Reklama
Świat

Czy AK to rzeczywiście polska UPA? Fakty zamiast emocji

Decyzje polityczne na nowo ożywiły spór o historię i pamięć. W jego centrum znalazło się porównanie Armii Krajowej i UPA – teza efektowna, lecz czy prawdziwa? Krótka analiza pozwala zobaczyć różnice, które często giną w emocjonalnej narracji.

Damian Karol Markowski
Opinia autorstwa: Damian Karol Markowski
Dzisiaj 12:36
15 min
Huta Pieniacka, Ukraina, 09.06.2026. Prace poszukiwawcze w Hucie Pieniackiej, 9 bm. w miejscach, gdzie mogą znajdować się masowe mogiły Polaków, zabitych w lutym 1944 roku. (fot. Vladyslav Musiienko / PAP)
TYLKO NA
  • Armia Krajowa walczyła o odbudowę niepodległej Polski w strukturach demokratycznych i jako część koalicji alianckiej. Natomiast celem UPA było stworzenie monolitycznego etnicznie państwa poprzez zaplanowaną czystkę etniczną na ludności cywilnej.
  • Choć żołnierze AK dopuścili się potępionych przez dowództwo zbrodni odwetowych, polskie podziemie nigdy nie wydało rozkazu eksterminacji ukraińskich sąsiadów – w przeciwieństwie do systematycznych instrukcji OUN-B nakazujących „wytępienie Lachów”.
  • Podczas gdy w 1944 roku AK krwawiła w Powstaniu Warszawskim, walcząc z Niemcami, dowództwo UPA zawierało z nazistami układy, otrzymując od nich broń i amunicję w zamian za działania przeciwko Armii Czerwonej.

Nie milknie niestety burza, jaką wywołała zgoda Prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednemu z pododdziałów Sił Zbrojnych Ukrainy imienia „Bohaterów UPA”. W odpowiedzi na ten krok Prezydent RP Karol Nawrocki zdecydował się (po dłuższych wahaniach) odebrać Zełenskiemu Order Orła Białego – najwyższe odznaczenie państwowe przyznane ukraińskiemu prezydentowi przez Andrzeja Dudę.

Wywołało to falę wzajemnych oskarżeń między Polakami i Ukraińcami, zaś stosunki między dwoma sąsiednimi krajami ochłodziły się najmocniej od czasów wybuchu pełnoskalowej agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę.

Reklama
Reklama

W przestrzeni medialnej pojawiło się mnóstwo treści nieodpowiadających prawdzie, w tym twierdzenia, jakoby Polska nie miała moralnego prawa do krytykowania decyzji o uhonorowaniu Ukraińskiej Powstańczej Armii, skoro Armia Krajowa miała jakoby dokonywać podobnych zbrodni, tyle że na Ukraińcach, zaś konflikt z lat czterdziestych ubiegłego wieku był wojną między dwiema zbrojnymi formacjami, z których każda zabijała cywilów.

Zdanie takie zaprezentowali także ludzie zaproszeni do polskich mediów jako rzekomi eksperci. Czy jednak porównanie AK z UPA wytrzymuje w ogóle siłę argumentów? Spróbujmy dokonać krótkiej analizy, odnosząc się jedynie do najważniejszych aspektów działalności obu wspomnianych formacji.

Legitymizacja

Armia Krajowa była siłami zbrojnymi Polski Podziemnej. W jej składzie znaleźli się nie tylko etniczni Polacy, ale i Białorusini, Żydzi i osoby innych narodowości. Do Związku Walki Zbrojnej, a od lutego 1942 r. – Armii Krajowej – weszły dziesiątki mniejszych organizacji konspiracyjnych, o różnym profilu politycznym, skupiających ludzi reprezentujących przekrój polskiego społeczeństwa, za wyjątkiem części skrajnych sił w postaci radykalnych nacjonalistów z niescalonej części Narodowych Sił Zbrojnych oraz komunistów realizujących zadania powierzone im przez Moskwę.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Zełenski jednoznacznie o decyzji Nawrockiego: To samo, co robił Orban

AK była siłą demokratyczną, choć różne jej oddziały i struktury posiadały częściowo odmienny charakter sprzed włączenia się w szeregi jednej podziemnej armii. AK podlegała legalnym polskim władzom – rządowi Rzeczypospolitej Polskiej, rezydującemu na uchodźstwie w sojuszniczym Londynie. Stamtąd otrzymywała rozkazy i plany.

