Olga Tokarczuk poinformowała nas swego czasu, że (czasami tylko!) pyta AI, jak „pociągnęłaby wątek”. Poniekąd podobne zadanie postawiła swojej AI prof. Barbara Mróz-Gorgoń. Tyle że, w przeciwieństwie do naszej noblistki, dała się swojej AI wyrolować. Bo ta, przechera, dostosowała swój język do bełkotu, którym często gęsto raczą nas różne działy PR rozmaitych firm, biura promocji województw, zespoły ds. wdrożeń wizerunku ministra itd.
Zapewne współpracownicy pani profesor, rzecz całą przeczytawszy (bo jednak nie chce mi się wierzyć, że po prostu nikt nie czyta roboczych wersji raportu), pomyśleli: „Spokojnie. Tam to właśnie ma być. Polskiego nikt już nie stosuje, musi być po bełkotmodernpolsku, czyli w języku przyszłości”. I, przy okazji, języku pani profesor.
Czytaj także: Odeszła z rządu po aferze z raportem. Tak wygląda majątek Barbary Mróz-Gorgoń
Czułość, źdźbło i klubostan
Są oczywiście poważne różnice między „sprawą Tokarczuk” a sprawą byłej pełnomocniczki rządu. Ta pierwsza nie podpisała z państwem kontraktu na badania. I nie wciska nikomu tego, co napisała, lecz idzie z dziełem („autorskim produktem”, jak zapewne powiedziałby zespół prof. Mróz-Gorgoń) na rynek.
Natomiast wspólny pozostaje komunikat wysłany przez pisarkę i przez naukowczynię: stosujemy AI i co z tego? Taka jest myśl wypowiedziana przez panią profesor: przecież połowa profesorów też posiłkuje się AI. Czyli: wszyscy to robimy, a różni nas ten detal, że ja się przyznaję, a inni (jeszcze) nie.
No, może poza Olgą Tokarczuk.
Pomyślałem, że też będę nie w ciemię bity i napiszę część tego artykułu z pomocą AI. Powiedz mi, lustereczko, jakie są najfajniejsze słowa mogące promować Polskę? I dostaję odpowiedź:
„Czułość – symbolizuje empatię, ciepło i delikatność, które Polacy potrafią okazywać w relacjach. Źdźbło – unikalne, pełne szeleszczących dźwięków słowo kojarzące się z polską przyrodą, łąkami i polami. Przeżycie – oddaje bogactwo doświadczeń i emocji, jakich turysta może doświadczyć w Polsce. Gościnność – tradycyjna, polska wartość ukryta w samym znaczeniu i brzmieniu słowa. Klub / Błogostan – stan całkowitego spokoju i harmonii, idealny do opisu wypoczynku nad jeziorami czy w lasach.”
Brawa za „czułość” – czytało się sztokholmski wykład Olgi Tokarczuk, czytało, gratulacje, AI. Ale jest i minus za brak spostrzegawczości, toż aż się prosiło o KLUBOSTAN, czyli połączenie tych dwóch arcypolskich słów, Klub i Błogostan. Swoją drogą, jednak plus za odwagę intelektualną, bo chyba niewielu z nas wpadłoby na to, że z Polską skojarzyć się może stan całkowitego spokoju i harmonii.
Chlebowość, herbatowość, schabowość
Tyle nieodpłatna AI. Płatna – a ufam, że z takiej skorzystał zespół pani profesor – byłaby chyba bardziej kreatywna. Bo skoro Polaków cechuje „tradycyjna chlebowość”, jak ogłosił światu raport, to chyba w niemniejszym stopniu jest naszym atutem:
- tradycyjna herbatowość i to wielokulturowa w swojej homogenicznej różnorodności, bo jedni tradycyjnie dokładają cukru, a inni staropolskiego cukru trzcinowego z Katowic,
- tradycyjna schabowość upgrejdująca przy tym więź polskiego miasta z polską wsią,
- tradycyjna grantowość wsparta na mocnym module pozyskiwania środków od frajerów,
- tradycyjna lekowość, rozwijająca przestrzeń receptywności reklam preparatów medycznych.
Herbatka, schabik, grancik i lekarstewko. To moje pomysły rozwoju marki narodowej. Może pomysły warte jeszcze dopracowania, ale ich największa wada nie tkwi w jakości. Tylko w tym, że są za darmo. Za darmo to się nikomu na nic nie przyda. A zwłaszcza rządowi, który na takie produkty ma przeznaczone pieniądze i musi je wydać.


