Pierwszym robotem sprzątającym w ofercie Dysona był model 360 Vis Nav i mam wrażenie, że firma chce o nim zapomnieć. Sam też chcę o nim zapomnieć. Nie ma go już nawet na stronie internetowej producenta, a jego cena spadła z absurdalnych 6 999 zł do poziomu 1600-1700 zł.
Nie będziemy się nad nim specjalnie pastwić, ale bardzo delikatnie mówiąc, że to nie był udany sprzęt. Po zobaczeniu pierwszych pozytywnych opinii na temat Dysona Spot+Scrub Ai wśród osób, których zdanie szanuję, musiałem sprawdzić, co udało się firmie poprawić w ciągu ostatnich trzech lat.
Dyson Spot+Scrub Ai i kosmiczna stacja bazowa

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Sprzęty sprzątające Dysona mają swój specyficzny wygląd i Dyson Spot+Scrub Ai ani trochę od nich nie odbiega. Stacja bazowa wygląda jakby spadła z kosmosu. Na zdjęciach może nie do końca to widać, ale nie jest wcale większa, a nawet wręcz przeciwnie, jest mniejsza od największych konstrukcji Dreame czy Roborocka.
W przeciwieństwie do konkurencji Dyson nie korzysta z worków na zabrudzenia i zbiera zanieczyszczenia w pojemniku, wykorzystując przy tym zaawansowany system filtracji oparty na cyklonach znanych z innych produktów firmy. Od strony praktycznej to dobre rozwiązanie. Nie trzeba wydawać pieniędzy na worki, cały czas widzimy stan zapełnienia pojemnika i eliminuje to zapychanie się systemu zasysania zabrudzeń z robota. Co zdarza się, jeśli worek jest mocowany na płasko, a w domu mamy długowłosego zwierzaka. Znam problem, przerabiałem go.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Od strony wizualnej wygląda to nieco gorzej, bo pojemnik jest przezroczysty. Więc ustawiając robota w eksponowanym miejscu to nieco kłuje w oczy, bo zabrudzenia mamy cały czas na wierzchu.
Dwa pozostałe elementy widoczne na przodzie stacji bazowej to pojemniki na wodę czystą i brudną. Dodatkowo pod tym pierwszym znajduje się schowany pojemnik na detergent do mopowania podłóg.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
W stacji następują typowe czynności, czyli opróżnianie pojemnika na brud, płukanie i suszenie wałka mopującego. Płukanie odbywa się w 40 st. C, a suszenie w 60 i trwa ok. trzech godzin. W trakcie pracy robot stosunkowo często wraca do stacji w celu przepłukania wałka, co zdecydowanie jest zaletą, a cały proces trwa nie dłużej niż trzy-cztery minuty.
Test Dreame X60 Pro Ultra Complete. Ma dwie ręce, czy dzięki temu sprząta lepiej?
Dyson Spot+Scrub Ai to bardzo nietypowa konstrukcja

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
O ile stacja dokująca może wydawać się duża, choć taka nie do końca jest, tak sam robot jest duży. Jest delikatnie, ale szerszy od flagowych modeli Roborocka i Dreame, które mają średnicę 35 cm. Tutaj jest to 37 cm i wysokość 11 cm, choć nie ma tu wieżyczki. Ale czy na pewno? Kamery są umieszczone na przodzie obudowy, która jest typowo dla robotów sprzątających lekko amortyzowana, a to, co inni producenci umieszczają w wieżyczce na górze obudowy, czyli obracany moduł czujników, znajduje się pod zadaszeniem z przodu konstrukcji.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Ciekawie dzieje się z tyłu. Dyson Spot+Scrub Ai ma dwa pojemniki na wodę. W górnej części trzyma wodę czystą i co ciekawe, trzyma ją tam przez cały czas. Po skończeniu sprzątania nie wypompowuje jej do pojemnika. Dziwnie to wygląda, ale nic poza tym. Za to w dolnej części zbiera się woda brudna i ta już trafia do pojemnika w stacji dokującej.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Od spodu mamy dwie szczotki boczne, co jest dużą zaletą i do tego jeszcze wrócimy, szczotkę główną i wałek mopujący, który przesuwa się na boki i jego możliwości też zaraz omówimy dokładniej.
Dziewięć nowych robotów Roomba. iRobot wybrał nietypowy sposób odbudowy swojej pozycji
Dyson Spot+Scrub Ai skończył przygotowywać mapę mieszkania, zanim włączyłem stoper

