- UPA dokonała ludobójstwa na ok. 85–90 tys. polskich cywilów. Gloryfikacja morderców w czasie wojny z Rosją pokazuje, że ukraińska polityka historyczna nadal opiera się na kłamstwie i kulcie banderowców.
- OUN-UPA świadomie postanowiła wymordować i wypędzić Polaków z Wołynia i Galicji. Masakry całych wsi, tortury, gwałty i zabijanie dzieci wyczerpują definicję ludobójstwa.
- Dopóki Ukraina czci morderców jako bohaterów, a Polska udaje, że „nie czas na historię”, prawdziwego porozumienia nie będzie. Potrzebna jest prawda, ekshumacje mogił i jasne potępienie zbrodni UPA.
Zgoda prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego na nadanie jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy walczących z rosyjską agresją imienia „Bohaterów UPA” wstrząsnęła relacjami polsko-ukraińskimi. Najwyższe władze obu państw oraz resorty spraw zagranicznych zajęły stanowisko w tej sprawie.
Czytaj także: Burza w Polsce po decyzji Zełenskiego. „Potrzebna strategia równowagi”
Pojawiły się wzajemne oskarżenia, zawrzały media społecznościowe, w których napięcie sięga zenitu, wreszcie zaczęto nawet stawiać pytania o przyszłość relacji polsko-ukraińskich. Spróbujmy zatem uporządkować podstawowe fakty i pokusić się o ich ocenę.
Czytaj więcej materiałów w tym temacie:
- Nie tylko Zełenski. Kontrowersje budzili również inni kawalerzy Orderu Orła Białego
- Polacy nie mają wątpliwości ws. decyzji Zełenskiego. Najnowszy sondaż
- Rau o decyzji Zełenskiego: To nie mogła być kwestia niewiedzy
- Marek Jurek o apelu ws. Ukrainy: Próba moralnego wywrócenia historii Polski
Ludobójstwo czy druga wojna polsko-ukraińska?
Przedwojenna Polska zamieszkana była przez liczną społeczność ukraińską, zaś na terenie województw: stanisławowskiego, tarnopolskiego i wołyńskiego Ukraińcy stanowili większość mieszkańców. Konflikt ciągnął się od długiego czasu i sięgał nawet okresu przedrozbiorowej Rzeczypospolitej i powstań kozackich, ale najświeższe pozostawały rany wywołane przez wojnę o przynależność państwową mieszanych etnicznie terenów w latach 1918–1919, rozstrzygniętą ostatecznie na korzyść Polski. Ukraińska społeczność w znacznej swej części była niezadowolona ze znalezienia się w państwie polskim i traktowała to jak okupację.
Sytuacji nie łagodziły kolejne nietrafione działania władz, ograniczające ukraińską kulturę, udział w życiu społecznym i politycznym oraz de facto sprowadzające Ukraińców do rangi obywateli drugiej kategorii. W odpowiedzi na terrorystyczne działania, zamachy, podpalenia, skrytobójstwa dokonywane przez członków podziemnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) rząd odpowiedział tak zwaną pacyfikacją, podczas której dochodziło nie tylko do aresztowania winnych wspomnianych czynów, ale i poniżenia Ukraińców jako społeczności. W ostatnich latach pokoju z rąk OUN zginął minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki oraz szereg innych działaczy, także tych, którzy dążyli do pojednania i współpracy.
Konflikt eskalował od początku II wojny światowej. OUN utrzymywała kontakty ze służbami specjalnymi Rzeszy Niemieckiej, a powstanie ukraińskie na polskich tyłach, przygotowane przez Abwehrę, nie doszło do skutku tylko z uwagi na szybką klęskę we wrześniu 1939 r.
Już wtedy doszło do pierwszych masowych zbrodni dokonanych przez członków OUN na polskiej ludności, m.in. w Sławentynie pod Tarnopolem, gdzie wymordowano od 50 do 85 osób. Ogółem na terenie czterech województw południowo-wschodnich z rąk ukraińskich zginęło nie mniej niż dwa tysiące Polaków.
