Reklama
Kraj

Chcesz przeżyć? Łam prawo. Polska to nie jest kraj dla biednych

Kiedy państwo nie zapewnia dostępu do leczenia, ciężar ratowania życia spada na obywateli. Zrzutki, prywatne wizyty i zadłużanie się stają się codziennością, a jednocześnie publiczne pieniądze płyną gdzie indziej, pozostawiając tysiące ludzi bez realnego wsparcia.

Piotr Ikonowicz
Opinia autorstwa: Piotr Ikonowicz
Dzisiaj 05:58
5 min
System jest zaprojektowany dla zamożnych. Kiedy kogoś stać na wszystkie opłaty, patrzy z góry na tych, którzy kombinują, żeby przetrwać. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Z powodu niezdolności do pracy można otrzymać zasiłek stały do 1229 zł. Jeżeli spróbujesz do tego zasiłku dorobić, kwotę zarobioną odejmie się od sumy zasiłku. Poznałem kiedyś gościa, który dostawał taki zasiłek, który wtedy wynosił 640 zł. Za 500 zł wynajmował pokój, a za resztę – 140 zł – żył.

Znałem też człowieka, który żył z takiego zasiłku i jednocześnie był ławnikiem w sądzie rodzinnym. Za tę pracę uzyskiwał 500 zł miesięcznie, ale całość tego dochodu odejmowano od zasiłku i wypłacano mu 140 zł. Jedyny sposób, żeby ominąć zasadę, która skazywała ludzi na głodowy zasiłek i ani grosza więcej, to dorabiać na czarno.

Prawo do niezależnego życia osób z niepełnosprawnościami – jak wygląda w Polsce

Łamać przepisy jest nieładnie, ale z czegoś trzeba żyć. Doradzam samotnym matkom, żeby brały zasiłki i dorabiały w szarej strefie, bo inaczej nie dadzą rady z rachunkami.

Reklama
Reklama

System dla zamożnych

Kiedyś w walce z wykluczeniem energetycznym chcieliśmy zwrócić uwagę opinii publicznej na pewien blok na Pradze, gdzie co drugie mieszkanie miało wyłączony prąd. Ale mieszkańcy ubłagali nas, żebyśmy tego nie robili, bo większość mieszkań była podłączona na lewo. Tylko tak mogli przetrwać zimę lokatorzy mieszkań komunalnych, w których ogrzewanie było elektryczne.

W Unii jest reguła, że jeżeli ktoś wydaje na prąd więcej niż 10 proc. budżetu domowego, to jest dotknięty wykluczeniem energetycznym. Ja i większość moich znajomych wydajemy o wiele więcej.

System jest zaprojektowany dla zamożnych. Pogoda jest dla bogaczy. Kiedy kogoś stać na wszystkie opłaty, patrzy z góry na tych, którzy kombinują, żeby przetrwać.

Reklama
Reklama

Kobieta w średnim wieku zadłużyła mieszkanie, bo musiała walczyć o życie chorego męża. Nie chciała czekać na wizyty u lekarzy specjalistów miesiącami czy nawet latami. Wolała wziąć chwilówkę i nie zapłacić czynszu. I udało się – mąż wyżył, tylko że czeka ich eksmisja. Zrobimy, co się da, żeby ich przed nią obronić, ale wiele podobnych rodzin znajdzie się na bruku, bo wybierając między życiem i zdrowiem najbliższych a płaceniem rachunków, wybrali życie.

Dłużnicy czynszowi nie mają dobrej prasy. Ale przecież te długi są stąd, że w NFZ jest ponad dwudziestomiliardowa luka. Ci, którzy wydają więcej na zbrojenia niż na ochronę zdrowia, nie są z tego rozliczani.

Podwójna moralność

Są dwie moralności: moralność sytych i bogatych oraz nasza moralność – tych, którzy ledwo wiążą koniec z końcem. Przychodzi taki moment, kiedy wiadomo, że jakiś lek czy terapia dają nadzieję, ale my nie jesteśmy w stanie pożyczyć nawet u lichwiarzy. Pacjent umiera na uleczalną chorobę, choć mógłby żyć. Jest kolejna ofiara tej wojny, co to ma być z Rosją, choć nie na pewno. Martwimy się, że rodzi się za mało dzieci, a przecież Polaków ubywa z powodu nieleczenia – to są te ponadnormatywne zgony.

Przeczytaj także: Zbliża się nowy wyścig zbrojeń nuklearnych. Eksperci biją na alarm

Reklama
Reklama

Ludzie są wspaniali. Zrzucili się na chore na raka dzieci. A przecież żadna zrzutka nie byłaby potrzebna, gdyby w NFZ nie było dziury. Jeżeli w ramach oszczędności zmniejszono dziesięciokrotnie liczbę badań, to zgodzono się, że spadnie wykrywalność chorób, a co za tym idzie – możliwość wczesnego wykrycia choroby i jej wyleczenia. Zebrano miliony – to piękny gest, ale potrzebne są miliardy, konkretnie 22 mld. Tylko że ich nie ma, bo poszły na armaty.

Miliardy na broń

Zapobiegliwość naszych obrońców Ojczyzny jest tak wielka, że mamy mieć więcej Himarsów niż USA, tyle że bez pocisków. Bo pociski poszły na Iran, do Izraela, do krajów Zatoki i na uzupełnienie zapasów Ameryki, a jak coś zostanie, za ileś tam lat może dla nas.

Przeczytaj także: Wydajemy na obronę 5 proc. PKB, a efektów brak? Gdzie podziały się te pieniądze?

Wydajemy jak szaleni wielkie pieniądze na broń, której nie ma, zamiast na ratowanie życia Polaków, choć sprzęt medyczny jest – piękny, aż błyszczy – tylko nie ma pieniędzy, żeby opłacić procedury medyczne. A jak lekarze się zlitują i zaczną leczyć chorych, to się okazuje, że zachorowało więcej, niż przewidziano, i są „nadwykonania”. Kierownictwo resortu twierdzi, że należało nie leczyć, bo to leczenie powoduje zadłużenie, i teraz będzie się szpitale zamykać.

Reklama
Reklama

Ci, którzy umierają w kolejkach do lekarza, muszą uświadomić sobie, że czynią to dla dobra Ojczyzny, która musi się w pierwszym rzędzie zbroić.

Proponuję, żebyśmy, jak w międzywojniu, zbierali na armaty, a ludzi leczyli pieniędzmi z budżetu. Polska nigdy nie była tak bogata, ale tego bogactwa brakuje na ratowanie ludzkiego życia. Umierają, choć wojny nie ma i nie wiadomo, czy będzie.

    Źródło: Zero.pl
    Piotr Ikonowicz
    Piotr IkonowiczDziałacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji, przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, socjalista - autor zewnętrzny