Narwal Flow 2 zmierza na polski rynek. To jeden z najbardziej wyczekiwanych robotów

Reklama
Reklama

Czy jesteśmy gotowi na urządzenie takie jak Googlebook?

Googlebook (fot. Google)

Po 15 latach na rynku Chromebooki nie odniosły spektakularnego sukcesu. Stanowią ok 6 proc. rynku, choć podczas pandemii miały swoje pięć minut i wynik ten wzrósł do 15 proc., z prognozami sięgającymi nawet 20 proc. Były to czasy, kiedy potrzebowaliśmy prostych, tanich urządzeń do zdalnej nauki czy pracy. Edukacja to w zasadzie główne zastosowanie Chromebooków, co obecnie pokazuje Japonia, gdzie dodanie ich do programu nauki spowodowało wzrost udziału w tamtejszym rynku z ok 2 do 24 proc. 

Czy Googlebook jest w stanie to zmienić? Wydaje mi się, że na razie nie. Modele AI nie są dzisiaj tak popularne, aby skłonić użytkowników do porzucenia swojego sprzętu na rzecz laptopa, którego działanie będzie oparte na działaniu sztucznej inteligencji.

Nie wydaje mi się też, aby samo AI było na to gotowe. Modele sztucznej inteligencji, w tym również Gemini, zbyt często się mylą. Obawiam się, że wprowadziłoby to zbyt dużą losowość podczas codziennego użytkowania. Przewagą klasycznego oprogramowania jest to, że z góry znamy jego możliwości, wiemy czego się po nim spodziewać, a jego działanie jest powtarzalne. Obawiam się, że tego może zabraknąć w systemie opartym na AI. 

Póki nie okaże się, że działanie Googlebooka będzie wyglądać tak samo, czyli będzie przewidywalne, powtarzalne i pewne, mogą pojawić się problemy z zaufaniem nowemu rozwiązaniu. 

Źródła: Google, Zero.pl
Arkadiusz Dziermański
Arkadiusz DziermańskiDziennikarz
Reklama
Reklama