To miała być kolejna spokojna historia o powrocie z Afryki. Zamiast lądowania w gnieździe – interwencja i szybka pomoc. Najważniejsze jest jednak to, że Krutek dochodzi do siebie pod opieką specjalistów i wszystko wskazuje na to, że wkrótce wróci na Mazury.

- Krutek jest bezpieczny i dochodzi do siebie w Ośrodku Okresowej Rehabilitacji Bocianów w Krutyni (woj. warmińsko-mazurskie). Po wyczerpującej podróży z Afryki trafił tam pod stałą obserwację specjalistów.
- Z Egiptu do Polski pokonał ok. 5,5 tys. km. Trasę przez Izrael, Liban, Syrię, Turcję, Bułgarię, Rumunię i Ukrainę można było śledzić niemal na żywo dzięki nadajnikowi GPS.
- Został znaleziony osłabiony przy drodze w Jedwabnie (woj. warmińsko-mazurskie). Wcześniejszy przylot i niskie temperatury ograniczyły dostęp do pokarmu po tysiącach kilometrów lotu.
Krutek pod opieką specjalistów. Słynny bocian wrócił z Afryki i dochodzi do siebie
Najważniejsza wiadomość dla wszystkich, którzy śledzili jego trasę: Krutek jest bezpieczny i dochodzi do siebie pod opieką specjalistów. Po wyczerpującej podróży z Afryki jeden z najbardziej rozpoznawalnych bocianów w Polsce trafił do Ośrodka Okresowej Rehabilitacji Bocianów w Krutyni, gdzie pozostaje pod obserwacją.
Powrót na Mazury w tym roku nie zakończył się spokojnym zajęciem gniazda. Zamiast tego była niepewność i szybka reakcja ludzi, którzy znaleźli ptaka osłabionego przy drodze.
Ponad 5,5 tysiąca kilometrów z Egiptu do Polski
Zimę Krutek spędzał w Egipcie. W drogę powrotną ruszył już na początku stycznia, co samo w sobie było sygnałem, że może pojawić się w kraju wcześniej niż większość bocianów. W kolejnych tygodniach przemieszczał się przez Izrael, a następnie przez Liban, Syrię, Turcję, Bułgarię, Rumunię i Ukrainę.
Łącznie pokonał około 5,5 tys. kilometrów. Jego wędrówkę można było śledzić niemal na żywo dzięki nadajnikowi GPS. Każdy postój i każdy przelot budziły zainteresowanie internautów, którzy sprawdzali, jak szybko zbliża się do rodzinnej Krutyni.
Finał migracji okazał się jednak zaskakujący. Bocian nie dotarł od razu do swojego gniazda. Został znaleziony przy jednej z dróg w Jedwabnie w powiecie szczycieńskim. Był wyraźnie wyczerpany i wymagał pomocy.
Dzięki szybkiej reakcji osób, które go zauważyły, ptak został zabezpieczony do czasu przyjazdu Straży Parku. Następnie trafił do ośrodka w Krutyni, gdzie nabiera sił i pozostaje pod stałą opieką. Jeśli jego stan będzie się poprawiał zgodnie z oczekiwaniami, w najbliższych dniach wróci do swojego gniazda.
Wcześniejszy przylot i trudne warunki
Według opiekunów Krutek pojawił się w Polsce około sześć dni wcześniej niż zwykle. W świecie bocianów wcześniejszy powrót często oznacza przewagę – samce przylatują pierwsze, by zająć i przygotować gniazdo.
Tym razem przyroda postawiła jednak trudne warunki. Niskie temperatury i zmarznięta ziemia ograniczały dostęp do pokarmu. Po przebyciu tysięcy kilometrów nawet niewielki deficyt energii może szybko doprowadzić do wyczerpania. To najprawdopodobniej właśnie splot wczesnego przylotu i kapryśnej pogody sprawił, że bocian nie był w stanie bezpiecznie zakończyć wędrówki bez wsparcia.
Migracja bocianów to ogromny wysiłek. W sprzyjających warunkach ptaki potrafią przelatywać nawet do 200 kilometrów dziennie. Wykorzystują kominy termiczne, czyli unoszące się prądy ciepłego powietrza, które pozwalają im szybować bez intensywnego machania skrzydłami i oszczędzać energię.
Z dostępnych informacji nie wynika jednoznacznie, co zdecydowało o tak wczesnym wylocie Krutka z Egiptu. Wiadomo jednak, że w tym sezonie część bocianów przyspieszyła migrację.
Historia bociana, który stał się symbolem
Krutek od lat jest pod obserwacją Mazurskiego Parku Krajobrazowego. W 2014 r. jako pisklę wypadł z gniazda i został uratowany przez ludzi. Od tego czasu jego losy są monitorowane, a nadajnik GPS uczynił z niego prawdziwą przyrodniczą „gwiazdę”.
Dla mieszkańców Krutyni jego przylot to nie tylko ciekawostka. To symboliczny znak końca zimy. Tym razem najważniejsze nie jest jednak to, że wrócił szybciej niż zwykle, lecz to, że po trudnym finale podróży jest pod fachową opieką i stopniowo odzyskuje siły. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wkrótce znów pojawi się w swoim gnieździe na Mazurach.