O Dolnośląskim Inspektoracie Ochrony Zwierząt (skrót DIOZ pewnie większości powie coś więcej) piszemy we wtorek w zasadzie cały dzień. Świetny materiał naszego redakcyjnego kolegi z Kanału Zero pokazał obłudę organizacji – niejasne zbiórki, których efektów nie widać, siłowe odbieranie zwierząt, podejrzane przepływy finansowe. Przykłady można mnożyć. W setki, a raczej miliony. Miliony złotych. Ale tutaj nie będę się powtarzał i odeślę do innych naszych materiałów.
Po co zatem kolejna opinia na ten wygrzany dzisiaj już na wiosennym słońcu temat? Zagadnieniem praw zwierząt zajmuje się z przerwami od lat. Jeszcze w Gazecie Prawnej opisywałem przełomowe wyroki w tym zakresie – m.in. walkę o psa po rozstaniu się pary, czy znęcanie się nad świnką morską, którą w klatce wystawiono na rozgrzany balkon. Przyglądałem się też proponowanym zmianom w prawie. Rozbijałem na części pierwsze „piątkę dla zwierząt”, czy zamykanie hodowli na futra. Wierzyłem wówczas, że państwo polskie dostrzega zwierzęta. Nie tylko podczas kampanii, gdy czołowi politycy robią sobie zdjęcia z pieskami, aby ocieplić wizerunek, tylko naprawdę się troszczą o ich dobrostan.
Kilka ostatnich miesięcy pokazało jednak, że politycy (z pewnymi chlubnymi wyjątkami) i państwo zapominają o zwierzętach. Kto z parlamentarnego zespołu do spraw ochrony praw zwierząt był w Sobolewie? Nawet wówczas, gdy temat już grzały niemal wszystkie media i celebrytka Doda? Tylko Łukasz Litewka z Nowej Lewicy.
Kto z polityków zareagował w sprawie DIOZ-u? Nikt. A przypomnijmy, że wobec Konrada Kuźmińskiego toczy się kilka postępowań. W jednym już został nawet prawomocnie skazany na grzywnę za kradzież psa. Nie przeszkodziło to w niczym Włodzimierzowi Czarzastemu, aby w Sejmie przy okazji wystawy „Bracia mniejsi”, będącej odpowiedzią na prezydenckie weto do tzw. ustawy łańcuchowej, robić sobie zdjęcia z przedstawicielem DIOZ-u i dziękować mu za to, co robi.
Jak się dzisiaj okazało – Marszałek Sejmu nie miał pojęcia, za co dziękował. Nasza redakcja, po publikacji filmu na Kanale Zero o wspomnianej organizacji próbowała się z nim skontaktować. Po zadaniu pytania Włodzimierz Czarzasty przyznał, że „DIOZ-u nie kojarzy”. Kurtyna.
A jak już wspomniałem o tzw. ustawie łańcuchowej… Politycy, którym tak bardzo na sercu leży los zwierząt, nawet jej nie przeczytali. Bronili lub krytykowali coś, o czym nie mieli pojęcia. A projekt ustawy miał aż dwie strony. To 10-krotnie mniej niż uzasadnienie prezydenckiego weta.

Wróćmy jednak do DIOZ-u. Sprawę na naszych łamach komentowała m.in. posłanka Daria Gosek-Popiołek. Podkreśliła, że liczy na „dobre i sprawne” działanie wszystkich służb zaangażowanych w sprawdzanie tego, jak funkcjonuje organizacja „i cały ekosystem, który powstał wokół niej”. Miło, prawda? Szkoda, że dopiero po tym, jak Kanał Zero i portal Zero.pl się zainteresowały sprawą. Smutna kalka z Sobolewa. Nie ma kamer – nie ma zainteresowania.
Lećmy dalej. Jacek Ozdoba w rozmowie z Zero.pl stwierdził natomiast, że „przede wszystkim to państwo powinno brać odpowiedzialność”. No właśnie. I gdzie było państwo w tej i innych sprawach? I to nie jest kamyczek do ogródka obecnego rządu, ale też poprzedniego. DIOZ nie działa od 2023 r.
– Niektóre osoby z etycznego i moralnego punktu widzenia nie powinny się pojawiać w Sejmie – ocenił w rozmowie z naszym portalem poseł Marcin Józefaciuk. Kto jak kto, ale pan poseł wie, co mówi. Wszak to ja opisywałem jako pierwszy sprawę udziału pedofila na posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Ochrony Dzieci w Procesie Rozstania Rodziców, którym kierował właśnie Marcin Józefaciuk. Pan poseł wyciągnął wówczas wnioski, szkoda, że inni nie poszli w jego ślady.
Mam nadzieję, że los zwierząt będzie się liczył dłużej niż błysk flesza, rolka w mediach społecznościowych podczas kampanii wyborczej czy długość filmu na Kanale Zero. Bo jeśli państwo przypomina sobie o nich tylko wtedy, gdy w sprawie pojawiają się kamery, to znaczy, że tak naprawdę nikt o nich nie pamięta.