Ukraińska Powstańcza Armia powstała w październiku 1942 r. w wyniku działań podjętych przez radykalną frakcję Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery – organizację terrorystyczną odpowiedzialną za liczne zabójstwa, sabotaże i dywersję. OUN banderowców skupiała ukraińskich nacjonalistów – zwolenników bezkompromisowej walki o niepodległe, niezależne i zjednoczone (tzn. obejmujące wszystkie ziemie uznane przez banderowców za ukraińskie, nie wyłączając Chełmszczyzny, części Lubelszczyzny i Łemkowszczyzny) państwo ukraińskie. UPA była bojówką jednej organizacji i nie reprezentowała przekroju społeczności ukraińskiej.

Nie szukając daleko, spójrzmy, jak daleko zaszły działania banderowskiej frakcji OUN i samej UPA w ramach likwidacji konkurencyjnych sił konspiracyjnych i partyzanckich. Z rąk ich bojowników zginęły setki Ukraińców, czy to sympatyzujących z mniej radykalną (a opowiadającą się za ścisłą współpracą z Hitlerem) grupą OUN podporządkowaną Andrijowi Melnykowi, czy też wchodzących w skład tak zwanej pierwszej UPA, która powstała na Wołyniu i Polesiu kilka miesięcy przed banderowskimi siłami leśnymi. Jej dowódca, Taras Bulba-Boroweć, opowiadał się za walką z Polakami o tereny zamieszkałe w większości przez ludność ukraińską, nie przewidywał natomiast masowej likwidacji Polaków jako takich. Boroweć szczęśliwie uszedł z rąk banderowców; jego żona nie miała tyle szczęścia.

Reklama
Reklama

Przeczytaj także: Zełenski odsyła Order Orła Białego. Ostry kryzys na linii Kijów-Warszawa

Cele

Armia Krajowa była zbrojnym ramieniem Polskiego Państwa Podziemnego, niepodległościowej konspiracji dążącej do odbudowy powojennej Polski w jej granicach niezmienionych na wschodzie, a więc obejmujących także tereny etnicznie mieszane, jak Wołyń i Galicja Wschodnia, ale również Polesie, Nowogródczyznę i Wileńszczyznę. Siły AK miały, przy sprzyjających okolicznościach, to jest w obliczu załamania się niemieckiego frontu, przystąpić do zbrojnej akcji wymierzonej w Niemców, by rozbić ich straże tylne, a następnie wystąpić wobec ścigających ich żołnierzy Armii Czerwonej jako prawowity gospodarz terenu. Akcja ta, znana pod nazwą plan „Burza”, miała w optyce polskich polityków przynieść rezygnację Związku Sowieckiego z prób ponownej aneksji przedwojennych województw wschodnich.

Tak się jednak nie stało – ujawniane siły AK były po wspólnej z Sowietami walce z wojskami niemieckimi rozbrajane, a ich żołnierze internowani i kierowani do komunistycznego Wojska Polskiego lub aresztowani i poddani brutalnym przesłuchaniom. Doszło do wielu bitew z Niemcami, a polscy powstańcy zdołali opanować część Wołynia oraz Lwów i pomniejsze miejscowości. Tylko na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej AK wystawiła do walki nie mniej niż trzynaście tysięcy uzbrojonych bojowników.