W odwecie za działania nacjonalistów, ale i komunistycznych bojówkarzy, policja i wojsko bezwzględnie pacyfikowały zrewoltowane miejscowości. Pozorna ukrainizacja podczas pierwszej okupacji sowieckiej wpłynęła na kolejne pogorszenie relacji. W niepamięć poszła ofiara wielu tysięcy żołnierzy Wojska Polskiego narodowości ukraińskiej, którzy dzielnie walczyli w obronie Polski w 1939 r.
Od czasu nastania okupacji niemieckiej w lecie 1941 r. było już tylko gorzej. W fali pogromów ludności żydowskiej na terenach dawnych Kresów prym wiedli ukraińscy nacjonaliści. Radykalna frakcja OUN pod kierownictwem Stepana Bandery przystąpiła do dywersji i lokalnych powstań na tyłach Armii Czerwonej w porozumieniu z Niemcami. W myśl wewnętrznych instrukcji planowano zarówno wyniszczenie Żydów, jak i polskiej inteligencji oraz warstw kierowniczych, by pozostałych poddać ukrainizacji.
Ukraina miała być państwem faszystowskim, sięgającym od Krynicy po Don, w którym znalazłyby się wszystkie ziemie uznane przez nacjonalistów za ukraińskie. Do realizacji tego planu nie doszło. Naziści uznali, że nie potrzebują wolnej Ukrainy, i aresztowali kierownictwo OUN po próbie utworzenia przez nią rządu we Lwowie. Bandera trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie jednak umieszczono go w znacznie lepszych warunkach od reszty więźniów.
Pomimo tego druga frakcja OUN ściśle współpracowała z Niemcami. Wielu bojówkarzy weszło w skład kolaboracyjnej formacji porządkowej Ukrainische Hilfspolizei. Niemcy zezwolili również na częściową odbudowę (naturalnie pod własną kontrolą) ukraińskiego życia kulturalnego we Lwowie.
Nowe sankcje na Rosję. Przełom w USA
Trwała polsko-ukraińska wojna na donosy i o uzyskanie wpływów w administracji okupacyjnej. Niemcy po mistrzowsku starali się wykorzystać ludność ukraińską do zwalczania polskich dążeń niepodległościowych i traktowali Ukraińców jako zaprzyjaźnioną mniejszość. Jednocześnie wykorzystywali podbite ziemie gospodarczo.
W październiku 1942 r. nowe kierownictwo OUN uznało, że czas na powołanie własnej siły zbrojnej. Powstała Ukraińska Powstańcza Armia (UPA). Pierwszy jej oddział sformowano na Wołyniu i już w lutym 1943 r. podczas jednej z pierwszych akcji, po zdobyciu miasteczka Włodzimierzec, partyzanci dokonali masakry ponad 150 polskich cywilów we wsi Parośla.
W miarę rozbudowy sił powstańczych dowództwo wołyńskiej UPA podjęło decyzję o fizycznej eliminacji polskiej ludności wobec fiaska wcześniejszych rozmów z polskim podziemiem na temat powojennej przynależności Wołynia i Galicji Wschodniej.

Uroczysty pogrzeb polskich ofiar rzezi wołyńskiej na terenie dawnej wsi Puzniki. (fot. Wojciech Olkusnik / East News)
Od marca upowcy napadali przy pomocy zmobilizowanych ukraińskich chłopów na kolejne polskie miejscowości. Zapowiedzią straszliwych wydarzeń był zwłaszcza napad na osiedle robotnicze Janowa Dolina, gdzie zamordowano kilkaset osób. Apogeum napadów przypadło na lipiec i sierpień, choć wcześniej partyzanci zapewniali polską ludność o tym, że nie ma się czego obawiać. Tylko w dniach 11–13 lipca 1943 r. napadnięto nie mniej niż 70 miejscowości i zamordowano ponad 7 tys. osób.
