Reklama
Kraj

Kłamstwo w polityce się opłaca, czyli jak obiecać, wygrać i zapomnieć

Kłamstwo w polityce nie szokuje już nikogo – ot, stały element kampanii i rządzenia. Obietnice bez pokrycia, wygodne narracje i selektywna prawda stały się nową normą, którą wyborcy zdają się akceptować z rezygnacją.

Piotr Ikonowicz
Opinia autorstwa: Piotr Ikonowicz
Dzisiaj 06:00
7 min
Najczęstszymi kłamstwami polityków są obietnice wyborcze. Dziennikarze już się tak do tych kłamstw przyzwyczaili, że mało kto próbuje na konferencjach prasowych rozliczać polityków z budowy mieszkań komunalnych, akademików za złotówkę czy krótkiej kolejki do lekarza. (fot. Shutterstock)
TYLKO NA

Odpowiedzialność polityka za kłamstwo jest tylko polityczna. Choć wobec Clintona, który skłamał przed Kongresem, uruchomiono impeachment (procedurę odwołania) nie za to, że sypiał z Moniką Lewinsky, ale za to, że kłamał w sprawie tego romansu. Trump skłamał, że nie będzie wszczynał wojen, a skupi się na sprawach Ameryki i Amerykanów. Jedyną konsekwencją tego kłamstwa, złamanej obietnicy, jest spadek poparcia. O impeachmencie nie ma mowy.

Kiełbasa wyborcza

Najczęstszymi kłamstwami polityków są obietnice wyborcze. Dziennikarze już się tak do tych kłamstw przyzwyczaili, że mało kto próbuje na konferencjach prasowych rozliczać polityków z budowy mieszkań komunalnych, akademików za złotówkę czy krótkiej kolejki do lekarza. O stu konkretach zapomniano jeszcze przed upływem stu dni rządów Tuska. Prawda tkwi w budżetach, w których pieniędzy na spełnienie tych obietnic po prostu nie ma.

Pierwszym wyłomem w ciągu niespełnionych obietnic była pierwsza kadencja władzy PiS, który, ku zdumieniu opinii publicznej, spełnił wiele ze swoich kluczowych obietnic, z zasiłkiem na dzieci czy ustawową stawką godzinową na czele. To właśnie dotrzymanie przez polityków słowa było szokiem. Do kłamstw byliśmy przyzwyczajeni.

Reklama
Reklama

Kaczyński o Nawrockim. Mówi, kiedy ostatnio rozmawiali

Zbliża się kolejna kampania wyborcza i kandydat PiS na premiera, Przemysław Czarnek (profesor), uraczył nas frazą: „OZE – sroze”. Tak bezczelnego kłamstwa już dawno nie było, bo człowiek, który odwołał się do ludzkiej głupoty, sam okazał się dość rozumny, by u siebie na dachu zamontować panele fotowoltaiczne. Głupi lud miał uwierzyć, że ekologia to bzdura, ale sam głosiciel tej tezy śmiało korzysta z odnawialnego źródła energii.

Okazuje się, że ten, który wygaduje głupstwa, że jedyny rodzaj ekologów to ekoterroryści, sam w te brednie nie wierzy i płaci mniej za energię dzięki ekologicznemu rozwiązaniu. Czy byłoby lepiej, gdyby Czarnek wierzył w wygadywane przez siebie androny? Mimo wszystko chyba lepiej, że potencjalny premier nie jest zupełnym idiotą, chociaż trochę boli, że nie jest z nami szczery.

Ciemny lud to kupi

Sam język wypowiedzi też jest nastawiony na kokietowanie ludzi niekulturalnych, chociaż znam Czarnka i w osobistych kontaktach nie używa wulgaryzmów. On jednak ma bardzo niskie mniemanie o swoich wyborcach, skoro uważa, że rubaszny czy wręcz chamski styl wypowiedzi bardzo im się spodoba. Myli się. Rolnicy szanowaliby go bardziej, gdyby zachowywał się jak profesor, a nie gość spod budki z piwem.

Reklama
Reklama

Stosunek panów posłów, ministrów, premierów i senatorów do prostego ludu jest pełen pogardy. Dlatego z taką łatwością przychodzi im ściemnianie. Nie doceniają inteligencji mas. Choć 80 proc. Polaków ma maturę. I jeżeli ludzie wygadują ewidentne głupoty, to zwykle powtarzają za klasą polityczną.

Czasami kłamstwa są nieco bardziej zawoalowane niż fraza Czarnka. Aby przekonać wyborców, że jego rząd zamierza budować mieszkania komunalne, Tusk w kampanii wyborczej użył hasła ruchu lokatorskiego: „Mieszkanie prawem, nie towarem”. Samo zdanie jest jak najbardziej prawdziwe, ale kiedy wygłasza je koleś, który nie ma najmniejszego zamiaru budować tanich mieszkań pod wynajem, jest to kłamstwo wredne i skuteczne.

Najgorsze jest to, że trudno odróżnić, kiedy premier czy prezydent mówią prawdę, a kiedy kłamią. Słowa tracą stopniowo sens i znaczenie. Ludzie na ten brak komunikacji reagują różnie. Jedni fanatycznie wierzą notorycznemu kłamcy, bo się do niego przywiązali, bo on jest z ich obozu politycznego. Inni znów próbują się ratować, przyjmując postawę obronną, nie chodząc na wybory w przekonaniu, że wszyscy politycy kłamią.