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Nawigacja była jedną z głównych wad Dysona 360 Vis Nav i pod tym względem firma zrobiła ogromny krok do przodu. Dyson Spot+Scrub Ai wykorzystuje kamerę oraz w końcu czujnik dToF LiDAR z podwójną wiązką laserową, dzięki czemu w czasie rzeczywistym dokładnie widzi odległość od elementów otoczenia. Wszystko wspierają algorytmy AI, które mają rozpoznawać ponad 100 kategorii obiektów.
Oprócz tego czujniki ultradźwiękowe rozpoznają rodzaje podłoża, są tu czujniki krawędzi, spadku oraz zielone podświetlenie LED na przodzie obudowy dla lepszego wykrywania zabrudzeń. Tu mam wątpliwości, czy to faktycznie w czymś pomaga, czy jest to bardziej skierowane do użytkownika, który dzięki temu widzi poziom zabrudzenia podłóg. Niemniej to efektowny dodatek.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Dyson Spot+Scrub Ai bardzo mnie zaskoczył prędkością przygotowania mapy mieszkania. Tak szybko nie zrobił tego jeszcze żaden robot sprzątający, nawet flagowe modele konkurencji. Całość trwała cztery(!) minuty z małym hakiem i to wystarczyło do przygotowania prawie bezbłędnej mapy mieszkania o powierzchni 62 mkw. Prawie, bo musiałem tylko zmienić nazwy dwóch pomieszczeń.
Byłem na pierwszej edycji Targów Technologii w Białymstoku. Wrócę tam za rok
Dyson Spot+Scrub Ai umie sprzątać na sucho i na mokro

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Podwójne szczotki boczne na przodzie obudowy to coś, czego bardzo brakuje mi w robotach Dreame i Roborocka. Ma je m.in. Narwal i jest to bardzo dobre rozwiązanie. Oprócz tego, że robot lepiej zbiera większe zabrudzenia, bo nie rozrzuca ich na boki, a dosłownie zagarnia pod siebie, poprawia to efektywność poruszania się. Jadąc wzdłuż ściany nie musi się ustawiać konkretnym bokiem, żeby wymiatać zabrudzenia z kątów. Dzięki czemu sprząta szybciej.
Wałek głównej szczotki został zaprojektowany tak, aby nie zaplątywały się w niego włosy i sierść, co jest rynkowym standardem. Choć sam długich włosów nie posiadam, to w mieszkaniu ich nie brakuje i faktycznie, przez ponad trzy tygodnie testów w wałku nie znalazłem ani jednego włosa, ani sierści.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Moc ssania nie jest rekordowa i sięga 18 tys. Pa, ale to wystarcza do skutecznego zbierania kurzu z twardych podłóg i wyciągania go z dywanów. Dostosowywanie mocy i automatyczne dopasowanie stylu pracy do poziomu zabrudzeń podłogi działa. Słychać, że robot zwiększa moc ssania tam, gdzie jest to potrzebne i znajdzie np. piasek przy drzwiach wejściowych. Wyższa moc jest też stosowana podczas odkurzania dywanów. Z kolei kiedy uzna, że na podłodze zostały jakieś plamy, powtórzy mopowanie tego miejsca.
W robotach sprzątających, z którymi się do tej pory spotkałem, wałek mopujący był lepszą opcją niż większość wirujących podkładek i Dyson Spot+Scrub Ai tylko to potwierdza. Wałek faktycznie robi robotę i pomijając jakieś ekstremalne plamy, podłogi po sprzątaniu wyglądały tak, jak po użyciu klasycznego, pionowego mopa elektrycznego.
W trakcie sprzątania wałek jest mocno dociskany do podłogi. Producent nie podaje siły nacisku, ale gołym okiem widać, jak wałek się pod nim lekko rozpłaszcza. Jest on stale nawilżany podczas pracy i wysuwa się na boki o 40 mm. To wystarcza do skutecznego mopowania wzdłuż ścian, a przy tym ciekawie wygląda. Wałek cały czas pracuje i przesuwa się na boki w trakcie pracy.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Na dywanach wałek jest automatycznie unoszony i trudno to wyjaśnić słowami, delikatnie chowa się w plastikowej osłonie. Ważne, że to się sprawdza i tam, gdzie powinno pozostać sucho, faktycznie tak się dzieje.
Dodajmy w tym miejscu, że producent deklaruje ok. 200 minut pracy na pojedynczym ładowaniu, co w trybie automatycznym jest osiągalne. Przy ręcznym ustawieniu sprzątania z wyższą mocą ten czas spada do ok. 140-150 minut.
Test Razer Huntsman V3 HE Magnetic 8KHz. Szybka klawiatura, ale tylko dla graczy
Aplikacja MyDyson wydaje się mniej rozbudowana niż u konkurencji

