Reklama
Reklama
Reklama

Sygnalista z Uniwersytetu w Siedlcach: Rektor Minkina próbuje mnie zniszczyć

TYLKO NA

– Gdy zgłosiłem ministerstwu nieprawidłowości dotyczące rektora Mirosława Minkiny, zostałem oskarżony o kradzież, donoszono na mnie do prokuratury, skarbówki i ZUS-u, a także wynajęto detektywów, którzy mnie śledzili – ujawnia Marcin Chrząścik, pracownik naukowy Uniwersytetu w Siedlcach.

minkina-desktop
Mirosław Minkina i Marcin Chrząścik (fot. UwS, archiwum prywatne)
  • Rektor Uniwersytetu w Siedlcach, prof. Mirosław Minkina, stworzył system oparty na ludziach dawnych służb, kupczeniu stanowiskami i eliminowaniu konkurencji – ujawnia w wywiadzie dla Zero.pl dr Marcin Chrząścik.
  • „Trzema kolorami znaczyliśmy elektorów”. Świadek i sygnalista odsłania kulisy manipulacji wyborczych, tworzenia „haków” na opozycję oraz bezwzględnego wycinania kontrkandydatów, by rektor mógł wygrać wybory... sam ze sobą.
  • W 2025 r. Paweł Figurski i Patryk Słowik ujawnili, że prof. Minkina wysyłał do podwładnych wiadomości o charakterze seksualnym. W artykule opisali też wątki korupcyjne.
  • Minister nauki Marcin Kulasek zawiesił rektora dopiero w maju br.
  • O losie rektora zdecyduje teraz Kolegium Elektorów UwS. Sygnalista mówi, że to w dużej mierze osoby, które Minkinie zawdzięczają swoją pozycję.

Paweł Figurski, Zero.pl: Rektor Mirosław Minkina został zawieszony. To jednoznacznie dobra wiadomość, czy ma pan wątpliwości?

Marcin Chrząścik, doktor nauk ekonomicznych w dyscyplinie nauk o zarządzaniu, pracownik Uniwersytetu w Siedlcach: Wiceminister nauki Karolina Zioło-Pużuk w ostatnim wywiadzie w TVP stwierdziła, że minister Marcin Kulasek zawiesza rektora, bo materiał dowodowy, którym dysponuje, jasno wskazuje, że Mirosław Minkina naruszył przepisy. To samo usłyszałem od niej na proteście naukowców pod Sejmem. Cała procedura zmierza do usunięcia Minkiny ze stanowiska. To jest bardzo dobra wiadomość.

Mam jednak wątpliwości, bo o jego losie zdecyduje teraz Kolegium Elektorów. I po latach rządów rektora, zastraszania, niewłaściwego traktowania pracowników, ale też zachowań korupcjogennych, mamy świadomość, że do odwołania może nie dojść. Nawet kilka dni temu spotkałem pewnego profesora, który otwarcie powiedział mi: „Ty wiesz, że oni go nie odwołają?”.

Reklama
Reklama

Kolegium Elektorów – co to za ciało?

To jest organ, który składa się z przedstawicieli różnych grup związanych z uniwersytetem: profesorów, doktorantów, studentów, pracowników administracji, obsługi. Kolegium w obecnym składzie zostało powołane w 2022 r. i liczyło wówczas 160 osób, obecnie jest w nim 126 osób.

Czyli 126 osób zdecyduje o losie rektora Minkiny. Dlaczego ma pan wątpliwości?

Bo jak się spojrzy na listę elektorów, to mamy wielkie grono osób, które w 2024 r. wybrało Mirosława Minkinę na rektora.

Reklama
Reklama

Tak to wygląda w demokracji.

Zgoda, gdyby nie manipulacja i korupcja wyborcza, do których doszło i których nawet ja byłem obiektem. Poza tym Minkina, od początku swoich rządów, skrupulatnie wymieniał kadry na przychylne sobie. To głównie byli lub obecni funkcjonariusze różnych służb.

Mocny zarzut.

Na który mamy dowody. Na przykład mail z 2022 r., gdy Stanisław Topolewski, ówczesny dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa, zaczął tworzyć grupę osób, która miała zadbać, by dwa lata później Minkina został rektorem. To kumpel Minkiny, były oficer Wojsk Lądowych. Po wyborach awansował na dziekana.

