Reklama
Reklama
Reklama

Nadciąga drenaż portfeli. Polski rząd walczy o odroczenie ETS2

TYLKO NA
Polska walczy o dalsze przesunięcie wejścia w życie systemu ETS 2
Polska walczy o dalsze przesunięcie wejścia w życie systemu ETS 2 (fot. Shutterstock / Zero.pl)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Unijny system ETS2 nadciąga wielkimi krokami, a z nim wzrost kosztów ogrzewania domów i tankowania. Polska walczy w UE o to, aby mechanizm został odroczony o kolejne trzy lata, do 2031 r. Stawka jest wysoka i politycznie, i gospodarczo, bo jeśli nowe opłaty za emisje wejdą w życie, rachunki Polaków za gaz, węgiel, benzynę i diesla wzrosną skokowo.

  • Polska chce przesunąć start systemu ETS2 o trzy lata.
  • Nowy unijny podatek klimatyczny zwiększy koszty paliw i ogrzewania domów.
  • Na razie Warszawa mozolnie buduje poparcie w UE. 

Polska walczy o dalsze odroczenie wejścia w życie unijnego systemu ETS2. Nakaże on dostawcom paliw kopalnych – węgla, gazu, benzyny czy diesla – zakup uprawnień emisyjnych. Opłaty będą nałożone np. na stacje paliw czy składy węgla, ale kosztami obarczeni zostaną konsumenci. Odczują to w wyższych rachunkach za ogrzewanie i paliwo.

Czytaj też: Pomysł prezydenta wraca, chcą referendum ws. Zielonego Ładu. „To jest szaleństwo”

ETS2: nadciąga drenaż portfeli

Według raportu „Analiza wpływu ETS2 na koszty życia Polaków” Wandy Buk i Marcina Izdebskiego (oboje są ekspertami w branży energetycznej, zasiadają też w prezydenckiej Radzie Energii i Zasobów Naturalnych – red.) skumulowany dodatkowy koszt ogrzewania gazem w latach 2027-2030 dla przeciętnej polskiej rodziny wyniesie 6 638 zł. Bardziej energochłonne gospodarstwo (o większym zużyciu energii) zapłaci w pierwszych czterech latach działania systemu 12 100 zł więcej.

Reklama
Reklama

Jeśli chodzi o węgiel, ogrzewająca się nim statystyczna rodzina zapłaci w latach 2027-2030 dodatkowo 10 311 zł. Dla rodziny energochłonnej „ekstra” koszt wyniesie 20 403 zł.

Buk i Izdebski wyliczają też, że dodatkowy koszt netto paliw transportowych będzie rósł następująco:

  • dla benzyny: 0,49 zł/l w 2028 r., 0,54 zł/l w 2029 r. i 0,54 zł/l w 2030 r.;
  • dla diesla: 0,59 zł/l w 2028 r., 0,65 zł/l w 2029 r. i 0,65 zł/l w 2030 r.

To prognozy. Ostateczne stawki będą zależeć m.in. od cen uprawnień do emisji (autorzy raportu oparli się prognozach cen uprawnień przygotowanych przez Komisję Europejską) czy kursu euro. KE zakłada koszt jednego uprawnienia na poziomie ok. 45 euro za tonę CO2 w latach 2027-2030, ale są też analizy wskazujące na przedział 55–59 euro/t w latach 2028-2030.

Dla porządku dodajmy, że suma kosztów, którą w raporcie Buk i Izdebskiego przypisano do lat 2027–2030, stanowi obecnie ekwiwalent dla przesuniętej osi czasu 2028–2031. Wynika to z faktu, że autorzy bazowali na pierwotnym terminie startu ETS 2 (2027 r.).

Premier Tusk „umiarkowanie zadowolony”

KE już raz ugięła się bowiem pod presją części państw i odroczyła ETS2 o rok. Ma on ruszyć w 2028 r., ale sprawa jest rozwojowa. Po zakończonym 16 października szczycie Rady UE Donald Tusk przekazał, że udało się zobowiązać Brukselę do ponownej analizy skutków systemu.

Reklama
Reklama

– Mamy te zapisy, o które na tym etapie mi chodziło – oznajmił premier. – A więc ETS2 będzie zrewidowany co do skutków społecznych i gospodarczych, finansowych zarówno wobec ludzi, rodzin, mieszkań, jak i przedsiębiorstw. Będziemy zmierzali do tego, żeby ETS2 przesunąć, a być może w ogóle odejść od tego modelu. Na razie wybiliśmy, powiedzmy, jeden ząb trzonowy i jeden siekacz.

Może zainteresuje Cię także:

Wynik walki zależy jednak od poparcia, jakie zbudujemy. Europosłanka Anna Bryłka studzi optymizm premiera.

„Po pierwsze Rada Europejska nie zgodziła się na odroczenie wejścia w życie ETS2. Wnioskowały o to Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Grecja i Włochy. Po drugie zapis w konkluzjach wzywa Komisję do zaktualizowania oceny wszystkich skutków ETS2, w szczególności jego struktury i zabezpieczeń i wcale nie musi oznaczać rewizji” – oceniła przedstawicielka Konfederacji we wpisie na X.