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Na pierwszy rzut oka aplikacja MyDyson wydaje się uboższa w funkcje niż rozwiązania Dreame i Roborocka. Faktycznie względem konkurencji nie ma tu m.in. możliwości zdalnego sterowania, podglądu kamery w trakcie pracy czy bardzo dokładnego ustawiania poziomu dozowania wody (w Dreame to obecnie ponad 30 poziomów), ale nie są to funkcje, bez których nie da się funkcjonować.
Aplikacja jest dobrze zrobiona. Prosta w obsłudze i przyjemna dla oka. Łatwo można w niej wprowadzać harmonogramy sprzątania i dostosowywać tryby pracy. Opcja ustawienia indywidualnego sprzątania dla każdego pomieszczenia pozwala wybrać moc ssania, poziom dozowania wody i opcjonalne dodatkowe przejazdy. Jest też możliwość sprzątania miejscowego, z opcją zaznaczenia konkretnego obszaru na mapie.
Dyson Spot+Scrub Ai nie lubi małych dywanów. Jak wypada na tle konkurencji?

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Podczas użytkowania Dysona Spot+Scrub Ai zauważyłem tylko jedną poważniejszą wadę i jest to zachowanie względem małych dywanów. Robot ich nie lubi. Chodzi o nieduże dywaniki np. łazienkowe czy lekkie wycieraczki.
Dyson Spot+Scrub Ai jest stosunkowo niski i ma problem z wjazdem na małe dywany. Często je zawija i przesuwa. Nie jest to problem tylko tego konkretnego modelu, niemniej występuje i jest duży. Z drugiej strony, pomimo niewielkiego prześwitu, robot bez większych problemów sprząta dywany nawet z dłuższym włosiem i robi to bardzo skutecznie.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Pod względem specyfikacji Dyson Spot+Scrub Ai wypada słabiej, niż roboty przywoływanych przeze mnie przez cały czas marek Dreame i Roborock, ale... jeśli porównujemy flagowe modele.
Wtedy faktycznie konkurencja ma wyższą moc ssania sięgającą nawet już ponad 30 tys. Pa i rozpoznaje więcej kategorii obiektów. Jeśli jednak porównamy modele w podobnej cenie, parametry są do siebie bardzo zbliżone. Czy są to rzeczy, które wpływają na codzienne użytkowanie? Ani trochę, bo skuteczność sprzątania i omijania przeszkód jest na takim samym, wysokim poziomie.
W kwestii mopowania mam skromne porównanie, bo używałem tylko dwóch modeli z rolką i był to iRobot Roomba Max 705 Combo. Na ich tle Dyson Spot+Scrub Ai wygląda równie dobrze i podobnie jak one, mopuje skuteczniej, niż większość robotów z wirującymi padami.
