Reklama
Świat

Bliski Wschód nad przepaścią. Czy USA wreszcie odetną pępowinę Izraelowi?

Porozumienie między USA a Iranem wywołało polityczną burzę w Izraelu. Krytycy alarmują, że Tel Awiw może próbować storpedować proces pokojowy, obawiając się utraty wpływów i militarnej przewagi w regionie.

Piotr Ikonowicz
Opinia autorstwa: Piotr Ikonowicz
Dzisiaj 17:17
6 min
Donald Trump zgodził się na warunki pokoju, które zwykle przyjmuje strona przegrana. (fot. East News)
TYLKO NA
  • Historyczne porozumienie USA z Iranem i miliardowe reparacje stawiają Izrael w roli geopolitycznego samotnika, tracącego dotychczasowe wpływy w Waszyngtonie.
  • Brutalne czystki etniczne w Libanie i na Zachodnim Brzegu sprawiają, że Europa odsuwa się od Tel Awiwu, a blisko tysiąc izraelskich żołnierzy trafiło już na listy zbrodniarzy wojennych.
  • Jeśli USA odetną strumień pieniędzy i broni, zdesperowani radykałowie z rządu Netanjahu mogą sięgnąć po doktrynę atomową, przynosząc regionowi „pokój popromienny”.

Po zawarciu traktatu pokojowego między Iranem i USA Izrael pieni się jak szare mydło. Nie mogą się pogodzić z tym, że nie udało się Iranu zrównać z ziemią ani cofnąć go do wieków średnich. Mordując, dokonując czystek etnicznych i anektując ziemie sąsiadów, nie będą już szli ramię w ramię z amerykańskim sojusznikiem.

Ben Gwir, minister, który był oskarżany ponad 50 razy i skazany za podżeganie do rasizmu oraz wspieranie organizacji terrorystycznej (chodzi o skrajnie prawicowy Kach, uznany w Izraelu i USA za organizację terrorystyczną), wrzeszczy, że porozumienie pokojowe ich nie wiąże, bo są suwerennym, niepodległym państwem. Oczywiście kłamie. Izrael jest wasalem USA i nawet kula, którą izraelski żołnierz zabił siedmiomiesięczną palestyńską dziewczynkę, strzelając jej w głowę, była przysłana i zapłacona przez Amerykanów.

Drogi pokój

Reklama
Reklama

Donald Trump zgodził się na warunki pokoju, które zwykle przyjmuje strona przegrana. Jest tam m.in. mowa o reparacjach wojennych na poziomie 300 mld dol. Taką cenę musi zapłacić za wycofanie się z wojny, która skutkuje drastycznym spadkiem poparcia w USA.

Powstaje więc pytanie, czy Izrael zdoła swymi atakami na Bejrut ten proces pokojowy zniweczyć i ponownie wciągnąć swego sojusznika do wojny? A także czy nadejdzie wreszcie ten czas, kiedy ten rzekomo suwerenny kraj, terroryzujący cały Bliski Wschód, zostanie sam na placu boju i będzie musiał zapłacić za swoje zbrodnie? Czy potężne lobby izraelskie w Stanach stanie się mniej potężne? Czy Ameryka wybije się na niepodległość i przestanie poświęcać własne interesy po to, żeby Bibi mógł toczyć na jej koszt nieustające, zbrodnicze wojny i unikać w ten sposób sądu, kary i więzienia?

Przeczytaj także: Izrael uderza w porozumienie Trumpa z Iranem. Politycy mówią o „katastrofie”

Europa stopniowo przytomnieje i na widok czystek etnicznych (wypędzenia 1,5 mln mieszkańców, w tym bardzo wielu chrześcijan, z Południowego Libanu) zaczyna się odsuwać od izraelskich zbrodniarzy. Już tysiąc izraelskich żołnierzy jest na liście zbrodniarzy wojennych — mamy ich zdjęcia i już nie przyjadą spędzać wakacji na francuskiej Riwierze, nie mówiąc już o Hiszpanii. Oczywiście nie wszyscy i nie w równym tempie.

Reklama
Reklama

Jeszcze nie tak dawno, kiedy zanosiło się na wizytę w Polsce ściganego listem gończym za zbrodnie wojenne premiera Izraela, nasz premier wraz z naszym prezydentem zapewniali się nawzajem, że nie aresztują Netanjahu. Nie dlatego, żeby ci panowie żywili podziw dla izraelskiego ludobójstwa, ale po to, by się podlizać Trumpowi. Teraz poparcie wojującego pretendenta do pokojowej Nagrody Nobla dla Bibiego nie jest już tak oczywiste.

Na Zachodnim Brzegu Jordanu Izrael zaczyna robić to, co w Gazie: mordować i odbierać ziemie Palestyńczykom. Ten oparty na prawie apartheidu reżim musi w końcu zostać powstrzymany od dalszych zbrodni, podobnie jak kiedyś Republika Południowej Afryki.

„Nie” dla fanatyków

Potrzebne jest całkowite embargo na handel z mordercami kobiet i dzieci. Kiedy Ben Gwir, znany też jako Ben Świr, znęcał się publicznie nad członkami floty, która płynęła z pomocą humanitarną dla Gazy, reakcja opinii publicznej świata była tak gwałtowna, że musieli ich natychmiast uwolnić. W cywilizowanym świecie nie powinno być miejsca na fanatyczne państwo, które morduje i anektuje ziemie sąsiadów w imię wizji Wielkiego Izraela.

Przeczytaj także: Trump ogłasza sukces. Izrael i Iran studzą emocje

Reklama
Reklama

Jest nadzieja, że przegrana wojna z Iranem, w którą Amerykę wciągnął Izrael, doprowadzi do zerwania tej dziwnej symbiozy, w ramach której to ogon macha psem.

Netanjahu zresztą nie wymachuje szabelką tak energicznie jak jego pozbawione rozumu, fanatyczne otoczenie. Jego pragmatyczny, względny spokój może oczywiście odebrać mu władzę, bo naród żydowski oszalał z nienawiści do praktycznie wszystkich sąsiadów i srogo ukaże premiera, który przestanie prowadzić zbrodnicze wojny napastnicze. A przeszkadza im każde państwo, które jest w stanie bronić się przed izraelską inwazją – nawet Turcja, posiadająca drugą co do siły armię NATO.

80 proc. ankietowanych obywateli Izraela chce wciąż podbijać i mordować sąsiadów. Czy zatem bomby nadal będą spadać na wypełnione ludźmi kawiarnie w Bejrucie? Czy kolejne regiony Libanu będą się wyludniać po izraelskich komunikatach, że zaraz będzie atak? Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że Izrael miał cudowną moc nakłaniania USA do głupot, ale czy USA są w stanie nakłonić Izrael, by się uspokoił, to się dopiero okaże.

Wyobraźmy sobie, że ktoś w Waszyngtonie zakręci kurek z bronią i pieniędzmi, a Izrael nie wstrzyma swoich morderczych działań. Wyobraźmy sobie, że pozbawiony amerykańskiego wsparcia przestanie wygrywać. Wtedy zawsze fanatycy z Tel Awiwu mogą użyć broni nuklearnej, czego zresztą izraelska doktryna wojskowa wcale nie wyklucza. Wtedy na Bliskim Wschodzie zapanuje wreszcie pokój – tyle tylko, że będzie to pokój popromienny.

Źródło: Zero.pl
Piotr Ikonowicz
Piotr IkonowiczDziałacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji, przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, socjalista - autor zewnętrzny