Nauka

Trzy procenty, trzy problemy. Dlaczego więcej pieniędzy nie uratuje polskiej nauki

Polska nauka woła o trzy procent PKB. Słusznie. Ale jeśli pieniądze trafią do systemu chorego, rozproszonego i niezdolnego do rozliczania jakości, nie będą inwestycją, lecz kroplówką dla pacjenta, który od lat odmawia diagnozy. Nie uratują systemu, tylko go zakonserwują – karmiąc gronostaje, złogi i święty spokój. Polska nauka potrzebuje nie tylko pieniędzy. Potrzebuje pieniędzy i reformacji.

Andrzej Dybczyński
Opinia autorstwa: Andrzej Dybczyński
Dzisiaj 17:55
12 min
Wzrost nakładów na naukę bez reformy systemu jedynie zakonserwuje ten system. Sprawi, że upadek systemu – jeden z najsilniejszych bodźców do każdej reformy – przestanie być motywacją. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Wzrost nakładów na naukę do 3 proc. PKB to postulat bezdyskusyjny.

Udział 27 maja w proteście przeciw niedofinansowaniu nauki to obowiązek każdego, dla kogo przyszłość naszego państwa – a nie tylko nauki – jest ważna.

A teraz do rzeczy.

Kim jesteśmy?

Powtarzam do znudzenia, że wzrost nakładów na naukę powinien następować równolegle do głębokiej reformy systemu polskiej nauki. Uważam, że system ten jest nieefektywny, patologiczny i skorumpowany – nie w sensie finansowym, lecz w sensie znacznie gorszym – intelektualnym.

Reklama
Reklama

Fakt, że najlepsza polska uczelnia zajmuje miejsce w piątej setce światowego rankingu, a w pierwszym tysiącu ląduje jeszcze tylko sześć polskich szkół wyższych, najlepiej obrazuje stan systemu nauki polskiej. Siedem uczelni wśród tysiąca. To wszystko, na co stać 37-milionowy kraj w środku Europy. Wiecie Państwo, jakie jeszcze kraje odnotowują taki właśnie wynik? Portugalia. Irlandia. Belgia. Nowa Zelandia. Też mają po siedem. I nawet mają tyle samo mieszkańców, co Polska. Wszystkie razem.

Ale nie martwcie się. Taki Egipt ma na przykład jeszcze mniej. Sześć uczelni w pierwszym tysiącu. Iran też. I maleńka Dania. A Czechy tylko 5. No, ale przecież nikt poważny nie będzie porównywał wielkiej polskiej nauki z jakimś tam zbombardowanym Iranem. My mieliśmy Marię Skłodowską! Mniej więcej wtedy, gdy w Iranie kończyła się dynastia Kadżarów i do kraju przywieziono pierwszy patefon, no ale mieliśmy!

Żeby obraz był jeszcze bardziej bolesny, to proszę zadać sobie inne pytanie – na którym miejscu jest Polska nie w jakości, ale w liczbie szkół wyższych? Ano jesteśmy w ścisłej europejskiej czołówce. Mamy około 352-401 szkół wyższych. Gdy pisałem ten tekst, aż mi ciężko było zliczyć, więc wolę napisać – około. Czy to dużo? Podobnie mają tylko Niemcy – 399. Wielka Brytania – 246. Francja – 156. Włochy – 210. Hiszpania – 89. Moim zdaniem gronostaj europejski (Mustela erminea) jest pod ochroną, bo został wytrzebiony na pelerynki dla polskich rektorów.

Reklama
Reklama

Czytaj też: 83 mln zł i utrata zdolności badawczej. NIK o aferze wokół IDEAS NCBR

Chcecie jeszcze kilka liczb? Proszę bardzo. Granty European Research Council – uznawane za najbardziej prestiżowe w Europie. Zdobycie takiego grantu przez polskiego naukowca jest na tyle rzadkie, że staje się powodem do dumy nie tylko dla naukowca – co zrozumiałe – ale również dla jednostki, w której on pracuje. Chwalą się tym gdzie tylko mogą – nawet największe polskie uniwersytety. Tymczasem spójrzmy nie na to, ilu polskich naukowców takie granty zdobywa (szczerze gratuluję), tylko ilu zdobywa je w polskich jednostkach na tle puli, która jest do zdobycia?

