Reklama
Kraj

„Oczy szeroko zamknięte”. Czyich interesów ma bronić RPO – władzy czy obywateli?

Rzecznik praw obywatelskich miał stać na straży praw i wolności obywateli. Od samego początku urząd ten pozostawał jednak przedmiotem politycznych kalkulacji. Od schyłku PRL po czasy „demokracji walczącej” powraca to samo pytanie: czy RPO broni obywateli, czy przede wszystkim interesów tych, którzy sprawują władzę?

Jacek Zaleśny
Opinia autorstwa: Jacek Zaleśny
Dzisiaj 05:59
5 min
Tabliczka informacyjna przy wejściu do siedziby Biura Rzecznika Praw Obywatelskich al. Solidarności 77 w Warszawie (fot. Szymon Pulcyn / PAP)
TYLKO NA

Bywa, że okoliczności ustanowienia organu władzy państwowej na lata mają znaczenie dla jego funkcjonowania. Tak było w przypadku powoływania rzecznika praw obywatelskich w 1987 r., tj. w okresie postępującej erozji systemu komunistycznego, a jednocześnie kolejnych prób jego reformowania.

Oczy szeroko zamknięte

Obok reform gospodarczych, takich jak II etap reformy gospodarczej, podejmowano też reformy polityczne. Formalną ich podstawą były m.in. ustalenia X Zjazdu PZPR z połowy 1986 r., wskazujące na potrzebę pogłębienia socjalistycznej demokracji.

Czytaj również: Wybór RPO 2026: Sylwia Gregorczyk-Abram kandydatką. Dlaczego brakuje standardów?

 

Reklama
Reklama

Wykonując je, Sejm w maju 1987 r. uchwalił ustawę o konsultacjach społecznych i referendum, a dwa miesiące później – ustawę o Rzeczniku Praw Obywatelskich. Już w preambule ustawy o rzeczniku rządzący określili cel jego działania: „umacnianie socjalistycznej praworządności i stworzenie dalszych gwarancji ochrony praw i wolności obywateli”.

Dla partii komunistycznej nie było bez znaczenia, kto obejmie urząd RPO. Zgodnie ze słynną maksymą Wojciecha Jaruzelskiego, Partia miała być ta sama, ale nie taka sama! Ze względu na niezależność i piękną kartę ochrony wolności i praw Polaków pod represjami reżimu komunistycznego, który od ponad 40 lat „stwarzał dalsze gwarancje ochrony praw i wolności obywateli”, rzecznikiem nie mógł zostać przedstawiciel adwokatury.

Sięgnięto więc po sprawdzonego pracownika nauki, jak to napisano w notatce sporządzonej w Departamencie I MSW – żonę TW „Krytyka”. Jak pokazała przyszłość, przeprowadzony wybór spełnił pokładane w nim nadzieje selekcjonera. Wybrany po raz pierwszy rzecznik praw obywatelskich w 1987 r. był bardzo aktywny, chętnie wypowiadał się na różne tematy związane ze „stwarzaniem dalszych gwarancji ochrony praw i wolności obywateli”, ale zarazem, gdy chodziło o rudymenty reżimu komunistycznego – „oczy miał szeroko zamknięte”. Wiele zrobił, aby nie zostały one naruszone. Jak dowodził, nie jest sprawą rzecznika praw obywatelskich „działać na rzecz zmiany stosunków, które ustawy przed laty lege artis ukształtowały”. Jak przekonywał: własna historia i własne prawo to nie szata Penelopy. Czasu bezboleśnie odwrócić się nie da.

Reklama
Reklama

Niech za przykład „nieodwracania czasu” służą działania rzecznika blokujące zmiany deontologii zawodu lekarza. W 1991 r. Krajowy Zjazd Lekarzy przyjął nowy kodeks zasad etyki i deontologii lekarskiej. W nim lekarze potwierdzili swoje przywiązanie do przysięgi Hipokratesa, czyli takiej, która m.in. przewiduje, że „nikomu, nawet na żądanie, nie podam śmiercionośnej trucizny ani nikomu nie będę jej doradzał; podobnie też nie dam nigdy niewieście środka na poronienie”, jak też: „Cokolwiek przy leczeniu albo też poza leczeniem w życiu ludzi ujrzę lub usłyszę, czego ujawniać nie można, milczał o tym będę, za świętą tajemnicę to mając”.

Czytaj też: Kulisy wyboru RPO. Sylwia Gregorczyk-Abram najbliżej urzędu

Przepisy kodeksu zasad etyki i deontologii lekarskiej – jako niezgodne z prawem stalinowskim (bo właśnie takie miały być) – RPO zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego i tam upadły. Jak pokazała przyszłość, lekarzom już nie udało się w pełni na nowo skonstruować zasad etyki i deontologii lekarskiej.

„Nasz” rzecznik

Instrumentalne wykorzystanie urzędu przez pierwszego rzecznika praw obywatelskich do powstrzymywania transformacji ustrojowej sprawiło, że rzecznik ani nie odegrał większej roli w trakcie prac nad przygotowaniem i uchwaleniem obecnie obowiązującej Konstytucji RP, ani też w realizacji wolności i praw człowieka jego głos nie jest tak skuteczny, jak mógłby być.

Reklama
Reklama

W 1987 r. dla partii komunistycznej nie było bez znaczenia, kto obejmie urząd RPO. Podobnie aktualnie, w czasie „demokracji walczącej”, gdy minister sprawiedliwości miejsce dla posła opozycji widzi w bagażniku samochodu, rządząca partia przeprowadziła odpowiednią selekcję kandydata na rzecznika praw obywatelskich.

Wskazała kandydatkę o pierwszorzędnych kwalifikacjach w zakresie nowoczesnego rozumienia demokracji i praworządności, znaną z oryginalnych koncepcji na temat rządów prawa, tak jak są one lub mogą być rozumiane przez rządzących. Nie bez znaczenia dla nominacji jest wiązanie kandydatki z grupą operacyjną „Wejście”, w ramach której miano omawiać przejęcie mediów publicznych. Patrząc na tę kwestię przez pryzmat tego, co się z nimi stało, niewątpliwie musiały to być mądre rady.

Mówiąc o stosunkach władzy panujących w ZSRR, Józef Stalin twierdził, że nie ma takiej demokracji, jak nasza. Nie mam wątpliwości, że nie ma takiego kandydata na rzecznika praw obywatelskich, jak właśnie zgłoszony przez partię władzy.

Źródło: Zero.pl
Jacek Zaleśny
Jacek ZaleśnyKonstytucjonalista, dr hab. nauk prawnych, Uniwersytet Warszawski - autor zewnętrzny