Reklama
Reklama

Są i tacy politycy, którzy na stawiane im zarzuty odpowiadają jak przestępcy. Idą w zaparte. Tak reaguje Trump, który na zarzut, że ludziom żyje się pod jego rządami gorzej, odpowiada, że wręcz przeciwnie – że on wie, że są z niego bardzo zadowoleni, wręcz pieją z zachwytu. A sondaże, cóż, to wina tendencyjnych mediów, które go krytykują i kłamią.

Między światem zakłamanych i bardzo zadowolonych z siebie polityków a światem realnym rośnie przepaść. Zwłaszcza że coraz trudniej zrozumieć świat, w którym przestają się liczyć wartości, a tylko siła budowana na oszukiwaniu.

Kampania kłamstw

Na kłamstwie budowana jest wrogość do innych narodów czy imigrantów. Kampania kłamstw nacjonalistycznej prawicy wzmocniła falę niechęci do Ukraińców i Ukrainy. Warto zacytować ukraińskiego profesora nauczającego w Ottawie, w Kanadzie, prof. Iwana Kaczanowskiego, który brednie na temat Ukrainy odkłamuje takimi oto słowami:

„Przystąpienie Ukrainy do NATO stanowiłoby realne zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji. Putin wyolbrzymiał jednak perspektywę członkostwa Ukrainy w NATO oraz zaangażowania wojskowego państw członkowskich NATO na Ukrainie, np. rozmieszczenia amerykańskich rakiet. Wbrew argumentacji rosyjskiego rządu, który uzasadnia tę wojnę jako wojnę prewencyjną, rosyjska inwazja jest niezgodna z prawem międzynarodowym, ponieważ nie istniało żadne bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji. Chociaż rząd Ukrainy ogłosił plany przystąpienia do NATO, a NATO publicznie oświadczyło podczas szczytu w Bukareszcie oraz przed wojną i w jej trakcie, że Ukraina zostanie w przyszłości członkiem NATO, nie istniało bezpośrednie prawdopodobieństwo członkostwa Ukrainy w NATO ani rozmieszczenia tam przez NATO rakiet dalekiego zasięgu lub broni jądrowej. Jednak Ukraina stała się państwem klienckim Stanów Zjednoczonych i porzuciła swoją neutralność po wspieranym przez Zachód brutalnym i nielegalnym obaleniu prorosyjskiego rządu w 2014 r.
Wbrew twierdzeniom Putina, używanym do uzasadnienia rosyjskiej inwazji, rząd i wojsko ukraińskie nie są nazistowskie ani neonazistowskie. Jednak skrajna prawica, w tym neonaziści, w szczególności w kierowanym przez neonazistów ruchu Azow oraz innych formacjach kierowanych przez neonazistów, a także członkowie organizacji neonazistowskich są zintegrowani z Gwardią Narodową, policją, Siłami Zbrojnymi Ukrainy i Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy.
Mają oni nieproporcjonalnie dużą władzę w stosunku do liczby swoich członków, a w szczególności są w stanie obalić Zełenskiego, co udowodnili, gdyby zgodził się on na porozumienie pokojowe mające zakończyć wojnę rosyjsko-ukraińską. Moje badania naukowe pokazują, że skrajnie prawicowe ugrupowania, takie jak Prawicowy Sektor i Swoboda, były zaangażowane w brutalne obalenie rządu Janukowycza w 2014 r. poprzez inscenizowaną przez najemników na ich żołdzie masakrę jednocześnie policjantów, jak i aktywistów antyrządowych na Majdanie oraz próbę zamachu na Janukowycza. Jednak obalenie to nie było 'faszystowskim' zamachem stanu, ponieważ skrajna prawica działała wtedy w sojuszu z oligarchiczną opozycją z Majdanu i nie utworzyła nowego rządu na Ukrainie, choć stała się częścią rządu. Wbrew twierdzeniom Putina nie ma dowodów na ludobójstwo etnicznych Rosjan lub osób rosyjskojęzycznych na Ukrainie. Istnieje jednak dyskryminacja osób rosyjskojęzycznych...”

Reklama
Reklama

Profesor wygłosił te słowa w wywiadzie dla portugalskiej gazety. Ja je przytaczam, by polski czytelnik poznał tę znakomitą odtrutkę na bezrozumny antyukraiński hejt.

Czytaj też: Ustawa o statusie osoby najbliższej w Sejmie. Politycy komentują

Takich toksycznych kłamstw jest wiele. I tu przydałby się głos jakiegoś epidemiologa, który by wyjaśnił, jak kapitalną bzdurą jest wypowiedź Kaczyńskiego o tym, że imigranci przynoszą nam choroby.

Źródło: Zero.pl
Piotr Ikonowicz
Piotr IkonowiczDziałacz społeczny, polityk, dziennikarz, poseł na Sejm II i III kadencji, przewodniczący Ruchu Sprawiedliwości Społecznej, socjalista - autor zewnętrzny