Proszę bardzo. Physical Sciences and Engineering – w 2025 roku naukowcy z polskich uczelni zdobyli 9 grantów. Na 456 przyznanych. Social Sciences and Humanities – 4 granty. Na 339 przyznanych. Life Sciences – 1 grant. Na 313 przyznanych. Proof of Concept – 1 na 300 przyznanych. Granty ERC Synergy – 0 na 66 przyznanych. Razem 15 grantów na 1474 przyznane. 1,02 proc.

Moim zdaniem za mało się jeszcze cieszycie tymi grantami ERC. Każdy z nich jest rzadszy niż rektor wywalający nieroba z polskiej uczelni. Powinniśmy malować obrazy zdobywców i wieszać nad portretami rektorów. Miejsca na pewno wystarczy, na 100 lat do przodu.

Reklama
Reklama

Konkluzja: nasz system nauki – jako system – to w większości chłam. Paździerz. Berło, lupa i kamieni kupa. Tak po prostu. Mnóstwo niskiej jakości uczelni i instytutów, udających uprawianie nauki na światowym poziomie – a inna się nie liczy. Mnóstwo pseudonaukowców, którzy udają uprawianie nauki, bo wśród ślepców jednooki jest królem.

Sieć Łukasiewicz. Jak polityka zniszczyła największą organizację naukową w Polsce

Kulasek (nie)zarządza złomowiskiem, a jego zespoły ekspertów produkują kolejne brednie o feminatywach i komercjalizacji. Przestańcie się w końcu śmiać z wpadek Wieczorka i gaf Kulaska, bo sami z siebie się śmiejecie. Jaki system, taki minister. Co, prawda boli? Wiem, że boli. Niech boli. Mnie ta prawda boli tak samo, jak was. Ale nie zamykam na nią oczu i mówię o niej głośno, pod własnym nazwiskiem. Nawet jeśli najbardziej nienawidzi się właśnie tych, którzy mówią prawdę.

Podstawą każdej strategii jest rzetelna diagnoza. Jeśli organizm gnije, to polewanie go perfumami i zasłanianie kolorowym jedwabiem nie uleczy choroby. Doskonałość w polskiej nauce jest wyjątkiem, a naukowcom, politykom i społeczeństwu służy jako tabletka znieczulająca.

Reklama
Reklama

Każde nazwisko i osiągnięcie wybitnego polskiego naukowca są jak jedwab, którego maleńkimi skrawkami próbujemy przykryć gnijące ciało. I to jest punkt, z którego każda rozmowa o polskiej nauce powinna się zaczynać. Możecie protestować, możecie mnie odsądzać od czci i wiary, możecie zakrzykiwać na każdym spotkaniu, portalu czy konferencji. Ale rzeczywistości nie zakrzyczycie – możecie co najwyżej zamykać na nią oczy. A król i tak jest nagi.

I to z tej perspektywy trzeba spojrzeć na domaganie się przez polskie środowisko naukowe niemal trzykrotnego wzrostu na naukę – co z serca i rozumu popieram. Jak pisałem wielokrotnie – jest to konieczne, ale nie przyniesie żadnego efektu, jeśli nie będzie temu towarzyszyła reforma systemu polskiej nauki. Jeśli wywalczymy wspólnie te trzy procent, a nie zrobimy nic więcej, to wygenerujemy trzy nowe problemy. I każdy, kto tych pieniędzy się domaga oraz każdy, kto je przyzna, musi być tych problemów świadomy.

Trzy problemy

Po pierwsze, wzrost nakładów na naukę bez reformy systemu jedynie zakonserwuje ten system. Sprawi, że upadek systemu – jeden z najsilniejszych bodźców do każdej reformy – przestanie być motywacją. System dostanie nie tylko kroplówkę, ale potężnego tłustego kotleta, więc niby dlaczego funkcjonujący w tym systemie ludzie – od młodego doktoranta po gronostajnego rektora – mieliby cokolwiek zmieniać?

