Niemiecki tygodnik „Der Spiegel” skrytykował utrzymywanie przez rząd Friedricha Merza kontroli granicznych, mimo wyraźnego spadku liczby migrantów ubiegających się o azyl. Według redakcji działania ministra spraw wewnętrznych Alexandra Dobrindta mają dziś przede wszystkim wymiar polityczny i propagandowy.

- „Der Spiegel” ocenił, że utrzymywanie kontroli granicznych przez Niemcy coraz trudniej uzasadnić realnym zagrożeniem migracyjnym.
- Tygodnik zwrócił uwagę na malejącą liczbę wniosków azylowych, wysokie koszty operacji oraz wątpliwości prawne dotyczące działań rządu.
- Zdaniem redakcji polityka ministra Alexandra Dobrindta może obecnie służyć głównie utrzymaniu politycznego przekazu o skutecznej walce z migracją.
Minister spraw wewnętrznych Niemiec Alexander Dobrindt zapowiedział utrzymanie kontroli granicznych, mimo możliwych utrudnień komunikacyjnych w sezonie urlopowym. Krytycznie do tej decyzji odniósł tygodnik „Der Spiegel”, który ocenił, że obecnie rządowi coraz trudniej uzasadniać restrykcje zagrożeniem związanym z migracją.
Jak podkreślono, liczba osób ubiegających się o azyl w Niemczech systematycznie spada od 2024 r. W ubiegłym roku wnioski azylowe złożyło około 113 tys. osób, czyli o połowę mniej niż rok wcześniej. Zdaniem redakcji oznacza to, że nielegalna migracja przestała być jednym z najpoważniejszych problemów państwa, a „presja migracyjna znacznie zmalała”.
Mimo to Niemcy nadal prowadzą kontrole na granicach, co – według „Spiegla” – zakłóca funkcjonowanie znacznej części strefy Schengen. Tygodnik przypomniał, że rok temu Alexander Dobrindt rozszerzył kontrole na wszystkie granice państwowe Niemiec oraz upoważnił policję federalną do zawracania osób deklarujących chęć ubiegania się o azyl.
Redakcja zwróciła uwagę, że zgodnie z przepisami Unii Europejskiej państwa członkowskie mogą wprowadzać czasowe kontrole graniczne wyłącznie w przypadku zagrożenia porządku publicznego lub bezpieczeństwa państwa.
„Der Spiegel”: „Nowy rząd przestał być nowy”
Decyzja o zaostrzeniu polityki migracyjnej została podjęta w maju 2025 r., krótko po objęciu władzy przez rząd kanclerza Friedricha Merza. Jak oceniono w artykule, miała ona pokazać, że nowy gabinet realizuje zapowiedzi twardego kursu wobec migracji.
„Nowy rząd przestał być nowy, a o zagrożeniu porządku publicznego nie może być mowy, kiedy miesięcznie przyjeżdża kilka tysięcy uciekinierów” – napisał „Der Spiegel”, przypominając, że w kwietniu tego roku o azyl w Niemczech wystąpiło 6144 osób.
Tygodnik wskazał również na wyroki sądowe podważające legalność zarówno zawracania migrantów z granicy, jak i samych kontroli granicznych. Wśród przykładów wymieniono sprawy dotyczące granicy niemiecko-luksemburskiej.
Według redakcji utrzymywanie kontroli generuje także wysokie koszty. Obecnie na granicach służbę pełni około 14 tys. policjantów, co oznacza wydatki liczone w milionach euro. Jednocześnie funkcjonariuszy brakuje w innych miejscach, między innymi na dworcach kolejowych.
Trump uderzy na Kubę? Boćkowski: Prezydent marzy o szybkim sukcesie
„Der Spiegel” przytoczył także opinie badaczy migracji, którzy oceniają, że kontrole graniczne mają ograniczony wpływ na sytuację migracyjną w Niemczech. Spadek liczby migrantów ma być związany przede wszystkim ze zmianą sytuacji w Syrii oraz skuteczniejszymi kontrolami na granicach Grecji i Polski, przez co dotarcie do Niemiec stało się trudniejsze.
W ocenie tygodnika działania ministra spraw wewnętrznych mogą mieć dziś przede wszystkim wymiar polityczny. „Gdyby się okazało, że liczba migrantów pozostaje niska bez działań Dobrindta, rządowi byłoby trudniej przedstawiać ograniczenie migracji jako swój sukces” – podsumowała redakcja.