- 5 października Ministerstwo Infrastruktury przedstawiło planowane zmiany w przepisach dotyczących sprzedaży i użytkowania hulajnóg elektrycznych. Są za łagodne, a przede wszystkim niektóre z nich powinny już od dawna obowiązywać.
- Projekt zasadniczo zakazuje sprzedawania hulajnóg, które można odblokować i ma się tym zająć Transportowy Dozór Techniczny, ale nie ucina sprzedaży pojazdów „do użytku poza drogą publiczną”.
- Wprowadzenie projektowanych przepisów nie rozwiąże kwestii tysięcy niezarejestrowanych i niezgodnych z prawem hulajnóg, których użytkownicy rozwijają szalone prędkości na chodnikach.
Może i ten przykład będzie przesadzony, ale nieznacznie. Wyobraźmy sobie, że rząd pozwala na sprzedaż broni ostrej typu pistolety czy rewolwery bez żadnego zezwolenia i rejestracji, bo na pudełku jest napisane małymi literami „do użytku tylko na prywatnym terenie”. Minister mówi „ale przecież tam jest napisane, że nie wolno z tego strzelać w przestrzeni publicznej” i sprawa załatwiona, przecież wiadomo że nikt nigdy nie łamie prawa.
Dokładnie taką sytuację mamy teraz z hulajnogami elektrycznymi. Wchodząc na popularne serwisy sprzedaży możemy bez problemu zamówić hulajnogę o mocy powyżej 1 kW, która teoretycznie jest legalna, bo w wersji zablokowanej rozwija tylko 250 W. Ale metody odblokowania są tak proste, że każde dziecko poradzi sobie z tym w kilka sekund.
Alarmujące dane policji w sprawie hulajnóg elektrycznych. Coraz więcej wypadków
Oto założenia rządowego projektu z października tego roku
Tak naprawdę one wcale nie są z października, niektóre sięgają ubiegłego roku – bo mowa o projekcie UC95, czyli zmianie ustawy o homologacji pojazdów.
- Hulajnogi elektryczne mają zostać pozbawione możliwości odblokowania, tzn. mogą osiągać tylko prędkość 20 km/h. Transportowy Dozór Techniczny będzie mógł zablokować sprzedaż pojazdów, które nie spełniają tego wymogu, czyli pozostawiono w nich możliwość łatwego obejścia blokady. Ma to dotyczyć hulajnóg wyprodukowanych po 31 marca 2027 r.
- Przewidziana jest sankcja dla sprzedawców, którzy wprowadzają do obrotu pojazdy udające wizualnie hulajnogi, ale znacznie mocniejsze niż przepisy pozwalają.
- Policja ma zyskać możliwości i sprzęt do pomiaru mocy hulajnóg w postaci przenośnych hamowni, co jest o tyle dziwne, że już teraz takie hamownie w Polsce istnieją i bywają wykorzystywane przy nieco demonstracyjnych akcjach policji.
- Według zapowiedzi wiceministra Stanisława Bukowca, w niektórych przypadkach będzie można nawet przeprowadzić konfiskatę hulajnogi, jeśli zostanie zakwalifikowana jako niezarejestrowany motorower.
Boli mnie nagonka na hulajnogi elektryczne. Nie każdy kierujący jest idiotą
Czego nie zapowiedziało ministerstwo?
Nie zapowiedziano zakazu sprzedaży pojazdów elektrycznych typu hulajnoga czy motocykl bez homologacji przeznaczonych do użytku poza drogami publicznymi. Nie będzie można kupić hulajnogi, którą da się odblokować, ale będzie można nadal kupić dwukilowatowego potwora typu „używaj tylko na własnym terenie” i jeździć nim po ulicy na własne ryzyko. To dziwna furtka w prawie, ale o tym za chwilę. Dla porządku wypada też wspomnieć, że zapowiedziano także rozwiązanie problemu miejskich hulajnóg rozrzuconych po chodnikach (dopiero teraz?) – pojazdy „na minuty” będzie można pozostawiać tylko w wyznaczonych miejscach. Myślałem, że tak powinno było być od początku.
