Reklama
Reklama
Reklama

Azyl widmo, ruina i państwowa kasa. Tak powstaje placówka, która ma wypełnić systemową lukę

TYLKO NA
Centralny Azyl dla Zwierząt działa, ale nie ma siedziby
(fot. Shutterstock/PAP/Radek Pietruszka)
Dodaj do ulubionych źródeł w Google

Centralny Azyl dla Zwierząt miał ratować dzikie i egzotyczne zwierzęta konfiskowane przez służby. Choć państwowa instytucja powstała trzy lata temu, do dziś nie ma odpowiedniej siedziby. Budynki, w których ma działać, są ruiną. W ubiegłym roku do azylu trafiły niedźwiedź i trzy ptaki, ale zwierzęta trzeba było przekazać dalej. Mimo to utrzymanie instytucji kosztuje miliony złotych. Najwięcej pochłaniają pensje pracowników.

  • Państwo polskie prowadzi Centralny Azyl dla Zwierząt. To instytucja, do której trafiać mają skonfiskowane przez służby niebezpieczne czy chronione zwierzęta. Ma wypełniać systemową lukę w ochronie przyrody.
  • Dlaczego więc po interwencji w zoo w Łącznej to nie tam, a do Holandii trafił choćby tygrys? 
  • Sprawdziliśmy. Choć formalnie placówka działa w Polsce od blisko trzech lat, póki co jej siedziba to ruina. 
  • Do azylu co jakiś czas pojedyncze zwierzęta trafiają... na papierze. W ubiegłym roku były to niedźwiedź, sowa i dwie papugi. Wszystkie te okazy azyl przekazał innym podmiotom.
  • Tymczasem instytucja pochłania miliony z państwowej kasy. W pierwszych dwóch latach koszty jej działalności operacyjnej to łącznie ok. 4,8 mln zł.
  • Największy wydatek stanowią pensje dla pracowników.

W ubiegłym tygodniu cała Polska żyła interwencją służb w zoo w Łącznej na Dolnym Śląsku. Po doniesieniach organizacji prozwierzęcych policja wraz z aktywistami weszła na teren ośrodka z zamiarem zabezpieczenia części okazów. W placówce szybko zapanował jednak chaos – w obronie Zoo stanęli mieszkańcy, doszło do przepychanek z policją.

Więcej przeczytasz tutaj: Kulisy akcji w Zoo Łączna. Chaos, zarzuty i tajemnicze rozmowy. „Prokuratura dała spis”

Finalnie część zwierząt została z zoo wywieziona, w tym do ośrodków w Holandii. Taki los spotkał m.in. tygrysa. Okazuje się jednak, że Polska ma na takie sytuacje inne procedury. Sęk w tym, że nie działają. 

Reklama
Reklama

W teorii los skonfiskowanego przez służby tygrysa powinien być jasny. Takie zwierzę – przedstawiciel inwazyjnego, niebezpiecznego, chronionego czy zagrożonego wyginięciem gatunku objętego konwencją CITES – powinno trafić do specjalnie powołanej w tym celu państwowej jednostki, jaką jest Centralny Azyl dla Zwierząt (CADZ), który nadzoruje Ministerstwo Klimatu i Środowiska. 

Problem w tym, że CADZ azylem jest tylko na papierze. Nie dysponuje bowiem obiektem, do którego mógłby przyjmować zwierzęta.

Te kierowane są więc do ogrodów zoologicznych, w których jednak liczba miejsc jest ograniczona. Jeżeli przestrzeni w polskich zoo nie ma, to zwierzę trafia za granicę. Taki właśnie los spotkał ponad 20 zwierząt skonfiskowanych w Łącznej. 

I choć Centralny Azyl dla Zwierząt swojej roli nie spełnia, to z budżetu państwa płyną tam zupełnie realne publiczne pieniądze. 

Luka wypełniona w teorii

Plan budowy azylu powstał w czasach rządu PiS. Ówczesna minister klimatu Anna Moskwa pod koniec 2021 r. zapowiadała, że pod Warszawą, na gruntach Skarbu Państwa, powstanie Centralny Azyl dla Zwierząt. Był to czas, gdy głośnym echem odbiła się historia 10 tygrysów, które utknęły na granicy polsko-białoruskiej. Ustawę powołującą azyl Rada Ministrów przyjęła w lipcu 2022 r., gdy na czele rządu stał jeszcze Mateusz Morawiecki. Pierwotnie plan zakładał, że w latach 2022–2031 Ministerstwo Klimatu wyda na ośrodek, w tym na budowę siedziby, ponad 77 mln zł, z czego aż 23 mln zł tylko w roku 2023. Rok później azyl miał być gotowy. 