Reklama
Reklama

To wiadomość do jego podwładnej, która została przewodniczącą Uczelnianej Komisji Wyborczej. Grupa zaczęła się powiększać, aż po roku i ja zostałem do niej dodany, więc trafiły do mnie wszystkie wcześniej wysyłane maile. Myślałem, że wchodzę do grupy, która ma przygotować kandydaturę Minkiny do reelekcji, nawet opracowałem plan, jak go wypromować. Okazało się, że tam mało kto o pozytywnej kampanii myślał. 

To nad czym pracowaliście?

Wszystko zmierzało do tego, jak skonfigurować składy odpowiednich komisji wyborczych i Kolegium Elektorów. Otrzymaliśmy tajne listy z danymi pracowników, którzy wybiorą elektorów, by zapewnić Mirosławowi Minkinie sukces wyborczy. Trzema kolorami zaznaczaliśmy: pewniaków, którzy zagłosują za Minkiną, zagorzałych przeciwników i tych, nad którymi trzeba popracować.

Reklama
Reklama

Pomysłem Maliny Kaszuby, obecnej prorektor, na osłabienie opozycji było to, by radykalnych przeciwników Minkiny powołać do komisji wyborczych. A członek komisji nie może wejść do Kolegium Elektorów. Sprytne.

A jak przekonywać tych, nad którymi trzeba popracować?

Mam takiego maila, którego Mirosław Minkina otrzymał od Bena.

Od Bena?

Reklama
Reklama

Tak, rektor lubił nadawać kryptonimy i pseudonimy. Ben to akurat był dr Radosław Korneć, który przygotował dowód w postaci uchwały przyznającej Tamarze Zacharuk, kontrkandydatce Minkiny w wyborach na rektora, dodatek w czasach pandemii. To miał być na nią hak. Jeden z wielu haków. Dostałem zadanie, aby na podstawie tych haków stworzyć z Benem system internetowego hejtu Zacharuk – wtedy ostatecznie zmieniłem preferencje co do kandydata. Ale to nie wszystko.

Zacharuk pozbyto się w inny sposób. Po prostu wycięto ją z wyborów. Rada uczelni poprosiła Senat o zaopiniowanie dwóch kandydatur – Mirosława Minkiny i Tamary Zacharuk. Senat pozytywnie zaopiniował kandydaturę Minkiny i mimo że odbyło się głosowanie również w sprawie Zacharuk jako kandydatki, to nie wspomniano o niej w ogóle w odpowiedniej uchwale, co ministerstwo później oceniło jako błąd. W ten sposób na placu boju pozostał tylko jeden kandydat. Minkina wygrał więc sam ze sobą. Choć i tak o włos.

Profesor kontra rektor. Konflikt na SGGW wszedł w nową fazę

Można się pogubić w tych ciałach. Wcześniej było głosowanie Kolegium Elektorów. Tam Minkina zdobył 77 głosów, a Zacharuk 70.

Reklama
Reklama

Zgadza się. I dlatego w ostatecznych wyborach powinny być poddane pod głosowanie dwie kandydatury.

Skupmy się na Kolegium Elektorów. To ciało zdecyduje niedługo, czy Mirosław Minkina pozostanie rektorem, czy straci stanowisko. Kto się w nim znajduje i dlaczego pana zdaniem będzie chciało obronić Minkinę?

Bo to ekipa, która bardzo wiele Minkinie zawdzięcza i która będzie go bronić, żeby zachować swoją pozycję.

Malina Kaszuba. Od 2019 r. do 2024 r. przeszła ścieżkę kariery od adiunkta, czyli pracownika takiego jak ja teraz, do prorektora. Półtora miesiąca po wyborze Minkiny dostała od uczelnianej komisji działkę o wartości ok. 300 tys. zł. Pewnego dnia Minkina powiedział przewodniczącej komisji, że taka Kaśka i Malina złożą wnioski i komisja ma przyznać im działki. Tak się stało. Do przekazania jednak nie doszło, bo zrobiła się afera.

