
Wybuch I wojny światowej zastał Kraków w trakcie ambitnej przebudowy, na poziomie cywilizacyjnym dorównującego Wiedniowi. Kilka lat później miasto tonęło w brudzie, przeludnieniu i biedzie, a ambitne plany jego rozwoju legły w gruzach. Publikujemy fragment książki „Miasto na froncie wojny. Kraków 1914–1918” Andrzeja Chwalby.
Jak Wielka Wojna zdegradowała Kraków
„W Krakowie spokój i porządek, ale olbrzymie przeludnienie. Jest to bowiem jedyne w Polsce większe miasto, gdzie można liczyć na spokój i osobiste bezpieczeństwo. Bo w Warszawie ciągle wiece, pochody, starcia uliczne i mniej lub więcej krwawe demonstracje […]. We Lwowie walki […]. Tylko jeden Kraków spokojny, dlatego też chronią się tu uchodźcy z Ukrainy, Podola, Wołynia, Galicji Wschodniej i obawiający się bolszewizmu ziemianie z Galicji Zachodniej. Nie ma już całkiem w Krakowie pomieszczeń. O miejscu w hotelach nie ma mowy. Przyjezdni mieszczą się gromadami w jednym pokoju, po suterynach i nawet strychach, w opłakanych warunkach” – relacjonował 20 grudnia 1918 roku Jan Hupka, polityk konserwatywny.
Czytaj też: 15,4 mld zł od turystów? Kraków płaci za ten „biznes” wysoką cenę
Miasto bez miejsca dla przybyszów
Nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni w dziejach Kraków pełnił funkcję tymczasowej przystani dla polskiej ludności szukającej spokoju i bezpieczeństwa. Natomiast tak dużego przeludnienia nie doświadczył dotąd nigdy. Pogorszyły się standardy w zakresie czystości oraz porządku. „Nieporządek na ulicach i placach Krakowa zdawał się dobrze wpisywać w obraz uwstecznienia i degeneracji miasta. […] miasto brudne, nieposprzątane, dziczejemy z wolna, a ubożujemy, nędzniejemy z dnia na dzień” – pisała we wspomnieniach Elżbieta Ciechanowska.
Te nabrzmiałe problemy nie mogły być rozwiązane w pierwszych miesiącach po zakończeniu Wielkiej Wojny. Wymagały czasu, determinacji miejskich władz i społeczeństwa oraz pieniędzy, o które było najtrudniej. „Kraków jest […] niewypowiedzianie przygnębiający swym brudem, brzydotą, karykaturalnością chodzących po nim ludzi, jakichś nieumytych, szarych, z twarzami z kurzu i łoju. Dusi zaduch, zaduch stęchłej podeszwy… Wąskie ulice […] duszą swą ciasnotą, swą warstwą kurzu, papierów i śmieci. To wszystko jest tak przygnębiające, że jestem po prostu pozbawiony jakiejkolwiek energii do życia” – żalił się we wrześniu 1919 roku Ludwik Puget, rzeźbiarz, malarce Oldze Boznańskiej.
Temat zaniedbanych, szpetnych przestrzeni połączył wielu autorów dzienników, listów, wspomnień, co świadczyło o tym, że krakowskie elity doskonale znały i rozumiały standardy cywilizowanego miasta. Chyba najbardziej dzisiaj szokują opisy zapyziałego Rynku Głównego pokrytego błotem przemieszanym ze słomą, popiołem oraz ludzkimi, końskimi i bydlęcymi odchodami, ze smrodliwymi kramami usytuowanymi tuż przed Kościołem Mariackim.
Kraków, który dorównywał Wiedniowi
Jak się okazało, wystarczyło kilka lat, aby obraz Krakowa diametralnie się zmienił, poziom życia mieszkańców bardzo obniżył, a zadłużone miasto nie było w stanie zapewnić usług komunalnych na poziomie z czasów przedwojennych. W znacznej mierze zmarnowano imponujący wysiłek władz samorządowych dążących do uczynienia z dawnej stolicy kraju miejsca przyjaznego mieszkańcom i gościom, zadbanego i stosunkowo czystego.