80 km/h na hulajnodze elektrycznej? Da się szybciej. Prawo nie nadąża za producentami
Komentarz do zmian: za mało i za późno
To dobrze, że ministerstwo coś robi, chociaż mam wrażenie, że do wprowadzenia tych przepisów jeszcze daleka droga, mam też wrażenie że niektóre z nich mają status projektu od wielu miesięcy i nic się nie przesuwa do przodu. Planowane zmiany mają dwie wady:
- w ograniczonym stopniu rozwiązują problem sprzedaży nowych, nielegalnych hulajnóg. Może nie będzie już można sobie łatwo odblokować kupionej hulajnogi, ale nadal będziemy mieli dwie kategorie pojazdów: hulajnogi elektryczne i „inne jednoślady elektryczne o wyglądzie hulajnogi przeznaczone do użytku poza drogą”. Te drugie będą nadal stosowane na drogach, ponieważ na pierwszy rzut oka nie da się ich odróżnić od tych legalnych, zwłaszcza jeśli ktoś nie przegina z prędkością. Dopóki nie będziemy jeździć 80 km/h po drodze rowerowej, szansa na złapanie będzie wciąż znikoma.
- w równie ograniczonym stopniu rozwiązują problem już istniejących nielegalnych hulajnóg. Zapowiedziano, że policja będzie wykorzystywać hamownie i wyłapywać osoby jeżdżące na zbyt mocnych jednośladach, ale zapewne te akcje będą doraźne, jednorazowe i pokazowe, dokładnie tak jak miało to miejsce do tej pory. Wiceminister Bukowiec wspominający o konfiskacie już wywołał wściekłość środowisk „wolnościowych”, które podniosły larum, że „rząd chce kraść nasze hulajnogi”, podczas gdy taka konfiskata powinna być standardowym środkiem zaradczym. Jeśli wykorzystujesz drogę publiczną do jazdy pojazdem, który nie ma dopuszczenia do użytku na tej drodze, w dodatku bez obowiązkowej rejestracji i ubezpieczenia (bo zbyt mocna hulajnoga to już prawnie motorower), to konfiskata powinna być automatyczna. Mam nawet jeszcze lepszy pomysł – ze skonfiskowanych hulajnóg trzeba wyciągać akumulatory i łączyć je w banki energii.
Jak powinno być?
Przede wszystkim przepis, o którym za chwilę napiszę, należało wprowadzić tak mniej więcej w 2020, może 2021 r. Powinno być tak, że sprzedaż hulajnóg, czyli dwukołowych pojazdów elektrycznych bez siodełka jest dozwolona tylko jeśli moc silnika nie przekracza 250 W. Jeśli silnik jest mocniejszy, to mamy do czynienia z motorowerem. W tej sytuacji konieczna jest homologacja i tablice rejestracyjne. Klient nie może odebrać zakupionego motoroweru przed zarejestrowaniem i ubezpieczeniem go. To super-proste rozwiązanie, które sprawia, że problem przestaje istnieć. Wszyscy sprzedawcy zbyt mocnych, niehomologowanych hulajnóg stają się przestępcami, a zajmuje się nimi nie żadne TDT, tylko prokuratura.
Jestem niesłychanie zdziwiony, że nikt do tej pory nie wpadł na tak oczywisty pomysł
Niedawna konferencja rządu miała być potwierdzeniem, że ministerstwo zna problem i zamierza coś począć. W rzeczywistości potwierdza raczej bezwładność państwa w tej sprawie – dopiero, gdy policja opublikowała statystyki z których wynika ogromny wzrost wypadków z udziałem hulajnóg w roku 2025 wobec lat poprzednich, ministerstwo zaczyna coś kleić. W dodatku ścieżka legislacyjna się przeciąga, a przepisy nie wydają się być przesadnie skuteczne. Tymczasem ja jeżdżąc do pracy i z pracy na rowerze sinieję ze strachu, gdy niemal codziennie wyprzedzają mnie jeźdźcy na hulajnogach rozwijający na oko prędkość trzykrotnie wyższą niż ja.
Nie mam nic przeciwko hulajnogom elektrycznym w ruchu, jeśli ktoś jest odważny to niech na tym jeździ. Ale pojazdy rozwijające prędkości podobne do samochodów powinny jechać w ruchu z samochodami.