Mordy trwały do początku kolejnego roku. Kto mógł, próbował uciec za Bug lub w okolice Lwowa. Wołyńska hekatomba pochłonęła nie mniej niż 36 tys. ofiar. Po stronie ukraińskiej z rąk polskich zginęło ok. 2 tys. osób – zamordowanych wskutek odwetu lub przez Polaków pozostających na służbie niemieckiej w pododdziałach policyjnych. Wołyń został oczyszczony z Polaków, poza skupiskami pozostałymi w kilkunastu bazach samoobrony i w dużych miastach. W ogarniętym pożogą regionie trwały walki między siłami UPA, partyzantką sowiecką i Niemcami, próbującymi spacyfikować teren.
W drugiej połowie 1943 r. na czele banderowskiej OUN stanął Roman Szuchewycz. Po wizytacji Wołynia uznał on, że czas przenieść „antypolską akcję” również na tereny lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego oraz w lubelskie. Chociaż już wcześniej (od czerwca) trwały tam punktowe uderzenia w Polaków (zabijano księży, służbę leśną, byłych działaczy społecznych i politycznych, inteligencję), główne uderzenie nastąpiło od połowy stycznia 1944 r. Tylko w pierwszych czterech miesiącach rzezi zginęło około dwunastu tysięcy osób, głównie kobiet i dzieci.
Chociaż rozkazy UPA polecały najpierw wzywać Polaków do ucieczki na zachód, a dopiero później atakować, często było dokładnie na odwrót. W rezultacie wiele napadów przeprowadzono według wzorca wołyńskiego, łamiąc tym samym własne polecenia, by nie zabijać kobiet i dzieci. „Przy okazji” pojawiły się także wskazówki podziemia, by nie maltretować ofiar: nie odcinać im kończyn, uszu, nosów. Jeśli się pojawiły, to znaczy, że do takich przypadków dochodziło, co potwierdzają relacje ofiar.
UPA – historia, ludobójstwo na Wołyniu i spór polsko-ukraiński
Do „najtrudniejszych” zadań pod tym względem używano bojówek Służby Bezpieczeństwa OUN. Formacja ta składała się z osób „sprawdzonych”, często z sadystów i zwyrodnialców. Dokonywali oni przesłuchiwań przy wykorzystaniu tortur oraz najróżniejszych form przemocy, także seksualnej. Ich okrucieństwo było znakiem rozpoznawczym nawet wśród członków OUN i bojowców UPA. Jak wspominał później ostatni dowódca UPA Wasyl Kuk, w śledztwie prowadzonym przez SB przyznałby się nawet, że jest Abisyńczykiem.
Raz jeszcze, w telegraficznym skrócie: kierownictwo banderowskiej frakcji OUN postanowiło fizycznie usunąć ludność polską z terenów uznanych etnicznie za ukraińskie. W wyniku tych działań na Wołyniu zginęło prawdopodobnie co najmniej 36 tys. osób, w Galicji Wschodniej – ok. 35 tys., a kilkanaście tysięcy – na ziemiach powojennej Polski (Lubelskie i Rzeszowskie).
Można przypuszczać, że ogólna liczba polskich ofiar ukraińskich nacjonalistów w latach 1943–1945 sięga 85–90 tys. zabitych, nie licząc przecież wielu tysięcy rannych i ponad 300 tys. osób, które opuściły dawne polskie Ziemie Wschodnie, ratując się ucieczką.
