Reklama
Nauka

Nowy rok szkolny, te same problemy. Kilka korekt MEN to za mało

Prestiżu nauczyciela nie odbuduje się galą, medalem ani kampanią wizerunkową. Prestiż zaczyna się na pasku płacowym, ale się na nim nie kończy. Tworzą go przewidywalne wynagrodzenie, bezpieczeństwo, czas na rozwój, zaufanie do profesjonalnego osądu, ochrona prawna i możliwość awansu. Tych i wielu innych problemów polskiego systemu edukacji nadal nie rozwiązano.

Marcin Józefaciuk
Opinia autorstwa: Marcin Józefaciuk
Dzisiaj 05:52
6 min
Nowy rok szkolny zaczyna się z tymi samymi problemami polskiej edukacji, które wciąż czekają na rozwiązanie. (fot. tło: Getty Images; Marcin Józefaciuk: Albert Zawada/PAP)
TYLKO NA

Pierwszy dzwonek nie resetuje szkoły. Nie usuwa wakatów, przeciążenia, chaosu kwalifikacyjnego, problemów nieprzewidywalności wynagrodzeń ani nakładania na dyrektorów szkół odpowiedzialności i obowiązków, którym nie mogą sprostać z powodu braku odpowiednich narzędzi. MEN może pokazać listę podpisanych rozporządzeń, programów i poradników. To nadal nie jest reforma państwa. Resort edukacji zbyt często myli aktywność legislacyjną ze skutecznością, konsultację z wysłuchaniem, a opublikowanie materiału z przygotowaniem szkoły.

Czytaj także: Lubnauer: Nie twierdzę, że w trzy lata rozwiązaliśmy wszystkie problemy edukacji

Prawdziwy bezpiecznik zamiast dekoracji

Po roku zmian widać ten sam wzór – wiele pojedynczych korekt, brak całościowego modelu. Karta Nauczyciela została punktowo poprawiona, ale nie powstał trwały mechanizm płac. Kompas Jutra zmienia program, ale nie daje nauczycielom trwałej współodpowiedzialności za kolejne reformy. Szkolnictwo zawodowe dostało nową klasyfikację, ale podstawy programowe opublikowano po zakończeniu głównego naboru. MEN próbuje porządkować prawa ucznia, ale nadal nie zbudowało równoważnej ochrony nauczycieli i innych pracowników oświaty. Mówi o sprawczości, a szkołę nadal oplata siecią przepisów, sprawozdań i decyzji zależnych od centrum. Nowy rok zaczyna się więc z nowymi zadaniami, ale ze starym sposobem zarządzania.

MEN zarządza zmianą, ale nadal nie buduje systemu odpornego na zmianę ministra.

Reklama
Reklama

Pierwszym bezpiecznikiem powinna być ustawowo niezależna Komisja Edukacji Narodowej. Nie kolejna komisja parlamentarna ani dekoracyjna rada przy ministrze, lecz stały organ z długimi, rotacyjnymi kadencjami. Większość powinni w nim stanowić praktycy edukacji wybrani w jawnej procedurze. Obok nich muszą pracować naukowcy, samorządowcy, przedstawiciele uczniów i rodziców oraz pracodawcy. Komisja przygotowywałaby podstawy programowe, standardy i długofalowe reformy, publikowała dowody, koszty, ocenę skutków i odpowiedzi na konsultacje. Minister nadal odpowiadałby demokratycznie za prawo i budżet, ale nie mógłby samodzielnie przemeblować szkoły w rytmie jednej kadencji.

Sprawdź również: MEN jak niesforny uczeń: wszystko zostawia na ostatnią chwilę

Ochrona dla nauczycieli i pracowników oświaty

Drugim filarem powinien być samorząd zawodowy nauczycieli, tworzony przez nauczycieli, a nie ponad ich głowami. Nie ma zastępować związków zawodowych. Związek broni praw pracowniczych, samorząd odpowiada za standardy wykonywania zawodu, etykę, autonomię dydaktyczną, jakość rozwoju zawodowego oraz udział środowiska w tworzeniu reform. Nie chodzi o nową korporację rozdającą pieczątki. Chodzi o podmiotowość zawodu i o to, żeby nauczyciel przestał być wyłącznie odbiorcą decyzji podjętych przez urzędników.

