Dwie największe partie postawią przed Sejmem wybór obnażający ich kondycję i rozmijanie się z nastrojami większości społeczeństwa. KO wystawia prawniczą aktywistkę, której sens publicznej działalności polega na szukaniu haków na Prawo i Sprawiedliwość, zaś PiS – 71-letniego, schorowanego szefa warszawskiego klubu „Gazety Polskiej”, który zasłynął niedawno potyczką z Romanem Giertychem. Wszystko się tu zgadza, oprócz troski o obywateli.
Czytaj też: Stanowski reaguje ws. Zondacrypto i odpowiada Giertychowi „Notoryczny kłamca”
Prawniczka-aktywistka kontra…
Media donoszą, że Sylwia Gregorczyk-Abram będzie kandydatką KO na rzecznika praw obywatelskich. To prawniczka i aktywistka związana z organizacjami powołanymi do krytyki działań Prawa i Sprawiedliwości. Chodzi m.in. o Wolne Sądy oraz Komitet Obrony Sprawiedliwości – koalicję środowisk prawniczych, do której należą chociażby Iustitia i Themis.
Jest także przewodniczącą komisji ds. wyjaśnienia mechanizmów represji wobec organizacji społeczeństwa obywatelskiego oraz działaczy społecznych w latach 2015–2023, powołanej przy Ministerstwie Sprawiedliwości. Za pracę w strukturach rządowych pobiera wynagrodzenie rzędu kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie.
Pani mecenas od dawna pozostaje blisko obecnie rządzącej ekipy. Media donosiły, że była zaangażowana – na poziomie konsultacji prawnych – w przejęcie mediów publicznych przez nową władzę, choć śledztwo w tej sprawie zostało umorzone.
To kandydatura obliczona na utrzymanie emocji politycznych w sezonie urlopowym. Dotychczas rzecznikami praw obywatelskich zostawały raczej osoby zaangażowane w działalność trzeciego sektora, cieszące się znacznym autorytetem społecznym i naukowym. Mecenas Gregorczyk-Abram jest natomiast przede wszystkim prawniczą aktywistką, której rozpoznawalność została zbudowana na krytyce działań Zbigniewa Ziobry.
Opozycja już na etapie medialnych przecieków mocno krytykuje ten ruch. Nie tylko ona. W tekście Tomasza Żółciaka i Grzegorza Osieckiego cytowany jest polityk KO, który zauważa, że tak jednoznaczna kandydatura może spotkać się z oporem ze strony PSL.
…działacz antykomunistyczny
PiS nie pozostaje dłużny. W sobotę, podczas zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” w Sulejowie, Jarosław Kaczyński ogłosił, że kandydatem tej partii na rzecznika praw obywatelskich zostanie Adam Borowski. To urodzony w 1955 r. działacz antykomunistyczny, zaangażowany w „Solidarność” od 1980 r., m.in. organizator strajków w stanie wojennym.
W ostatnich latach aktywnie uczestniczył w życiu politycznym po stronie prawicy. W 2019 i 2023 r. bezskutecznie kandydował do Sejmu. Dziś pełni funkcję przewodniczącego klubów „Gazety Polskiej” w Warszawie.
W 2020 r. na antenie Telewizji Republika Adam Borowski oskarżył Romana Giertycha o współpracę z przestępcami, a następnie przegrał z nim proces o zniesławienie. Sąd rejonowy skazał Borowskiego na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu i nakazał przeprosiny. Kandydat PiS na rzecznika praw obywatelskich publicznie odmówił przeprosin. Kary więzienia uniknął dzięki interwencji prezydenta, który wszczął procedurę ułaskawienia.
Czytaj również: Czy prezydent Karol Nawrocki ułaskawi Adama Borowskiego? Chce wglądu w akta sprawy
Kandydatura Borowskiego nie ma większych szans na powodzenie i została ogłoszona przede wszystkim po to, by podgrzać polityczną atmosferę. Łatwo przewidzieć, jak będzie przedstawiana przez polityków Prawa i Sprawiedliwości.
Oto prześladowany przez Romana Giertycha i „tuskowe sądy” uczciwy człowiek, którego zła władza chciała wsadzić do więzienia, ma stanąć na straży wolności obywatelskich przed zakusami autorytarnego rządu.
Po jednej stronie mamy więc prawniczą aktywistkę zatrudnioną przez rząd do rozliczania poprzedniej władzy, po drugiej zaś działacza związanego z PiS, który dla znacznej części prawicowego elektoratu uchodzi za ofiarę obecnego obozu rządzącego.
To przedstawienie wystawiane dla najtwardszych elektoratów zarówno Koalicji Obywatelskiej, jak i Prawa i Sprawiedliwości. Reszta wyborców zapewne zareaguje irytacją.
Zapasy w kisielu
Obie największe partie, skoncentrowane niemal wyłącznie na swoich najbardziej zaangażowanych zwolennikach, mogą strzelić sobie w kolano. Po ujawnieniu przez Patryka Słowika patologii w Szpitalu Południowym w Warszawie, gdzie po raz kolejny wyszło na jaw, jak elity – tym razem związane z Koalicją Obywatelską – traktują zwykłych obywateli, rośnie społeczne przekonanie o degeneracji polskiego życia publicznego. Politycy zajmują się sobą, zamiast służyć obywatelom – takie przekonanie wydaje się dziś dominować.
Czytaj także: Były ordynator ujawnia: Trzaskowski był informowany o problemach w Szpitalu Południowym
Rzecznik praw obywatelskich to przecież instytucja powołana do stania na straży równości obywateli wobec prawa, w tym równego dostępu do publicznej ochrony zdrowia. Tymczasem partia mająca „obywatelskość” w nazwie stworzyła własny salonik VIP, w którym poza kolejnością przyjmowano pacjentów związanych z obozem władzy.
Teraz chce powołać na stanowisko mające chronić obywateli także przed nadużyciami instytucji państwowych kandydatkę, która bardziej niż prawami obywatelskimi zajmuje się rozliczaniem rządów PiS i otrzymuje za to wysokie wynagrodzenie z publicznych pieniędzy.
PiS z kolei wysuwa kandydaturę 71-letniego działacza prawicowego bez wykształcenia prawniczego, którego stan zdrowia może uniemożliwiać piastowanie tego typu funkcji – Adam Borowski jest po wylewie, zmaga się także z chorobą nowotworową.
PiS nie wysuwa tej kandydatury po to, by skutecznie bronić praw obywatelskich – bo w sukces tej kandydatury nikt nie wierzy – lecz po to, by zdobyć uznanie najbardziej wiernych wyborców, żywiących silny resentyment wobec Romana Giertycha, Waldemara Żurka i całego środowiska z nimi kojarzonego.
Obserwujemy postępującą alienację dwóch największych partii od nastrojów panujących w większości polskiego społeczeństwa. Zapasy w kisielu wokół kandydatów na rzecznika praw obywatelskich są kolejnym przykładem ulubionej aktywności partii, które rządzą Polską naprzemiennie od dwóch dekad.