2049: Kto nas obroni? To rozstrzyga się już dziś
Polskie podziemie odpowiedziało wieloma akcjami wymierzonymi w ludność ukraińską. Niestety w ich rezultacie niejednokrotnie ginęli ludzie zupełnie przypadkowo, w tym kobiety i dzieci. Do zbrodni na Ukraińcach dochodziło w Lubelskim, pod Lwowem, na Wołyniu. Nie przyjęły one tak zorganizowanej formy i skali jak „antypolska akcja”, ale w ich wyniku zabito nie mniej niż kilkanaście tysięcy osób.
Do akcji przeciwko ludności ukraińskiej włączały się również formacje złożone częściowo z Polaków, a pozostające w służbie okupantów: pododdziały policyjne na Wołyniu, komórki Kriminalpolizei w części Galicji Wschodniej, wreszcie – podczas drugiej okupacji sowieckiej – także „Istriebitielnyje Bataliony” – bataliony niszczycielskie.
Konflikt polsko-ukraiński został rozstrzygnięty nie w wyniku rozejmu i zawarcia pokoju, a wskutek działania trzeciej siły: sowieckie przymusowe przemieszczenia ludności w latach 1944–1946 doprowadziły do wypędzenia z powojennej Polski na sowiecką Ukrainę pół miliona Ukraińców, a z USRS do Polski – ośmiuset tysięcy Polaków.
W latach czterdziestych dochodziło również do sporadycznych aktów porozumienia i współpracy, by wspomnieć np. porozumienie między organizacją NIE a OUN we Lwowie wiosną 1945 r., ograniczoną współpracę w Galicji Wschodniej, porozumienia na Rzeszowszczyźnie czy wspólny atak UPA i oddziału Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość na komunistyczny garnizon Hrubieszowa w 1946 roku.
Te nieliczne odstępstwa od wyjątku nie stanowiły jednak dowodu na trwałe porozumienie i pojednanie: na Wołyniu i w Galicji Wschodniej pozostały setki masowych mogił ofiar OUN i UPA.
Rzecz jasna działalność ukraińskiego nacjonalistycznego podziemia nie ograniczała się jedynie do kwestii polskiej. Prowadziło ono bezkompromisową walkę z Sowietami, widząc w nich głównego wroga niepodległej Ukrainy. Partyzantka staczała wielkie bitwy z oddziałami NKWD i Armii Czerwonej, najczęściej przegrane.
W walce ginęły tysiące powstańców, a kolejnych aresztowały służby bezpieczeństwa. Do końca lat czterdziestych Zachodnia Ukraina spłynęła krwią – zginęły dziesiątki tysięcy, a ponad 200 tys. osób deportowano w głąb Związku Sowieckiego. To właśnie ten wątek działalności UPA jest przez władze ukraińskie uznawany za najważniejszy.
Dwie pamięci
Wersja wydarzeń przedstawiona przez czołowych polskich historyków zajmujących się tym zagadnieniem jest zatem mocno rozbieżna od oficjalnie propagowanej przez ukraiński aparat państwowy. Prowadzi to do uformowania mocno różniących się od siebie pamięci po obu stronach granicy. Z oczywistych względów obie te pamięci znajdują się na kursie kolizyjnym.

Warszawa, 08 lipca 2016 r. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko złożył kwiaty przed Pomnikiem Rzezi Wołyńskiej. (fot. Marcin Obara / PAP)
Pamięć martyrologiczna kłóci się z pamięcią bohaterską. Dla Polaków UPA związana jest z męczeństwem i kaźnią, co jest zrozumiałe z uwagi na skalę polskich ofiar. Dla Ukraińców jest ona wyrazem woli walki z sowieckim (a obecnie – rosyjskim) zniewoleniem.
W zależności od regionu przybierał on odmienne formy. Na Wołyniu i w Galicji Wschodniej przybrał on charakter zorganizowanego ludobójstwa. Działania te wyczerpują większość definicji tego zjawiska, zarówno tej podanej przez Rafała Lemkina, jak i obecnej, obowiązującej w wykładni Organizacji Narodów Zjednoczonych. Na Lubelszczyźnie i Rzeszowszczyźnie konflikt przybrał on charakter wojny partyzanckiej, w której obie strony dopuszczały się podobnych zbrodni.
