Reklama
Kraj

Nie wystarczy brak herezji. Msza to nie show proboszcza

Coraz częściej kapłani i tzw. katoliccy celebryci zapominają, że ich powołanie ma konkretne ramy. Kiedy duchowni traktują Mszę jak show i starają się zabawiać wiernych, a świeccy budują internetową pozycję kosztem Prawdy, cierpi na tym cała wspólnota. Przedkładanie własnej „kreatywności” nad wierność liturgii i Prawdzie to droga do rozbicia jedności Kościoła.

Stanisław Artymowski
Opinia autorstwa: Stanisław Artymowski
Dzisiaj 21:10
9 min
Kapłan przy ołtarzu podczas sprawowania Mszy św. (fot. Pascal Deloche /GODONG / Getty Images)
TYLKO NA

Zamieszanie i bolesne rozdarcie „całej tkanej bez szwów Tuniki Chrystusa”*, które dokonało się po lipcowych święceniach biskupich w Bractwie Kapłańskim św. Piusa X, choć samo w sobie jest bardzo trudne, to może okazać się przyczynkiem do ponownej refleksji nad stanem współczesnego Kościoła w aspekcie zachowania duchowieństwa.

Łatwo jest krytykować herezje i schizmy, jednak łączność z papieżem i realne życie wiarą katolicką to dużo więcej niż niebycie heretykiem. I bez tego można nie traktować Boga na poważnie: rzadko chodzić do spowiedzi, rzadko się modlić czy w końcu nie starać się nawet kochać bliźniego, a jednak dla takiej osoby nie ma formalnej kary przewidzianej przez Kościół.

Sprawdź także: Ukraina przeprowadzi wybory w czasie wojny? „Podskórna rywalizacja trwa”

Dzieje się tak, ponieważ cenzury (kary kościelne) są zaciągane automatycznie bądź nakładane w ramach dekretu na tych, którzy czynią coś przeciwnego Kościołowi w ramach tak poważnej materii, że prawo kanoniczne przewiduje za to karę. Jednocześnie letnie czy nieodpowiednie życie w wierze jest raczej dziełem rozwleczonym w czasie, czysto autodestrukcyjnym i tylko w tej mierze raniącym wspólnotę Kościoła.

Reklama
Reklama

Fundament życia duchowego

Prawo kanoniczne nakłada pewne podstawowe ramy, ale nie jest w stanie za nas zbudować dojrzałej relacji z Bogiem. Kościół poprzez sakramenty i uduchowionych ludzi może starać się kształtować w nas dojrzałą duchowość, ale ostateczna decyzja należy do nas.

Podstawowym źródłem formacji do świętości dla katolików na całym świecie są sakramenty święte, szczególnie Eucharystia i pobożne przyjęcie Komunii św., a głoszone podczas niej słowo Boże pomaga wiernym coraz pełniej przyjmować i rozumieć różne aspekty wiary.

Duchowni poprzez homilie mogą nie tylko wyjaśniać znaczenie usłyszanych czytań, lecz także ukazać ich sens we współczesnym świecie, pomagając w ten sposób powracać wiernym do życia z Bogiem. Dodatkowo teksty liturgiczne są często polecane do prywatnych modlitw, jako że są świetnym nośnikiem wiary katolickiej w rozumieniu zasady lex orandi, lex credendi (prawo modlitwy jest prawem wiary). Jak wielkim jest więc zaskoczeniem, gdy to, co miało karmić wiernych, staje się wynaturzeniem liturgii i znajdujących się w niej treści.

Gdy ksiądz próbuje być gwiazdą

Jak co roku jeżdżę z rodziną na tydzień nad polskie morze, zatem zawsze co najmniej jedna niedzielna Msza przypada w tamtejszym kościele. Turystów nie brak, co przekłada się na liczną obecność wiernych podczas niedzielnej Eucharystii. Co roku przeżywam to samo – infantylizację liturgii przez tamtejszego księdza proboszcza. Chodzi nie tylko o łamanie licznych przepisów liturgicznych – tak jakby Kościół ustanowił je na złość wiernym, więc mądry ksiądz będzie je ignorował – ale również o traktowanie wiernych jak dzieci, które trzeba zabawiać.

Reklama
Reklama

Zamiana Credo na Akt Wiary i Miłości, banalne piosenki zamiast odpowiednich pieśni liturgicznych, dodawanie własnych słów do modlitw z mszału, homilia na niskim poziomie merytorycznym i dialogowana z wiernymi również w sposób infantylny – to są przejawy popadnięcia księdza w pychę polegającą na mylnym przeświadczeniu, że samemu jest w stanie kształtować liturgię, którą celebruje z ramienia Kościoła.

Może Cię zainteresować: Koalicja Obywatelska nie radzi sobie z kolejną aferą? „To nie strategia, to czysty chaos”

W takiej sytuacji prezbiter sam z siebie czyni gwiazdę Eucharystii, tak jakby żywy Jezus Eucharystyczny był niewystarczający, a poszczególne części Mszy zbyt mało wyraziste dla wiernych. Taka Msza, nie licząc tego, że pozwoliła mi spełnić obowiązek niedzielny i spożyć Ciało Pańskie, nie niosła zamierzonego pożytku duchowego z punktu widzenia doznań emocjonalnych oraz intelektualnych i nie wydawała się służyć reszcie wiernych w ich wzroście duchowym. Bo nie jest istotnym pytanie, czy podobała im się taka Msza, ale czy jest ona dla nich realnie dobra – to są dwie różne kwestie.