Reklama
Reklama

UPA otrzymała zadanie wywalczenia niepodległego państwa ukraińskiego. Jej mocodawcą pozostawało kierownictwo OUN-B, od drugiej połowy 1943 roku coraz bardziej skupione w rękach Romana Szuchewycza. Człowiek ten należał do radykalnego skrzydła OUN-B i był zdecydowanym zwolennikiem rozprawienia się z Polakami jako „wrogami narodu i idei państwa ukraińskiego” po tym, jak rozmowy z polskim podziemiem o powojennej przynależności Wołynia i Galicji nie przyniosły oczekiwanych przez banderowców rezultatów.

Pod kierownictwem Szuchewycza UPA przystąpiła do ograniczonej walki z niemieckim aparatem okupacyjnym i ekspedycjami karnymi. Za głównego wroga uznano Związek Sowiecki, jednak zanim front ponownie nadszedł ze wschodu, przywództwo organizacji dostrzegło konieczność pozbycia się ze wspólnego domu Polaków, aby powojenna Polska nie mogła wysunąć do tych ziem jakichkolwiek roszczeń.

Probierzem celów OUN-B były plany, które sformułowano jeszcze przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej. Wiosną 1941 roku banderowcy zamierzali po napaści Niemiec na imperium Stalina wymordować Żydów, komunistów i polskie elity, a pozostałych Polaków poddać bezkompromisowej polonizacji.

Na przeszkodzie w pełnej realizacji tych celów stanęły aresztowania dokonane wśród nacjonalistów przez Niemców, którzy nie byli wtedy zainteresowani współpracą ze – jak im się wydawało – zbędnym partnerem. Po ponownym przejściu do podziemia wielu członków OUN, a późniejszych partyzantów UPA, wstąpiło na niemiecką służbę. Obserwując zagładę Żydów, banderowcy uznali, że w podobny sposób możliwe jest również pozbycie się Polaków.

Reklama
Reklama

Rozkazy i metody

Armia Krajowa wydała rozkazy do formowania zbrojnej samoobrony na Wołyniu dopiero po pierwszych napadach na polską ludność. Chronologia wydarzeń stoi w jaskrawej sprzeczności z twierdzeniem niektórych ukraińskich historyków, iż to Polacy „zaczęli pierwsi”. Samoobrony powstawały przy pomocy podziemia, ale trudno wyobrazić sobie, iż w regionie zamieszkałym przez kilkanaście procent Polaków i ogromną ukraińską większość AK uznała, że należy przeprowadzić czystkę wśród Ukraińców. Takich planów nigdy nie było.

Działania przeciw Ukraińcom – dodajmy, najpierw wymierzone w OUN i UPA, a dopiero później (niestety!) także w ludność cywilną – miały miejsce dopiero po pierwszych dwóch falach zmasowanych ataków, zakończonych zagładą osiedla Janowa Dolina, gdzie z rąk ukraińskich powstańców zginęło kilkaset osób.

Przeczytaj także: Nawrocki zdecydował o odebraniu orderu Zełenskiemu. MSZ Ukrainy reaguje

Już pierwsza akcja pierwszego większego oddziału UPA zakończyła się masakrą polskich cywilów, kiedy w Parośli śmierć poniosło ponad 150 osób – bezbronnych, zaskoczonych i w żaden sposób niezaangażowanych w polską konspirację. Kolejne napady wykazały brak zdolności Polaków do samoobrony, co tylko utwierdziło ukraińskich nacjonalistów w możliwości przeprowadzenia zbrodniczego planu. OUN i UPA działały cynicznie i z premedytacją, prezentując urządzane masakry jako dzieło rzekomego „buntu ludowego” przeciwko „polskim panom”. Jakim „panom”, skoro Polacy i Ukraińcy żyli w podobnych warunkach i mieli podczas okupacji podobnie trudny żywot?