Reklama
Reklama

Pieniądze się znalazły. Potrzeby są zaspokojone. Dziury zasypane, pożary ugaszone. Kisimy się w sosie własnym dalej, a kolejny spadek liczby polskich uczelni w światowych rankingach – z 11 w roku 2022, przez 9 w 2023, 8 w 2024 do 7 w roku 2025 tłumaczymy jak zawsze – błędną metodologią rankingów. Dominacją innego modelu nauki. Ujemną wartością dodatnich spadków faktorów bibliometrycznych w metasystemie ewaluacji. Sracji, a nie ewaluacji. Nauka to nauka. Dobra broni się zawsze.

Problem drugi. Brak reformy sprawi, że trzykrotny wzrost nakładów na naukę będzie niemożliwy do racjonalnego skonsumowania przez system. Z największym szacunkiem i uznaniem dla organizatorów protestu 27 maja, do którego dołączę, i dla wielu innych naukowców wypowiadających się o konieczności wzrostu nakładów – nigdy nie zarządzali oni finansami jednostki naukowej.

Suwerenność technologiczna? Polska nie ma na to pieniędzy ani czasu

Nie wiedzą, jak konstruuje się jej budżet, jak wyglądają przepływy finansowe, czym jest prewspółczynnik VAT w projektach badań podstawowych i aplikacyjnych, jak go ustawiać i jak go rozliczać – i nie wiedzą o finansach nauki mnóstwa innych rzeczy. I dobrze, że nie wiedzą – nie są od tego. Mają robić świetną naukę i często robią. Ale o zarządzaniu finansami jednostek naukowych po prostu nie mają pojęcia. A zrealizowanie kilku grantów o wartości paru-parunastu milionów złotych to naprawdę coś innego, niż zarządzanie budżetem jednostki naukowej w wysokości 200 milionów czy 2 miliardów złotych.

Reklama
Reklama

Więc proszę sobie wyobrazić, że dyrektor instytutu naukowego lub rektor uczelni nagle dostaje dwu- lub trzykrotnie zwiększoną subwencję. Comiesięczny przelew razy trzy. Jasne, część wyda na podwyżki płac. Koszt stały, absorpcja wysoka i błyskawiczna, dużo pracy HR i robota załatwiona – jeśli nie zablokują jej związki zawodowe.

W pierwszych dwóch tygodniach wszyscy są przeszczęśliwi. Ale czy zdajecie sobie państwo sprawę, ile czasu trwa przygotowanie remontu infrastruktury – budynku czy laboratorium? Ile czasu trwa opracowanie projektu, uzyskanie pozwolenia, wyłonienie wykonawcy i realizacja inwestycji remontowej czy budowlanej? Wiecie, ile czasu trwa przetarg na mikroskop za 15 milionów i ile razy trzeba go czasem powtarzać? Wiecie, ile czasu trwa przygotowanie wartościowej propozycji grantowej, a następnie jej ocena, kontraktacja, uruchomienie środków i ich wydatkowanie?

Wniosek jest jeden – wzrost nakładów na naukę musi przebiegać według precyzyjnie opracowanego planu. Kiedy, ile i na co. Inaczej te pieniądze zatkają system, a oprócz tego wygenerują lawinowy wzrost błędów, marnotrawstwa i niekiedy – korupcji. A dzisiaj takiego planu po prostu nie ma. Jest tylko krzyk – do którego 27 maja dołączę – chcemy trzy razy więcej!

Tymczasem w mojej ocenie tylko trzy potrzeby wymagają bezwzględnego uruchomienia bez oglądania się na nic. Pierwsza, to natychmiastowy trzykrotny wzrost finansowania NCN. Projekty są złożone i ocenione. Listy rankingowe opracowane. Naukowcy stoją w blokach. Jest zdolność absorpcji środków – więc trzeba uruchamiać jak najszybciej.

