Reklama

Dyplom w godzinę i "automatyzacja sprzedaży". Ostry raport o wrocławskiej uczelni

Reklama

Zamiast rzetelnej nauki – testy rozwiązywane w pętli do skutku. Zamiast wykładowców – deweloperzy i specjaliści od Google’a. Ujawnione przez "Newsweeka" nieprawidłowości w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu malują obraz instytucji, która bardziej przypomina sklep z usługami niż ośrodek akademicki. Ministerialny raport potwierdza: uczelnia prowadziła kierunki bez uprawnień i wprowadzała studentów w błąd.

Sala wykładowa.
Zdjęcie ilustracyjne. Sala wykładowa z prelegentem i słuchaczami. (fot. Matej Kastelic / Shutterstock)
  • Studenci WSKZ we Wrocławiu przyznają, że zaliczenie semestru zajmowało zaledwie godzinę, a testy online można było powtarzać wielokrotnie, aż do uzyskania pozytywnego wyniku.
  • Kontrola resortu nauki wykazała brak dowodów na zajęcia stacjonarne, niekompletną dokumentację oraz prowadzenie kierunków, na które uczelnia nie miała uprawnień.
  • Eksperci i konkurencyjne uczelnie zarzucają WSKZ pełną automatyzację "sprzedaży wiedzy" i nastawienie na zysk przy minimalnym wkładzie merytorycznym.

Reklama

Na łamach "Newsweeka" opisano nieprawidłowości w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu.

WSKZ – testy do skutku

Redakcja postanowiła sprawdzić otrzymywane doniesienia. Jej przedstawiciel po zapisaniu się na studia podyplomowe otrzymał dostęp do materiałów dydaktycznych i testów, które mógł zdawać do skutku – bez konieczności zapoznawania się z wykładami.

Ministerialna kontrola

Uczelnią w 2024 r. zainteresowała się posłanka Paula Matysiak po zgłoszeniach słuchaczy studiów podyplomowych, która złożyła interpelację do ministerstwa.


Reklama

– Opowiadali, że kiedy się zapisywali na te studia, dostawali informację, że ich organizacja będzie elastyczna, będą mieli możliwość dokończenia praktyk do sześciu miesięcy po semestrze. Potem zasady się zmieniły. (...) Zero komunikacji, nie mogli się niczego dowiedzieć – powiedziała.


Reklama

WSKZ odrzuciła oskarżenia. Ministerstwo w odpowiedzi na interpelację Matysiak przekazało, że w uczelni wcześniej wszczęto doraźną kontrolę.

Ministerialny raport wykazał, że uczelnia oferowała kierunki, których nie miała prawa prowadzić. Kandydaci byli przez WSKZ wprowadzani w błąd niepełnymi lub mylącymi informacjami o ofercie edukacyjnej. Kontrola wykazała również brak dowodów na przeprowadzenie zajęć stacjonarnych – harmonogramy zjazdów nie pokrywały się z fakturami za wynajem sal. Dokumentacja przebiegu studiów prowadzona przez uczelnię była niekompletna lub zawierała sprzeczne dane.

Kontrolerzy najwięcej zastrzeżeń mieli do studiów podyplomowych. Uczelnia rekrutowała bez weryfikacji posiadania przez kandydatów dyplomów ukończenia studiów. Brakowało ewidencji słuchaczy, dokumentacji przebiegu studiów oraz odpisów świadectwa. Zastrzeżenia dotyczyły też możliwości dołączania do już studiujących grup.


Reklama

WSKZ poinfomowała, że "zrealizowała wszystkie zalecenia wyrażone w wystąpieniu pokontrolnym, do realizacji których była zobowiązana".


Reklama

W szkolnictwie wyższym zawsze były patologie, ale tu skala jest ogromna. A to, co się dzieje we Wrocławiu, uderza w cały sektor uczelni niepublicznych – skomentował rektor innej prywatnej uczelni.

– Ministerstwo nauki zawsze w takich sytuacjach pisze, że wpłynęły sygnały i żąda wyjaśnień. Jednak takie pismo żadnego problemu nie rozwiąże, bo uczelnia odpowie, że wszystko jest w porządku, to, co napisał "Newsweek", to nieprawda – dodał pracownik ministerstwa.

Collegium Humanum

To nie jedyna afera, jaka w ostatnich latach przetoczyła się przez polskie uczelnie. Od 2022 r. trwa śledztwo prokuratury dotyczące Collegium Humanum. Do grudnia zeszłego roku zarzuty postawiono ponad 80 osobom, w tym politykom, samorządowcom, urzędnikom i rektorom uczelni.


Reklama

Wśród osób z zarzutami są m.in. prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, były rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy Błażej Spychalski, byli europosłowie PiS Karol Karski i Ryszard Czarnecki czy ambasador Polski we Francji Jan Emeryk Rościszewski.


Reklama

Śledczy ustalili, że uczelnia w zamian za łapówki wydawała dyplomy ukończenia studiów, w tym MBA, które wymagane były do zasiadania w radach nadzorczych spółek z udziałem Skarbu Państwa.

 


Reklama