Gdzie podziały się pieniądze Krakowa? Dług rośnie, inwestycji ubywa
W przeddzień sierpnia 1914 roku pod względem standardów cywilizacyjnych Kraków już niewiele ustępował ośrodkom podobnej wielkości w monarchii, jak Brno, Praga, Linz czy Graz, dorównywał Triestowi, a w wypadku niektórych udogodnień, jak choćby opieki medycznej i liczby lekarzy, nawet je przewyższał. Dawny gród nabrał sznytu wielkomiejskiego, przyswoiwszy sobie stosunkowo szybko podstawowe standardy życia wiedeńskiego, co dostrzegli cudzoziemcy, austriaccy urzędnicy oraz oficerowie służący w mieście. Również przeciętny poziom życia nie odbiegał znacznie od warunków panujących w większych miejscowościach czeskich czy austriackich. Pod względem wskaźników cywilizacyjnych, w tym dostępności usług i urządzeń komunalnych, Kraków górował nad innymi miastami w Galicji, włącznie ze Lwowem, o którym nieraz Austriacy pisali – dodajmy: z przesadą i złośliwością – że stanowi przykład skrzyżowania Azji z Wiedniem.
Juliusz Leo, ojciec Wielkiego Krakowa
Wybuch wojny zastał miasto nad Wisłą w trakcie przebudowy związanej z realizacją projektu Wielkiego Krakowa. Pracami kierował charyzmatyczny prezydent Juliusz Leo, strateg i wizjoner, jeden z najlepszych gospodarzy Krakowa w dziejach. Wizja Wielkiego Krakowa to jego dziecko. Leo był prawdziwym dyplomatą, zręcznie porozumiewał się nawet z politykami osobiście mu niechętnymi. Miał dobre relacje z czynnikami rządowymi. Nawiązane znajomości i przyjaźnie potrafił umiejętnie podtrzymywać. W Krakowie ceniono go i szanowano, pomimo że bywał szorstki i sarkastyczny.
Pokoleniowy rozłam w Krakowie. Jest nowy sondaż przed wyborami
„Usposobienie miał zimne, głos wysoko nastrojony, ale nie miły, mówca logiczny, ale bez momentów cieplejszych. Wzrostu wysokiego, przystojny, dostojny w ruchach, chodził szybko, lubił dużo jeść, był nawet łakomy, lubił kobiety” – charakteryzował go Karol Rolle, przyszły prezydent Krakowa, który podczas Wielkiej Wojny miał możliwość z nim współpracować, ale chemii między nimi nie było. Z kolei wielce ceniący swojego poprzednika na fotelu prezydenckim Jan Kanty Federowicz w mowie pogrzebowej wygłoszonej podczas posiedzenia Rady Miejskiej w 1918 roku mówił o nim: „[…] w pamięci naszej pozostanie typem najsilniejszego w rządzie i najbardziej twórczego i pracowitego w gospodarce prezydenta miasta od czasów autonomii naszej. Był nam wzorem, otwierał nam wrota na szerokie dziedziny nowoczesnych zagadnień, jakie miasto czekają”.
Przerwane plany i miasto zabawy
Przed wybuchem wojny mieszkańcy przygotowywali się do wielkiego skoku – wspólnymi siłami mieli zrealizować projekt Lea. Władze miejskie planowały wykupienie kolejnych rejonów fortecznych, budowę osiedli mieszkaniowych, linii tramwajowych, sieci dróg, wodociągów, kanalizacji i szkół, założenie nowych terenów zielonych, utworzenie placów targowych, wydzielenie strefy przemysłowej i usługowej. Wiosną 1914 roku Kraków pracował na swój lepszy los. Wojna przerwała wdrażanie programu jego unowocześniania i dalszego rozwoju.
Kurz spod końskich kopyt. Babel, Mackiewicz i cywilizacyjne starcie 1920 roku
Kraków przedwojenny był nie tylko miejscem twórczej pracy, ale też miastem biesiadnym. Jego mieszkańcy potrafili się dobrze bawić. Elity spędzały wolny czas w kawiarniach, piwiarniach, restauracjach, na zakupach. Luksusowe sklepy i lokale gastronomiczne nie odbiegały znacznie poziomem usług od swoich wiedeńskich odpowiedników. Kraków stał się jednym z wielu miast monarchii wpatrzonych w Wiedeń, z jego ofertą handlową, kulturalną i kulinarną, cywilizował się w zgodzie z austriackim wzorcem i krok za krokiem, także z powodu obecności licznego garnizonu, wrastał w c.k. cywilizację.