Reklama
Reklama

Dalej, Radosław Korneć. Z nim miałem przyciągnąć głosy studentów. Ja jednak się z tej grupy wypisałem, a Korneć poszedł za Minkiną i Kaszubą. Był prodziekanem i utrzymał swoje stanowisko. Jego partnerką była studentka naszej uczelni. Gdy skończyła studia, została nauczycielem akademickim. Bez żadnego konkursu. To się robi tak, że zatrudnia się kogoś na trzy miesiące, a potem przedłuża umowę. W takim scenariuszu konkurs nie jest potrzebny.

Korneć dostał to, co i ja mogłem otrzymać. W zamian za poparcie miałem dostać dodatkowo płatne stanowisko i zatrudnienie dla mojej żony.

Radosław Korneć i jego partnerka dodatkowo wyjechali w podróż na Mauritius.

Mauritius (fot. Piotr Rodzik / Piotr Rodzik)

Reklama
Reklama

Ładnie się bawicie na tym siedleckim uniwersytecie.

Nie wszyscy. Kilka lat temu uczelnia nawiązała współpracę z tamtejszym uniwersytetem, dochodziło do wymiany akademickiej. Ale Korneć z partnerką dostali wyjazd, o którym wielu pracowników może tylko pomarzyć. Ich relacje w social mediach to było piękne love story w bajecznym zakątku świata.

Dalej, Marzena Stańska. Po wyborach została dziekanem, a jej mąż, dotychczas na etacie technika, został zatrudniony jako nauczyciel akademicki.

Największa bomba, moim zdaniem, to Tomasz Nowak. Gdy pan i Patryk Słowik pracowaliście nad tekstem o Minkinie, przekazywałem redakcji nagranie, na którym Mirosław Minkina mówi: „Obiecałem Nowakowi wydział” [– poniżej publikujemy nagranie – red].

Reklama
Reklama

Nowak był kierownikiem Pracowni Sztuki w ramach Wydziału Humanistycznego. A po wyborach został dziekanem nowego Wydziału Sztuki. Tam była niecała setka studentów, gdy niektóre wydziały liczą ich ponad tysiąc. Nie ma osobnego sekretariatu, nie ma osobnego dziekanatu. Cały czas funkcjonuje jak wcześniej, tylko Nowak jest dumnym dziekanem Wydziału Sztuki z odpowiednim dodatkiem i innymi korzyściami.

Gdy zacząłem nagłaśniać te patologiczne przypadki, Korneć i Nowak przodowali w działaniach odwetowych, w tym w donoszeniu na mnie do prokuratury.

Nowa wojskowa uczelnia ma powstać w Łodzi. Polityka wygrała z logiką?

W jakich sprawach?

Reklama
Reklama

Absurdalnych. Tomasz Nowak, jeszcze jako kierownik pracowni sztuki, malował sobie obrazy i potem dekorował nimi gabinety. O żaden nie prosiłem, ale pewnego dnia do mojego gabinetu przyszedł Nowak i powiedział, że ten obraz tutaj zawiśnie.

Gdy przestałem być prodziekanem i opuściłem gabinet, obraz został na wydziale. Po artykule w WP rozpętano aferę, że ukradłem to „dzieło”. To oczywiste kłamstwo i dowiedziałem się, gdzie ten obraz faktycznie się znajduje. Idę na przesłuchanie i od razu mówię policjantowi, gdzie ten obraz leży. Pojechaliśmy razem i jest. Sprawa do umorzenia.

Korneć złożył kilka zawiadomień, głównie o groźby karalne, które nie miały miejsca. Tego postępowania nawet nie wszczęto. Reszta umorzona.

O losie Minkiny decyduje ponad setka osób. Może to zbyt daleko idący wniosek, że wiele zależy od osób obłaskawianych przez rektora.

Reklama
Reklama

Popierają go ludzie, którzy dostali stanowiska, a oni mają swoje szable. Oni zdobywają poparcie w ramach swoich struktur. Kaszuba, Topolewski, Stańska, Korneć, Nowak i inni. Na tym polega ten mechanizm. Oni mają teraz realną władzę i pozycję. Co, jeśli znowu, jak w poprzednich wyborach, zażądają od swoich pracowników zrobienia zdjęć kart do głosowania z „X” umieszczonym we właściwym miejscu?