Reklama
Reklama

Centralny Azyl dla Zwierząt miał wypełniać systemową lukę w polskiej ochronie przyrody. Mają tam trafiać przejmowane przez służby zwierzęta z przemytu oraz te przetrzymywane nielegalnie. W szczególności gatunki CITES, czyli zwierzęta zagrożone wyginięciem, które objęte są Konwencją Waszyngtońską. Ale nie tylko, bo zgodnie z ustawą azyl ma się zajmować również gatunkami niebezpiecznymi, chronionymi oraz „inwazyjnymi gatunkami obcymi”. 

O powołanie takiego ośrodka od lat apelowała Rada Dyrektorów Polskich Ogrodów Zoologicznych i Akwariów, bo to właśnie do ogrodów trafiają odebrane zwierzęta chronione konwencją CITES. Żaden z ogrodów nie jest jednak placówką wyspecjalizowaną we współpracy ze służbami, nie ma też warunków, aby przyjąć każdy gatunek. Przy warszawskim zoo działa co prawda Centrum CITES, które przejmuje chronione gatunki od służb, ale jest to miejsce przeznaczone dla gadów, płazów i bezkręgowców.

Siedem lat bez siedziby

W teorii wszystko szło zgodnie z planem. W listopadzie 2022 r. ustawę uchwalił Sejm, a przepisy weszły w życie z początkiem 2024 r. Tyle tylko że ośrodek fizycznie nie powstał. Problemem okazały się kwestie finansowania, uregulowania własności gruntów czy protesty okolicznych mieszkańców. Radni z Lesznowoli już w 2022 r. przyjęli stanowisko, w którym sprzeciwiali się budowie azylu. Przyznawali, że jest to „cenna i potrzebna inicjatywa”, ale jednocześnie zwracali uwagę, że teren wokół jest silnie zurbanizowany. „Istnieje niebezpieczeństwo kontaktu mieszkańców z niebezpiecznymi zwierzętami w przypadku niekontrolowanego ich uwolnienia” – obawiali się radni. Zwracali też uwagę, że to teren leśny, który mógłby służyć mieszkańcom. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: Staw dla deweloperów? Właściciele działek wściekli na urzędników. „Jesteśmy zapleczem”

W międzyczasie zmieniła się władza, ale nowy rząd projektu nie porzucił. Szefową azylu została dr Agnieszka Czujkowska, wieloletnia pracowniczka warszawskiego zoo, a w sierpniu na jej wniosek już nowa minister, Paulina Hennig-Kloska, powołała na stanowisko wicedyrektora Grzegorza Bistułę-Prószyńskiego. Azyl miał już swój statut, który jego strukturę podzielił na sześć komórek organizacyjnych i jedno samodzielne stanowisko pracy. Miał regulamin, który szczegółowo określał zadania każdej z komórek. Jednak w kolejnych miesiącach sprawa azylu ucichła. Aż do października 2025 r., gdy Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy, która ma – jak tłumaczył resort środowiska – „odblokować” środki na budowę ośrodka. Następnie przepisy przeszły przez Sejm, a w grudniu nowelizację podpisał prezydent Karol Nawrocki. 

Siedziba azylu ma powstać niedaleko Warszawy, na terenie dawnego Radiowego Ośrodka Nadawczego „Leszczynka”. To położony w lesie obiekt, który od lat jest opuszczony. Na stronie CADZ czytamy, że lokalizację wybrano ze względu na „dogodny dostęp komunikacyjny, bezpieczeństwo oraz możliwość zapewnienia odpowiednich warunków do przetrzymywania różnych gatunków zwierząt”. W kwietniu 2026 r. podpisano umowę na projekt ośrodka, który ma powstać do 2027 r., a następnie – od 2028 do 2031 r. – trwać ma budowa nowego obiektu. 

Reklama
Reklama

To oznacza, że azyl będzie funkcjonował bez siedziby aż przez siedem lat.

