Reklama
Kraj

Rektorzy jako chłopcy do bicia. Sikorski dołącza do chóru pogardy wobec nauki

Trudności polskich studentów z rozumieniem tekstu powinny skłaniać do refleksji nad stanem edukacji i finansowaniem nauki. Zamiast tego dyskusję zdominowało jedno zdanie Radosława Sikorskiego wymierzone w rektorów. Szybkie wskazanie winnych okazało się łatwiejsze niż rozmowa o rzeczywistych przyczynach kryzysu.

Wojciech Dąbrówka
Opinia autorstwa: Wojciech Dąbrówka
Dzisiaj 17:54
4 min
Aktualizacja: Dzisiaj 17:58
Czy polskie uczelnie są w stanie naprawić błędy całego systemu edukacji? Dane OECD pokazują, że problem z czytaniem ze zrozumieniem ma już co piąty student w Polsce. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Co piąta osoba studiująca w Polsce znalazła się w najniższej grupie wyników badania OECD dotyczącego rozumienia tekstu – podaje „The Economist”. To alarm, który wskazuje na poważne trudności z przetwarzaniem bardziej złożonych informacji. Nie jest to drobiazg ani temat do odłożenia na później. Tym bardziej zdumiewa reakcja Radosława Sikorskiego.

Wicepremier, szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych, odpowiedział na alarm, który pojawił się po publikacji w „The Economist”, jednym zdaniem na platformie X: „Ale panowie rektorzy niezmiennie z siebie zadowoleni”.

Reklama
Reklama

Źródła problemu poza uczelniami

To nie jest diagnoza. To nawet nie jest krytyka. To internetowa zaczepka, która wygodnie przerzuca odpowiedzialność za poważny problem państwa na jedną grupę zawodową. Rektorzy stali się chłopcami do bicia, a nauka i szkolnictwo wyższe – kolejnym obszarem, nad którym można się pozamerytorycznie pastwić. To o wiele prostsze niż zaproponowanie realnego rozwiązania.

Oczywiście trzeba rozmawiać o jakości rekrutacji, a także o wymaganiach stawianych kandydatom i egzekwowaniu standardów. Ale prawda jest taka, że to nie uczelnie ani sami rektorzy obniżyli wymagania stawiane uczniom w szkołach podstawowych i średnich.

Przeczytaj także: Wiceminister nauki: osoby działające w układach często nie zdają sobie z tego sprawy

Co więcej, uczelnia nie jest w stanie w kilka pierwszych tygodni studiów naprawić wszystkiego, czego młody człowiek nie otrzymał przez lata edukacji szkolnej. Nie nauczy od podstaw czytania ze zrozumieniem, logicznego argumentowania i pracy z dłuższym tekstem bez czasu, narzędzi oraz odpowiedniego wsparcia systemowego. Zwłaszcza gdy zadaniem uczelni powinno być rozwijanie kompetencji zaawansowanych, a nie zastępowanie szkoły podstawowej i średniej.

Reklama
Reklama

Jeśli szukać winnych, to należy to robić w Ministerstwie Edukacji Narodowej, a nie w środowisku rektorów.

Najniższe nakłady

Sikorski odczytał tabelę „The Economist” wyjątkowo wygodnie. Zobaczył wynik i natychmiast znalazł politycznie bezpiecznego winnego.

Nie zapytał, co dzieje się w szkołach. Nie zapytał, jak pandemia, kryzys czytelnictwa, wszechobecne ekrany i zmiany programowe wpłynęły na przygotowanie młodych ludzi. Nie zapytał też, co rząd zamierza zrobić, aby uczelnie mogły stawiać wymagania, zamiast być ostatnią instytucją, która próbuje ratować zaniedbania całego systemu.

Przeczytaj także: Dyplom w godzinę i "automatyzacja sprzedaży". Ostry raport o wrocławskiej uczelni

Reklama
Reklama

To szczególnie osobliwe ze strony członka rządu. Finansowanie nauki i szkolnictwa wyższego nie jest przecież decyzją rektorów. Rząd sam podaje, że w 2026 r. łączne nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe wynoszą tylko 44,7 mld zł, a minister nauki otwarcie przyznał, że to nadal nie wystarcza.

W praktyce nakłady na naukę i szkolnictwo wyższe wynoszą zaledwie 1,09 proc. PKB. To najniższy wskaźnik od 2018 r., kiedy weszła w życie Konstytucja dla Nauki, a tym samym największa dotąd reforma sektora.

Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich wielokrotnie podnosiła, że utrzymywanie wydatków na naukę i szkolnictwo wyższe na poziomie nieco ponad 1 proc. PKB oznacza pogłębianie dystansu dzielącego Polskę od najbardziej innowacyjnych gospodarek. Długotrwałe niedoinwestowanie sektora przekłada się na negatywne skutki społeczne i gospodarcze, pogarsza warunki prowadzenia badań oraz utrudnia zatrzymywanie talentów naukowych w Polsce.

Szyderstwo vs. odpowiedzialna polityka

Od wicepremiera można byłoby oczekiwać czegoś więcej niż uszczypliwego wpisu. Na przykład odpowiedzi na pytanie, jak państwo zamierza poprawić jakość kształcenia od szkoły podstawowej po doktorat? Jak wesprze nauczycieli? Jak odbuduje prestiż wiedzy, czytania, argumentacji i pracy intelektualnej? Jak pomoże uczelniom utrzymać wymagania w warunkach niżu demograficznego i coraz większej presji finansowej?

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Kto ma kasę, ten ma indeks? UJ uderza w patologiczną rekrutację

Nauka nie potrzebuje od polityków pochwał na wyrost. Potrzebuje uczciwej rozmowy i odpowiedzialności. Rektorzy powinni odpowiadać za jakość swoich uczelni. Ale rząd powinien odpowiadać za warunki, w których uczelnie funkcjonują.

Szyderstwo nie zastąpi polityki publicznej. A państwo, które na alarm o kompetencjach swoich studentów odpowiada kpiną z rektorów, nie rozwiązuje problemu. Ono tylko dołącza do chóru pogardy wobec nauki.

Źródło: Zero.pl
Wojciech Dąbrówka
Wojciech DąbrówkaPrawnik, nauczyciel akademicki, rzecznik Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich. Gdy pełnił funkcję rzecznika PKW - autor zewnętrzny