Oni wybrali Mirosława Minkinę na rektora, ale niekoniecznie muszą chcieć jego pozostania. Tym bardziej, gdy znają materiał obciążający rektora.

Wydaje mi się, że gdyby ludzie kierowali się przyzwoitością i trzeźwą oceną sytuacji, to powinni zagłosować przeciw Minkinie. I wiem, że będą osoby, które tak postąpią.

Natomiast wiem też, że dzisiaj zbyt wiele mają do stracenia ludzie tacy jak Nowak, Stańska, Korneć i jeszcze wielu innych. A ja opisałem tylko wierzchołek góry lodowej. Pod wodą jest jeszcze więcej osób, jeszcze więcej przypadków specjalnego traktowania, niejasnego wydatkowania środków.

Reklama
Reklama

105 „studentów” musi opuścić Polskę. Na uczelniach ich nie widziano

Czy pan sobie wyobraża, że przeciwko Minkinie zagłosuje Zbigniew Kaczmarzyk? O nim jeszcze nie mówiłem. To prorektor, zastępca Minkiny – dziś pełniący obowiązki rektora. Jego syn przez pięć lat robił u Maliny Kaszuby doktorat. Wziął kilkadziesiąt, jeśli nie setki tysięcy złotych świadczeń. A nawet nie otworzył przewodu. I już nie ma nic wspólnego z naszą uczelnią. To jest właśnie to wyciąganie kasy – układ członków tej grupy.

Cała Polska o rektorze Minkinie dowiedziała się w kwietniu 2025 r. z tekstu Wirtualnej Polski. Artykuł zapadł w pamięć głównie z powodu obrzydliwego SMS-a, którego rektor wysłał podwładnej. Wszyscy byli oburzeni, ministerstwo zapowiadało błyskawiczne działania, a okazało się, że rektor został zawieszony dopiero po ponad roku.

Na początku było dla mnie zrozumiałe, że ten proces musi trochę potrwać. Kilkanaście osób dostarczyło materiały bardzo obciążające rektora Minkinę. To trzeba było sprawdzić, przesłuchać świadków.

Reklama
Reklama

Pierwszym momentem, w którym zwątpiłem, była zmiana rzecznika dyscyplinarnego. Sprawę prowadził ks. prof. Grzegorz Leszczyński. On zauważył nieprawidłowości, rozmawiałem z nim na ten temat. Nagle jednak ministerstwo nauki zastąpiło go nową rzecznik dyscyplinarną, która nadal nie przekazała ministerstwu raportu z efektem swoich prac.

Po co była ta zmiana? Ministerstwo tłumaczy to błędami formalnymi po stronie ks. prof. Leszczyńskiego.

Czasami odnoszę wrażenie, że chciano dać Minkinie czas na dyskredytowanie wszystkich świadków w jego sprawie. W tym mnie. Choć część działań odwetowych zaczęła się przed publikacją WP, gdy już miałem status sygnalisty.

Reklama
Reklama

Wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Karolina Zioło-Pużuk PAP/Piotr Nowak (fot. Piotr Nowak / PAP)

Dwie osoby, które dokonały zgłoszeń do rzecznika Leszczyńskiego, pożegnały się z pracą. Jednej zaproponowano niższe stanowisko. Druga z tych osób, ks. prof. Michał Szulik, dyrygent miejskiego chóru, został zwolniony. Toczy się teraz sprawa w sądzie pracy.

Beata Walęciuk-Dejneka była dziekanem i założycielem Ośrodka Języka Polskiego. Przestała pełnić tę funkcję i odebrano jej ośrodek.

Obiektami ataków byli też doktoranci i studenci.

Reklama
Reklama

No i oczywiście ja, wróg numer jeden w oczach Minkiny. Od momentu ujawnienia nieprawidłowości rektor próbuje mnie zniszczyć. W pozwie o mobbing opisałem 32 zdarzenia. Od drobnych złośliwości po naprawdę poważne przewinienia, jak wynajęcie detektywów do inwigilowania mnie.

Uczelnia pana inwigilowała?

