Reklama
Kraj

Mobber zawsze okaże się słabszy [OPINIA]

Drogi mobberze, jeśli sądzisz, że jesteś wszechmocny, rozstawiasz wszystkich, jak pionki na planszy i nikt ci nie podskoczy, pamiętaj, że to nie trwa wiecznie. W końcu znajdzie się ktoś, kto zadba o dowody, zdobędzie się na odwagę i o wszystkim opowie. I ostatecznie to on wygra.

Paweł Figurski
Opinia autorstwa: Paweł Figurski
Dzisiaj 13:20
5 min
Mirosław Minkina. (fot. Uniwersytet w Siedlcach)

Światła zawsze ustawione są na mobbera. Emocjonujemy się informacjami, które wychodzą na wierzch. Dziwimy się, jak ten szanowany człowiek, który często ma usta pełne frazesów, mógł się tak okropnie zachować wobec innych. Ofiary są trochę w tle, a to one wykonały najcięższą pracę, a ich największy koszmar być może dopiero się zaczyna.

Mirosław Minkina nie jest mobberem. Przynajmniej w świetle prawa. Nie został skazany, a on sam – czego dał wyraz w niedawnym oświadczeniu – walczy o zasadę domniemania niewinności. Nie można mieć jednak wątpliwości, że – delikatnie ujmując – zachowywał się niewłaściwie wobec swoich podwładnych.

Erotyczne wiadomości i korupcyjna oferta

Minkina to rektor (obecnie zawieszony) Uniwersytetu w Siedlcach. Ponad rok temu opisałem z Patrykiem Słowikiem na łamach Wirtualnej Polski jego zachowanie względem pracowników uczelni. Pokazaliśmy erotyczne SMS-y, które wysyłał pracownicom naukowym. Gdy przedstawiliśmy mu dowody, stwierdził, że były to żarty, a kobiety nie mają prawa czuć się urażone. Ujawniliśmy, w jaki sposób korumpował podwładnych, by ci zagłosowali na niego w wyborach na rektora. Zapytany, czy to nie korupcja, mówi, że przecież wszyscy tak robią.

Minkina czuł się nietykalny. I można odnieść wrażenie, że słusznie. Ministerstwo nauki od razu wyraziło oburzenie i obiecało błyskawiczne decyzje. Potem powołało jednego rzecznika dyscyplinarnego, następnie drugiego i tak to się wszystko procedowało w ślimaczym tempie. Dopiero w maju minister nauki zawiesił Minkinę, a teraz o jego losie zdecyduje uczelniane Kolegium Elektorów.

Reklama
Reklama

I nie jest to los przesądzony, bo – co w dzisiejszym wywiadzie w Zero.pl ujawnia Marcin Chrząścik, doktor nauk ekonomicznych z Uniwersytetu w Siedlcach – wielu elektorów zawdzięcza swoją pozycję Minkinie i oni mogą zrobić wiele, by rektora obronić. Zresztą Rada Uczelni nie tak dawno opublikowała oświadczenie, w którym stwierdziła, że tekst o Minkinie zawierał elementy manipulacji i dezinformacji. Pamiętajmy, że Minkina do wszystkiego się przyznał, tylko nieco inaczej interpretuje swoje zachowanie.

Cena słowa „nie”

Obok jednego negatywnego bohatera całej tej historii, Marcin Chrząścik jest bohaterem wybitnie pozytywnym. On i jeszcze kilku pracowników uczelni, którzy powiedzieli „nie” praktykom Minkiny.

Marcin Chrząścik w wywiadzie dla Zero.pl opowiedział o kosztach wypowiedzenia tego słowa. O hakach, które szukano na przeciwników Minkiny. O osobach, które straciły pracę lub stanowisko. A także o tych, którzy pracę i stanowisko otrzymali, bo powiedzieli Minkinie „tak”.

Reklama
Reklama

Relacje Chrząścika mrożą krew w żyłach. Gdy jako sygnalista powiadomił ministerstwo nauki o nieprawidłowościach, spadła na niego lawina oskarżeń. Chrząścik został oskarżony o kradzież obrazu. Sprawa została umorzona, a obrazu nikt nie ukradł. Chrząścik miał popełnić furę przestępstw. Prokuratura albo nawet nie wszczynała śledztwa, albo chwilę później je umarzała.

Chrząścik musiał tłumaczyć się przed ZUS i urzędem skarbowym, bo na Facebooku napisał, że jego babcia ma mieszkanie do wynajęcia. Został oskarżony o złożenie fałszywego oświadczenia majątkowego. Nie, nie zapomniał jako radny gminy o wpisaniu luksusowego zegarka. Jego żona prowadzi handel przez internet, a skoro on jej pomaga jako mąż, to na pewno ukrywa dochód z tego tytułu. Absurdalne oskarżenie prokuratura wyśmiała.

Na Chrząścika nasłano też detektywów. Choć nieudolnych, bo naukowiec szybko się zorientował, że jest śledzony. Być może to przypadek, ale kilka tygodni temu Mirosław Minkina ujawnił na Senacie nagrania prywatnych rozmów pracowników, w tym Chrząścika. Powiedział, że ktoś mu podrzucił pendrive’a z materiałem.

Lektura obowiązkowa dla szefów

W takiej atmosferze Marcin Chrząścik nadal pracuje na Uniwersytecie w Siedlcach. I nie zamierza odchodzić. W pozwie o mobbing ze strony Minkiny opisał 32 zdarzenia. Jak mówi, świetnie udokumentowanych.

Reklama
Reklama

W historii Mirosława Minkiny, byłego pułkownika Wojskowych Służb Informacyjnych, może oburzać wiele. Od zachowania rektora, przez opieszałość ministerstwa, po postawę części kadry uczelni, która do końca będzie bronić skompromitowanego szefa. Ale w pamięci pozostać powinna postawa Marcina Chrząścika, a wywiad z nim to lektura obowiązkowa dla każdego szefa, który jest przekonany o swojej wielkości i który nie może poradzić sobie z chęcią rozstawiania wszystkich po kątach. Pamiętajcie, to zachowanie ma datę ważności.

 

Źródło: Zero.pl