Ukraińscy historycy podkreślają właśnie charakter konfliktu tam, gdzie siły były wyrównane, a przez to i liczby ofiar były zbliżone. Pomijają natomiast fakt, iż zanim konflikt objął te tereny, wymordowano Polaków na Wołyniu oraz częściowo w Galicji Wschodniej.
Zełenski to nie jest jedyny problem. Polska przyznawała odznaczenia mordercom. Co z tym zrobimy?
Ukraińska historiografia jest zaskakująco zgodna w pozytywnym odbiorze działalności OUN i UPA. Jest to zjawisko do tego stopnia bezkompromisowe, iż na ołtarzu polityki historycznej opartej o „białą” legendę wspomnianych formacji poświęcono również tysiące Ukraińców, którzy zginęli z rąk nacjonalistycznej partyzantki i członków banderowskiego podziemia. W polskiej świadomości funkcjonuje stereotypowy obraz, jakoby większość ukraińskich ofiar UPA stanowili ludzie ratujący Polaków. Nie jest to zgodne z prawdą.
Tych „ukraińskich sprawiedliwych” było zapewne kilkuset, może nieco więcej. Osób zamordowanych za rzeczywistą i domniemaną współpracę z komunistami było jednak wiele więcej, prawdopodobnie nie mniej niż 20 tys. Ginęli oni często wraz z rodzinami, co tylko przysparzało kolejnych dramatów w pacyfikowanej brutalnie przez sowieckie władze powojennej Zachodniej Ukrainie.
„Wołyń. Nie tylko historia”. Reportaż Arlety Bojke
Jak wspominał jeden z bojówkarzy SB OUN, odpowiedzialnej za wiele zbrodni popełnionych także na Ukraińcach: „plątał się taki chłopiec pod nogami, może miał pięć lat. Żal było [zabić], bo co zrobił, ale rodzina zapisana i już”. Ludzie ci byli mentalnie okaleczeni przez wojnę, do czego zresztą sami przyczynili się w dużym stopniu.
Gloryfikacja OUN i UPA na Ukrainie nie powinna dziwić wobec trwającej wojny z Rosją. Dodajmy: wojny o wszystko. Stanowi przede wszystkim odwołanie nie do antypolskich czystek, a do tradycji walki tych formacji z sowieckim zniewoleniem. Bez względu na to państwo ukraińskie gra cynicznie tą kartą, gdyż jego urzędnicy pozostają w pełni świadomi odpowiedzialności nacjonalistów za zbrodnie popełnione na ludności cywilnej – polskiej, ale i żydowskiej i ukraińskiej. Czy Polska powinna wobec tego milczeć? Moim zdaniem nie, natomiast warto również zwrócić uwagę na własne błędy, o których niżej.
Zamiast dialogu
Od 1943 r. minęło już 83 lata. Spośród kilkuset masowych mogił, kryjących szczątki zamordowanych na polach, uroczyskach, w lasach, zaledwie kilka doczekało się odnalezienia i ekshumacji. Dzięki staraniom Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zdołano ekshumować część ofiar zgładzonych w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej oraz w Gaju. Ostatnio podjęto prace w Puźnikach na Podolu. To kropla w morzu tych miejsc, które czekają na prace terenowe.
Na tym odcinku państwo polskie zawiodło. Nie po raz pierwszy zresztą. Nie wystąpił odpowiedni nacisk na ukraińskich partnerów, nie było zresztą – poza hucznymi zapowiedziami polityków – prób kompleksowego rozwiązania problemu.
Przynajmniej częściowo sprawy te traktowano instrumentalnie, na potrzeby kolejnych kampanii wyborczych. A oni tam są. Nadal. „Wie pan, może to i dlatego, że my wszyscy byliśmy ze wsi, to tak o nas zapomnieli? Ci z Katynia to elita, my – chłopi” – zapytała mnie kiedyś kobieta cudem ocalała z rzezi w powiecie Włodzimierz Wołyński. Nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć.
