Reklama
Kraj

„Lać, żeby poznała smak krwi”. Tak Stanowski żartuje z piekła kobiet

Dla jednych to był tylko żart. Dla innych kolejny dowód na to, jak bardzo oswoiliśmy przemoc wobec kobiet. Kiedy ze sceny padają słowa o biciu dziewczynki przygotowywanej na „przemocowego męża”, a z widowni słychać śmiech, problemem nie jest wyłącznie autor dowcipu. Problemem jest społeczność, która uznaje taki dowcip za zabawny. Rechot nie jest tłem. Rechot jest jednym z bohaterów tej historii.

Sylwia Spurek
Opinia autorstwa: Sylwia Spurek
Wczoraj 10:28
9 min
Przemoc domowa to brutalna rzeczywistość wielu kobiet, które codziennie muszą unikać ciosów. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Najpierw jest żart.

Żart, że można „lać” dziewczynkę, żeby poznała smak krwi i była gotowa na przemocowego męża. Żart wypowiedziany ze sceny. Żart nagrany, powielony, komentowany. Żart, po którym sala się śmieje.

Przeczytaj także: Gonciarz pozwał Żukowską. Posłanka odpowiada

Rechot nie jest tu tłem. Rechot jest częścią problemu.

Reklama
Reklama

Ktoś powie: Spurek nie ma dystansu, nie zna się na żartach, przesadza. Chciałabym odpowiedzieć: nowe, nie znałam. Ale to nieprawda. Bo przemoc wobec kobiet bardzo często zaczyna się właśnie od rozbrojenia języka. Od powiedzenia, że to tylko dowcip. Od przekonania, że kto się oburza, ten nie ma dystansu i nie zna się na żartach. Od mówienia, żeby nie przesadzać. Od społecznego treningu, w którym dziewczynki uczą się, że przemoc wobec nich jest materiałem rozrywkowym, a chłopcy – że można o niej mówić bez konsekwencji, a potem, również bez konsekwencji, można ją stosować.

W ramach „najbardziej nieprzewidywalnej debaty” – jak czytamy w programie kongresu Kanału Zero, który odbył się 27 czerwca na warszawskim Torwarze – Krzysztof Stanowski miał razem z Robertem Mazurkiem żartować z bicia dzieci. Przy tej okazji mówił o biciu dziewczynek: „Lać, żeby poznała ten smak krwi i była gotowa na przemocowego męża”.

Można powiedzieć: stand-up. Można powiedzieć: satyra. Można powiedzieć: wyrwane z kontekstu. Można powiedzieć wszystko to, co mówi się zawsze wtedy, gdy kobiety próbują nazwać przemoc przemocą, pogardę pogardą, a mizoginię mizoginią.

Reklama
Reklama

Tylko że ta przemoc domowa wobec kobiet nie jest metaforą. Nie jest performansem. Nie jest elementem programu kabaretowego. Jest codziennością milionów kobiet.

Przeczytaj także: Stanowski odpowiada „Wyborczej”: medium upadłe moralnie

Jedna na pięć

Zgodnie z badaniami Agencji Praw Podstawowych jedna na pięć kobiet w Unii Europejskiej doświadczyła przemocy domowej ze strony partnera. Jedna na pięć. To nie jest margines. To nie jest patologia z reportażu interwencyjnego. To nie jest „sprawa prywatna”. W Polsce policyjne dane za 2025 r. pokazują, że ponad 80 proc. dorosłych ofiar przemocy w rodzinie to kobiety. W oficjalnych, policyjnych danych mężczyźni stanowią ponad 86 proc. osób stosujących przemoc domową. Statystyki sądowe dotyczące skazań za przestępstwo znęcania pokazują podobne liczby.

A przecież to tylko wierzchołek góry lodowej. Do statystyk policyjnych trafia to, co zostało zgłoszone, zapisane, zakwalifikowane. Do statystyk sądowych trafia to, co przeszło przez postępowanie i zakończyło się skazaniem. Nie trafiają tam milczenie, strach, zależność ekonomiczna, dzieci, mieszkanie, wstyd, rodzina, ksiądz, policjant, sąsiadka, która „nie chce się wtrącać”, i kolega sprawcy, który mówi: „znam go, on by tego nie zrobił”. Kobiety masowo nie zgłaszają przemocy także z braku wiary w instytucje albo z powodu wcześniejszych złych doświadczeń z policją, prokuraturą czy sądem.