Reklama
Reklama

Kierownictwo OUN nie zamierzało zresztą ukrywać swoich zamiarów. „Rozwiążemy tę sprawę tak, jak Niemcy sprawę żydowską” – oto cytat z jednej z instrukcji przed największą falą antypolskich pogromów. Próżno szukać w rozkazach AK choćby częściowo zbliżonych w formie i treści dokumentów. Do końca 1943 roku na Wołyniu oddziały UPA i zmobilizowane przez nie (częściowo pod przymusem) ukraińskie gromady chłopów wymordowały nie mniej niż 34 tys. Polaków. Tylko do połowy 1944 roku w sąsiedniej Galicji Wschodniej zginie kolejnych 16–17 tys. osób, a „antypolska akcja” OUN i UPA trwać będzie dłużej niż II wojna światowa. Zakończy się dopiero miesiąc po tym, jak w Europie wygaśnie ten największy z dotychczasowych konfliktów ludzkości – i po tym, gdy z rąk członków OUN i UPA zginie co najmniej 90 tys. Polaków, a kolejnych 300 tys. zostanie wypędzonych ze swoich domów.

Różnice

Nie należy zapominać, iż z rąk żołnierzy AK zginęło wielu ukraińskich cywilów. Prawdopodobnie można tutaj mówić o liczbie ok. 13–14 tys. ofiar. Część działań AK wymierzonych w ludność ukraińską należy nazwać zbrodnią. Szczególnie ludobójczy charakter miały napady na Sahryń i inne okoliczne wioski w marcu 1944 r. Mniej krwawe pod względem liczby śmiertelnych ofiar były uderzenia w Ukraińców pod Lwowem wykonane przez oddziały Kedywu, choć niestety w ich wyniku również masowo zabijano przypadkowe osoby. Dodajmy, że działania te spotkały się ze sprzeciwem ze strony miejscowego polskiego podziemia.

Po powstaniu 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK na Wołyniu również dochodziło do zbrodni na Ukraińcach. Były one jednak zakazane przez dowództwo. Zarówno Komenda Główna AK, jak i komendy okręgowe występowały ostro przeciwko akcjom odwetowym innym niż te uznane za „konieczne”. Surowo potępiano samosądy, oddolny odwet czy przypadki zabijania kobiet i dzieci. Dodajmy przy tym, że nie było żadnej wojny polsko-ukraińskiej poza terenami Lubelszczyzny. Możliwości polskiego uderzenia w ludność ukraińską były wielokrotnie większe niż te wydarzenia, do których doszło. Naturalnie każdą z akcji zbrojnych AK, wskutek której zginęli bezbronni Ukraińcy, należy bez wyjątku potępić.

Przeczytaj także: Ujawniamy, jak wyprowadzono majątek z jednej z największych spółdzielni mieszkaniowych w Polsce

Reklama
Reklama

„Wytępić lackie śmietniki”. „Rżnąć lasznię”. „Nie szczędzić rodzin mieszanych”. „Zabijać Lachów także w miastach”. „Zabito wszystkich od kołyski do starca”. „Lasznia spaliła się w ogniu”. Wszystkie te zwroty występują nie w relacjach Polaków ocalałych z pożogi, ale w dokumentach wytworzonych przez OUN i UPA. Nie są wymysłem, a straszliwą przestrogą, do czego zdolny był oszalały z nienawiści nacjonalizm. Polacy dokonywali zbrodni na Ukraińcach, ale celem AK nie było nigdy wymordowanie ukraińskiej społeczności, aby uczynić sporne tereny „czystymi” pod względem narodowym.

Ukraińscy nacjonaliści opracowali plan fizycznego oczyszczenia terenów narodowościowo mieszanych przy pomocy bezwzględnej przemocy: na Wołyniu Polacy mieli zginąć, w Galicji Wschodniej – powinni byli uciec po otrzymanych groźbach, a jeśliby się na to nie zdecydowali – czekała ich śmierć. Szuchewycz wraz z Dmytrem Kliaczkiwśkym – katem Wołynia – był mózgiem i głównym motorem „antypolskiej akcji”. Uznał on, że w Galicji należy oszczędzać kobiety i dzieci, ale można je będzie zabić, gdy odmówią „wyjazdu” na zachód. Czytaj: nie porzucą swoich domów, mieszkań i gospodarstw i nie uciekną w nieznane, ponieważ na terenie ich małych ojczyzn powstanie „niepodległa Ukraina”. W rezultacie akcje UPA w Galicji często były bliźniacze do tych, jakie przeprowadziła ona wcześniej na Wołyniu.