Posiadam dokument podpisany przez Malinę Kaszubę. Umowa z firmą detektywistyczną koordynowaną przez byłą policjantkę, w przeszłości związaną z Grom Group, znaną firmą ochraniającą Jarosława Kaczyńskiego.

Minkina dowiedział się, że ubiegam się o status sygnalisty i dysponuję wieloma dowodami przeciwko niemu. Pewnego dnia zorientowałem się, że jeżdżą za mną dwa samochody. W tych samochodach znajdowali się prywatni detektywi. Było to dwóch byłych policjantów.

Reklama
Reklama

Zgłosiłem sprawę do prokuratury, a sąd zwolnił tych detektywów z tajemnicy zawodowej. Zeznali, że zostali wynajęci. Zostali przesłuchani półtora roku po całej akcji, więc mieli już uzgodnioną wersję, że ja rzekomo byłem podejrzewany o nękanie pani Kaszuby.

Malina Kaszuba poszła złożyć zawiadomienie do prokuratury, że jest nękana trzy miesiące po wynajęciu detektywów. Zeznała, że do jej skrzynki są wrzucane jakieś świstki z rzekomymi pogróżkami. Nie wskazała żadnego dowodu, ale stwierdziła, że najprawdopodobniej stalkerem jest Marcin Chrząścik. Prokuratura nie wszczęła nawet postępowania. Prawnicy, którzy mi pomagali, nazwali jej działania konstruowaniem narracji obciążającej bez podstawy dowodowej.

Nie wiem, co było celem tej akcji. Czy chodziło o przechwycenie jakichś materiałów, a może podrzucenie kompromatów, założenie podsłuchów. Dziwne, bo niedawno Mirosław Minkina ujawnił na Senacie jakieś nagrania prywatnych rozmów pracowników, w tym moich. Kto nagrywał, nie wiadomo. Rektor powiedział, że ktoś mu podrzucił pendrive’a z nagraniem.

Wymieniłem zawiadomienia do prokuratury, ale donoszono na mnie też do ZUS. Umorzone.

Reklama
Reklama

Do Urzędu Skarbowego o rzekomo nieodprowadzonym podatku dochodowym z tytułu najmu lokalu mieszkalnego.

Moja babcia chciała wynająć mieszkanie. Babcia nie ma dostępu do mediów. Na Facebooku napisałem, że jest mieszkanie do wynajęcia. Od razu naczelnik urzędu skarbowego poprosił o wyjaśnienie. Później powiedziano mi, że doniósł najprawdopodobniej Korneć.

Poszło też zawiadomienie do prokuratury o tym, że złożyłem fałszywe oświadczenie majątkowe, które wypełniam jako radny.

Zapomniał pan o zegarku?

Reklama
Reklama

Nic z tych rzeczy. Moja żona prowadzi działalność i sprzedaje odzież przez internet. Pomagam jej jako mąż i nie pracuję w jej firmie, ale poszło zawiadomienie, że czerpię z tego dochód i nie ujawniłem go w oświadczeniu majątkowym. Byłem wzywany przez skarbówkę i policję. Policja powiedziała mi, że musieli moje konta posprawdzać, jakieś przelewy, przepływy. Potem wezwano moją żonę. Umorzone.

I pan w takiej atmosferze nadal pracuje na Uniwersytecie w Siedlcach?

Pracuję i mam zamiar dalej pracować. Dlatego założyłem sprawę o mobbing ze strony Minkiny i jego „koleżków”.

Reklama
Reklama

Ja sobie poradzę, ale to wszystko idzie w świat. Już nawet pomijam to, jak w Polsce patrzy się na naszą uczelnię przez pryzmat Mirosława Minkiny. Tylko to idzie dalej.

Około 2014 r. nawiązałem współpracę z Uniwersytetem Witolda Wielkiego w Kownie. W 2022 r. zawiozłem tam pierwszy raz Minkinę i Kaszubę, bo wtedy byłem prodziekanem, żeby zapoznali się z tamtejszymi naukowcami. Byli zachwyceni.

W zeszłym roku Litwini napisali do rektora list, że chcieliby uhonorować swoich najbliższych współpracowników, przywieźć listy gratulacyjne, certyfikaty, nagrody. To wszystko nam się liczy do dorobku.