Reklama
Reklama

Obok samorządu potrzebny jest niezależny rzecznik praw nauczycieli i pracowników oświaty, dostępny również regionalnie. Nie chodzi o immunitet od odpowiedzialności. Rzecznik ma chronić prawa pracownicze, godność, bezpieczeństwo i rzetelność procedur, także w przypadku mobbingu, dyskryminacji, nadużyć dyscyplinarnych czy presji przełożonych. Rzecznik chroni konkretnego człowieka, samorząd chroni standard zawodu, a Komisja Edukacji Narodowej zapewnia ciągłość polityki. Te instytucje mają się uzupełniać, a nie dublować.

Realna autonomia

Trzecim filarem musi być realna autonomia szkoły i nauczyciela. Państwo powinno określać wspólne minimum wiedzy, umiejętności oraz praw ucznia. Szkoła powinna decydować o drodze – kolejności treści, metodach, organizacji części czasu, projektach, ocenianiu bieżącym i sposobach pomocy. Dyrektor oraz rada pedagogiczna muszą mieć narzędzia do budowy programu odpowiadającego lokalnej wspólnocie. Autonomia bez odpowiedzialności zamienia się w przypadek, dlatego trzeba ją łączyć z przejrzystymi rezultatami, zewnętrzną oceną jakości i wsparciem naprawczym, a nie tylko z rankingiem egzaminów.

Może Cię zainteresować: Polskiej nauki portret własny. Co wynika ze sprawy Barbary Mróz-Gorgoń?

Reklama
Reklama

Autonomia musi objąć również dyrektora jako pracodawcę i samorząd jako organ prowadzący. Dzisiaj dyrektor zbyt często ma pełną odpowiedzialność i niepełne narzędzia. Potrzebuje przewidywalnego finansowania, obsługi prawnej i kadrowej, możliwości budowania zespołu, wynagradzania dodatkowej odpowiedzialności oraz zatrzymywania dobrych specjalistów. Państwo nie może nakładać obowiązków, a przy tym nie zapewniać odpowiedniego finansowania i potem rozliczać szkoły z tego, że wykonały zlecone zadania kosztem własnych ludzi.

Prestiżu nauczyciela nie odbuduje się galą, medalem ani kampanią wizerunkową. Prestiż zaczyna się na pasku płacowym, ale się na nim nie kończy. Tworzą go przewidywalne wynagrodzenie, bezpieczeństwo, czas na rozwój, zaufanie do profesjonalnego osądu, ochrona prawna i możliwość awansu bez ucieczki do administracji. Nie walczmy o to, żeby nauczyciel nie przekraczał drugiego progu podatkowego. Walczmy o to, żeby przekraczał go dzięki jednemu etatowi, a nie półtora etatu i pracy w trzech szkołach. Podwyżka nie jest prezentem dla środowiska. Jest polityką kadrową państwa.

Polecamy także: Barbara Nowacka i ten sam błąd co Czarnek. Szkoła nie potrzebuje politycznych wojowników

Partnerstwo i przejrzystość

Słowo pracodawcy ma w edukacji także drugie znaczenie. Firmy i organizacje branżowe powinny dostać stałe miejsce przy stole w kształceniu zawodowym – przy prognozowaniu potrzeb, tworzeniu standardów, organizacji płatnych praktyk, współfinansowaniu pracowni i stażach branżowych dla nauczycieli. Muszą być partnerami, nie właścicielami szkoły. Uczeń nie może być tanią siłą roboczą, a – szkoła bezpłatną agencją rekrutacyjną. Edukacja zawodowa ma przygotowywać do konkretnej pracy, ale także do zmiany zawodu, dalszej nauki i świadomego obywatelstwa.

Reklama
Reklama

Warto przeczytać: Ręce precz od edukacji zdrowotnej. Dorośli znów spierają się o to, czego potrzebują dzieci

Bon edukacyjny warto uczciwie przedyskutować, ale nie wolno robić z niego magicznego słowa. Płaski bon o tej samej wartości dla każdego ucznia może pogłębić segregację i osłabić szkoły, w których edukacja jest droższa – małe placówki, tereny wiejskie, uczniowie z niepełnosprawnościami, doświadczeniem migracji albo wymagający intensywnego wsparcia.

Sens ma wyłącznie bon ważony, czyli przejrzyste finansowanie podążające za uczniem i uwzględniające realny koszt jego potrzeb. Za publicznymi pieniędzmi muszą iść publiczne obowiązki, czyli między innymi również jawność wydatków, standardy kadrowe, kontrola jakości, rzetelna rekrutacja i odpowiedzialność za wynik. Najpierw pilotaż w zróżnicowanych samorządach, potem niezależna ocena. Nie kolejny eksperyment ogłoszony od września dla całego kraju.