Reklama
Reklama

Potrzeba druga, to ustalenie płacy minimalnej w polskiej nauce i sfinansowanie wzrostów. Przedstawiłem już propozycję, by minimalna płaca polskiego naukowca wynosiła tyle, co ustalane przez GUS średnie wynagrodzenie w przemyśle. Zaproponowałem też odwrócenie drabinki wynagrodzeń – to najniższa płaca w systemie powinna być punktem odniesienia, a nie najwyższa, profesorska.

Najważniejszym celem tego działania powinien być początek zamykania luki pokoleniowej w polskiej nauce. Ta luka się nie otwiera. Ona jest już dawno otwarta i zieje grozą. Trzeba natychmiast przyciągnąć do systemu polskiej nauki młodych, utalentowanych ludzi. Na rozwiązywanie problemu „Tomków”, o którym już pisałem, leniwych złogów i cwaniaków zadekowanych po całym systemie, czas przyjdzie po ugaszeniu pożaru.

Potrzeba trzecia, to strategiczne programy badawcze w kluczowych dla bezpieczeństwa i rozwoju państwa dziedzinach. W innym miejscu zaproponowałem siedem takich obszarów, między innymi technologie cyfrowe, energetyka, biotechnologia, kwanty. Rozpocząć od finansowania na poziomie 1 miliarda co roku dla każdego programu, a następnie szybki wzrost wraz z postępującą absorpcją środków przez system. Musimy gonić nasze bezpieczeństwo, bo z bantustanu politycznego staniemy się jeszcze skansenem technologicznym. A biali i żółci ludzie zza tej czy innej wielkiej wody będą nam sprzedawali pudełka, których działania nie będziemy nawet rozumieli. Ale będą fajnie grały.

Kim chcemy być?

I wreszcie problem trzeci, jaki wygeneruje wzrost nakładów na naukę bez towarzyszącej temu reformy systemu. I my wszyscy, którzy domagamy się tych 3 procent, powinniśmy jasno zdać sobie sprawę z tego problemu, bo dotyczy nas osobiście. W naszym państwie jest wiele obszarów, które wymagają dofinansowania. Jest służba zdrowia, jest energetyka, jest edukacja, jest mieszkalnictwo. Wiecie, kim się staniemy, jeśli wywalczymy te 3 proc., ale nie zreformujemy systemu, tylko go dzięki tym pieniądzom zakonserwujemy?

Reklama
Reklama

Staniemy się tylko kolejnym lobby. Niczym więcej. Nie elitą tego społeczeństwa, elitą w najlepszym sensie tego słowa, która dba o państwo, o jego rozwój i o jego przyszłość. Staniemy się takim samym cwaniackim lobby, jak wiele innych. Staniemy się górnikami palącymi opony i rzucającymi śrubami w okna rządowych budynków, bo ceny węgla akurat spadły.

Staniemy się krawaciarzami od gier hazardowych, zdolnymi do przekupienia każdego polityka. Staniemy się lekarzami zarabiającymi miesięcznie po 100 tysięcy złotych i prowadzącymi prywatne gabinety w publicznych szpitalach, ale krzyczącymi ciągle więcej i więcej. Pytanie, czy to jest nasz cel? Czy to jest miara naszych ambicji? Bo moich na pewno nie.

System jest chory, system wymaga gruntownej zmiany, system wymaga nie reformy, lecz reformacji. Bez tego te 3 proc. pójdzie w błoto, a my oszukamy społeczeństwo.

Reklama
Reklama

I żeby nikt nie miał wątpliwości:

Wzrost nakładów na naukę do 3 proc. PKB to postulat bezdyskusyjny.

Udział 27 maja w proteście przeciw niedofinansowaniu nauki to obowiązek każdego, dla kogo przyszłość naszego państwa – a nie tylko nauki – jest ważna.

Źródło: Zero.pl
Andrzej Dybczyński
Andrzej DybczyńskiDoktor nauk humanistycznych, były prezes Sieci Badawczej Łukasiewicz – autor zewnętrzny