Rektor otrzymał oficjalną wiadomość z listą nagrodzonych. Cała lista nazwisk w kolejności alfabetycznej, na pierwszym miejscu Marcin Chrząścik. A rektor kazał mnie wykreślić. 17 lutego 2025 r. odbyła się uroczystość. Nagrody odbierają m.in. Minkina i Kaszuba, ale ja nie. Wręczają je obecna prorektor Uniwersytetu w Kownie oraz Jan Żukowskis, mój wieloletni kolega.

Reklama
Reklama

Spotykamy się, mówię: „Janie, trochę przykro mi było, że ja niczego nie dostałem”. On mi tłumaczył: „Wysłaliśmy maila, byłeś pierwszy na liście. Dostaliśmy maila zwrotnego, że pan rektor się zgadza przyjąć nagrodę, ale nie może być Chrząścika na tej liście. Nie wnikaliśmy w powody”.

Rektor jest zawieszony. Nie pojawia się na uczelni?

Jest na chorobowym. Został zawieszony jako rektor, ale wciąż jest profesorem. W poniedziałki ma zajęcia dla grupy studentów, ale zdecydował się wziąć zwolnienie lekarskie.

Dochodzą mnie słuchy, że atmosfera w rektoracie i wydziałach jest wspaniała, ludzie wzięli głęboki oddech. Jest w nich nadzieja. Ale potem sobie przypominają, że jest taki elektor, wspomniany Stanisław Topolewski, dziekan Wydziału Nauk Społecznych, który ma sporo szabel. Mam przed sobą listę najważniejszych osób na jego wydziale: były żołnierz, żołnierz, żołnierz, policjant, funkcjonariusz służb, żołnierz… Mogę długo wymieniać.

Reklama
Reklama

O, Grzegorz Pietrek, człowiek, który oskarżył mnie o plagiat. Zeznawał w prokuraturze przeciwko mnie. Powołany był biegły. Sprawa, jak się pan może domyślać, umorzona. Oni mają sporo głosów, by uratować Minkinę.

Mimo tego, co cała Polska wie od ponad roku, Minkina ma twardych obrońców. Rada Uczelni w odpowiedzi na pismo ministra Kulaska przyjęła uchwałę, w której piszą, że artykuł pana i redaktora Patryka Słowika w Wirtualnej Polsce był jednostronny i zawierał elementy manipulacji i dezinformacji.

Interesujące, manipulacja i dezinformacja, a ani jednego sprostowania do artykułu. W poniedziałek Mirosław Minkina wydał oświadczenie, w którym napisał, że ostatnie miesiące należą do najtrudniejszych w jego życiu zawodowym oraz protestuje przeciw decyzji ministra i walczy o godność człowieka. Ujął pana?

Dziwię się, że przebywając na zwolnieniu lekarskim używa służbowej skrzynki mailowej – mnie by już za to wyrzucił z pracy. A tak na poważnie, uważam, że to, co chce ukryć ekipa Minkiny, jest tak cenne, że aż warte takiego upokorzenia – bo proszę mi wierzyć, niełatwo było rektorowi wysłać taką wiadomość do wszystkich pracowników. Pokazał tu wszak swą słabość.

Reklama
Reklama

Przed nami dwa scenariusze – Minkina odchodzi lub Minkina zostaje.

Jeśli odejdzie, to ministerstwo może wysłać nam komisarza, który przeprowadzi wybory nowych władz. Może dalej też rządzić pan Kaczmarzyk, zastępca Minkiny. Ten, którego syn robił doktorat, ale go nie zrobił.

W najlepszym scenariuszu widzę to tak, że Minkina odchodzi, a prokuratura stawia zarzuty jemu i całej jego ekipie.

A w najgorszym?

Reklama
Reklama

Że go nie odwołują i rektor Minkina, były pułkownik WSI, rozpoczyna kolejny etap zemsty.

Nie chcę jednak kończyć pesymistycznie. Jest przecież nadzieja, żeby rozwiązać tę sprawę we własnym środowisku. Dostaliśmy w końcu tę szansę od ministra. No bo przecież tak naprawdę ostatnie słowo również należy do niego.

Źródło: Zero.pl
Reklama
Reklama