Dwa lub trzy razy robot zawiesił się na zawiniętym dywanie i tu w oczy rzuciła mi się inna obsługa, niż w robotach konkurencji. W zasadzie chyba wszystkie marki mają tak, że w takiej sytuacji należy ustawić urządzenie na podłodze i wznowić sprzątanie przyciskiem na obudowie. Dysona wystarczy odstawić, a po chwili sam wróci do pracy. Wciśnięcie przycisku na górze obudowy resetuje aktualne zadanie i rozpoczyna sprzątanie na nowo. Warto o tym pamiętać.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Główną różnicą pomiędzy Dysonem a konkurencją jest sposób poruszania się. Nowe roboty Dreame i Roborocka poruszają się jak ninja. Kiedy nie sprzątają są praktycznie bezgłośne i jeżdżą bardzo lekko. Trudno to opisać, ale sprawiają wrażenie, jakby wręcz unosiły się nad ziemią i miękko sunęły, a nie poruszały się na kołach. Dyson Spot+Scrub Ai wygląda na ich tle jak mały czołg.
Porusza się bardzo dynamicznie i twardo. Nie obija się przy tym o przeszkody, bardzo sprawnie je omija, ale nawet jak nie sprząta, nie porusza się bezgłośnie. Słychać dźwięk obracanych kółek. Wygląda to trochę jak w przypadku iRobotów Roomba sprzed czterech-pięciu lat, ale bez uderzania na oślep w co popadnie. Nie jest to nic złego i pewnie wraz z kolejnymi robotami Dyson to dopracuje, ale póki co jest zwyczajnie inaczej.
Może zainteresuje Cię:
Dyson wyciągnął wnioski. Dyson Spot+Scrub Ai to bardzo udany robot sprzątający

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Dyson 360 Vis Nav nie wyszedł producentowi wybitnie. Firma zrobiła sobie dłuższą przerwę i wróciła z bardzo udanym modelem Spot+Scrub Ai. Gdyby nie to, że wzornictwo jest podobne można by powiedzieć, że robiła go kompletnie inna firma.
Dyson Spot+Scrub Ai przede wszystkim działa. Jak dziwnie to nie brzmi, zawsze mam takie obawy względem nowych robotów sprzątających. Czy sprawnie zrobi mapę, czy nie będzie się gubić w mieszkaniu, czy nie zgubi drogi do stacji dokującej, czy nie zawiesi się w ciasnym przejeździe między krzesłem biurowym a komodą... Dyson Spot+Scrub Ai nie ma z tym żadnego problemu, a do tego sprawnie sprząta, solidnie mopuje, a przy tym jest dobrze wyceniony.

Dyson Spot+Scrub Ai (fot. Arkadiusz Dziermański / Zero.pl)
Przyznam, że nie sprawdzałem ceny Dysona Spot+Scrub Ai przed rozpoczęciem testu i spodziewałem się naprawdę drogiego sprzętu w cenie na pewno nie niższej, niż 5 tys. zł. Z dużym zaskoczeniem przyjąłem informację, że regularna cena wynosi 3 969 zł, a w trakcie pisania tego zdania Dyson ma małą promocję obniżającą ją o 70 zł. To dobra cena w stosunku do oferowanych możliwości.
Rynek odkurzaczy sprzątających jest mocno nasycony i w zasadzie trudno jest wybrać zły model. Produkty Dysona cieszą się w Polsce dużą popularnością i jeśli ktoś chciałby mieć robota właśnie tej marki, to w końcu może go wybrać bez obaw o przepłacanie i skuteczność działania.