Liturgia, będąc oficjalnym kultem Kościoła, powinna być traktowana przez wszystkich wiernych, świeckich i duchownych, wyjątkowo poważnie i delikatnie. Obowiązek przestrzegania przepisów liturgicznych określają m.in. Motu proprio św. Piusa X „Tra le sollecitudini”, encyklika Piusa XII „Mediator Dei”, Konstytucja o Liturgii Świętej „Sacrosanctum Concilium”, Instrukcja Świętej Kongregacji Obrzędów „Eucharisticum mysterium”, Instrukcja „Inaestimabile donum”, Kodeks Prawa Kanonicznego, „Ogólne wprowadzenie do Mszału Rzymskiego” oraz Instrukcja „Redemptionis Sacramentum”, List Apostolski Franciszka „Desiderio Desideravi”, Nota Dykasterii Nauki Wiary „Gestis verbisque”, a także wiele innych dokumentów.

Ksiądz, który działa samowolnie w tej materii, wbrew obowiązującym normom liturgicznym, czyni coś wbrew Kościołowi, na szkodę swoją i wiernych. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa Noty Dykasterii Nauki Wiary „Gestis verbisque”: „Właśnie z tego powodu szafarz powinien rozumieć, że autentyczna sztuka celebrowania (ars celebrandi) to taka, która szanuje i podkreśla prymat Chrystusa oraz aktywne uczestnictwo (actuosa participatio) całego zgromadzenia liturgicznego, także poprzez pokorne posłuszeństwo normom liturgicznym”.

Reklama
Reklama

Nie tak dawno o tym fakcie przypominał papież Leon XIV w swojej środowej audiencji generalnej w ramach cyklu katechez, podczas których Ojciec Święty komentuje dokumenty soborowe, np. Konstytucję o liturgii świętej „Sacrosanctum Concilium”.

Czytaj również: USA zmieniają nazwę lotniskowca. Miał uczcić czarnoskórego bohatera, teraz rozważają Trumpa

Naruszenie jedności Kościoła

Ale oprócz pewnych szkód względem wspólnoty wiernych, które dzieją się przy takich celebracjach i przy tego rodzaju podejściu do teologii i duszpasterstwa, pojawia się jeszcze jeden problem poruszony na początku tekstu: ksiądz ten nie uczynił niczego, co byłoby wprost obwarowane karą kościelną, więc teoretycznie jest w pełnej komunii z Kościołem. Z pewnością grzeszy nieposłuszeństwem wobec Kościoła, w ramach którego posługuje ludziom, ale wciąż znajduje się w jego strukturach.

Postawa takich duchownych obiektywnie narusza pełnię komunii kościelnej w wymiarze posłuszeństwa i dyscypliny. Szczególnie że kan. 205 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdza, że w pełnej komunii w Kościele są ci wierni, którzy „(…) łączą się z Chrystusem więzami wyznawania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego”. Jednak, skoro poszczególne szczeble hierarchii zdają się nie weryfikować, czy życie i działanie katolików, szczególnie duchownych, odzwierciedlają treść tego kanonu, to pytanie, czy nie jest on pobożnym życzeniem, zamiast realną częścią prawa kanonicznego.

Nie twierdzę, rzecz jasna, że każdy pojedynczy akt jakiegokolwiek nieposłuszeństwa od razu zrywa komunię – wszak wszyscy jesteśmy grzesznikami. Ale jeżeli ksiądz czyni z samowolki duszpastersko-liturgicznej pomysł na katechizację, to stanowi to już pewne naruszenie jedności Kościoła.

Reklama
Reklama

Wiara ubogacająca lud, to ta, która pozostaje wierna swoim korzeniom, wypracowanej i od dawna praktykowanej duchowości, tak pięknie oddającej prawdy wiary i teologię katolicką. Duchowni, zaczynając od diakonów, a na biskupach kończąc, mogą o tyle skutecznie ewangelizować wiernych i ukazywać im piękno Boga, o ile są wierni temu, co deklaratywnie wyznają. Stawianie w centrum siebie i swojej wizji charyzmatycznego przewodnika, zamiast podążanie za zdrową duchowością, nie jest wyrazem komunii z papieżem, który – w ramach Magisterium Kościoła – oczekuje ortodoksyjnego przekazywania treści wiary w sposób pobożny, zgodny z obowiązującymi tekstami liturgicznymi.

Zobacz także: Drony w przestrzeni powietrznej dwóch krajów. „Poważne naruszenie suwerenności”

Siła cichej wierności

Ten problem jest dużo szerszy i dotyka wielu prezbiterów, biskupów i tzw. celebrytów katolickich. Duchowni nieraz zdają się zapominać, że ich powołanie ma konkretne ramy, w ramach którego Bóg oczekuje od nich działania. Ich kreatywność może przejawiać się w okazjonalnie nowatorskim sposobie przedstawianiu ortodoksyjnej nauki. Z kolei świeccy, którzy są powołani do świętości w życiu wśród ludzi, nie powinni zapominać, że ich budowanie popularności w mediach społecznościowych nigdy nie może odbywać się kosztem Prawdy – samego Pana Jezusa. Inaczej ich komunia z Mistycznym Ciałem Chrystusa, czyli Kościołem, jest poważnie naruszona.

Reklama
Reklama

Będąc wiernymi Bogu i Jego Kościołowi, przestaniemy poszukiwać poklasku, a zdamy się na cichą codzienność z Panem. Na szczęście bogactwo katolickiej duchowości jest różnorodne i nasyci każdego wiernego.

* Takie słowa padły w liście Leona XIV do przełożonego generalnego Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X.

Stanisław Artymowski
Stanisław Artymowskiautor zewnętrzny