Amerykańskie wojska są gotowe do uderzenia na Kubę? Według doniesień medialnych ewentualna operacja militarna jest możliwa. Ekspert, z którym rozmawiało Zero.pl, studzi jednak emocje. – Donald Trump wydaje się znudzony wojną w Ukrainie, operacja w Iranie mu nie wyszła, a o Wenezueli nikt już nie pamięta. W tym kontekście „mała wojna” na 250-lecie USA wydaje się możliwa (…) Ale operacyjnie to zupełnie inna skala trudności niż w Wenezueli – podkreśla prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku.

- Jak podają media, Pentagon od miesięcy rozmieszcza wojska i broń potrzebne do uderzenia na Kubę.
- Prof. Daniel Boćkowski przypomina w rozmowie z Zero.pl, że wojsko kubańskie nie ma szans w starciu z armią USA. Wyzwaniem nie jest jednak zajęcie terenu, lecz późniejsza kontrola terytorium i budowa nowych struktur władzy.
- Ekspert ocenia także, że rozwiązanie „problemu kubańskiego” jest kuszące dla amerykańskiego prezydenta. Kuba pozostaje zadrą dla Waszyngtonu od czasu porażki w Zatoce Świń.
Kuba na krawędzi. Dorożki zamiast aut. Relacja Polki z Hawany
Jak donosi amerykański portal Politico, Pentagon spędził miesiące na rozmieszczaniu wojsk i broni potrzebnych Stanom Zjednoczonym do rozpoczęcia ataku militarnego na Kubę. Z informacji serwisu wynika, że jedyne czego brakuje do rozpoczęcia działań, to ostateczna zgoda Donalda Trumpa.
Politico twierdzi, że strategicznie rozmieszczone zasoby przygotowują grunt pod szeroki wachlarz działań militarnych – od pojmania przywództwa w Hawanie, podobnego do porwania byłego prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, po serię precyzyjnych uderzeń, chociaż Pentagon potrzebowałby dodatkowych żołnierzy do masowej inwazji lądowej.
USA mogą uderzyć na Kubę?
Czy amerykańska inwazja na Kubę faktycznie jest teraz możliwa? Zapytany o to przez Zero.pl prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku, specjalista ds. bezpieczeństwa międzynarodowego, przypomina, że siły morskie USA są skoncentrowane wokół wyspy z powodu blokady dostaw paliwa, którą zarządził Donald Trump.
– Amerykanie dysponują tam odpowiednim potencjałem, jednak kluczowe jest zdefiniowanie, o jakiego rodzaju siłach mówimy. Zespół okrętów przeznaczony do blokady różni się bowiem od sił potrzebnych do działań lądowych – podkreśla ekspert i dodaje, że na razie nie wiadomo, co miałoby być celem takiej operacji.
– Bliskość Kuby sprawia, że logistyka nie stanowi dla USA problemu, ale każda operacja wymaga dostosowania środków do zadania. Czym innym jest blokada, czym innym akcja typu „porwanie Maduro” w Wenezueli, a czym innym pełnoskalowa okupacja wyspy i kontrola kluczowych obszarów – zauważa prof. Boćkowski.
Analityk przypomina także, że „większość amerykańskich zespołów lotniskowych, które byłyby tu kluczowe, stacjonuje obecnie w rejonie Zatoki Perskiej. Rodzi się więc pytanie o priorytety”.
Czy w takiej sytuacji Waszyngton mógłby pozwolić sobie na rozpoczęcie konfliktu z Hawaną?
– Z czysto militarnego punktu widzenia Kuba nie jest przeciwnikiem, który mógłby trwale zaangażować amerykańską armię. Państwo to znajduje się na skraju upadku i choć tamtejsze wojsko mogłoby stawiać heroiczny opór, w starciu z USA nie ma realnych szans. Wyzwanie nie polega jednak na samym zajęciu terenu, lecz na tym, co następuje potem: kontroli terytorium, wyłonieniu nowych władz i budowie struktur współpracujących z Waszyngtonem – podkreśla Boćkowski.
„Mała wojna” na 250-lecie USA?
Zdaniem eksperta konflikt mógłby być jednak na rękę Donaldowi Trumpowi. – Prezydent wydaje się znudzony wojną w Ukrainie, operacja w Iranie mu nie wyszła, a o Wenezueli nikt już nie pamięta. W tym kontekście „mała wojna” na 250-lecie USA wydaje się możliwa – ocenia.
I dodaje:
– Rozwiązanie „problemu kubańskiego” jest dla niego kuszące – Kuba od czasów porażki w Zatoce Świń pozostaje zadrą dla każdego amerykańskiego prezydenta. Obalenie struktury castrowskiej pozwoliłoby Trumpowi ogłosić się najwybitniejszym prezydentem w historii, który dokonał tego, co nie udało się jego poprzednikom przez dekady.
prof. Daniel Boćkowski z Uniwersytetu w Białymstoku
Ekspert przypomina jednak, że operacyjnie sytuacja na Kubie jest znacznie trudniejsza niż w Wenezueli.
– Trump gra teraz już wyłącznie na siebie. Marzy o szybkim sukcesie, ale operacyjnie to zupełnie inna skala trudności niż w Wenezueli. Na Kubie nie wystarczy uprowadzenie lidera – tamtejszy system jest zbyt głęboko zakorzeniony. Wymagałoby to doprowadzenia do przesilenia politycznego i zainstalowania nowych struktur, co wykracza poza ramy prostej operacji sił specjalnych – zastrzega.
Operacja przypominałaby bardziej tę w Iranie? – Nie. Bliższa jest tu analogia do operacji na Grenadzie, gdzie Amerykanie opanowali sytuację pod hasłem uwalniania studentów i obalania lokalnych władz – odpowiada analityk.
I podkreśla: – Jednak reżim kubański jest znacznie bardziej specyficzny – struktura państwowa przesiąkła kraj od góry do dołu. Nikt nie ma gwarancji, że samo usunięcie ekipy związanej z rodziną Castro wystarczyłoby do trwałej transformacji politycznej wyspy.