Reklama
Reklama

Co z mężczyznami

Zajmując się przemocą wobec kobiet od 25 lat, często słyszałam: a co z mężczyznami? Chcę odpowiedzieć bardzo poważnie: dokładnie, porozmawiajmy o mężczyznach.

Porozmawiajmy o tym, co mężczyźni robią, kiedy ich koledzy żartują z bicia kobiet. Porozmawiajmy o tym, co robią, kiedy na imprezie ktoś mówi, że „babie czasem trzeba pokazać jej miejsce”. Porozmawiajmy o tym, co robią, kiedy wiedzą, że kolega kontroluje partnerkę, izoluje ją od znajomych, poniża przy ludziach, grozi, szarpie, popycha, bije. Porozmawiajmy o tym, dlaczego tak wielu mężczyzn znajduje energię na obronę dobrego imienia mężczyzn, mówi: ale nie wszyscy mężczyźni, ale nie znajduje czasu i energii na obronę kobiet przed przemocą mężczyzn.

Bo „nie wszyscy mężczyźni” nie może być zaklęciem likwidującym zbiorową bierność.

Przeczytaj także: „Zdychaj, chłopie!” Na wsi trwa kryzys, który miasto ma gdzieś

Reklama
Reklama

Skoro nie wszyscy mężczyźni, to gdzie są ci wszyscy dobrzy mężczyźni, gdy sala rechocze? Skoro nie wszyscy mężczyźni, to dlaczego prawie każda kobieta ma jakąś historię: o strachu, upokorzeniu, dotyku bez zgody, komentarzu, śledzeniu, krzyku, kontroli, przemocy? Skoro nie wszyscy mężczyźni, to dlaczego większość kobiet wie, co to znaczy ściszyć głos, uśmiechnąć się dla bezpieczeństwa, nie odpowiadać, nie prowokować, nie wracać samej, nie wychodzić wieczorem, przyspieszyć kroku, pilnować drinka?

To nie jest oskarżenie każdego mężczyzny o przemoc. To jest oskarżenie kultury, w której zbyt wielu mężczyzn milczy, gdy inni mężczyźni przemoc normalizują.

Śmiech wystarczy

Mężczyźni nie muszą bić, gwałcić, znęcać się, upokarzać, żeby być częścią problemu. Wystarczy, że się śmieją. Wystarczy, że wzruszają ramionami. Wystarczy, że mówią „przesadzasz”. Wystarczy, że bardziej oburza ich wyrażenie „przemoc wobec kobiet” niż fakt, że kobiety wciąż uczą się strategii przetrwania i chronienia się przed przemocą w relacjach z mężczyznami.

Rola mężczyzn nie polega dziś na tym, żeby po raz tysięczny powiedzieć: „ja taki nie jestem”. Rola mężczyzn polega na tym, żeby zapytać: co robię, kiedy obok mnie dzieje się przemoc? Co robię, kiedy ktoś ją usprawiedliwia? Co robię, kiedy ktoś ją obraca w żart? Czy reaguję? Czy przerywam? Czy ryzykuję własny komfort? Czy rozmawiam z kolegą? Czy wierzę kobiecie, zanim zacznę bronić mężczyzny?

Reklama
Reklama

Kobiety od lat wykonują pracę walki z przemocą. Piszą raporty, prowadzą telefony zaufania, zakładają organizacje, uciekają z domów, zeznają, leczą traumy, wychowują dzieci, chowają przyjaciółki, składają zawiadomienia, słyszą, że przesadzają. I muszą tłumaczyć, że żart z bicia dziewczynki nie jest zabawny.

To nie kobiety powinny po raz kolejny udowadniać, że przemoc wobec nich jest realna.

Pytanie: co z mężczyznami? Co zrobią mężczyźni?

Nie ci „źli”. Nie ci skazani. Nie ci z policyjnych tabel. Tylko ci „dobrzy”. Ci przyzwoici. Ci, którzy mówią, że to nie o nich. Ci, którzy czują się niesprawiedliwie wrzucani do jednego worka.

Reklama
Reklama

Dobrze. Wyjdźcie z tego worka.

Kiedy Krzysztof Stanowski śmieje się z przemocy domowej wobec kobiet, kiedy inni wtórują mu tym śmiechem, warto zadać najprostsze pytanie: z czego właściwie się śmiejecie?

Z dziewczynki, którą ktoś ma „lać”, żeby przygotować ją na przemocowego męża? Z kobiet, które latami żyją w strachu? Z dzieci, które uczą się, że dom może być miejscem zagrożenia? Z tych, które nie zgłosiły, nie uciekły, nie dały rady?