Ale piłka jest w grze. Według Polskiego Radia 11 delegacji w Europejskiej Partii Ludowej (m.in. z Polski, Rumunii, Włoch i Francji), poparło poprawkę do reformy ETS2 i będzie namawiać do tego inne frakcje. Poprawka zakłada odroczenie systemu do 2031 r.

„Samobójstwo polityczne”

Na razie pewne jest jedno: ETS2 to bodaj najważniejszy temat we Wspólnocie.

Reklama
Reklama

– Moim zdaniem ETS2 to ten element polityki klimatycznej UE, który może sprawić, że ta polityka się rozleci – a być może nawet rozleci się przez niego cała Unia Europejska. Koszty jego wprowadzenia są zbyt duże, by społeczeństwa mogły to unieść – mówi Zero.pl Marcin Izdebski.

– Jestem przekonany, że ten temat będzie eskalował i dyskusja wokół ETS2 będzie trwała – dodaje.

– Widać już zresztą, że państwa członkowskie go nie wdrażają. W zakresie monitorowania ustaw ETS 2 miał wejść w życie od 1 stycznia 2025 r. W 2024 r. KE skierowała wniosek do TSUE przeciwko 26 państwom w związku z brakiem tzw. transpozycji. Pomimo grożących kar część państw członkowskich, w tym Polska, w ogóle nie wdrożyła u siebie przepisów o ETS2. Prawda jest taka, że nikt nie ma na to ochoty, bo to samobójstwo polityczne, jednak Komisja Europejska prze do celu.

Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat, nie dziwi się brakowi entuzjazmu dla ETS2. – Nie ma gorszego pomysłu na wdrażanie polityki klimatycznej niż ETS2 – stwierdza kategorycznie.

– Mówimy o tym otwarcie, mimo że jesteśmy ośrodkiem silnie protransformacyjnym. Wiemy jednak, że warunkiem powodzenia tych zmian jest tani prąd, a nie drogie paliwa kopalne. Nie trzeba przymusu w postaci ETS-u, żeby ludzie przechodzili na elektryczne środki transportu i zasilane prądem źródła energii. Wystarczy spojrzeć na Chiny, gdzie ETS-u nie ma, a udział aut elektrycznych w sprzedaży nowych samochodów osobowych jest bardzo wysoki.

Co może zrobić rząd?

Hetmański zauważa, że walka o odroczenie ETS2 w UE to jedno, ale osobną kwestią jest to, co można zrobić na krajowym gruncie. – Rząd powinien w końcu wdrożyć obiecane reformy w sprawie obniżenia stawek sieciowych, ale również VAT-u na energię elektryczną i ładowanie aut na publicznych stacjach. To może być np. taryfa urządzeniowa. Obawiam się, że największym jej przeciwnikiem może być minister finansów, który straci dochody podatkowe.

Reklama
Reklama

Zdaniem prezesa Fundacji Instrat rząd musi też wreszcie podjąć skuteczne działania w celu blokady ETS2. – Od lat słyszymy obietnice w tym temacie, ale efekty są mizerne. To jasny dowód na to, że trzeba zmienić strategię.

– Nawet jeśli ETS2 faktycznie wejdzie w życie na poziomie unijnym, nie wyobrażam sobie, że jakikolwiek polski rząd weźmie się za jego wdrażanie – podsumowuje Hetmański. – To prawo nie powinno w ogóle obowiązywać. Niestety, autorzy ETS2 mają zupełnie inną optykę. To Hiszpanie, a tam niski jest zarówno rachunek za energię, jak i świadomość realiów energetycznych w krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Fakt, że nasz region wciąż zmaga się ze skutkami historycznego uzależnienia od paliw kopalnych, sprawia, że zielona transformacja wymusza szybkie zmiany. A to rodzi wysokie koszty. UE uważa, że złagodzi je Społeczny Fundusz Klimatyczny, instrument ustanowiony w ramach pakietu „Fit for 55”, finansowany z aukcji ETS2 oraz środków krajowych. Ale Marcin Izdebski nie ma złudzeń.

– Społeczny Fundusz Klimatyczny nic nie pomoże. Miał być uruchomiony od 1 stycznia 2026 r., ale zostało to przesunięte na 1 stycznia 2027 r. Przy założeniu, że ETS2 wejdzie w życie w 2028 r., mamy rok na termomodernizację 5,5 mln domów w Polsce, bo takie są realne potrzeby. Operacyjnie to jest nie do zrobienia.

Reklama
Reklama

Czytaj też: Jak Bruksela pasie alt-prawicę. „Braun się modli o zakaz kotłów gazowych”

– Jeśli ktoś skorzysta, to 10-20 proc. społeczeństwa, przy czym będą to ludzie, których stać na prefinansowanie i którzy sprawniej poruszają się w przepisach, a nie najubożsi obywatele. Poza tym pula środków w SFK przewidziana dla Polski (ponad 15 mld euro wraz z wkładem krajowym) jest niewystarczająca: nie pokryje nawet 5 proc. potrzeb.

Reklama
Reklama