Koszty liczone w milionach

W teorii pracownicy azylu odpowiedzialni są nie tylko za zapewnienie zwierzętom bezpiecznego pobytu i opieki weterynaryjnej, ale również za ich znakowanie. Tak, aby śledzić ich dalsze losy i zapewnić, że nie wrócą do nielegalnego obrotu. W azylu zwierzęta mają czekać na uregulowanie ich sytuacji prawnej, a następnie ich losy mogą potoczyć się różnie. W niektórych przypadkach azyl ma podejmować starania, aby zwierzęta wracały do środowiska naturalnego, w innych ma je przekazywać do miejsc, które są w stanie zapewnić im warunki na stały pobyt. Mogą to być ogrody zoologiczne, placówki naukowe czy specjalistyczne ośrodki rehabilitacyjne. Azyl ma współpracować z jednostkami zarówno w Polsce, jak i za granicą. 

Co natomiast w praktyce robił azyl, którego nie udało się zbudować, a formalnie jego siedzibą jest ruina? 

Za 2024 r. sprawozdania z działalności na rządowych stronach nie ma. Jest za 2025 r., gdy azyl przyjął cztery zwierzęta – dwie papugi, sowę i niedźwiedzia. Wszystkie przekazał innym podmiotom. Ze sprawozdania dowiadujemy się, że pracownicy azylu zajmowali się również szkoleniami. A konkretnie przeprowadzili sześć „szkoleń dla organów celnych i policji w zakresie oznaczania gatunków zwierząt przyjmowanych do Centralnego Azylu dla Zwierząt” oraz cztery „spotkania edukacyjne”. Plan na 2026 r. to kolejne sześć szkoleń, cztery spotkania, a także opracowanie „wielobranżowej koncepcji projektowej” nowej siedziby. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: Kulisy akcji w Zoo Łączna. Chaos, zarzuty i tajemnicze rozmowy. „Prokuratura dała spis”

Żadna z tych rzeczy nie działa się za darmo. Finansowany z publicznych pieniędzy azyl co roku generował znaczne koszty. Ze sprawozdania wynika, że w 2025 r. koszt działalności operacyjnej azylu wzrósł do blisko 3,4 mln zł. Najwięcej, ponad 1,4 mln zł, wydano na usługi obce oraz 1,2 mln zł na wynagrodzenia. W pierwszym roku działalności azylu, czyli w 2024 r., koszty operacyjne przekroczyły 1,5 mln zł, a dwie najwyższe pozycje były takie same: prawie 600 tys. zł przeznaczono na wynagrodzenia i 488 tys. na usługi obce. Przychodów azyl praktycznie nie generował, za 2024 r. było to ledwie ponad 1 tys. zł, a rok później – niecałe 14 tys. 

Obawy wśród mieszkańców 

Budowa azylu niezmiennie budzi również emocje w gminie Lesznowola. Dzisiaj jednak obawy dotyczą nie tyle bezpieczeństwa, co sposobu, w jaki może zostać zagospodarowana pozostała część terenu. Jest to bowiem atrakcyjny inwestycyjnie grunt, a jak słyszymy od radnych, azyl może nie zająć działek w całości.

– Nie wiemy, co dokładnie na terenie tego azylu powstanie i to budzi największą wątpliwość – mówi radna Izabela Ignacak. – Samo powstanie azylu nie jest problemem. Mieliśmy w tej sprawie spotkania, zasady działania obiektu zostały wytłumaczone i obaw w kwestii bezpieczeństwa nie ma – zapewnia. 

Reklama
Reklama

Czytaj też: Tajemniczy kod. Co zeznał kluczowy świadek w sprawie Sławomira Nowaka

Radna mówi, że gmina podpisała z dyrekcją Centralnego Azylu dla Zwierząt list intencyjny, ale radnym nie udało się dowiedzieć, jakie konkretnie zapisy znalazły się w tym dokumencie. – Na pewno to porozumienie dotyczące przekazania części ziemi pod budowę nowej szkoły podstawowej. To z naszej perspektywy jak najbardziej w porządku, ale zawsze jest coś za coś – obawia się Ignaciak. – My tak naprawdę nie wiemy, jakie są oczekiwania ze strony azylu – stwierdza.  

Pytania o azyl wysłaliśmy zarówno do samego Centralnego Azylu dla Zwierząt, jak i do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Pytaliśmy o stopień zaawansowania prac przy budowie ośrodka, łączną sumę przekazanych azylowi publicznych środków, o szczegóły realizowanych zadań ustawowych oraz liczbę pracowników. Do czasu publikacji tekstu nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi. 

Reklama
Reklama