I jeszcze jedna uwaga odnośnie różnic między AK a UPA: kiedy w sierpniu i wrześniu 1944 roku Warszawa spływała krwią powstańców, którzy stanęli do nierównego boju z niemieckim okupantem, oddziały UPA po cichu przejmowały pozostawione przez Niemców magazyny broni, amunicji i wszelkiego sprzętu wojskowego. Działo się tak na mocy porozumienia między UPA a Niemcami, do którego doszło we Lwowie w czerwcu tego roku.

Reklama
Reklama

Z więzień wypuszczono m.in. Stepana Banderę, a w zamian za współpracę wywiadowczą i dezorganizację tyłów Armii Czerwonej do UPA popłynął szeroki strumień broni. Żołnierz AK umierał na barykadach, porażony kulami i bombami Niemców, gdy ukraiński bojowiec cieszył się bronią od tych samych nazistów, dla których z powrotem stał się potrzebny. Ot, subtelna różnica, o której wcześniej nieznani „eksperci” nie raczyli wspomnieć. Może o niej nie wiedzieli? Warto zatem sięgnąć po literaturę przedmiotu, aby nie wyjść na dyletanta. Chyba że w grę wchodzi raczej zła wola?

Kuriozum

Tytułem konkluzji warto podkreślić jedną rzecz. Żadna z dotychczas wygłoszonych opinii, zrównujących w konkluzji AK z UPA, nie padła z ust osób poważnie zajmujących się tematyką konfliktu polsko-ukraińskiego. Siłą rzeczy pojawia się zatem zasadne w takich chwilach pytanie: czemu (i komu) służyć ma próba zrównania armii Polskiego Państwa Podziemnego, stanowiącej część alianckiej armii sojuszniczej podczas II wojny światowej, walczącej z nazistowskimi Niemcami, z formacją jawnie faszystowską, odpowiedzialną za masowe zbrodnie na ludności cywilnej, współpracującą z nazistami w latach 1944–1945? Cui prodest? Komu służy rozpalanie wrogości i niezrozumienia między Polakami a Ukraińcami?

Nieudolne próby postawienia znaku równości między Armią Krajową i Ukraińską Powstańczą Armią skazane są na niepowodzenie, ponieważ formacje te różniło dosłownie wszystko: od ich legitymizacji wśród swoich społeczności, przez program i cele, stosunek do Rzeszy Niemieckiej i zagłady ludności żydowskiej, kończąc na metodach zastosowanych w dążeniu do założonych sobie celów.

Przeczytaj także: Fala komentarzy po wypowiedziach Arłukowicza. W sieci zawrzało

Reklama
Reklama

Zabiegi te wpisują się w szeroką gamę dezinformacji i wykrzywiania obrazu przeszłości, a jednocześnie stanowią jedno z pól aktywności polityki historycznej państwa ukraińskiego, zmierzającej do wyparcia się odpowiedzialności za zbrodnie na dziesiątkach tysięcy cywilów – zbrodnie popełnione przez jednostki i organizacje, które trafiły w ciągu ostatnich lat do panteonu narodowego Ukrainy.

Źródło: Zero.pl
Damian Karol Markowski
Damian Karol MarkowskiHistoryk, profesor Instytutu Solidarności i Męstwa im. Witolda Pileckiego, były pracownik Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, autor licznych publikacji naukowych i popularnonaukowych, m.in. monografii „W cieniu Wołynia. Antypolska akcja OUN i UPA w Galicji Wschodniej 1943-1945”, prowadzi od lat badania nad sporządzeniem listy imiennej polskich ofiar OUN i UPA – autor zewnętrzny.