Z drugiej strony pojawiły się w Polsce środowiska odwołujące się do kresowości i w swoim przekazie, opartym na mediach społecznościowych, prezentujące wypaczony obraz przeszłości. Ba, część z reprezentujących je osób zaczęła nawet czerpać z tego zyski. Koszulki z nadrukami „Wołyń”? Gadżety? Kubki? Naklejki na samochody? Proszę bardzo – podobnych przykładów można by mnożyć.
Zaznaczyć warto, że poza bezrefleksyjnym epatowaniem Wołyniem ludzie ci osiągają w ten sposób materialną korzyść. Tego rodzaju działalność jest dla sprawy godnego upamiętnienia ofiar po prostu szkodliwa. Podawane przez te środowiska liczby zabitych (pojawiają się całkowicie oderwane od wyników badań liczby ofiar) nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością.
Decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednostce wojskowej nazwy „Bohaterów UPA” podzieliła Polaków i Ukraińców, gdyż musiało się tak stać. Zbyt inaczej postrzegamy jedną formację i jej dziedzictwo. Zbyt daleko jesteśmy w pozycjach zajętych wokół historii XX wieku.
Nie to jest jednak najgorsze – nie spory na linii głów państw, dyplomatów czy historyków wpływają najmocniej na wzajemne postrzeganie i relacje między narodami, a to, jak ludzie odnoszą się do siebie nawzajem. A po tej decyzji i polskiej reakcji internet zapłonął. Wywiązały się setki dyskusji, czy raczej kłótni. Zwykle bez wiedzy, bez argumentów. Za to z emocjami.
I znów uderzające podobieństwo, retrospekcja z przeszłości. Ponura. W jednym z podziemnych wydawnictw UPA apogeum antypolskiej akcji z lipca 1943 r. podsumowano: „płonęły lackie śmietniki”. Jeden z ukraińskich komentatorów skwitował to krótko: „UPA walczyła o Ukrainę, nawet mając za plecami te warszawskie śmieci”. Naturalnie nie brak i agresywnych, i obraźliwych postów w polskim internecie, skierowanych pod adresem Ukraińców en masse.

Domostawa, 30 maja 2025 r. Kandydat Komitetu Obywatelskiego w zbliżających się wyborach prezydenckich Karol Nawrocki podczas uroczystości złożenia kwiatów pod pomnikiem „Rzeź Wołyńska”. (fot. Darek Delmanowicz / PAP)
Widzimy zatem, jak mocno polityczna gra zaszkodzić może relacjom dwustronnym (Zełenski nie bez przyczyny ogłosił to akurat teraz, gdy sprawy afery korupcyjnej dotyczącej jego najbliższego otoczenia zataczają coraz szersze kręgi, a Ukraina coraz mocniej orientuje się na Niemcy) i skomplikować nawet rozmowę między „zwykłymi” ludźmi.
Bez względu na trudną sytuację, w której znalazł się dialog polsko-ukraiński, nie jest jeszcze za późno, aby powrócić do rozmowy. Ta oparta być jednak powinna na wynikach rzetelnych badań naukowych. I wrażliwości. Tak, właśnie ludzkiej wrażliwości.
Jeśli strona ukraińska zrozumie nasz ból i zrozumie, jak wielkim błędem było zabijanie tysięcy bezbronnych osób tylko za to, że byli Polakami, łatwiej będzie uznać wszystkie ofiary za wspólne. I polskie, których jest znacznie więcej, i ukraińskie, których wiele spoczywa na obecnie polskiej ziemi. I może wówczas pojednanie polsko-ukraińskie stanie się faktem, a nie życzeniem, o którym mówi się od długich dekad.