Nie. Śmiejecie się z samych siebie.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Bestialskie zabójstwo na Nowym Świecie. Proces ruszy od nowa. Powód: neosędzia

Z własnej bezradności wobec przemocy. Z własnego milczenia. Z własnej potrzeby obrócenia krzywdy w dowcip.

Nie odwaga, a słabość

Tak, kobiety też się śmiały. Kobiety też bywają częścią tej sali. Kobiety też czasem nie reagują. Ale to pokazuje tylko, jak działa mechanizm społecznego przystosowania. Kobiety uczą się, że lepiej się nie wychylać, nie psuć atmosfery, nie być „histeryczką”, nie zostać tą, która „nie rozumie żartu”. Patriarchalna kultura nie działa dlatego, że podtrzymują ją wyłącznie mężczyźni. Działa także dlatego, że wiele kobiet zostało nauczonych, że ich bezpieczeństwo, akceptacja i spokój zależą od tego, czy potrafią śmiać się razem z tymi, którzy śmieją się z ich krzywdy lub którzy je krzywdzą.

Ale ta przemoc, jej sprawcy i jej społeczna normalizacja mają płeć. I dlatego odpowiedzialność mężczyzn nie znika tylko dlatego, że część kobiet milczy albo się śmieje. Przeciwnie: tym bardziej trzeba zapytać mężczyzn, zwłaszcza tych „dobrych”, „porządnych” i „nie takich”, gdzie są wtedy, gdy przemoc staje się żartem albo gdy przestaje być żartem, a przechodzi do psychicznego znęcania się, kontroli, upokarzania albo fizycznego krzywdzenia, do pokazywania, „kto tu rządzi”.

Reklama
Reklama

Bo jeżeli naprawdę „nie wszyscy mężczyźni”, to czas, żeby ta przyzwoita, dobra większość wreszcie była słyszalna nie wtedy, gdy broni mężczyzn przed uogólnieniem, lecz wtedy, gdy broni kobiet przed przemocą.

A kiedy następnym razem sala wybuchnie śmiechem po żarcie z bicia dziewczynki, nie pytajcie kobiet, dlaczego znowu przesadzają. Zapytajcie siebie, dlaczego wciąż potrzebujecie śmiać się z przemocy, zamiast ją zatrzymać.

Bo śmiech z przemocy nie jest odwagą, nie jest męski, nie budzi szacunku. Jest słabością. Czasem – echem przemocy, której ktoś sam doświadczył, a której nigdy nie umiał nazwać inaczej niż żartem. Czasem – ucieczką przed odpowiedzialnością za bierność albo prawdą o własnym udziale w przemocy.

Reklama
Reklama

PS Jeśli nadal, po przeczytaniu tego tekstu, masz ochotę powiedzieć: mężczyźni także doświadczają przemocy domowej (zamiast zapytać siebie: czy robię coś, żeby powstrzymać przemoc domową), wytłumaczę jeszcze raz. Rechot z bicia, upokarzania i „domowego terroru” ucisza także mężczyzn – ofiary przemocy domowej. Również mężczyznom mówi: to zabawne, nie przesadzaj, nie rób z siebie ofiary. A argument „mężczyźni też są ofiarami” nie może służyć do unieważniania przemocy wobec kobiet.

Powinien prowadzić do czegoś dokładnie przeciwnego: do poważnej rozmowy o przemocy, o wstydzie, o milczeniu, o sprawcach, o instytucjach i o kulturze, która krzywdzi wszystkich, choć nie wszystkich w ten sam sposób. Żarty z przemocy domowej nie pomagają ani kobietom, ani mężczyznom, którzy jej doświadczyli. Pomagają tylko sprawcom – najczęściej mężczyznom – bo przesuwają granicę tego, z czego wolno się śmiać, na co można nie reagować, co można akceptować i na co pozwalać. Bo nie tylko żart, ale także milczenie to przyzwolenie i trzymanie strony sprawcy.

Źródło: Zero.pl
Sylwia Spurek
Sylwia SpurekPrawniczka i obrończyni praw człowieka. Była posłanka do Parlamentu Europejskiego i zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich. Dziś wspiera działania Green REV Institute i kieruje European Fem Institute, łącząc prawo, dane i aktywizm. Feministka i weganka. W centrum jej działań są prawa zwierząt – szczególnie tzw. hodowlanych - autor zewnętrzny